W skrócie
- Klara Dzierba opowiada o swoich doświadczeniach życia w Niemczech, konfrontując się ze stereotypami na temat Polaków oraz trudnymi momentami swojego życia, jak pobyt w domu samotnej matki.
- Podkreśla, że Niemcy oferują szacunek do prywatności i możliwości zaczynania wszystkiego od nowa, choć nadal irytuje ją biurokracja.
- Pomimo wielu trudności, Klara nie żałuje decyzji o emigracji i podkreśla, że doświadczenia za granicą znacząco wpłynęły na jej pewność siebie i sposób postrzegania życia.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Karolina Wachowicz, Interia: Dlaczego wybrałaś akurat Niemcy i jak wspominasz dzień wyjazdu z Polski?
Klara Dzierba: Tak naprawdę Niemcy nie były przypadkiem. Już wcześniej zakładałam, że kiedyś tam wyjadę, ale mój plan wyglądał trochę inaczej. Studiowałam budownictwo w Polsce i chciałam najpierw skończyć studia, zdobyć wykształcenie, a dopiero później spróbować swoich sił za granicą. Wydawało mi się wtedy, że tak będzie rozsądniej i da mi większe możliwości zawodowe.
Życie napisało jednak własny scenariusz. Z moim przyszłym mężem byliśmy razem od nastoletnich lat. Poznaliśmy się, gdy miałam 16 lat, a on już wtedy mieszkał i pracował w Niemczech. W czasie studiów pojawił się nasz syn. Coraz trudniej było mi pogodzić naukę z codziennością. Młody często chorował, więcej czasu spędzał w domu niż w żłobku, a ja nie miałam za bardzo na kogo liczyć przy opiece.
W pewnym momencie stanęłam przed decyzją, czy dalej próbować wszystko pogodzić, czy rozpocząć nowy rozdział. Zgodziłam się przeprowadzić do Niemiec i zamieszkać z przyszłym mężem. Niedługo później wzięliśmy ślub, a potem na świat przyszła nasza córka.
Dzień wyjazdu pamiętam do dziś. Było we mnie dużo emocji. Z jednej strony ekscytacja i nadzieja na wspólną przyszłość, a z drugiej ogromna niepewność. Zostawiałam rodzinę, znajomych i wszystko, co było mi znane. Nie wiedziałam wtedy, że ten wyjazd nie będzie tylko zmianą kraju. Tak naprawdę był początkiem zupełnie nowego życia, które trwa już ponad 20 lat.
Co było dla ciebie największym szokiem po przeprowadzce?
- Szczerze mówiąc, nie pamiętam jednego wielkiego szoku. Miałam małe dziecko, przeprowadzkę, ślub i budowanie życia od nowa. Było tyle zmian naraz, że bardziej skupiałam się na codziennym funkcjonowaniu niż na analizowaniu różnic między Polską a Niemcami.
Po ponad 20 latach życia w Niemczech - co najbardziej cię tam nadal zachwyca, a co irytuje?
- Po ponad 20 latach życia w Niemczech najbardziej doceniam szacunek do prywatności i fakt, że każdy może żyć po swojemu, bez ciągłego oceniania przez otoczenie. Nikt nie zagląda drugiemu przez ramię i nie interesuje się na każdym kroku tym, jak ktoś żyje, co robi i jakie podejmuje decyzje. Podoba mi się również to, że nawet po czterdziestce można zacząć wszystko od nowa. Zmienić zawód, założyć własny biznes, uczyć się nowych rzeczy i rozwijać się w zupełnie innym kierunku. Nikt nie patrzy na to jak na coś dziwnego czy nierealnego.
Być może właśnie dlatego tak bardzo cenię sobie niemiecki szacunek do prywatności. W środowiskach emigracyjnych, niezależnie od narodowości, czasem spotykałam się z większym zainteresowaniem cudzym życiem, niż byłoby to potrzebne. Z wiekiem coraz bardziej doceniam zasadę: żyj i pozwól żyć innym.
Z drugiej strony nadal irytuje mnie nadmierna biurokracja. Czasami mam wrażenie, że do załatwienia jednej prostej sprawy potrzeba kilku formularzy, pism i tygodni oczekiwania. Bywa też, że przepisy i procedury są ważniejsze niż zdrowy rozsądek.
