W skrócie
- Islandia prezentuje się na portalach społecznościowych jako miejsce idealne do życia, ale w praktyce codzienne funkcjonowanie na wyspie wiąże się z wysokimi kosztami, utrudnionym dostępem do specjalistycznej opieki zdrowotnej i długimi ciemnościami podczas zimy.
- Różnice kulturowe i warunki pogodowe na Islandii wpływają na styl życia, a samotność oraz tęsknota za rodziną mogą być wyzwaniami dla osób żyjących na emigracji, szczególnie przy wychowywaniu dzieci.
- Życie na Islandii nie zawsze przekłada się na duże oszczędności, ponieważ wysokie zarobki równoważone są jeszcze wyższymi kosztami utrzymania, ograniczonym dostępem do usług i koniecznością korzystania z kredytów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Karolina Wachowicz, Interia: Możesz na początek opowiedzieć trochę o sobie? Skąd pochodzisz i jak wyglądała twoja droga do życia na Islandii?
Agnieszka Jastrząbek: Pochodzę z Wielkopolski, z małej miejscowości niedaleko Poznania. Podczas studiów na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM zdecydowałam się na wymianę studencką w ramach programu Erasmus. Wybrałam Akureyri, miejscowość nazywaną "perłą północy". To niewielkie miasto, ale jak na islandzkie warunki zaspokaja większość potrzeb mieszkańców. Było to w 2014 roku. Tam poznałam mojego obecnego męża, Islandczyka. Musiałam jednak wrócić do Polski, aby ukończyć studia magisterskie na kierunku stosunków międzynarodowych i licencjackie na filologii romańskiej.
Na Islandię przeprowadziłam się dwa lata później, kilkanaście dni po zdanych egzaminach. Mąż kończył wtedy studia, dlatego to ja podjęłam inicjatywę przeprowadzki na wyspę. Miałam już pracę w lokalnej kawiarni, znalazłam ją przez internet. Dzięki temu, że pracowałam wyłącznie z Islandczykami, bardzo szybko nauczyłam się języka. To pozwoliło mi na szybką asymilację i w przyszłości pracę na innych stanowiskach.
Dlaczego właśnie Islandia? Co sprawiło, że zdecydowałaś się zamieszkać akurat tam, a nie w innym kraju?
Zadecydowało serce! Kiedy mąż skończył studia, byliśmy otwarci na wszystko, ale obecnie oboje pracujemy na stabilnych etatach i trudno nam podjąć decyzję o dużych zmianach, szczególnie że niedawno urodził nam się syn. Widzimy jednak, że brakuje nam tej przysłowiowej "wioski", która jest potrzebna do wychowania dziecka.
Pamiętasz swoje pierwsze wrażenia po przeprowadzce na północ Islandii? Co najbardziej cię zaskoczyło?
Kiedy przyjechałam na Islandię po raz pierwszy, a było to zimą, w styczniu, zaskoczyło mnie przede wszystkim świeże powietrze i ciemność do godziny 11.30. Dobrze się spało nawet do 10 rano! Zaskoczyło mnie również islandzkie słońce, które grzeje mocniej niż gdziekolwiek indziej. Przy 15 stopniach i braku wiatru temperatura odczuwalna jest zdecydowanie wyższa.
Jest jeszcze coś, czego nigdy do końca nie zrozumiem, ale za co jestem wdzięczna. Chodzi o przerwę podczas seansu kinowego. Ma głównie na celu zwiększenie sprzedaży popcornu, ale ja korzystam wtedy z toalety. Pamiętam też, że ogromne wrażenie wywołała na mnie bezpośredniość. Do nauczycieli akademickich zwracaliśmy się po imieniu, tak samo jak teraz zwracam się np. do swojej szefowej. Dwa razy widziałam również byłego prezydenta Islandii w bardzo codziennych sytuacjach. Raz po zawodach biegowych, a drugi raz na basenie z dziećmi. Bez jakiejkolwiek ochrony. Lubię też to, że wiele spraw urzędowych można załatwić przez internet.

Jak wygląda codzienne życie w Akureyri i północnej Islandii? Czym różni się od życia w Polsce?
To zależy, jaki kto prowadzi styl życia, ale codzienność na północy często jest wypełniona aktywnościami. Może to być siłownia o 6 rano, żeby zdążyć do pracy, a później wożenie dzieci na zajęcia dodatkowe, najczęściej sportowe, odbieranie ich, późna kolacja i nagle okazuje się, że z całego dnia zostaje bardzo mało czasu dla siebie.
Myślę, że główną różnicą jest to, że polska rodzina zasiada wspólnie do obiadu po szkole i pracy, a islandzka do kolacji, nie wcześniej niż o 18, a czasem nawet o 20. Weekendy zazwyczaj kręcą się wokół turniejów sportowych dla najmłodszych. Trzeba też zwrócić uwagę na to, że na Islandii życiem steruje pogoda. Można wiele rzeczy zaplanować, ale jeśli zapowiadana jest śnieżyca i droga łącząca północ z Reykjavikiem zostanie zamknięta, wszystkie plany potrafią się rozsypać.
