Tekst jest częścią cyklu "Mały budżet-wielka podróż" - wakacyjnej akcji redakcji lifestyle Interii, w ramach której co tydzień radzimy jak zorganizować niedrogie wakacje w popularnych miejscach. Zabierzemy Was nad Bałtyk, w góry, do Chorwacji, Grecji, Turcji i w wiele innych miejsc. Zaproponujemy atrakcje dla aktywnych i dla tych, którzy lubią poleniuchować. A to wszystko, bez zaciskania pasa. Bądźcie z nami przez całe lato!
Spis treści:
- Pomorze poza utartym szlakiem
- Jeździł do pracy piętrowym rowerem. Kim był Józef Chełmowski?
- Artystyczne życie zaczyna się po 40.?
- "Podążał ścieżką, która mu się podobała". Co o artyście mówią najbliżsi?
- Wielka wyobraźnia w małej miejscowości
- Najważniejsza kobieta w życiu artysty
- Sztuka owiana tajemnicą
- Niezwykły dom między Borami Tucholskimi a morzem
Pomorze poza utartym szlakiem
Z jednej strony większość osób kojarzy Kaszuby z charakterystycznym haftem, regionalną kuchnią i odrębnym językiem. Mniej przyjezdnych zdaje sobie sprawę z ukrytych tutaj perełek. Są skarbnicą opowieści, które mogłyby stać się co najmniej materiałem na film, a które mimo wszystko najmocniej wybrzmiewają w otoczeniu cichych sadów, nierównych, drewnianych płotów i w sporej odległości od ruchliwych szos.
Takim miejscem jest niewątpliwie dom Józefa Chełmowskiego - lokalnego artysty, którego określa się mianem "kaszubskiego Leonarda da Vinci". Znajdujemy się w miejscowości Brusy-Jaglie i zaczynamy podróż przez historię człowieka, który całe życie spędził w jednym domu. Poprzez swoją sztukę był jednak w stanie zmieścić w nim cały świat. Naszą przewodniczką będzie pani Magdalena Wirkus - oficjalnie prezeska Fundacji im. Józefa i Jadwigi Chełmowskich, a prywatnie - wnuczka nieszablonowej pary.
Jeździł do pracy piętrowym rowerem. Kim był Józef Chełmowski?
Józef Chełmowski przyszedł na świat w 1934 roku w Brusach-Jagliach i właśnie z tą kaszubską wsią związał całe swoje życie. Jego dzieciństwo naznaczyła II wojna światowa, przez co naukę rozpoczął w szkole niemieckiej. Choć formalną edukację zakończył na szkole podstawowej, dyplom uczelni wyższej nie był mu potrzebny do zgłębiania wiedzy we własnym zakresie. Był człowiekiem ciekawym świata, o wszechstronnych zainteresowaniach i ceniącym swobodę.
Można zaryzykować stwierdzenie, że Chełmowskiemu nieobce było motto, według którego człowiek uczy się całe życie. Inspiracje do tworzenia niezwykłych dzieł czerpał zarówno ze służby wojskowej, gdzie pełnił funkcję radiomechanika, pracy w kinie na stanowisku biletera, laboranta, nocnego stróża, jak i zwrotniczego na bruskiej stacji PKP, do której dojeżdżał na piętrowym rowerze własnego projektu.

Zobacz też: Nowy Targ to nie tylko góry i folklor. Turyści kochają te dwa muzea
Artystyczne życie zaczyna się po 40.?
W wieku 40 lat zaczął powoli oddawać pracę na roli młodszemu pokoleniu, sam przeszedł na rentę i mógł coraz więcej czasu poświęcić na realizację pomysłów związanych ze sztuką. W jego pracach, które obejmują zarówno obrazy, rzeźby i wynalazki, zobaczyć można motywy Boga, aniołów, kosmosu, natury. Uwieczniał zarówno znane postaci, które cenił (do dziś w ogrodzie można trafić na rzeźbę Goethego), jak i osoby z jego najbliższego otoczenia. Grające rzeźby, "boży komputer", "boży internet" czy maszyna żywiołów to tylko część dzieł, które wyszły spod jego ręki.
Choć dom Józefa i jego żony Jadwigi zawsze był otwarty na gości i tętnił życiem, twórczość lokalnego artysty wykraczała daleko poza granice obejścia. Jego dzieła zdobywały nagrody na wystawach zarówno krajowych, jak i zagranicznych - w Niemczech, Francji, Rosji, Słowenii, Ukrainie czy Białorusi.