Po tylu latach nie patrzę już na Niemcy przez pryzmat zachwytu czy rozczarowania. Po prostu tutaj żyję. To kraj, w którym wychowałam dzieci, przeżyłam wiele ważnych momentów i spędziłam większą część dorosłego życia. Jak każde miejsce na świecie ma swoje zalety i wady, dlatego staram się patrzeć na nie realistycznie, a nie przez różowe okulary.

Czy przez te lata bardziej zmieniły się Niemcy czy ty sama?
- Myślę, że zmieniło się jedno i drugie. Niemcy, do których przyjechałam ponad 20 lat temu, nie są już tym samym krajem. Zmieniło się społeczeństwo, sposób życia, technologia, a także podejście do wielu spraw. Wystarczy porównać codzienność sprzed dwóch dekad z tym, jak wygląda dziś.
Jednocześnie ogromnie zmieniłam się ja sama. Kiedy przyjechałam do Niemiec, byłam młodą kobietą, która dopiero zaczynała dorosłe życie. Dziś jestem kobietą po czterdziestce, mamą trójki dzieci, przedsiębiorczynią i osobą, która dużo lepiej zna siebie i swoje możliwości.
Kiedyś bardziej przejmowałam się opinią innych i częściej wątpiłam w siebie. Dziś wiem, że życie potrafi zaskakiwać, a wiele rzeczy jest możliwych niezależnie od wieku i miejsca. Myślę, że właśnie dlatego patrzę dziś zarówno na Niemcy, jak i na własną historię z większym spokojem i dystansem niż kiedyś.
Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że Niemcy są twoim domem?
- Szczerze mówiąc, to uczucie pojawiło się bardzo szybko. Być może dlatego, że od początku nie traktowałam Niemiec jako miejsca, do którego wyjechałam tylko na chwilę, żeby zarobić pieniądze i wrócić do Polski. Kiedy podjęłam decyzję o przeprowadzce, wiedziałam, że chcę tutaj budować swoje życie.
Oczywiście na początku wszystko było nowe i nieznane, ale nie miałam poczucia, że jestem tu tylko przejazdem. Wręcz przeciwnie. Pamiętam, że dość szybko pojawiła się myśl: "Tak, to jest moje miejsce".
Myślę, że potwierdza to również fakt, że od bardzo wielu lat praktycznie nie byłam w Polsce, blisko 18 lat już. Około dziesięć lat temu pojechałam tam tylko na krótki, dwudniowy wyjazd związany z wykonaniem tatuaży, ale nie był to pobyt rodzinny ani urlop. Moje życie od dawna toczy się tutaj. To tutaj wychowałam dzieci, budowałam swoją codzienność i podejmowałam najważniejsze życiowe decyzje.
Co ciekawe, dziś po tak długim czasie mam nawet pewną obawę przed wyjazdem do Polski. Nie dlatego, że nie mam sentymentu do kraju, z którego pochodzę. Wręcz przeciwnie. Po prostu przez ponad 20 lat życia w Niemczech bardzo się zmieniłam.
Często łapię się na tym, że mieszam język polski z niemieckim albo szukam odpowiednich słów. Czasem zastanawiam się, czy po tylu latach nie czułabym się trochę obco również tam.
Za czym z Polski tęsknisz najbardziej, nawet po tylu latach?
- To chyba jedno z najtrudniejszych pytań, bo szczerze mówiąc, nie odczuwam dziś takiej tęsknoty za Polską, jakiej wiele osób mogłoby się spodziewać.
Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to polskie produkty i jedzenie. Ale nawet to nie jest już problemem, bo w Niemczech bez trudu można znaleźć polskie sklepy i kupić większość rzeczy, za którymi kiedyś można było tęsknić.
Myślę, że duże znaczenie miało też to, że z biegiem lat część mojej rodziny również przeprowadziła się tutaj. Do Niemiec przeniosła się moja siostra z partnerem, mieszkał tu również mój brat, który niestety niedawno odszedł. Był też okres, kiedy mieszkała tutaj moja mama. Dzięki temu nigdy nie miałam poczucia, że zostałam całkowicie odcięta od swoich bliskich i korzeni.