Jeśli z kolei trafia się piękny, słoneczny dzień, odkładamy wszystko na bok i spędzamy czas na świeżym powietrzu, żeby złapać trochę słońca. Bywało nawet tak, że podczas wyjątkowo ciepłych dni, mam tu na myśli 20 stopni i bezchmurne niebo, wcześniej zamykano niektóre biura i sklepy, aby pracownicy mogli się tym nacieszyć. Na Islandii brakuje mi też pociągów, które z racji warunków klimatycznych nie mają tam prawa bytu.
Wiele osób idealizuje kraje nordyckie. Jak wygląda Islandia "od środka", także ta mniej instagramowa?
Uwielbiam internetowe historie o niebotycznych zarobkach w trzy miesiące na farmie i oszczędnościach, które pozwalają później przeżyć resztę roku gdzieś indziej na świecie. Owszem, takie przypadki się zdarzają, ale nie mają wiele wspólnego z normalnym, dłuższym życiem na wyspie.
Przeciętna rodzina ma problem, żeby cokolwiek odłożyć na czarną godzinę, a życie na kredyt dzięki karcie kredytowej nikogo tam nie dziwi. Praca sezonowa ludzi bez zobowiązań, z zakwaterowaniem i wyżywieniem, a normalne życie w stolicy z wynajmem mieszkania, przedszkolem, zajęciami dodatkowymi i utrzymaniem samochodu to dwa zupełnie różne światy.
Moim zdaniem nie opłaca się już przylatywać na Islandię wyłącznie dla zarobku, jeśli ktoś planuje przeprowadzkę z rodziną. Motorem takich decyzji muszą być też inne powody. Islandia jest uważana za bogaty kraj. Owszem, zarobki są wysokie, ale koszty życia jeszcze wyższe. Instytucje ochrony zdrowia są w opłakanym stanie, brakuje lekarzy specjalistów, a prywatna opieka praktycznie nie istnieje. Sama podczas wizyt w Polsce chodzę na badania kontrolne, bo na Islandii nie mogę nawet prywatnie zrobić badań krwi.
Żeby dostać się do okulisty, muszę pojechać do Reykjaviku oddalonego o prawie 400 kilometrów. Wynajem mieszkania potrafi pochłonąć niemal całą wypłatę. Rynek nieruchomości jest bardzo specyficzny, a oprocentowanie kredytów bywa wręcz lichwiarskie. Do trudnej sytuacji przyczyniła się również turystyka i wynajem krótkoterminowy.
Kiedy przyjeżdżam do Polski, widzę, jak bardzo się rozwija. Budują się drogi, ośrodki kultury, pojawia się wiele inicjatyw dla mieszkańców. Na Islandii rozwiązaniem wielu problemów bardzo często okazuje się po prostu nowy podatek. Ostatnim przykładem jest kilometrówka, czyli opłata za każdy przejechany kilometr samochodem. Dla mieszkańców północy, którzy regularnie muszą jeździć do stolicy, to kolejne obciążenie finansowe.
Islandia jest piękna, ale życie na wyspie nie jest już tak bardzo usłane różami, jak pokazuje Instagram.
Czy na Islandii jest duża polska społeczność? Jak Islandczycy postrzegają Polaków mieszkających w ich kraju?
Polacy są największą mniejszością narodową na wyspie. Na dzień 1 stycznia 2025 roku jest nas około 23 tysiące, co stanowi ponad 30 proc. wszystkich imigrantów i 4 proc. wszystkich mieszkańców Islandii. Jesteśmy bardzo doceniani za pracowitość i solidność. W wielu instytucjach można znaleźć informacje w języku polskim, które ułatwiają funkcjonowanie na wyspie. Moi znajomi Islandczycy czasem zazdroszczą mi tego, że mówię po polsku, bo ten język przydaje się tam również zawodowo. Mam jednak wrażenie, że kiedyś Islandczycy byli bardziej ciekawi innych narodowości. Obecnie obcokrajowców jest tam tylu, że na nikim nie robi to już większego wrażenia, a polityka migracyjna staje się coraz bardziej restrykcyjna.

Spotkałaś się kiedyś z rasizmem, stereotypami albo gorszym traktowaniem jako cudzoziemka z Europy Wschodniej?
Osobiście nie spotkała mnie żadna przykra sytuacja. Myślę, że pomaga tutaj znajomość języka, bo wtedy asymilacja przebiega szybciej. Zdawałam sobie jednak sprawę, że podczas rekrutacji obco brzmiące nazwisko nie stawia mnie w najlepszej sytuacji, ale kilka osób dało mi szansę. Pracuję dziś w islandzkiej administracji i jestem z tego bardzo dumna. Pomogła mi w tym nie tylko determinacja, ale też praca nad sobą i uwierzenie, że jestem w stanie wykonywać taką pracę i służyć swojej drugiej ojczyźnie.
