Od czasu, kiedy nazwa miasta pojawiła się w oficjalnym dokumencie, napisanym ok. 845 roku przez anonimowego mnicha zwanego "Geografem Bawarskim", Opole co i rusz znajdowało się pod innym panowaniem. Najpierw rządził tu Mieszko I, potem przez pewien czas panowali Czesi, a następnie śląscy Piastowie. W 1532 roku Opolem zaczęli zarządzać przedstawiciele monarchii Habsburgów, a po ponad 200 latach, w wyniku wojen śląskich, utracili te ziemie na rzecz dynastii Hohenzollernów. W efekcie Opole znalazło się więc najpierw w granicach Prus, a później Cesarstwa Niemieckiego. Dopiero po niemal 413 latach od śmierci ostatniego polskiego Piasta z linii opolsko-raciborskiej, Jana II Dobrego, Opole znowu stało się częścią Polski, a w 1950 ustanowiono je stolicą województwa opolskiego.
Miasto polskie, wpływy niemieckie
Ten bardzo krótki rys historyczny jest konieczny, by zrozumieć, dlaczego w mieście i okolicach nadal można zobaczyć wiele wpływów niemieckich, choćby w charakterystycznej dla Prus architekturze czy dwujęzycznych tablicach z nazwami niektórych okolicznych miejscowości. Choć po II wojnie światowej na tzw. Ziemie Odzyskane trafiło wielu Polaków przesiedlanych z Kresów Wschodnich ("zza Buga"), wielu rdzennych mieszkańców Opola i okolic nie zdecydowało się na wyjazd do Niemiec, uważając Dolny Śląsk za swój dom. Dzięki temu Opole od lat było miastem wielokulturowym, w którym tradycja mieszała się w nowszymi wpływami.
Kameralne, ale atrakcyjne
Według danych udostępnionych przez GUS, w 2025 roku w Opolu mieszkało 124,6 tys. osób, miasto nie należy więc do tych największych. Dla turystów to jednak duży atut, ponieważ dzięki temu najważniejsze atrakcje można zobaczyć w ciągu jednego weekendu, na dodatek wcale się nie spiesząc i znajdując czas także na skorzystanie z bogatej oferty gastronomicznej. Opole jest bardzo dobrze skomunikowane z wieloma większymi od siebie miastami - można do niego dojechać pociągami choćby z Warszawy (podróż trwa niespełna 3 godz.), Krakowa (2 godz. 10 min), Katowic (1 godz. 15 min.) i Wrocławia (50 min.), dlatego idealnie nadaje się na krótki, ale atrakcyjny wypad. Skoro już podaję orientacyjny czas podróży pociągiem, proponowaną trasę zwiedzania zacznijmy właśnie na Dworcu Głównym.
Zabytkowe serce miasta
Po 15 minutach spokojnego spaceru docieramy na rynek, przy którym stoi jeden z najważniejszych budynków w mieście, a mianowicie - ratusz, wzniesiony w tym miejscu jeszcze w XIV wieku, zastępując dom kupiecki. Oczywiście do czasów współczesnych nie zachował się ten pierwszy budynek - nie tyle z powodu częstego przebudowywania, ile pożarów, których w Opolu w ciągu wieków było naprawdę wiele. Największy z nich miał miejsce w 1615 roku - ogień strawił wtedy znaczną część miasta i pozbawił życia wielu mieszkańców, choć do dziś nie zachowały się dokumenty, w których zapisano dokładną liczbę ofiar. Ponieważ przez Opole często przechodziły wojska (choćby w czasach Potopu Szwedzkiego), pożary były również powodowane np. grabieżami. Od 1864 do 1934 roku budynek ratusza pozostał nienaruszony, doczekał się jedynie budowy nowej wieży, wzorowanej na stylu, w jakim wybudowano Palazzo Vecchio we Florencji (który zresztą w pewnym okresie również pełnił rolę ratusza). To właśnie z ową wieżą związane jest jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń w nowoczesnej historii Opola.

Mianowicie wiosną 1934 roku rozpoczęto wyburzanie starych budynków, które przylegały do ratusza - wtedy na jego murach zaczęły pojawiać się pęknięcia, jednak nikt się tym specjalnie nie przejął i prace kontynuowano. Kiedy po jakimś czasie specjaliści zorientowali się, że wyburzone budynki stanowiły podporę ratusza, było już za późno - pozostało tylko czekać, aż zabytkowa wieża się zawali. Stało się to 15 lipca, tuż po godzinie 21:00. Ponieważ władze miasta już dwa dni wcześniej zamknęły otaczający wieżę teren i surowo zakazały obywatelom przebywanie w jej pobliżu, obyło się bez ofiar w ludziach. Wieża, którą możemy podziwiać dziś, została odbudowana w dwa lata po tej katastrofie i szczęśliwie nie ucierpiała podczas II wojny światowej.

