Akurat wyszło słońce, do baru nie ma kolejki.
- Americano, wodę i sok pomarańczowy proszę.
Dziewczyna za barem pyta, czy woda gazowana, czy nie, czy sok z lodem, czy bez. Mówi, że płacić można tylko kartą. Obok rozmawiają dwie kobiety, konwersacja toczy się po litewsku, więc nie rozumiem, ale z tonu można wywnioskować, że opowiadają sobie zabawne historie. Kiedy już dostanę napoje, usiądę tak samo jak one, na siedziskach w kształcie czerwonych beczek, pogadam z koleżanką, pośmiejemy się, ciesząc się z pogody i wolnego czasu. Całkiem zwyczajna sytuacja w weekend u progu wakacji.
Tyle że sceneria wokół nie ma w sobie już nic zwyczajnego. Nad barem, w którym składałam zamówienie, ciągnie się mur z żółtej cegły. Każdy rząd osadzonych w ścianie okien jest ponumerowany. Wejście na dziedziniec, na którym się znajdujemy, zagradza brama. Nad nią rozwinięto zwój drutu kolczastego. Witajcie w więzieniu na Łukiszkach. Miejscu, które jeszcze kilka dekad temu nazywano "piekłem na ziemi".

Piekło panoptykonu - jakie warunki panowały w więzieniu na Łukiszkach?
Zacznijmy jednak od początku - na początku miało być nowocześnie. I od kontekstu - kontekstem są przemiany zachodzące w carskiej Rosji. Aż do końca XIX wieku dominującą formą odbywania kary (tak dla więźniów kryminalnych, jak i politycznych) w cesarstwie była katorga, łącząca zesłanie z ciężkimi robotami. Więzienia w miastach istniały, były jednak obiektami o małej skali, przeznaczonymi dla niewielkiej grupy więźniów przebywających w nich przez krótki czas.
Sytuacja uległa zmianie w 1874 roku, kiedy wraz z nowelizacją kodeksu karnego wprowadzono kary krótko- i długoterminowego pozbawienia wolności, trwające odpowiednio do 1,5 roku i do 6 lat. Szybko stało się jasne, że miasta potrzebują nowych, o wiele większych placówek penitencjarnych. W Wilnie miała ona stanąć na terenie starego, niewielkiego zakładu, w pobliżu gmachu sądu. Jej zaprojektowanie powierzono G.A. Trambitskiemu - architektowi głównego zarządu więziennictwa.

Nowy koncept wymagał nowej formy. Obiekt, nawiązujący do idei panoptykonu, pomyślany został nie jako pojedynczy budynek, ale kompleks, na który składało się więzienie dla ponad 400 osadzonych, areszt śledczy mogący pomieścić ponad 270 osób, budynek administracyjny, kuchnia, piekarnia, łaźnie, lodownia oraz pralnia. Dodatkowo na terenie więzienia znajdowały się mieszkania dla naczelnika, funkcjonariuszy i ich rodzin, a także budynek sakralny - prawosławna cerkiew, uważana za jedną z najpiękniejszych w Wilnie. Całość otoczono wysokim, kamiennym murem.
Choć więzienie raczej nie kojarzy się z komfortem, w przypadku Łukiszek przy projektowaniu wzięto pod uwagę standard życia osadzonych - cele były ogrzewane i wyposażone w system wentylacji. Z uwagi na różne wyznania osadzonych, oprócz prawosławnej cerkwi, w obrębie zakładu wygospodarowano też miejsce na kościół katolicki i niewielką synagogę. Cały kompleks posiadał własne ujęcie wody.
Niebagatelny rozmach wymagał niebagatelnych środków - na budowę wydano ponad milion rubli, co w owym czasie uczyniło ją jedną z najdroższych inwestycji w regionie. Pierwsi więźniowie zostali przewiezieni do Łukiszek w czerwcu 1904 roku. Od tego czasu aż do zamknięcia w 2019 roku, więzienie nieprzerwanie pełniło swoją funkcję.
Niestety, mimo nowoczesnych założeń towarzyszących jego powstaniu, więzienie szybko zyskało miano wyjątkowo okrutnego miejsca. Jak tłumaczy Ieva Beliukevičiūtė, odpowiedzialna za komunikację w organizacji dziś administrującej obiektem, za mury Łukiszek trafiali nie tylko kryminaliści, ale również więźniowie polityczni, pozbawiani wolności z powodu swoich poglądów czy działalności opozycyjnej wobec rządzących reżimów.