Co było dla ciebie najtrudniejsze w emigracji? Klimat, samotność, mentalność ludzi, a może coś zupełnie innego?
Chociaż pytanie jest zadane w czasie przeszłym, mam wrażenie, że mój etap emigracji nadal trwa i być może nigdy się nie skończy. Na początku największym wyzwaniem były pogoda i język. Później, kiedy oswoiłam te dwie rzeczy, przyszedł etap ekscytacji, ale dziś coraz bardziej doskwiera mi samotność, szczególnie odkąd jestem na urlopie macierzyńskim. Dlatego wiosenne miesiące spędzamy w Polsce, u moich bliskich.
Do wychowania dziecka potrzebna jest "wioska", a tę trudno stworzyć na Islandii. Sama świadomość, że od innych miejsc dzieli nas kilka godzin lotu samolotem, potrafi być przytłaczająca. Nie jest też łatwo zbudować prawdziwe przyjaźnie, choć Islandczycy są na co dzień bardzo życzliwi. Tęsknię również za polskim jedzeniem, szczególnie świeżymi warzywami, owocami czy białym serem. Produkty importowane na wyspę są dla mnie praktycznie pozbawione smaku i tekstury.
Jak Islandia wpłynęła na twoje podejście do życia, pracy i codziennego szczęścia?
Zdecydowanie częściej odpuszczam to, na co nie mam wpływu, szczególnie jeśli chodzi o pogodę. Sam tryb pracy na Islandii jest dużo wolniejszy. Mam wrażenie, że wiele osób spędza długie godziny w pracy, ale efektywność nie zawsze jest najwyższa. Poranna kawa, lunch, kolejna kawa i nagle okazuje się, że dzień roboczy praktycznie się skończył.
Narzekanie na brak wyboru dóbr konsumenckich ma jednak też swoją dobrą stronę, bo zauważyłam, jak niewiele potrzeba mi do szczęścia. Życie na Islandii wymaga za to dużej organizacji i determinacji. Pogoda może wpłynąć na trening biegowy, podróż albo nawet dojazd na lotnisko.
Dużo mówisz o bieganiu i walce o powrót do zdrowia. Jak sport zmienił twoje życie i psychikę?
Bieganie jest ogromną częścią mojego życia. Czas kontuzji to dla mnie bardzo trudny okres, podobnie jak powrót do biegania po ciąży, bo nie tylko widzę, ale też czuję zmiany w swoim ciele. Byłam aktywna w ciąży i wierzę, że pomogło mi to podczas porodu. Niestety pół roku później powrót okazał się trudniejszy i wolniejszy, niż myślałam. Muszę być cierpliwa, a to jedna z najważniejszych cech nie tylko w bieganiu, ale teraz również w macierzyństwie.
Dzięki bieganiu poznałam kawałek Europy i z powodzeniem łączę wyjazdy na zawody z turystyką. Choć jestem amatorką i osiągam przeciętne czasy, bardzo lubię widzieć efekty swojej pracy. Imprezy biegowe są fantastycznym doświadczeniem. To wielki festiwal ludzi pozytywnie zakręconych wokół tego sportu. Mam nadzieję, że uda mi się kontynuować tę pasję razem z naszym synem. Bieganie czyni mnie silniejszą i bardziej cierpliwą, bo każdy trening jest kolejną cegiełką w drodze do lepszego wyniku.
Skąd pomysł na książkę "Codziennie jest piątek. Szczęście po nordycku"? Czego chciałaś nią nauczyć albo pokazać ludziom?
Pomysł na książkę powstał z inicjatywy wydawnictwa, na którą ochoczo przystałyśmy. Chciałyśmy pokazać ludziom, że szczęście składa się z małych rzeczy, które najczęściej są prawie darmowe, takich jak natura czy spotkania towarzyskie przy dobrym jedzeniu.
Gdybyś miała powiedzieć jedną rzecz osobom marzącym o przeprowadzce do Islandii, czego absolutnie nie widać z perspektywy turysty?
Islandia jako wyspa pełna przestrzeni i względnego spokoju może przyciągać swoim dzikim obliczem. Na dłuższą metę to pustkowie potrafi jednak przytłaczać, podobnie jak noce polarne, które u wielu mieszkańców powodują sezonową depresję. I najlepiej zrobić wszystkie badania profilaktyczne jeszcze przed przeprowadzką.
Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótka wycieczka może zmienić perspektywę i dodać energii. Sprawdź, które miejsca w tym sezonie warto odwiedzić na styl.interia.pl/podróże