Mimo rosnącej popularności, nadal najważniejszym miejscem na ziemi pozostawało dla Chełmowskiego gospodarstwo, które prowadzili wraz z żoną Jadwigą. Życiowa i artystyczna podróż Józefa zakończyła się jednak dość niespodziewanie 6 lipca 2013 roku. Rodzina i znajomi twierdzą jednak, że po jego odejściu, nadal można mieć wrażenie, że za chwilę zobaczymy go skupionego na pracy w swoim warsztacie.
Zobacz też: Ukryta perła Bałtyku 30 minut od Kołobrzegu. Jedna z ostatnich dzikich plaż
"Podążał ścieżką, która mu się podobała". Co o artyście mówią najbliżsi?
Rozmawiam z wnuczką artysty, panią Magdaleną Wirkus. Jest nie tylko prezeską fundacji, mającej na celu pielęgnowanie pamięci o Józefie Chełmowskim, ale też odprowadza zwiedzających i wciąż pozostaje blisko dokonań dziadka. Sporo już wiemy o jego artystycznych działaniach i jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego jest nazywany "kaszubskim da Vinci". Kim jednak był naprawdę? Jaki był dla tych, którzy znali go osobiście?
- Przede wszystkim pozwalał się obserwować. Był otwarty na pytania, rozmowy i dawał możliwość uczestniczenia w jego życiu artystycznym. Z pewnością się nie izolował. Był człowiekiem otwartym na najbliższych. Widzieliśmy go pełnego uśmiechu, lubiącego pożartować. Nie było kontrastu między jego osobowością artystyczną, a rodzinną.

Czy sztuka była dla pana Józefa ucieczką od codzienności, czy to raczej jego codzienność kręciła się wokół sztuki?
- On podążał własną ścieżką, która mu się podobała. Z czasem to właśnie ona stała się jego rzeczywistością codzienną i nie umiał się od niej odwrócić. Tak było zwłaszcza od momentu, gdy miał już zabezpieczoną (jak na tamte czasy) sytuację finansową. Mógł poniekąd zrezygnować ze spraw przyziemnych i postawić na ciągły rozwój artystyczny, co dawało zdumiewające efekty.
Wielka wyobraźnia w małej miejscowości
Możemy je zobaczyć na zdjęciach, ale jeszcze lepiej obejrzeć na żywo. Wspomniany już piętrowy rower to tylko jeden z przykładów niezwykłych dzieł Józefa Chełmowskiego. Jest maszyna do łapania żywiołów, są wielobarwne ule i rzeźby, które formą co najmniej zaskakują. Jak więc wyglądały warunki tego rodzaju pracy artystycznej w małej miejscowości? Społeczności w takich miejscach bywają hermetyczne. Jak miejscowi reagowali na sztukę "kaszubskiego da Vinci"?
- Dom dziadków zawsze był otwarty na gości. Trzeba przyznać, że jego wnętrza i obejście różniły się od tego, co można zobaczyć w standardowych domach. Zawsze jednak podkreślam, że działania dziadka były procesem. Nie postawił tych wszystkich rzeźb i wynalazków w jeden dzień - to wszystko rozwijało się na przestrzeni 40 lat. Dodatkowo tutaj jest bardzo dużo rodziny, więc jako artysta był akceptowany.

