Miasto z kamienia, które skrada serce. Wystarczy tylko wejść za jego mury
Widać je z daleka. Miasto z kamienia dumnie góruje nad horyzontem, a ogrzewane blaskiem słońca przybiera subtelne barwy bieli i różu. Asyż, którego początki można datować na III w. p.n.e., obecnie jest jedną z pereł Umbrii. Nie dość, że już z daleka zaznacza swoją obecność, to ma w sobie coś magnetycznego. Chyba coś więcej niż słynne "dolce vita", z jakim utożsamiamy Italię. Wystarczy tylko wejść za jego mury, by się o tym przekonać. Bo każdy może znaleźć powód, by odwiedzić miasto św. Franciszka na wzgórzu Subasio. Nawet jeśli to tylko wyprawa na jeden dzień.

Spis treści:
- Pierwsza bożonarodzeniowa szopka
- Asyż, czyli umbryjska perła. "W tym cały urok"
- "Poznałam Włocha, zakochałam się i tak tu trafiłam"
- Od niego wszystko się zaczęło
- Jak Wzgórze Piekielne stało się Rajskie
- Bogactwo fresków
- Duchowa córka
- Brutti ma Buoni, czyli nie oceniaj po wyglądzie
Coraz wyżej i wyżej. Już przez dobrą chwilę wjeżdżamy na zbocze Mote Subasio. To właśnie na nim znajduje się Asyż, miasto św. Franciszka. Za sobą zostawiamy rozległą dolinę Umbrii, w lipcu wręcz spieczoną od słońca. Przed nami rozpościerają się już monumentalne budowle górujące nad całą okolicą. Jeśli tak wygląda stopniowanie napięcia, to włoskie pejzaże - co wiadomo od dawna - zasługują na Oscara.
- Krypta z doczesnymi szczątkami Franciszka jest jeszcze pod bazyliką dolną. Bo jak były wojny prowadzone między miastami i państwami, to co pierwsze rabowano? Oczywiście relikwie. I tak się tu wystraszyli, tak te relikwie schowali, że zostały odnalezione dopiero początkiem XIX wieku. Wtedy, pod bazyliką dolną, została wykonana jeszcze krypta. To właśnie tu mamy złożone szczątki Franciszka - słyszymy na miejscu.

Pierwsza bożonarodzeniowa szopka
W Polsce trwa właśnie okres świąteczny. Zimowa aura sprzyja powrotom - chociażby we wspomnieniach - do nieco cieplejszych rejonów świata. To również czas, kiedy nasze myśli wybiegają w przyszłość, a my snujemy plany na kolejny rok, w tym zapewne i podróżnicze. Czasami niezbyt daleko, bo do miejsc, w których króluje "dolce vita". A może i coś więcej?
Umbria, mrugająca do nas nieśmiało z mapy Włoch, to pulsujące "zielone serce kraju". Kraina doskonałych win, malowniczych rzek, soczystej zieleni i pól uprawnych ma też pulę dość nieoczywistych miejsc. Jednym z nich jest Asyż. I skoro już pojawił się wątek świąteczny. Nawet w środku lata trafimy tu na akcent związany z tym czasem roku - w wielu sklepikach można kupić bożonarodzeniowe szopki. Nie bez powodu, bo to właśnie św. Franciszek był inicjatorem pierwszej żywej szopki na świecie. Wystawił ją 24 grudnia 1223 roku w grocie nieopodal wioski Greccio.
Asyż, czyli umbryjska perła. "W tym cały urok"
Każdy może znaleźć swój własny powód, by odwiedzić Asyż. I to niezależnie od poglądów czy kwestii wiary. Naprawdę jeden dzień wystarczy, by miasto pozostało w pamięci i nie bardzo chciało z niej uciec. W końcu nie bez powodu co roku przyciąga tłumy turystów, jak i pielgrzymów.
- Jesteśmy tu po raz kolejny. Pamiętamy jeszcze czas, gdy miejsce nawiedziło trzęsienie ziemi. Nie można było tu wjeżdżać, bo było to dość ryzykowne - wspomina pani Małgorzata, która przyjechała tu wspólnie z mężem.
Wracamy tu głównie z powodów duchowych. Ale dobrze jest też wypić espresso przy stoliku w jakiejś uliczce. Do tego lampka wina i świeżutki, mały crossaint. Dla nas wystarczy. W tym już tkwi cały urok. Asyż to miejsce, o którym się czyta i wie. Moim zdaniem dobrze jest też go dotknąć
Asyż, położony na południowy wschód od Perugii, istniał już w starożytności. Powstała tu niewielka etruska osada, która od III w. p.n.e. była już znana jako Asisium. Od XII wieku Asyż był już pod panowaniem Księstwa Spoleto, przez co włączał się w wojny z sąsiednimi miastami takimi jak Perugia. W 1367 roku został zaanektowany przez Państwo Kościelne, władane przez papieży. W 1860 roku został przyłączony do Zjednoczonego Królestwa Włoch, powstałe poprzez przyłączenie do Królestwa Sardynii Półwyspu Apenińskiego.