- Za cara, w okresie II wojny światowej i potem, w okresie komunistycznym, więzienie nieustannie było przeludnione, a warunki, w jakich żyli więźniowie, znacząco odbiegały od jakichkolwiek współczesnych standardów w zakresie praw człowieka - wyjaśnia Beliukevičiūtė.
Jak na łamach Medium pisze Nick Iakovidis, więzienie zaczęto nazywać "piekłem na ziemi". W regionie krążyła ponoć opinia, że odsiadywanie wyroku w Łukiszkach jest gorsze niż śmierć. Jak podaje Iakovidis, wielu więźniów w ciągu odbywania kary próbowało dokonać samookaleczenia lub odebrać sobie życie.
Na więzienną codzienność składało się przebywanie w malutkich celach (więźniowie uważani za bardziej niebezpiecznych mieli prawo do godzinnego "spaceru", polegającego nie tyle na aktywności fizycznej, co na spędzaniu czasu w celi pozbawionej sufitu, dzięki czemu można było popatrzeć na niebo), całkowity brak prywatności, bardzo słaba opieka medyczna i mizerne warunki sanitarne (prysznic można było wziąć raz w tygodniu). Oprócz przemocy i skrajnej niewygody więźniowie cierpieli też głód - popularnym elementem wyżywienia była np. zupa złożona z osolonej wody i kawałków warzyw. Za rodzaj tortury mogła być też uznana… nuda. Poranna pobudka rozpoczynała dzień, który w całości (z wyłączeniem spacerów) spędzano w celi, bez pracy, wizyt i kontaktu ze światem zewnętrznym. W więzieniu wykonywano też karę śmierci - litewskie prawo zakazało jej dopiero w 1998 roku.
21 lat później więzienie zostało zamknięte. Prywatna firma, która w wyniku przetargu zarządza dziś obiektem, realizuje na jego terenie projekt Lukiškės Prison 2.0, przekształcając dawny zakład karny w rodzaj kulturalnego centrum, w którym współczesna kreatywność splata się z pamięcią o historii.
Dwa światy - jak dziś wygląda więzienie na Łukiszkach

Idąc do Łukiszek od strony starego miasta, długo, nawet kiedy nawigacja pokazuje, że do celu zostało tylko kilkaset metrów, mam wrażenie, że się zgubiłam. Gęsta zabudowa, mieszkaniówka, budynki o bogato zdobionych fasadach, rzeka, nad rzeką bulwary, nieco dalej nowoczesne wieżowce - nic wokół nie wskazuje na to, że w sąsiedztwie ulokowane było więzienie. Jednak jest: za rogiem wyłania się najpierw żółta bryła cerkwi, a potem, gdy podejdzie się bliżej, brama zwieńczona drutem kolczastym. Chociaż wszystko jest otwarte, a na dziedzińcu widać współczesne rzeźby i piknikową infrastrukturę, przejście przez nią i tak wywołuje dziwne uczucie. Tuż za bramą, na wejściowym dziedzińcu, widać neon z napisem "bilety" - zwiedzanie obiektu z przewodnikiem kosztuje 25 euro. Nieodpłatnie można obejrzeć tylko fragment kompleksu. Niewielki, ale i tak robi wrażenie.
Do udostępnionej części prowadzą betonowe schody z wymalowaną na fioletowo barierką. Po pchnięciu żelaznych drzwi trafiamy do hallu, który jest jak łącznik między dwoma światami. Różowe oświetlenie, designerskie siedziska, bar - to elementy nowego oblicza Łukiszek. Wyłożone kafelkami ściany, drzwi z wizjerami, kraty - to fragmenty przeszłości. Z hallu wystarczy zrobić kilka kroków, by zanurzyć się w nią głębiej, zyskać choćby mgliste pojęcie o tym, jak wyglądało więzienie w czasach, gdy pełniło swoją pierwotną funkcję.

