Reklama

Reklama

Kinga Fukushima: Japonia to nie tylko kwitnące wiśnie

Czym jeszcze zaskoczyli cię Japończycy?

- Specyficznymi kontaktami damsko-męskimi. Późno dotarłam do tej warstwy społeczeństwa, jaką są perwersyjni Japończycy. Po raz pierwszy zetknęłam się z nią, gdy jechałam pociągiem do pracy. Naprzeciwko siedziała kobieta ubrana w czarny golf z wyciętą łezką w okolicach obojczyka. Obok usiadł starszy mężczyzna. Przez całą drogę nie mógł oderwać wzroku od tego niewielkiego skrawka ciała. Nie minęło wiele czasu i sama zostałam ofiarą obsesyjnych męskich spojrzeń.

- Wybierając się do centrum Tokio w upalny dzień, postanowiłam ubrać bluzkę na ramiączkach z niewielkim dekoltem w serek. Nagle poczułam na sobie wzrok starszego mężczyzny. Zupełnie nie przejmował się tym, że zauważyłam, jak przygląda się moim piersiom. Chciałam zareagować, ale mnie sparaliżowało. W końcu to był pierwszy taki przypadek w moim życiu. Przy najbliższej stacji wybiegłam z pociągu przerażona. Tamten incydent nie był ostatnim - za każdym razem, kiedy odsłonię choć trochę ciała, wgapia się we mnie mnóstwo par męskich oczu. Dopiero w tym roku znalazłam odwagę, żeby zwrócić uwagę kolejnemu dewiantowi, który bezwstydnie patrzył na mnie, jedząc jednocześnie posiłek z żoną i dziećmi w restauracji. Udało mi się go speszyć, wskazując na niego ręką i komentując głośno całą sytuację.

Reklama

Niewiele mówi się w polskich mediach o trwającej w Japonii pandemii. Jak to wygląda z twojej perspektywy?

- Gdy pandemia rozpoczęła się na dobre w Polsce, w Japonii było spokojnie. Wydawało mi się, że jestem bezpieczna, z dala od choroby siejącej postrach na całym świecie. Koronawirus dotarł w końcu do Japonii, a ja zaczęłam bać się o swoje życie. Mieszkańcy wpadli w panikę, robili zapasy, w sklepach zabrakło papieru toaletowego, makaronu, ryżu czy ramenu w kubeczkach. Rząd oparł działania na tzw. jisuku-yousei, czyli zamiast prawnych zobowiązań narzucanych na obywateli, po prostu prosili ich o pozostanie w domach. Wprowadzanie lockdownu to dla japońskich polityków naruszenie podstawowych praw człowieka. Japończycy za nic mieli prośby, wychodzili z domów, jakby pandemii nie było. Nie przeszkadzały im w tym ogłaszane kilkukrotnie stany wyjątkowe. Kawiarnie, sklepy, restauracje, bary, parki wciąż są odwiedzane tłumnie przez ludzi. Z tego, co zaobserwowałam bary karaoke zostały zamknięte na czas stanu wyjątkowego.

Na szczęście wszyscy karnie noszą maseczki.

- To prawda, maseczki nosi się tu często, w zależności od stanu zdrowia czy indywidualnych preferencji. Sugestie ze strony rządu o codzienne zasłanianiu ust i nosa nie zostały ciepło odebrane przez Japończyków. Wciąż zdarza się, że widuję kogoś bez maseczki w sklepie. Podobny problem jest ze szczepieniami. Teoretycznie proces rozpoczął się w lutym od służby zdrowia i starszych osób, ale zanim podano tym grupom dwie dawki, pojawiły się informacje o dostępności szczepień dla młodszych osób. Do tego zapasy szczepionek nie są uzupełniane. Brakuje informacji o ich dostępności, składzie i ewentualnych powikłaniach. Japończycy obawiają się szczepień, ponieważ nigdy nie mieli wcześniej z do czynienia ze szczepionkami domięśniowymi. Jeśli ktoś pozwala sobie tutaj wbić igłę w ciało, to tylko w formie zastrzyku podskórnego.


Skoro brakuje rzetelnych informacji na temat szczepień przeciwko koronawirusowi, to jakie opinie krążą na ten temat wśr
ód społeczeństwa?

- Ludzie obawiają się skutków szczepień. Powtarzają sobie przeróżne pseudoteorie o nieodwracalnych zmianach skórnych, paraliżu czy śmierci poszczepiennej. W japońskich mediach przekazywane są tylko zdawkowe informacje, anglojęzyczne tytuły nie stanowią źródła wiedzy, więc Japończycy nie mają zaufania do szczepionek. Efekt jest taki, że od lutego do dnia dzisiejszego zaszczepiono w pełni dopiero 20,4 proc. populacji.

Mimo tego rząd zdecydował się na organizację Igrzysk Olimpijskich?

- Olimpiada budzi w Tokio ogromny niepokój przez rosnącą liczbę zakażeń. Społeczeństwo wyraża swój sprzeciw podczas ulicznych protestów, dając rządowi jasny sygnał, że nie zgadza się na organizację wydarzenia. Wypowiedział się na ten temat również sam cesarz Naruhito. Władze chciały, żeby imprezie przyglądała się dziesięciotysięczna widownia, dlatego monarcha musiał ostudzić ich zapędy. Po dwóch tygodniach od podjęcia decyzji o ilości ludzi, którzy mogą pojawić się na trybunach, zdecydował, że igrzyska odbędą się z udziałem tysiąca wybranych widzów VIP.

- Nadal zawodzi system bezpieczeństwa. W kraju pojawia się coraz więcej zakażonych sportowców, a ryzyko wybuchu kolejnych ognisk zakażeń jest coraz większa. W Hamamatsu położonym na południowy zachód od Tokio, w jednym z hoteli, w którym przebywa część brazylijskiej delegacji olimpijskiej, odnotowano siedem przypadków COVID-19 u personelu. Pozytywny wynik testu otrzymał masażysta rosyjskiej kobiecej drużyny rugby oraz część zespołu rugbystów z RPA, którzy lecieli jednym lotem z osobą zakażoną. Nie brakuje też zakażonych sportowców wśród tych, którzy już dotarli do Japonii. Wyobraź sobie oburzenie rezydentów z zagranicy, którzy nie mogą przyjechać do Japonii, bo ta nie chce wpuszczać obcokrajowców. Olimpiada jest tu ponad wszystko.

Dlaczego?

- Po pierwsze, igrzyska miały być świętem odbudowy kraju po trzęsieniu ziemi, tsunami i wypadku nuklearnym w 2011 roku. Po drugie, impreza jest od lat ważna dla państwa-gospodarza, ponieważ stanowi rodzaj akceptacji międzynarodowej. Dla Japonii to szczególny powód, bo po II wojnie światowej musiała sporo się napracować, żeby odbudować zaufanie innych krajów. Do tego dochodzi kwestia finansowa. Jeśli Japonia przeniosłaby olimpiadę na kolejny rok, będzie musiała zapłacić wysoką karę. Jak się okazuje, rząd nie ma na to środków.

***

Zobacz również:

Aleksandra Goińska: Dania to moje miejsce na Ziemi

10 najpiękniejszych miejsc na Islandii

Dowiedz się więcej na temat: Japonia | życie w Japonii

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje