Spis treści:
- Siga siga i parea - grecka filozofia życia
- Jedyny taki las, jedyna taka plaża
- Magia historii
- Kreteńskie przysmaki
Siga siga i parea - grecka filozofia życia
Włosi mają dolce far niente, Duńczycy hygge, a na Krecie, jak i w całej Grecji, mieszkańcy żyją według filozofii siga siga (gr. powoli powoli). Niespieszność czuje się tu w powietrzu. Spokój, relaks i celebracja życia to kreteńskie sposoby na szczęście. Długie wieczorne biesiady z rodziną, popołudniowa kawa przy niewielkim stoliku w ulubionej kawiarni, powolna przechadzka wśród gajów oliwnych to naturalne nawyki Kreteńczyków.
Badania wykazały, że to właśnie Kreta jest jednym z krajów, w których śmiertelność z powodu chorób serca jest najniższa na świecie. Kreteńczycy należą też do najszczęśliwszych nacji. Dieta śródziemnomorska, wyspiarski luz i brak stresu sprzyjają długowieczności, dlatego na Krecie nietrudno spotkać stulatków, którzy mimo wieku wciąż są aktywni. Jak podaje Eurostat mężczyźni żyją tutaj średnio 79,1 lat, a kobiety 83,4. Średnia dla Polski wynosi odpowiednio 74,93 i 82,26. Co więcej w Polsce to właśnie choroby układu krążenia są najczęściej występującą przyczyną zgonów.

Bez pośpiechu, spokojnie i wspólnie. Na Krecie, jak i w całej Grecji, od wieków praktykuje się podejście do życia, które miejscowi nazywają parea. To coś znacznie więcej niż zwykłe spotkanie towarzyskie, w kulturze greckiej oznacza bowiem wspólnotę budowaną na autentycznej obecności, rozmowie i dzieleniu codzienności. Przy stole, podczas długich posiłków i spontanicznych spotkań, liczy się poczucie bliskości i równości między uczestnikami, gdyż Grecy traktują wspólne jedzenie jako przestrzeń budowania więzi. Wielogodzinne biesiadowanie w tawernach niezależnie od pory roku, to powszechny widok, którego próżno szukać w europejskich metropoliach.
Jedyny taki las, jedyna taka plaża
Kreta jest jednym z tych miejsc, którego największą zaletą jest różnorodność. Rosną tu jedyne naturalne lasy palmowe w Europie. Najbardziej urokliwy to ten w Preveli. Legenda głosi, że piraci, którzy cumowali u wybrzeży Krety lubili jeść przywożone z Algierii daktyle, gdy schodzili na ląd pluli pestkami gdzie popadnie. O resztę zadbała już Matka Natura i dzięki temu gęsty las mógł wyrosnąć niemal 1700 km od wybrzeży Afryki. Gdy w 2010 roku strawił go pożar nie było wiadomo, czy wyspiarze nie stracili go bezpowrotnie. Odrodził się jednak niczym Feniks z popiołów i podobno dziś jest jeszcze piękniejszy i bardziej bujny niż kiedykolwiek wcześniej.
Nad wyspą dumnie góruje Psiloritis, którego wysokość sięga prawie 2500 tysiąca metrów. Gdy odwiedzam Kretę w maju, jeszcze przed sezonem turystycznym z okien lądującego samolotu widzę jego ośnieżony szczyt. To podobno o tej porze roku nic dziwnego, jak mówi mi mieszkający tu od kilku lat przewodnik Michał Kaczor - wyspa ma ponad 30 szczytów wyższych niż 2000 metrów, a śnieg potrafi utrzymywać się na nich jeszcze długo podczas wiosennych, a czasem i letnich miesięcy.
Michał opowiada także o kozicach kri-kri, czyli koziorożcach kreteńskich które były bliskie wyginięcia, gdyż w czasie II wojny światowej stanowiły jedyne pożywienie ukrywających się w górach partyzantów. Dziś, gdy populację udało się odbudować, mieszkają w Górach Białych i na trzech pobliskich wysepkach, choć są płochliwe i rzadko zbliżają się do ludzi, warto mieć na uwadze, by jadąc w góry nie zostawiać samochodu w cieniu drzew. Kozy nader chętnie skorzystają z niego, aby dostać się do świeżych liści, nie zważając na fakt, że lakier zdarty z karoserii zostanie na ich kopytach.
Gdy spacerujemy po stolicy wyspy, Heraklionie, Michał, wskazując na widoczny w oddali szczyt, opowiada też o zwyczaju porzucania padniętego bydła na górskich zboczach. Rolnicy robią to także, by chronić zwierzęta gospodarskie. Padliną żywią się jedne z najrzadszych ptaków Europy - sępy płowe i orłosępy, które można obserwować jedynie w tym miejscu.