Korytarze ciągną się na trzech poziomach. Wąskie, zakończone oknem, z podłogą wyłożoną kaflami. Wzdłuż każdej ze ścian - szereg pomalowanych na zielono drzwi, w każdych niewielki, prostokątny wizjer. Przez przybrudzone szkło można zerknąć do środka cel - każdy fragment pomieszczeń jest dobrze widoczny. Drzwi są otwarte, można więc nie ograniczać się do podglądania i wejść do środka. Przestrzenie są maleńkie, sześć, może osiem metrów kwadratowych. W każdej: piętrowe łóżko, stolik, umywalka, oddzielona niską ścianką toaleta. Jest też zakratowane okno, czasem zasłonięte w taki sposób, że do środka wpada tylko wąski pasek światła. Na ścianach: napisy i zaznaczony farbą prostokąt, na którym w założeniu umieszczano informacje dla więźniów.
Na wyższe poziomy przechodzi się po stromych, metalowych schodach. Lepiej uważać, chwieją się, gdy staje się na kolejne stopnie. Na drugiej i trzeciej kondygnacji cele umieszczono wzdłuż galerii, tak wąskich, że poruszać może się po nich tylko jedna osoba. Przechodząc między poziomami, wzrok błądzi po kratach i siatkach: zakratowane są okna, krata zagradza drzwi, siatka oddziela poziomy. Całość - jak nietrudno zgadnąć - robi, delikatnie mówiąc, przygnębiające wrażenie.

Dziwić jednak mogą detale, które dostrzega się przy bardziej uważnym oglądzie przestrzeni: płytki na podłodze pomalowano w skomplikowane wzory, balustrady ozdobiono małymi, kutymi w metalu kwiatami. Zdziwienie mija jednak, gdy przypomnimy sobie, kiedy powstało więzienie - to początek ubiegłego wieku, czas, kiedy każdy budynek, od willi po fabrykę, musiał posiadać walory estetyczne. Jak widać, zakłady penitencjarne nie wyłamywały się z tej zasady.
Przejście przez ten niewielki obszar zajmuje około kwadransa. Niedługo, ale i tak po zakończeniu zwiedzania z ulgą wychodzi się na zewnątrz, do wolnego, rozrywkowego świata.
Kiedyś więzienie, dziś "dom" dla setek artystów

Widok gwarnego, skąpanego w słońcu dziedzińca Łukiszek to tylko namiastka tego, czym obecnie jest dawne więzienie. Obiekt, funkcjonujący pod nazwą "Lukiškės Prison 2.0", administrowany przez prywatną organizację, stanowi bowiem multidyscyplinarne i wielofunkcyjne centrum kultury. W jego murach swoje pracownie ma 700 artystów: muzyków, malarzy, tancerzy, fotografów, designerów, twórców filmów i reprezentantów wielu innych dziedzin. Kreatywnej atmosfery mogą doświadczać nie tylko twórcy, ale i odbiorcy kultury. Koncerty, wystawy, performance'y, oprowadzania - to tylko kilka propozycji.
- Od samego początku naszym głównym celem było przekształcenie miejsca, które kiedyś było najsurowszym więzieniem na Litwie, w jedną z najbardziej otwartych i wolnych przestrzeni w stolicy. Miejsce, w którym kreatywność tętni przez całą dobę - mówi Ieva Beliukevičiūtė. - Pracownie są wynajmowane, ale na niekomercyjnych zasadach, ponieważ zależało nam na stworzeniu artystycznego centrum. Nasi rezydenci prowadzą warsztaty, nagrywają muzykę, tworzą sztukę wizualną i biżuterię. Są wśród nich zarówno uznane nazwiska, jak i ci, którzy są dopiero na początku swej artystycznej podróży.

