Kilka pierwszych kroków od dworca autobusowego w Mostarze i już dotknęła mnie historia tego kraju. Zapisana śladami kul na cegłach, budynkami rozerwanymi przez bomby. Znaczną część kraju odbudowano, ale nadal spotkać tam można ruiny, wystające z ziemi niczym szkielety wojny. Ja pamiętam ją z obrazów w telewizji, mieszkańcom przypominają o nich rany i groby bliskich.
Ślady przeszłością są tu nie tylko fizyczne, jeszcze więcej znaleźć ich można w sercach Bośniaków. Spotkałam tam niewiele młodszego ode mnie człowieka, który opowiadał, jak mając pięć lat, trafił do serbskiego obozu pracy. Trasa kolei relacji Mostar - Sarajewo, jest chyba jedną z najbardziej malowniczych, jakie w życiu widziałam, mimo to pociągi są prawie puste, a zajęte miejsca to w większości zagraniczni turyści. Autochtoni zapytani, dlaczego nie podróżują koleją, skoro jest szybsza i porównywalna cenowo do autobusów, rozkładają jedynie ręce. I tylko mijane na tej trasie wysadzone w czasie wojny mosty, pozwalają się domyślać powodów.

Mostar to tłumnie odwiedzane przez Polaków miasto, przekonałam się o tym na deptaku. Idąc ulicą, rozmawiałam z towarzyszami podróży, co usłyszał jeden ze sprzedawców i po polsku zaoferował nam lody. Na moją odmowę stwierdził: "pani nie chce lodów? To pani nie jest Polka". Dlaczego sprzedawcy zimnych słodyczy opłacało się nauczyć naszego języka? Cóż, 30 kilometrów dalej leży Medjugorie, chyba jedne z popularniejszych w naszym kraju kierunków pielgrzymkowych. Samo sanktuarium bardzo przypominało mi Częstochowę, łącznie z ciągnącymi się wzdłuż ulic kramami nie tylko z dewocjonaliami. Z Mostaru do Medjugorie można dojechać zwykłym miejskim autobusem za kilka złotych.
Mostar jest przepiękny, ale nie będę się tu rozpływać nad jego urokami, bo krajanie tam bywają. Opowiem za to o moście nad Neretwą. Wpisano go na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Tutejsza młodzież skacze z niego do rzeki, jest to rodzaj inicjacji młodych chłopców, ale podobno to aktywność bardzo niebezpieczna, ze względu na wysokość mostu i zdradzieckie prądy rzeki (przynajmniej tak twierdzi Esmer - Bośniak, który opowiedział mi tę historię). Skoczyć i przeżyć to jedno, a skoczyć i wyjść bez połamanych kości - to drugie, dlatego właśnie jest to test odwagi. Jednego razu przybył na most w Mostarze japoński senior, który koniecznie chciał skoczyć. Bośniacy najpierw go wyśmiali, ale potem bardzo chcieli go od tego odwieść. Japończyk się jednak uparł i skoczył. Zniknął pod wodą i długo nie wypływał. Młodzieńcy byli przekonani, że Neretwa zabrała kolejną ofiarę, a tymczasem senior wyszedł z rzeki zrelaksowany, niczym z porannej kąpieli i tym sposobem utarł nosa podrostkom.
Obok Mostaru jest kilka atrakcji, które warto zobaczyć. Moje historyczne serce najmocniej zabiło dla Počitelj - to kamienna wioska, która jest żywym muzeum architektury dawnej. W starych (w dużej mierze odbudowanych) domach na wzgórzu, tak jak przed wiekami ich przodkowie żyją dzisiejsi Bośniacy. Idąc tymi ulicami można przenieść się w czasie.
Koniecznie warto też odwiedzić Blagaj, gdzie u źródeł (bardzo zimnych) rzeki Buny leży stary kościół derwiszów (muzułmańscy wędrowni mistycy).