Pomimo tłumów, mało kto spieszy się w jakimkolwiek kierunku. Szybkie espresso i czas pospacerować kamiennymi uliczkami. Czyli prawie tak samo wyglądało miasto za czasów św. Franciszka i św. Klary - wąskie uliczki, kamienne domy. Prawie, bo na przestrzeni lat konieczne były oczywiście remonty, naprawy, a czasami i przeróbki. Zwłaszcza po trzęsieniu ziemi wspomnianym przez panią Małgorzatę, które nawiedziło Asyż dokładnie 8 września 1997 roku.
"Poznałam Włocha, zakochałam się i tak tu trafiłam"
Chociaż odwiedzających sporo, to dla każdego znajduje się miejsce. Naprawdę nietrudno znaleźć chociażby niewielki skrawek przestrzeni, w której po prostu nikogo nie ma. I to chyba najbardziej zaskakuje. Gwar niknie gdzieś za murami, a czasami znika na dobre. Stoliki, szyldy sklepów i sklepików. Aby wstąpić do jednego z nich, zachęca obsypana kwiatami witryna i wyfruwający z wnętrza zapach kwiatów. Po chwili, od słowa do słowa, okazuje się, że pani sprzedawczyni pochodzi z Niemiec, a konkretnie z Kolonii.
- Jak to się stało, że trafiłaś właśnie tu?
- Poznałam Włocha, zakochałam się i tak tu trafiłam. Jesteśmy razem dość długo, doczekaliśmy się dzieci.
- Cóż, w takim razie powód mnie nie dziwi. Brzmi jak z filmu.
- Sama więc rozumiesz - uśmiecha się kobieta.
Tak z pewnością zaczynają się niektóre historie, które sprowadzają się do wspólnego mianownika, jakim jest Italia.

Od niego wszystko się zaczęło
Miasto na zboczu góry rozsławił św. Franciszek. Francesco Bernardone, syn bogatego kupca, był określany mianem "biedaczyny z Asyżu". Założył klasztor franciszkanów, był misjonarzem i stygmatykiem. Pochodził z rodziny kupieckiej, brał udział w wojnie między Asyżem a Perugią. Trafił do niewoli i chociaż później brał udział w kolejnych wyprawach, choroba zmusiła go do powrotu do rodzinnego miasta. Według podań z ikony krzyża miał do niego przemówić Chrystus, nakazując mu odbudowę kościoła. Postanowił oddać wszystko, co ma, wyrzec się rodziny i prowadzić ubogie życie: chodził boso i nawoływał do pokuty.
Po jakimś czasie zaczęli dołączać do niego kolejni bracia. Początkowo papież Innocenty III nie chciał zaakceptować reguły zakonu, ale zmienił zdanie po wizji, jakiej doświadczył w śnie. Franciszek i jego towarzysze wrócili do Porcjunkuli pod Asyżem - kolebki przyszłego zakonu franciszkanów. Wraz z biegiem czasu franciszkanie zdecydowali o misji w Afryce i Ziemi Świętej. Franciszek w 1219 roku w Egipcie spotkał się z sułtanem Al-Kamilem, którego usiłował przekonać do porzucenia islamu. Spotkanie mogło się zakończyć dla niego śmiercią, ale ten puścił go wolno. Po powrocie do Włoch zrezygnował z przywództwa nad zakonem, a regułę zatwierdził papież Honoriusz III.
Jak Wzgórze Piekielne stało się Rajskie
Monumentalna bazylika, podzielona na dwa kościoły - dolny i górny, powstała na Wzgórzu Piekielnym. Nazwa miała związek z wykonywanymi w tym miejscu wyrokami śmierci. Miejsce to przekazał zakonowi franciszkanów mieszkaniec Asyżu, Szymon Pucciarelli. Ze względu na to, że reguła nie pozwalała na posiadanie jakichkolwiek dóbr, teren od 1228 roku trafił pod pieczę Stolicy Apostolskiej. W tym samym roku papież Grzegorz IX kanonizował "biedaczynę z Asyżu", poświęcił miejsce budowy i zmienił nazwę na Wzgórze Rajskie.