Na Krecie występuje ponad 150 gatunków endemicznych. Ze względu na silne słońce i suchy klimat wiele tutejszych roślin ma srebrzyste liście - to naturalna ochrona przed utratą wody. Niektóre pachną niezwykle intensywnie, rozsiewając dookoła charakterystyczną woń. Tym samym wyspa słynie też z niezwykle aromatycznych ziół: oregano, tymianku, szałwii i dyptamu kreteńskiego. Ten ostatni był w starożytności uznawany za roślinę leczniczą i afrodyzjak. Wiosną na każdym kroku spotkać można storczyki, rośnie ich tu ponad 60 różnych gatunków.
Nie brakuje również urokliwych plaż, które rok do roku znajdują się na listach najpiękniejszych w Europie. Wśród nich Laguna Balos z turkusową wodą, Falasarna ze złotym piaskiem, Vai wokół której rośnie gaj palmowy. Łącznie jest ich tu kilkaset, choć tą najbardziej znaną pozostaje położona w zachodnio-południowej części wyspy Elafonisi, której piasek ma unikalny różowy kolor. Miejscowi mówią, że w czasach wojny o niepodległość Grecji, początkiem XIX wieku, chronili się tutaj mieszkańcy kontynentu. Wojska osmańskie odkryły kryjówkę, a plaża spłynęła krwią ofiar i po dziś dzień przypomina o tych wydarzeniach. Z punktu widzenia biologów, unikalny kolor piasek zawdzięcza jednak rozdrobionym muszlom mięczaków i mikroskopijnym żyjątkom otwornicom oraz resztkom koralowców.
Magia historii
Powiedzieć, że Kreta oddycha historią, to nic nie powiedzieć. To właśnie tutaj według mitologii w jaskini gór Dikti matka ukryła Zeusa przed okrutnym ojcem, to tutaj Dedal zbudował dla króla Minosa labirynt, to wreszcie tutaj rozgrywała się historia Tezeusza i Ariadny. Ślady tych wydarzeń są obecne w sztuce po dziś dzień. Jedną z największych atrakcji wyspy jest pałac w Knosos - archeologiczna perełka, po której oprowadza mnie Cathrine. - Tak jestem z Grecji, ale przede wszystkim jestem Kretenką, mówi, gdy pada pytanie o jej korzenie i blond włosy. Kreteńska tożsamość to zresztą znak charakterystyczny wyspiarzy.

Pałac w Knosos uważany jest za najstarszy w Europie, równocześnie to największy i najsłynniejszy pałac cywilizacji minojskiej. Legendy głoszą, że to właśnie tutaj powstał mityczny labirynt i jak przekonuje Cathrine rzeczywiście mógł takowy przypominać. Liczył bowiem ponad 1000 pomieszczeń. Do dziś niejasna jest przyczyna jego zniszczenia, uważa się, że mogło być ono spowodowane trzęsieniem ziemi lub być skutkiem erupcji wulkanu. - Sama nazwa pałac jest nieco myląca - podkreśla Cathrine - było to rozbudowane centrum administracyjne, kulturalne i religijne z niezwykle zaawansowaną, jak na tamte czasy infrastrukturą. Możemy tu znaleźć pozostałości kanalizacji, systemów odprowadzania wody, naturalnej klimatyzacji, a nawet toalet spłukiwanych wodą - podkreśla przewodniczka, mówiąc równocześnie o dużej roli kobiet w społeczności minojskiej.
Gdy mijamy charakterystyczne kolumny uśmiecha się pobłażliwie. - Arturh Evans brytyjski archeolog z zapałem zabrał się za odbudowę pałacu. Beton lał się gęsto, a sam naukowiec dość swobodnie podszedł do rekonstrukcji starożytnych fresków. No i mamy co mamy - podsumowuje Catherine wskazując na czerwone, widoczne z oddali kolumny.
Podczas badań i wykopalisk w pałacu odkryto także tabliczki ze starożytnym pismem - pismo linearne B udało się odczytać, pismo linearne A nadal pozostaje dla archeologów zagadką, podobnie jak zagłada cywilizacji, która przez stulecia rządziła Kretą.
Dziś po pałacu oprócz turystów spacerują też pawie. Granatowe pióra odbijają promienie południowego słońca, a ich charakterystyczne krzyki są tak głośne, że zagłuszają moją przewodniczkę. Ptaki same w sobie stanowią atrakcję turystyczną, choć także tutaj, krzyk, który wydają jest uważany za przynoszący nieszczęście.
Najważniejszą sakralną budowlą na wyspie pozostaje najstarsza świątynia Heraklionu. Niegdyś chrześcijańska katedra, później meczet, a dziś prawosławny kościół znany jako Katedra świętego Tytusa stanowi miejsce kultu dla mieszkańców Krety. Tytus był organizatorem i pierwszym biskupem kreteńskiego kościoła.