Po ponad 20 latach moje życie jest po prostu tutaj. Mam tu rodzinę, dzieci, przyjaciół, codzienność i wszystkie najważniejsze wspomnienia z dorosłego życia. Polska pozostaje krajem, z którego pochodzę i który zawsze będzie częścią mojej historii, ale nie mam poczucia, że czegoś mi tutaj brakuje.
Może właśnie dlatego trudno mi wskazać jedną konkretną rzecz, za którą tęsknię najbardziej.

Jakie stereotypy o Polakach najczęściej spotykałaś w Niemczech i czy coś się zmieniło?
- Jednym z najczęstszych stereotypów, z jakimi się spotykałam, było postrzeganie Polaków głównie przez pryzmat określonych zawodów. Polacy kojarzyli się przede wszystkim z budownictwem, pracami porządkowymi czy opieką nad osobami starszymi. Sama ukończyłam Ausbildung jako Altenpflegerin, więc również miałam styczność z tym środowiskiem. (tłum. redakcji: Odbyłam kształcenie zawodowe (Ausbildung) na opiekunkę osób starszych (Altenpflegerin), więc miałam również kontakt z tym środowiskiem.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że ten stereotyp nie wziął się znikąd. Do dziś bardzo wielu Polaków pracuje właśnie w budowlance, branży sprzątającej czy opiece. Z drugiej strony obraz Polaków stał się znacznie bardziej różnorodny niż kiedyś.
Coraz częściej spotykam Polaków prowadzących własne firmy, pracujących jako specjaliści, menedżerowie czy przedsiębiorcy. Widać nas w wielu różnych branżach i na różnych stanowiskach. Myślę, że dzięki temu zmienia się również sposób, w jaki jesteśmy postrzegani.
Jeśli jest jakiś stereotyp, który rzeczywiście potwierdza się najczęściej, to chyba ten dotyczący pracowitości i zaradności. Polacy potrafią odnaleźć się w nowych warunkach, ciężko pracują i często nie boją się podejmować wyzwań. To akurat cechy, z których możemy być dumni.
Co Niemcy robią lepiej od Polaków, a czego mogliby się nauczyć od nas?
- Oczywiście można wskazać pewne różnice mentalności czy podejścia do życia, ale z mojego doświadczenia dużo więcej zależy od konkretnego człowieka niż od tego, z jakiego kraju pochodzi.
Przez lata poznałam tutaj ludzi z wielu różnych krajów i kultur. Niemcy są bardzo międzynarodowym krajem, dlatego z czasem przestałam aż tak zwracać uwagę na narodowość. Dziś dużo bardziej interesuje mnie to, jakim ktoś jest człowiekiem, niż to, skąd pochodzi.
Dlatego nie lubię mówić, że jeden naród jest lepszy od drugiego albo że powinien uczyć się czegoś od drugiego. Myślę, że zarówno Polacy, jak i Niemcy, mają wiele mocnych stron i powodów do dumy.
Jak emigracja wpłynęła na twoją pewność siebie i podejście do życia?
- Emigracja nauczyła mnie przede wszystkim samodzielności. Kiedy wyjeżdżałam do Niemiec, byłam młodą kobietą, która miała swoje marzenia o rodzinie i spokojnym życiu. Wydawało mi się wtedy, że wiem, jak będzie wyglądała moja przyszłość.
Życie potoczyło się jednak zupełnie inaczej. Moje marzenia o szczęśliwej rodzinie legły w gruzach. Okazało się, że mój mąż miał problem z alkoholem, a sytuacja w domu stawała się coraz trudniejsza. W pewnym momencie znalazłam się z dziećmi w domu samotnej matki. Był to jeden z najtrudniejszych okresów w moim życiu.
Patrząc dziś wstecz, wiem jednak, że właśnie te doświadczenia najmocniej mnie ukształtowały. Musiałam nauczyć się podejmować decyzje, brać odpowiedzialność za siebie i dzieci oraz budować życie od nowa, często bez wsparcia i bez pewności, co będzie dalej.
To właśnie emigracja i wszystkie doświadczenia, które się z nią wiązały, pokazały mi, że jestem silniejsza, niż kiedykolwiek przypuszczałam. Dziś wiem, że nawet po największych życiowych kryzysach można zacząć od nowa. Może właśnie dlatego tak bardzo wierzę, że nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o siebie i swoje życie.

