Reklama

Reklama

Diogenes. Legenda PRL, która powoli odchodzi w zapomnienie

PRL był wyjątkowym czasem, który niewątpliwie miał swoje wady i zalety. Pomimo tego, że większości produktów w sklepach po prostu brakowało, a większość ludzi żyła nadwyraz skromnie, niektórzy Polacy wciąż wspominają ten okres z łezką w oku.

PRL był okresem, w którym ludzie żyli w specyficzny sposób. W sklepach mało co było, a jednak niektórzy wspominają go z sentymentem. 

Zwłaszcza na myśl o dawnych wycieczkach naszym rodzicom i dziadkom może zakręcić się łezka w oku. 

We relacjach z podróży wielu osób wciąż przewijają się domki letniskowe sprzed lat, których widok niewielki ułamek wczasowiczów zachowała również na fotografiach lub pocztówkach.

Architektura PRL to nie tylko szare blokowiska. Diogenesy obalają stereotypy

Niewątpliwie architektura PRL była niepowtarzalna i składało się na nią dużo więcej niż tylko surowe szare blokowiska, które wielu z nas ma przed oczami, myśląc o typowych budynkach zachowanych z tego okresu. 

Reklama

Sporo unikalnych miejsc po prostu popadło już w ruinę, albo wyremontowano je tak, że ich wygląd niewiele ma już wspólnego z tym, jak prezentowały się kiedyś. 

Podróżując po Polsce wciąż jednak gdzieniegdzie można spotkać perełki, o których mało kto już teraz pamięta. Niestety lada chwila mogą one odejść w zapomnienie, ale kiedyś cieszyły się niesamowitą popularnością. 

Mowa o słynnych diogenesach, których nazwa pochodzi od słynnej "beczki Diogenesa". 

Diogenes. Co to takiego?



Lata 70. to czas, w którym zapanował prawdziwy boom na domki letniskowe. 

Zakłady pracy często posiadały własne ośrodki wypoczynkowe, na które składały się różnego rodzaju parcele. Wśród nich te najbardziej charakterystyczne to domki letniskowe typu Brda, ale nie tylko. 

Diogenesy już na pierwszy rzut oka zachęcały do tego, aby spędzić w nich urlop, a przy okazji były sprytnie urządzone. Projektanci wiedzieli, jak ograniczyć potrzeby wczasowiczów do minimum tak, by na stosunkowo niewielkim metrażu wypoczywało się komfortowo. 

Od innych domków letniskowych odróżniał je wyjątkowy, niemalże kosmiczny kształt. Pół wieku temu był on czymś rzadko spotykanym, a co za tym idzie przyciągającym uwagę. Nie od dziś wiadomo, że to, co inne nas fascynuje. 

Diogenesy były funkcjonalne. W środku można było znaleźć materace, a także niewielką kuchnię z blatem, kuchenką, lodówką, stołem, półokrągłymi szafkami i butlą gazową. 

Brakowało jednak łazienek, ponieważ w tamtym okresie popularne było korzystanie z tzw. sanitariatów.

Diogenes. Architektoniczny relikt przeszłości

Gdzieniegdzie, mając szczęście, można jeszcze spotkać dobrze zachowane diogenesy, ale nie ma co ukrywać, że wraz z upływem czasu ich liczba maleje. 

To i tak cud, że po tylu latach, niektóre  wciąż wyglądają tak dobrze, bo producent miał ponoć oceniać trwałość konstrukcji na około 20 lat. 

W PRL cena takiego domku letniskowego oscylowała w granicach od 48 do 56 tysięcy złotych, w zależności od wielkości i można go było postawić niemalże ekspresowo. Czekało się na niego najczęściej do dwóch miesięcy.

Podobają wam się diogenesy? Myślicie, że moda na tego typu domki letniskowe powinna znów powrócić? 

Czytaj również: 

Zielony Staw Kieżmarski bije na głowę morskie oko? 

Własny domek mobilny nad jeziorem. Jak to zrobić? 

Zobacz także: 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje