Choć Słowenia położona jest niezwykle atrakcyjnie, nie przyciąga gigantycznego ruchu turystycznego. Podczas gdy sąsiednie państwa już zmagają się ze skutkami masowej turystyki, Słowenia dopiero zaczyna budzić zainteresowanie. Trafia w trendy. Coraz więcej osób poszukuje nowych ścieżek, miejsc mniej oczywistych, takich, które można odkrywać ze świeżą głową. Aby je znaleźć, wcale nie trzeba wyruszać w dalekie egzotyczne kraje.

Lublana miasto smoków i miłości
W przeciwieństwie do wielu ogromnych europejskich stolic Lublana ma nieco leniwy artystyczny klimat, odrobinę przypominający Kraków. "Zwierzę" najbardziej uosabiające ducha Lublany? Smok! Wizerunki smoków spotkamy tu na każdym kroku: od złotek na czekoladkach, przez dekoracje na murach, po te najbardziej widoczne - cztery duże i 16 mniejszych zdobiących Smoczy Most, jeden z najpiękniejszych secesyjnych mostów na świecie. Kiedy oddano go do użytku w 40 rocznicę panowania Franciszka Józefa, nazwano go Mostem Jubileuszowym. Dziś cesarz poszedł w zapomnienie, furorę robią za to smoki. Według legendy takiego stwora miał w podlublańskich bagnach pokonać Jazon podczas wyprawy po złote runo. Inna wersja głosi, że to smok symbolizujący dawne pogańskie wierzenia zabity przez św. Jerzego, reprezentującego chrześcijaństwo. Bez względu na to kto pokonał potwora wieki temu, dziś role się odwróciły. Wyszło na smocze. Smok trafił do herbu i na flagę miasta, jest maskotką, ulubieńcem mieszkańców i reprezentuje pozytywne cechy.
Dzień zaczyna się od kawy
Schodząc ze Smoczego Mostu na stronę Wzgórza Zamkowego trafiamy wprost na lokalny targ pełen świeżych owoców i warzyw, a nawet mleka (niemal) prosto od krowy, bo z mlekomatu. Tuż obok, u stóp katedry św. Mikołaja, w każdy piątek w sezonie letnim wznawia swoją działalność Otwarta Kuchnia (Pogačarjev trg 1), czyli dziesiątki stoisk z wszelkiego rodzaju przysmakami kuchni lokalnej i światowej. Trafiliście na inny dzień tygodnia? Pod arkadami wzdłuż rzeki Lublanicy zjecie na śniadanie lokalny przysmak štruklji (zawijana rolada z ciasta z nadzieniem z twarogu z różnymi dodatkami) z obowiązkową filiżanką kawy. Zwróćcie uwagę, że czy to świątek czy piątek, kawiarnie i restauracje na nabrzeżu po obu stronach rzeki pękają w szwach niemal od świtu. Tu poranna kawa (wypita w kawiarni nie w domu) to część codziennego rytuału, coś na co każdy Słoweniec znajduje czas (mimo że typowe godziny pracy to tutaj 7-15).

Wejdźcie do katedry słynącej z barokowych wnętrz lub chociaż zwróćcie uwagę na masywne wrota wykonane z brązu. Przedstawiają w postaci historii obrazkowej całą historię chrześcijaństwa w Słowenii.
Ledwo zdążymy zejść z Targu Centralnego, a już napotykamy na kolejny most. Tym razem to szeroka nowoczesna kładka piesza, która przypomina niemal plac zawieszony nad wodą. Liczne rzeźby autorstwa Jakova Brdara dodają mu artystycznego sznytu, a kłódki przypominają, że przecież jesteśmy w "mieście miłości". Co do tego czy nazwa Lublana (słow. Ljubljana) wywodzi się od słowa ljubljena (ukochana) toczą się spory. Językoznawcy raczej nie przychylają się ku tej teorii, ale urok miasta sprawia, że niezwykle łatwo uwierzyć, że chodzi właśnie o miłość. Naprzeciw, w restauracji Most, serwują świetny makaron z truflami, jedno z typowych słoweńskich dań.