Zeppelin wciąż lata, ale trąbka milczy
Dziś warto wejść na wieżę nie tylko po to, by podziwiać piękną panoramę Opola, ale także po to, by bliżej poznać fascynującą historię miasta. Jest to możliwe dzięki Mirosławowi Słomskiemu, artyście grafikowi, który zaprojektował multimedialną wystawę będącą rekonstrukcją opolskiej starówki z końca lat 20. XX wieku. Wiernie odtworzono układ kamienic, sklepów, a nawet ich szyldów. Dzięki temu można się poczuć, jak podczas podróży w czasie, i obejrzeć zachwycające detale z epoki. Wrażenia potęguje latający nad głowami model sterowca "Graf Zeppelin", upamiętniający przelot prawdziwego zeppelina nad Opolem, który miał miejsce 17 października 1929 roku.

Na samej górze wieży można również zobaczyć nieduże pomieszczenie upamiętniające Tadeusza Ciułę, opolskiego hejnalistę. Pan Tadeusz po raz pierwszy wszedł na wieżę nie po to, by zagrać hejnał, ale by naprawić zegar - z zawodu był bowiem zegarmistrzem i przez lata prowadził w mieście swój zakład. Przez kilka lat zajmował się konserwacją zegarów na wieży, a kiedy zorientowano się, że potrafi także grać na trąbce, zaproponowano, by od czasu do czasu grał hejnał. Po raz pierwszy zatrąbił 1 czerwca 1990 roku, potem przez jakiś czas rzeczywiście grywał tylko "od święta", aż w końcu zaczął wspinać się na wieżę codziennie, nie bacząc na pogodę czy zobowiązania rodzinne, takie jak na przykład urlop. Był wiernym wieży hejnalistą przez ponad 30 lat, a kiedy w 2022 roku zmarł, miasto postanowiło uhonorować go prezentując zwiedzającym jego rzeczy osobiste, w tym trąbkę.
Wieżę można zwiedzać z przewodnikiem od piątku do niedzieli w godzinach od 10:00 do 18:00, a bilety kupić w siedzibie Miejskiej Informacji Turystycznej - kosztują 10 złotych.

Cudowny obraz z Piekar Śląskich
300 metrów dalej, czyli 5 minut spacerem, znajduje się najwyższa budowla Opola, czyli katedra Podwyższenia Krzyża Świętego. Pierwszy znajdujący się w tym miejscu kościół miał ufundować sam Bolesław Chrobry, choć przez brak odpowiednich dokumentów nie jest to informacja pewna. Wiadomo jednak, że kościół funkcjonował tu już w 1223 roku, a gotycka część budowli, którą możemy podziwiać współcześnie, została zbudowana w XV wieku. Później katedra była oczywiście wielokrotnie przebudowywana, np. w latach 1899-1901 dobudowano do niej dwie wieże, z których każda ma 73 metry wysokości. Do świątyni warto wstąpić nie tylko po to, by się wyciszyć, ale żeby zobaczyć choćby słynny, namalowany ok. 1480 roku w Czechach, obraz Matki Boskiej Opolskiej, sprowadzony do Opola z Piekar Śląskich. Mówi się, że zanoszone przed nim modlitwy często są wysłuchiwane i przez lata chroniły miasto przed kolejnymi pożarami, rabunkami i zarazami, które pustoszyły inne europejskie miasta.
Wstęp do katedry jest darmowy, jednak turyści nie powinni jej zwiedzać w czasie, kiedy trwają msze święte i nabożeństwa.
Wenecja nad… Młynówką
Po intensywnym zwiedzaniu warto na chwilę odpocząć wśród zieleni i szumu wody, spacerując wzdłuż rzeki Młynówki, nazwanej tak z powodu funkcjonujących dawniej na jej brzegach młynów. Najpiękniejsza trasa zaczyna się niedaleko katedry, przy Moście Katedralnym, a kończy przy kolejnym moście, zwanym Zamkowym. Ten urokliwy odcinek nazywa się "Opolską Wenecją", a upodobali go sobie szczególnie zakochani. Nic w tym dziwnego, ponieważ to doskonałe miejsce na romantyczny spacer, a nawet niezapomniane zaręczyny. Ten odcinek bulwarów został również pięknie oświetlony, więc można nim wędrować także wieczorami, bez obaw o swoje bezpieczeństwo. Idąc nieco dalej i kierując się w stronę ulicy Piastowskiej, można dojść do najbardziej chyba znanej atrakcji Opola, a mianowicie Amfiteatru Tysiąclecia, w którym od 1962 roku odbywa się Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki.
Muzeum dla fanów muzyki
W wyniku przebudowy amfiteatru 10 lat temu w podziemiach utworzono Muzeum Polskiej Piosenki, które zajmuje się pozyskiwaniem, katalogowaniem i udostępnianiem wszystkiego, co ma związek z polską piosenką od lat 20. XX wieku aż do współczesności. Wśród eksponatów znajdują się oczywiście nagrania utworów, fragmenty programów rozrywkowych i dokumentalnych, plakaty, zdjęcia, a nawet stroje sceniczne gwiazd. Muzeum robi wrażenie już od wejścia - na pierwszym poziomie, w ogromnej przestrzeni, znajdują się wyłącznie ławki - a to, co najcenniejsze, umieszczono na ścianach. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom (słuchawkom i specjalnemu audioprzewodnikowi) każdy zwiedzający może odbyć swoją "muzyczną podróż w czasie" w samotności, bez konieczności trzymania się grupy czy dopasowywania do jej tempa zwiedzania. Wystarczy wybrać na dotykowym ekranie interesującą nas treść i zanurzyć się w znanych lub nieznanych nagraniach, teledyskach, wywiadach, dokumentach.