Czy był moment, kiedy chciałaś wrócić do Polski na stałe?
- Tak, był taki moment.
Był to okres, kiedy mieszkałam z dziećmi w domu samotnej matki w 2011 po ucieczce od męża. To był bardzo trudny czas. Każdego dnia żyłam w strachu, że mnie odnajdzie. Po tym, czego wcześniej doświadczyłam, naprawdę obawiałam się o życie swoje i dzieci.
Pamiętam szczególnie jedną sytuację. W domu pojawiła się nowa mieszkanka, której zachowanie od początku budziło niepokój. Doszło między nami do konfliktu, podczas którego zostałam zepchnięta ze schodów. Na szczęście nie odniosłam poważniejszych obrażeń, ale strach pozostał. Później, kiedy kobieta opuściła dom, razem z innymi mieszkankami obawiałyśmy się, że może wrócić lub zrobić komuś krzywdę. Kiedy sytuacja się zaostrzyła bo chciała wrócić w nocy, na miejsce została wezwana policja. ( w weekendy byłyśmy tam zdane dane na siebie, opiekunki były tylko od rana do popołudnia)
Niestety zamiast poczuć wsparcie, przeżyłam kolejny szok. Jeden z policjantów zaczął straszyć mnie odebraniem dzieci i mówić, że nie będę miała życia w Niemczech. Byłam wtedy w tak złym stanie psychicznym, że dosłownie trzęsłam się ze strachu. Pamiętam, że stałam na schodach i czułam całkowitą bezradność.
To był jedyny moment, kiedy naprawdę pomyślałam o powrocie do Polski. Z perspektywy czasu wiem jednak, że nie poddałam się nawet wtedy. Co ciekawe, później otrzymałam oficjalne przeprosiny z komendy za sposób, w jaki zostałam potraktowana. Dziś patrzę na tamten czas jako na jeden z najtrudniejszych, ale też najbardziej przełomowych momentów mojego życia.
Jaką radę dałabyś sobie samej z dnia wyjazdu, wiedząc to, co wiesz dziś?
- Powiedziałabym sobie: ufaj sobie bardziej.
Przez wiele lat próbowałam ratować innych, dostosowywać się do sytuacji i wierzyć, że jeśli będę wystarczająco cierpliwa, wszystko samo się ułoży.
Dziś wiem, że są sytuacje, w których trzeba wcześniej powiedzieć "dość" i postawić siebie oraz swoje dzieci na pierwszym miejscu.
Powiedziałabym sobie też, że jestem silniejsza, niż mi się wtedy wydawało. Przede mną było jeszcze wiele trudnych doświadczeń, ale również wiele pięknych momentów, sukcesów i ludzi, których wtedy nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić.
I chyba najważniejsze: nie rezygnuj z siebie. Nawet będąc żoną, mamą czy partnerką, nadal masz prawo do własnych marzeń, planów i szczęścia.
Gdybyś miała dziś 20 lat i mogła jeszcze raz podjąć decyzję o wyjeździe do Niemiec, zrobiłabyś to ponownie?
- Tak, bez wahania.
Nie dlatego, że było łatwo. Były momenty, kiedy życie naprawdę mnie nie oszczędzało. Były sytuacje, w których musiałam walczyć o siebie i swoje dzieci, a przyszłość wydawała się jedną wielką niewiadomą.
Ale to właśnie te doświadczenia ukształtowały mnie jako kobietę. Nauczyły mnie samodzielności, odwagi i tego, że nawet po największych życiowych kryzysach można zacząć wszystko od nowa.
Dziś jestem mamą trójki dzieci. Buduję własne biznesy związane z Mihi i Hizero, rozwijam się na różnych płaszczyznach i robię rzeczy, na które kiedyś prawdopodobnie nie miałabym odwagi. Wciąż mam marzenia i cele, które chcę realizować.
Gdybym nie wyjechała do Niemiec, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Nie wiem, czy lepiej. Wiem natomiast, że nie byłabym kobietą, którą jestem dzisiaj. Dlatego mimo wszystkich trudności podjęłabym tę samą decyzję jeszcze raz!