Zostańmy chwilę po tej stronie rzeki. Łatwo zauważyć, że Petkovškovo nabrežje ma nieco luźniejszy, studencki klimat. Bary i ogródki są pełne ludzi do późnego wieczora a ceny są przystępniejsze. Bulwar wyprowadzi nas wprost na główny plac miasta - Prešernov trg.
Serce miasta. W cieniu niespełnionej miłości
- W innych miastach na głównych placach mają pomniki wojowników na koniu, a u nas jest poeta - lubią podkreślać mieszkańcy Lublany. To jeszcze jeden punkt wspólny z Krakowem. Ale rzeczywiście - główny plac miasta jest wyjątkowy, okrągły, kameralny, usytuowany bezpośrednio nad rzeką. Tu ciągle coś się dzieje: a to wydarzenia sportowe, a to festiwale, a to protesty. Nie brakuje ani turystów, ani miejscowych. Sam pomnik Prešerna jest obiektem dumy, sprzyja też podkręcaniu romantycznej wizji "miasta miłości", a nawet żartom.

Narodowy poeta Słowenii stoi zapatrzony w kierunku domu, w którym mieszkała jego niespełniona miłość, Julia (jej podobizna jest widoczna na fasadzie domu przy ul. Wolfowej). Nad jego głową gałązkę oliwną wznosi półnaga kobieta ostrożnie określana jako "muza", trudno powiedzieć czy Julia, bo w późniejszym czasie pisał też wiersze dla Jericy, sam zaś posąg ma kształty tancerki Olimpii.
Mówi się, że drzewa pod kościołem Franciszkanów górującym nad placem mają swoim listowiem zasłaniać widok na bezwstydnie odsłonięte piersi muzy...
O ile o miłosnych cierpieniach Prešerna wspomina się chętnie, o tyle nie wszyscy wiedzą, że poeta uczył się polskiego, tłumaczył Mickiewicza i pozostawał w zażyłej przyjaźni z Polakiem, Emilem Korytko.
Od okrągłego placu ulice rozchodzą się promieniście. Zanim przekroczymy kolejny, tym razem potrójny most, by wrócić na starówkę, zatrzymajmy się jeszcze chwilę po tej stronie Lublanicy.
Po nowszej stronie miasta
Jestem pewna, że starówki nie przegapi nikt, ale ulicę Miklošičeva cesta łatwo przeoczyć. Ja odkryłam ją dopiero w drodze powrotnej na dworzec autobusowy. To prawdziwe muzeum secesji na świeżym powietrzu. Znajdują się tu reprezentacyjne kamienice z fasadami w stylu wiedeńskiej secesji, narodowej słoweńskiej secesji i wczesnego modernizmu, zaprojektowane przez najlepszych architektów epoki. Wystarczy z głównego placu, Prešernov trg, wejść w ulicę po prawej stronie Kościoła Franciszkanów.

Po lewej stronie tego kościoła rozpoczyna się z kolei ulica Čopova - główny handlowy deptak Lublany z restauracjami i sklepami znanych marek. Kontynuując, dojdziecie do Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Moderna galerija) i gigantycznego parku Tivoli. Przy ładnej pogodzie można w nim spędzić nawet cały dzień. Po drodze fajna opcją na to, by dobrze zjeść w niskim budżecie jest restauracja CeWapi (Cankarjeva cesta 6) z typowym bałkańskim jedzeniem (zestaw ćevapi z sałatką, ajwarem, kajmakiem, pitą i pieczonymi ziemniaczkami za ok. 10 euro). Jeżeli zaś nie musicie się specjalnie trzymać za kieszeń i chcecie doświadczyć bardziej wyrafinowanej kuchni, wybierzcie się na kolację do JAZ by Ana Roš (Čopova 5a), gdzie można skosztować dań inspirowanych lokalną kuchnią przygotowanych wg filozofii Any Roš, szefowej kuchni w trzygwiazdkowej restauracji.

Wracamy na starówkę
Z placu Prešerna do najstarszej części miasta prowadzi Trójmost, kolejny symbol Lublany. Na początku lat 30. XX wieku to rozwiązanie było niezwykle nowoczesne: dwa mniejsze mosty po bokach miały przejąć ruch pieszy i tym samym zwiększyć przepustowość mostu środkowego, przeznaczonego wyłącznie dla samochodów. Dziś wszystkie służą wyłącznie pieszym i zostały 5 lat temu wpisane na listę UNESCO. To jedno z dzieł najważniejszego architekta w historii Lublany Jože Plečnika. Jego autorstwa jest też gmach Biblioteki Narodowej (z oknami w kształcie otwartych książek) oraz charakterystyczne arkady ciągnące się wzdłuż rzeki.