Efekt? Dziś dawne więzienie jest jedną z najpopularniejszych atrakcji Wilna. Do jego popularności przyczyniła się nie tylko niezwykła oferta, ale też liczne publikacje w mediach i udział w jednym z sezonów serialu "Stranger Things" (wileńskie więzienie zagrało wtedy pilnie strzeżony ośrodek na Kamczatce). Opiekunowie obiektu szacują, że od początku funkcjonowania projektu Łukiszki 2.0 w samych tylko wycieczkach z przewodnikiem wzięło udział około miliona osób.
Czy mam prawo dobrze się tu bawić?
Adaptacja Łukiszek wpisuje się w bardzo mocny w ostatnich latach trend adaptacji nieużywanych już industrialnych i administracyjnych budynków do nowych funkcji. Do najsłynniejszych przykładów tego rodzaju inwestycji należą: Zeche Zollverein - kopalnia w Zagłębiu Ruhry przekształcona w centrum kultury i designu oraz Dolní Vítkovice - gigantyczny pokopalniany teren w północnych Czechach, zmieniony w przestrzeń spotkań i twórczości. Na polskim gruncie spośród realizacji w podobnym duchu można wymienić postindustrialne inwestycje w Katowicach oraz krakowskie plany przekształcenia poszpitalnych terenów w dzielnicy Wesoła w strefę kreatywności i debat o przyszłości.

Charakter wileńskiego projektu jest jednak inny od wymienionych wyżej przykładów. Mamy tu bowiem do czynienia z adaptacją miejsca o bardzo silnej, negatywnej konotacji. Kiedyś miejsce opresji - dziś przestrzeń zabawy i kreatywności. Przy takim zestawieniu o etyczne dylematy nietrudno. Ja sama, siedząc z moją kawą, rozmawiając z przyjaciółką, co jakiś czas łapałam się na myśli: "Czy mam prawo dobrze się tu bawić?". Czy jestem w porządku z faktem, że na listę "atrakcji na czerwcowy weekend w Wilnie" wpisałam dawne więzienie?
- W przeszłości wokół tego tematu toczyło się więcej dyskusji i doskonale rozumiemy, dlaczego zestawienie historii tego miejsca z jego obecną funkcją może być dla niektórych osób trudne do zaakceptowania - wyjaśnia Ieva Beliukevičiūtė. Szybko zaznacza jednak, że projekt Lukiškės Prison 2.0 od początku zakładał odpowiedzialne podejście do historii miejsca, czego dowodem mogą być działania edukacyjne i dokumentacyjne. Obejmują one nie tylko organizację wycieczek, ale też kwerendę archiwalną, wywiady z byłymi więźniami, organizację wystaw i spotkań. - Wierzymy, że przemiana tego obiektu jest także częścią jego historii. Więzienie zakończyło swoją działalność w 2019 roku i od tego czasu weszło w nowy etap swojego istnienia. Naszą rolę postrzegamy jako dbanie o to, aby oba te wymiary - historyczny i współczesny - współistniały obok siebie i aby żaden z nich nie został pominięty.
Ja w Łukiszkach spędzam kilka godzin. Zwiedzam wnętrze, kręcę się po dziedzińcu. Kiedy na koniec, przed wyjściem, siadam jeszcze na chwilę, myślę, że w tej metamorfozie z miejsca przemocy w miejsce kultury jest też coś wzruszającego - jakby to, co dobre, wzięło górę nad opresją.
Informacje praktyczne
Lukiškės Prison 2.0 znajduje się przy ul. Lukiškių skg. 6 w Wilnie, ok. 10-15 minut spacerem od Starego Miasta. Obiekt czynny jest codziennie od południa do późnych godzin wieczornych, jednak godziny mogą się zmieniać w zależności od organizowanych wydarzeń. Wstęp na dziedziniec jest bezpłatny, natomiast na zwiedzanie z przewodnikiem obowiązują bilety do nabycia stacjonarnie lub online. Na terenie dawnego więzienia regularnie odbywają się koncerty, wystawy i wydarzenia kulturalne, dlatego przed wizytą warto sprawdzić aktualny program.
Odkryj ukryte zakątki, które zachwycą każdego podróżnika. Z dala od tłumów i utartych szlaków czekają miejsca pełne magii i lokalnego kolorytu. Przekonaj się, gdzie warto pojechać jeszcze w tym roku. Więcej w kategorii PODRÓŻE