Natomiast w pobliżu wsi Buna rzeka ta uchodzi do Naretwy w spektakularny sposób. Wody jednej z nich są szmaragdowe, drugiej niebieskie, w tym punkcie płyną już jednym nurtem, co daje efekt rzeki w dwóch kolorach. Okolice Mostaru najlepiej zwiedzać wiosną lub jesienią z dwóch powodów. Po pierwsze dzięki opadom deszczu efekt dwukolorowej rzeki jest lepiej widoczny, po drugie Bośniacy mawiają: "latem Mostar jest gorętszy niż piekło".

"Nie spotkamy się w piekle, nie spotkamy się w niebie, spotkać możemy się jeszcze na moście w Sarajewie. Rzeka oddycha dzisiaj prędzej, w kieszeniach smutek oraz radość. Wszystko co mam trzymam w ręce. Niedoskonała doskonałość" - śpiewa zespół Koniec Świata i takie jest właśnie Sarajewo. Niedoskonałe doskonale, pełne smutku i radości jednocześnie.
Bośnia i Hercegowina to trzy nacje: Bośniacy, Serbowie i Chorwaci, dlatego na czele kraju stoi trzyosobowe Prezydium. Ten kulturowy, etniczny i religijny miks najlepiej widać w Sarajewie. Historyczne serce zaciągnęło mnie tam w trzy miejsca: na stare miasto i wspaniały, zabytkowy, nadal funkcjonując targ Baščaršija, na słynny Most Łaciński, gdzie doszło do zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, co stało się bezpośrednią przyczyną wybuchu I wojny światowej oraz na Aleję Snajperów - tak nazywano w czasie wojny w Bośni w latach 1992 - 1995 główną arterię miejską, na której od strzałów snajperskich zginęło kilkaset osób. Idąc ulicą w Sarajewie, poczułam się jak w wehikule czasu. Zaczęłam do kamienic z XV wieku, po drodze minęłam budynki w typowym dla Habsburgów stylu (takie same jak te w Wiedniu i Budapeszcie), a skończyłam na socmodernizmie, a wszystko to w biegu jednej ulicy.

Bośnia i Hercegowina to też rozwiązanie, dla tych którzy lubią wodę. Mnie urzekły ich szmaragdowe rzeki. Przejeżdżając malowniczą trasą autobusową z Mostaru do Sarajewa (wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak zachwycająca jest kolejowa) myślałam tylko o tym, jak bardzo chciałabym zamieszkać w jednym z tych domków nad rzeką i spędzić urlop pośród soczystej zieleni tutejszych zalesionych wzgórz (być może wydały mi się one bardziej zielone, bo wcześniej napatrzyłam się na chorwackie szaro-brązowe skały). Zachwycające był też wodospady Kravica, gdzie wyposażeni w stroje kąpielowe schładzali się w upalny dzień.
Bośnia i Hercegowina mają też dostęp do morza, choć stosunkowo niewielki, ale jeśli ktoś chce spędzić urlop w ten sposób, powinien sprawdzić Neum - to jedyny kurort nadmorski tego kraju. Byłam tam tylko przejazdem i wywarł na mnie wrażenie mocno osadzonego w socjalizmie (ale może to tylko pozory).

Na koniec garść praktycznych informacji. Odwiedziłam w jednej podróży Chorwację, Czarnogórę oraz Bośnię i Hercegowinę - ta ostatnia była zdecydowanie najtańsza. Po Dubrowniku to było tak, jakby mój zaduszony cenami Chorwacji portfel zaczął oddychać pełną piersią. Po drugie, w Bośni i Hercegowinie trzeba mieć gotówkę, bo podatki są tam tak wysokie, że naród niespecjalnie chętnie dzieli się pełnymi kwotami swoich zarobków. Po trzecie, Bośnia to kraj trzech religii: katolicyzmu, prawosławia i islamu, ale najliczniejsi są muzułmanie, mimo to poza strzelistymi wieżami minaretów nie jest to specjalnie odczuwalne. Nie spotkałam zbyt wielu kobiet w burkach, nie ma też problemu z dostępem do alkoholu. A na koniec miłośnikom kawy polecam bośniacką wersję - jedną z lepszych, jakie piłam (a jestem ogromną zwolenniczką kawy z dżezwy i próbowałam jej w wielu krajach).