Trójmost musiał być niegdyś prawdziwą arterią, droga prowadzi nas w samo centrum Starego Miasta tuż pod budynek Ratusza, który nadal jest siedzibą władz miejskich. Plac (Mestni trg) w kształcie półksiężyca przechodzi płynnie w ulicę otaczającą północno-zachodnią część Wzgórza Zamkowego. To idealne miejsce spacerów. Historyczne domy i kamienice, restauracje, sklepy z pamiątkami i wyrobami lokalnego rzemiosła oraz sieć wąskich uroczych uliczek i zakamarków odbijających w kierunku rzeki, by tam połączyć się z Nabrzeżem Cankara (Cankarjevo nabrežje). Na nabrzeżu - dziesiątki barów i restauracji z wspaniałymi widokami na rzekę. Jest tłoczno, jest gwarnie, jest klimatycznie. To salon miasta, miejsce spotkań i spacerów, ale też miejsce bardzo turystyczne. Można zatrzymać się tu na kawę i gibanicę - lokalne ciasto "trzy w jednym" to sprytne połączenie sernika makowca i szarlotki.

Zamek jak nowy
Na wzgórze zamkowe można wjechać kolejką lub przespacerować się jedną z licznych ścieżek - droga jest krótsza niż się wydaje i jest to bardzo przyjemny spacer z ładnymi widokami. Zamek, którego początki sięgają XI wieku, przez kilka wieków spełniał dość nieciekawe funkcje nie sprzyjające "upiększaniu", mieściły się tu koszary, szpital wojskowy i więzienie, a w XX wieku stał się rodzajem schroniska dla biednych i zaczął wręcz popadać w całkowitą ruinę. Solidnie za prace remontowe wzięto się dopiero w latach 70. i ostatecznie chyba nawet trochę przedobrzono bo dziś zamek wygląda dosłownie jak nowy. Oprócz ekspozycji muzealnych odbywają się tu różnego rodzaju imprezy kulturalne.
Sztuka w starej cukrowni i alternatywna strona miasta
Nieco oddalonym od centrum miejscem jest Cukrarna (Poljanski nasip 40). Ta robiąca wrażenie przestrzeń wystawiennicza zorganizowana w zaadaptowanym budynku starej cukrowni gości wystawy czasowe poświęcone sztuce współczesnej. Ostatnio była to gigantyczna, zajmująca wszystkie przestrzenie budynku "ART VITAL - 12 Years of Ulay / Marina Abramović". Temat pojawił się nieprzypadkowo ponieważ Ulay ostatnie lata życia spędził właśnie w Lublanie, działa tam fundacja jego imienia, a jego prace wystawiane są często. Po wizycie w Cukrarni warto przejść na drugą stronę rzeki i wrócić do centrum ulicą Trubarjeva. To bardziej hipsterska część miasta z galeriami, kreatywnymi sklepikami, pracowniami artystów, klimatycznymi barami, street foodem, małymi kawiarniami i niższymi cenami.

Jeśli jednak jesteście amatorami sztuki współczesnej i kultury undergroundowej, przed powrotem do centrum zahaczcie o dzielnicę Metelkova. Teren dawnych koszar został tu zagospodarowany jako przestrzeń różnego rodzaju działań artystycznych i rozrywkowych: od otwartej galerii graffiti, instalacji, poprzez koncerty, performansy, teatr, aż po kluby z undergroundowym vibem. W pobliżu jeszcze jedna przestrzeń wystawiennicza - Muzeum Sztuki Współczesnej Metelkova | +MSUM.

Jak dojechać?
Samochodem - to doskonała opcja, jeżeli chcemy pozwiedzać coś więcej. Z Polski do Słowenii zjedziemy nawet w 8 godzin.
Samolot to świetny wybór na city break lub po prostu kilka dni w Lublanie. Warszawa ma regularne połączenia lotnicze z Lublaną, lot trwa zaledwie godzinę. Można też polecieć tanimi liniami do Triestu, który ma świetne połączenia autobusowe z Lublaną (nieco ponad godzina jazdy, wspaniałe widoki). W takim przypadku trzeba jednak doliczyć dodatkową godzinę na połączenie między samym lotniskiem a Triestem.