Grób świętego odnaleziono dopiero w 1818 roku - przez wieki miejsce było nieznane, ponieważ zakonnicy obawiali się, że ciało Franciszka zostanie rozczłonkowane na relikwie. Dlatego też celowo ukrywali informację o miejscu pochówku - ciało Franciszka w 1230 roku pochowano w grobie pod ołtarzem głównym w dolnym kościele.
Bogactwo fresków
Wnętrze dolnej świątyni jest bogato zdobione freskami, a wśród najstarszych znajdują się m.in. Kazanie do ptaków, Stygmaty św. Franciszka czy Św. Franciszek wyrzeka się dóbr doczesnych. Najważniejszym miejscem jest zejście prowadzące do krypty z Kaplicą Grobu św. Franciszka. Została zbudowana pod odnalezieniu sarkofagu.
Górny kościół to jedna z pierwszych wczesnogotyckich budowli wzniesionych we Włoszech. Od południa dobudowano do niej 60-meterową wieżę o cechach romańskich. Wnętrze świątyni również jest bogato zdobione freskami, namalowanymi w trzech poziomach. Na najniższym znajduje się 28 scen, czyli tzw. Legenda św. Franciszka a dwa wyższe - z Nowego i Starego Testamentu. Prezbiterium i transept zdobią freski Cimabuego.

Autorstwo malowideł znajdujących się w górze ścian o starotestamentowej tematyce przypisuje się toskańskiemu lub rzymskiemu naśladowcy Cimabuego, z kolei cykl poświęcony św. Franciszkowi uchodzi za dzieło Giotta. Tu brakuje jednak źródeł, które w jakikolwiek sposób mogłyby to potwierdzić. Pewne jest jedno: w trakcie zwiedzania bazyliki wszystkie malowidła będą walczyć o uwagę. I naprawdę trudno o jej podzielność - zwłaszcza, gdy zdajesz sobie sprawę, że ich początek sięga czasów średniowiecznych. Słychać to po reakcjach części turystów, wśród których najczęściej padają słowa:
Niesamowite, to naprawdę ma tyle lat?
Wspomniane wcześniej trzęsienie ziemi, które w 1997 roku nawiedziło Asyż, odcisnęło piętno również na bazylice. Na czterech zakonników (jeden z nich był Polakiem) spadł fragment sklepienia. Mężczyźni zginęli. Udało się odbudować jedynie sklepienie - fresków nie udało się odtworzyć.
Duchowa córka
Pisząc o Asyżu, należy też wspomnieć o św. Klarze. Włoska zakonnica była założycielką klasztoru klarysek i zyskała miano duchowej córki św. Franciszka. Tym samym przenosimy się do kolejnej ważnej świątyni, jaką jest kościół św. Klary.

Budowla powstawała w latach 1257-1260 w miejscu kościoła św. Jerzego. Na pierwszy rzut oka przypomina górny kościół bazyliki św. Franciszka. Fasadę zdobią pasy różowego kamienia wydobywanego z góry Monte Subasio. Nad portalem znajduje się charakterystyczna rozeta, a w oknach witraże. W krypcie kościoła znajduje się kryształowa trumna z ciałem św. Klary.
Warto pospacerować też przed bazyliką - dość rozległy plac jest świetnym punktem widokowym na górną część miasta. Jeśli nieco wychylimy się za mury, naszym oczom ponownie ukaże się rozległy widok na dolinę.
Brutti ma Buoni, czyli nie oceniaj po wyglądzie
Gdzieniegdzie między kamiennymi budynkami prześwitują widoki na umbryjską dolinę. Idealną włoską pocztówkę dopełniają oczywiście charakterystyczne okiennice, donice z kwiatami, kawiarniane stoliki przed budynkami. Na niektórych znajdują się szklane witryny, w których eksponowane są rozmaite specjały Asyżu i Umbrii, w tym przede wszystkim wina i makarony.

W cukierniach nie brakuje oczywiście typowo włoskich specjałów. Mostaccioli francescani, pagnotta francescana, a wśród nich: mało urodziwe ciastka. Mowa o słynnych Brutti ma Buoni, co w języku polskim oznacza "brzydkie, ale dobre". Chociaż pochodzą z Toskanii, są produkowane również w wielu innych włoskich miastach. W ich przypadku idealnie sprawdza się zasada, żeby nie oceniać książki po okładce. Smak wynagradza wszystko.

Ciasteczka mają smak orzechów laskowych lub migdałów, powstają poprzez ubicie bezy z prażonymi i posiekanymi orzechami. Są chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku.
I tym smacznym akcentem czas zakończyć dzień w Asyżu. Mieście o wrażliwej, ale charakternej duszy, które tylko na zewnątrz jest jak z kamienia. Można ją odkryć nie tylko w tłumie, ale zwłaszcza wtedy, gdy nawet najbardziej ruchliwa ulica pustoszeje w mgnieniu oka. Dzięki temu można chociaż na jakiś czas pobyć z Asyżem sam na sam. Dowód na zdjęciu poniżej.

Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótka wycieczka może zmienić perspektywę i dodać energii. Sprawdź, które miejsca w tym sezonie warto odwiedzić na styl.interia.pl/podróże