Ubrania za tysiąc dolarów
Na zwiedzających, którzy wybierają się do Muzeum jeszcze w te wakacje, na wystawie czasowej czeka nie lada gratka - kolekcja strojów scenicznych Izabeli Skrybant-Dziewiątkowskiej, wokalistki Tercetu Egzotycznego. Na wystawie zatytułowanej "Exotico" można zobaczyć 60 kostiumów, w tym również oryginalne maski i nakrycia głowy, oszałamiających kolorami, fakturami, cekinami i kryształami. Kostiumy te były nieodłącznym elementem występów, o czym można przekonać się z cytowanego na wystawie fragmentu wywiadu-rzeki pt." Pamelo, żegnaj", przeprowadzonego przez Roberta Migdała: "Straszne pieniądze wydawane na estradowe ciuchy to czysta prawda (…). Ile jest wart zestaw ciuchów, w których wychodzę na scenę? Odpowiem tak: są bardzo drogie. Za koncert dostaję dużo mniej. Jeden z zestawów to lekko 1000 dolarów (…).Sześć, siedem razy w czasie koncertu zmieniam kostium, dopasowując go do charakteru piosenki. Gdy jest żywa, np. w duchu hiszpańskim, to wszystko, jak mówi młodzież, musi się bujać, musi tańczyć wraz ze mną. Gdy śpiewam , musi być romantycznie i dziewczęco, a gdy śpiewam

Naleśnik z wróblem
W muzeum można spędzić naprawdę dużo czasu, więc po wyjściu warto wstąpić na coś do jedzenia. W Opolu jest wiele uznanych restauracji, w tym i takie, które serwują dania przyrządzone w dużej mierze z lokalnych składników. Jest jednak jedno miejsce, które można nazwać "kultowym" i nie będzie w tym żadnej przesady. Mowa o naleśnikarni "Grabówka", która znajduje się przy ulicy Mozarta 2. Działająca od ponad 30 lat naleśnikarnia znajduje się w zabytkowym, ponad 100-letnim budynku. Dawniej pełnił on rolę budki strażniczej, w której osoby, które chciały przejść na drugą stronę znajdującego się tuż obok mostu, musiały uiścić opłatę w wysokości jednego grosza. Dlatego właśnie wspomniany most nazywa się do dziś "zielonym (od koloru) lub właśnie "groszowym". W lokalu można kupić naleśniki na słodko, i na słono. Niektóre kompozycje smaków i dodatków są niespotykane, a wszystkie porcje - naprawdę solidne. Dodatkową atrakcją, szczególnie dla przyjezdnych i dzieci, są wróbelki, które swobodnie poruszają się po całym lokalu (wlatują z części ogrodowej), a nawet, czego sama byłam świadkiem - usiłują zwędzić z talerza resztki pozostawionych przez gości przysmaków.

Jak za dawnych lat
Ostatni spacer - do dworca PKP, zajmie stąd 8 minut, a w tym czasie można po raz ostatni przejść się po centrum miasta, podziwiać rzeźby, pełne pachnących kwiatów donice i toczące się normalnie życie. Bo Opole, w przeciwieństwie do wielu innych miast, nie stawia wyłącznie na turystykę, kosztem mieszkańców. To miejsce, w którym Opolanie nadal przesiadują na rynku czy znajdujących się w pobliżu ławeczkach, znajdując tu miejsca dla siebie. Zresztą - są u siebie, my zaś jesteśmy, mile goszczonymi i wyczekiwanymi - gośćmi.
Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótka wycieczka może zmienić perspektywę i dodać energii. Sprawdź, które miejsca w tym sezonie warto odwiedzić na styl.interia.pl/podróże