Zmarł w wieku 94 lat, a jego czaszka umieszczona została w relikwiarzu, który po dziś dzień oglądać można w świątyni - wrócił do niej w 1966 roku, zwrócony przez Wenecjan, którzy kilka wieków wcześniej uratowali go przed zniszczeniem przez Turków, którzy w XVII wieku przejęli panowanie nad wyspą. Świątynia przez lata była przebudowywana i niszczona trzęsieniami ziemi, mieszają się w niej wpływy sztuki osmańskiej, bizantyjskiej architektury sakralnej i elementy barokowe.
Na wyspie, nie tylko w architekturze, mieszają się style i wpływy odmiennych kultur. Przez wieki, Kreta ze względu na strategiczne położenie na Morzu Śródziemnym, przechodziła z rąk do rąk, będąc łakomym kąskiem tak dla Arabów, Bizancjum czy Imperium Osmańskiego. Pamiątką po Wenecjanach, którzy między XIII a XVII wiekiem rządzili Kretą pozostają urokliwe porty, fortece i tradycyjna zabudowa w Heraklionie, Rethymno i Chanii. Każde z tych miejsc jest świadkiem tysięcy lat historii, warto ją poczuć gubiąc się pośród zabytkowych uliczek.

Kreteńskie przysmaki
Miłośnicy kuchni greckiej i jej wyrazistych smaków nie zawiodą się także na Krecie, choć historyczna zawierucha odbija się tu także w kuchni - zatopione w miodzie słodycze znane z Bliskiego Wschodu, wyraziste przyprawy i kozie sery przeplatają się tu z lokalnie produkowana oliwą i dzikimi ziołami.
Z dietą łączona jest też długowieczność Kreteńczyków. Szef kuchni hotelu Fodele Beach - Margaritakis Manos opowiada mi o dzikich roślinach, które wykorzystuje na co dzień. - Rosną właściwie wszędzie, ale najlepsze są w górach, dzikie jadalne rośliny to znak naszej kuchni - tłumaczy. Horta, czyli tradycyjna potrawa z gotowanych ziół i zieleniny serwowana na zimno lub ciepło z oliwą i cytryną to eksplozja smaków i solidna dawka zdrowia. Dziko rosnące liście mniszka, psianki, rukoli, szpinaku, szparagów czy szarłatu są naszym dobrem narodowym - mówi z przekonaniem Margaritakis.
Kreteńczycy rzadko zapadają na choroby serca, tak powszechne w Europie. Wiąże się to także z niskim spożyciem tłuszczy zwierzęcych. Kreta pokryta jest gajami oliwnymi, a lokalna oliwa uchodzi z płynne złoto. Najstarsze drzewa oliwne mają nawet kilka tysięcy lat (mówi się tu, że między 3 a 5 tysięcy) i wciąż owocują, choć jak mówi mi Alina Żaboklicka, absolwentka filologii nowogreckiej pracująca w rodzinnej oliwiarnii Vassilakis Estate, wiek drzewa nie ma znaczenia, jeśli chodzi o smak oliwek. Rodzina Vassilakis tłoczeniem oliwy zajmuje się od pięciu pokoleń, z 20 ha upraw rok do roku do butelek rozlewa się 7 tysięcy litrów. Oliwiarnia działa na zasadzie spółdzielni i tłoczy oliwę z owoców miejscowych rolników. Jak podkreśla Żaboklicka zamiast rozliczenia w gotówce farmerzy zostawiają 10% wytłoczonej oliwy.

Poza znanymi z kontynentu słodyczami wypiekanymi z ciasta filo na szczególna uwagę zasługuje kalitsounia. To smażone lubi pieczone ciastka/bułeczki wypełnione serem mizithra przygotowywanym najczęściej z mleka owczego, koziego lub mieszanki obu. Jego charakterystyczny smak w połączeniu z korzennymi przyprawami jest uzależniający. Kreteńczycy na deser spożywają też świeże owoce z dodatkiem miodu, nie brakuje także tych suszonych i kandyzowanych. Korzystając z lokalnych produktów i łącząc to, co najlepsze w tradycjach zaczerpniętych z różnych kultur, potrafią zaskoczyć podniebienie unikalną fakturą i smakiem.
O serce i podniebienie nietrudno tu zadbać, tym bardziej, że w tym sezonie z Polski dwa razy w tygodniu bezpośrednim połączeniem z Warszawy i Katowic na grecką wyspę można w 2,5 godziny dolecieć liniami Corendon Airlines. Kretę chętnie odwiedzają Niemcy i Brytyjczycy, Polacy plasują się na trzecim miejscu. W rekordowych sezonach pojawiało się tu nawet do pół miliona rodaków. Tysiące lat historii odbijają się tu w każdej dziedzinie życia, a grecka wyspa zdaje się być miejscem, w której czas, wbrew całemu światu, zwolnił jak mógł i wciąż nie ma zamiaru brać udziału w szalonym wyścigu.