- Oczywiście, pojawiały się nieprzychylne komentarze. Hejt istniał, istnieje i będzie istnieć. Dziadek mimo to podchodził do tego z uśmiechem. Miał w pewnym stopniu niedosłuch, ale odnoszę wrażenie, że czasem trochę tego "nadużywał" jako wymówki. Twierdził, że nie słyszy, gdy czegoś zwyczajnie nie chciał słuchać. Wiadomo było, że i tak machnie na to ręką. Miał swoje pomysły i ich drogą podążał.
Najważniejsza kobieta w życiu artysty
Często mówi się o tym, że za każdym (albo prawie każdym) artystą stoi kobieta. Fundacja nosi imię również pani Jadwigi - żony artysty. Jaką ona była osobą? Czy też można nazwać ją artystyczną duszą, czy może była postacią twardo stąpającą po ziemi?
- Trzeba przyznać, że dobrali się na zasadzie przeciwieństw, co jednocześnie oznacza, że dobrze się uzupełniali. Oparcie w babci było bardzo mocne, zajmowała się przyziemnymi sprawami, choć ten świat artystyczny też bardzo pokochała i lubiła o niego dbać. Otaczała opieką nie tylko męża, ale też jego dzieła, dbała o odpowiednią oprawę rzeźb w ogrodzie. Ona zresztą uwielbiała to robić, cieszyła ją rola opiekunki. Każde z nich odnalazło swoją przestrzeń, radość we wspólnym życiu. Cieszę się, że pada pytanie o Jadwigę, bo sam Józef sukcesów w takiej skali by nie osiągnął, gdy nie ona.
Sztuka owiana tajemnicą
Dzieła Józefa Chełmowskiego trudno byłoby zaszufladkować i do ich interpretacji przygotować jeden, typowo "szkolny" klucz. Artysta nie prowadził dziennika z dokładnym opisem swoich dzieł, dając każdemu spore pole do interpretacji. Lubił odrobinę tajemnicy, a jeszcze bardziej lubił filozofować.
- Gdy ktoś pytał go o radę, często mawiał, że nie ważne jest, jak coś zrobisz, ale ważne, żeby ci się udało. Zawsze akcentował, że warto podążać własną ścieżką. Zdanie, które mnie porusza najbardziej, zapisane jest na jednym z obrazów. "Przeznaczeniem najwyższym człowieka na ziemi jest stworzenie samego siebie. Przez co jedynie zdobyć on może nieśmiertelność swą poza grobem".
- Trudno jest wybrać miejsce, w którym energia dziadka jest najbardziej wyczuwalna. Jego dzieła są w każdym zakamarku i każde ma inny wydźwięk. Każdy przedmiot sprawia jednak, że ma się wrażenie, że on zaraz pojawi się za plecami i zacznie o tym opowiadać.

Niezwykły dom między Borami Tucholskimi a morzem
Z każdym krokiem odkrywam kolejne detale, właściwie każde dzieło sprawia, że zatrzymuję się przy nim na dłużej. W tle słychać piejącego koguta, a ogród ze swojego gniazda czujnie obserwują bociany. Czy to miejsce jest odpowiednie dla kogoś, kto na co dzień nie interesuje się sztuką i typowymi skansenami? Co można powiedzieć osobie, która zwiedza okolicę i waha się, czy zboczyć z głównej drogi, by dotrzeć do domu w Brusach?
- Obserwuję gości od lat. Jestem przekonana, że każdy, kto tutaj zajrzy, znajdzie coś dla siebie, ponieważ nie jest to typowa sztuka ludowa. Tematyka jest bardzo różnorodna, odwołuje się do różnych dziedzin, więc każdego zaciekawi w niej coś innego. W dodatku to przyjemna dla oka twórczość, gdy mowa o np. kolorystyce. Jednocześnie jest nieoczywista, prace są nieprzewidywalne, więc zawsze pozostaje coś do odkrycia - nawet dla mnie, choć z dokonaniami dziadka mam do czynienia od lat. Wydaje mi się, że on wyprzedzał trochę czas, w którym pracował, tworząc sztukę działającą na wielu poziomach i na wiele zmysłów.
- To miejsce niestandardowe. To perełka, która błyszczy, ale w nieoczywisty sposób. Można odnaleźć tu trochę spokoju i wyjechać z przemyśleniami, które potem zostaną z nami na dłużej i będą "pracować" w naszym życiu. Nie spotka się tu tłumów, więc podczas zwiedzania miejsce to można mieć na wyłączność. Dla nas to też ogromna radość otwierać przed gośćmi kolejne zakamarki pracowni, ale i przygoda, bo każdy człowiek przychodzi z innym doświadczeniem. Rozmowy podczas zwiedzania są nieodłącznym elementem. Często wracają ludzie, którzy bywali tutaj za życia dziadków i też opowiadają nam historie, których jeszcze nie znaliśmy. To tylko pokazuje, jak wiele chwil jest ulotnych i jak ważna jest troska o to, by nie zostały zapomniane.
Odkryj ukryte zakątki, które zachwycą każdego podróżnika. Z dala od tłumów i utartych szlaków czekają miejsca pełne magii i lokalnego kolorytu. Przekonaj się, gdzie warto pojechać jeszcze w tym roku. Więcej w kategorii PODRÓŻE











