W skrócie
- W Singapurze koszt posiadania samochodu wynosi około 300 tysięcy złotych, wynajem 75-metrowego mieszkania to 15–45 tysięcy złotych miesięcznie, a ceny nieruchomości sięgają 5–10 milionów złotych, co czyni kraj jednym z najdroższych miejsc do życia na świecie.
- Dominika Sadkowska opisuje, że codzienność w Singapurze wiąże się z wysokimi kosztami, naciskiem na edukację, brakiem balansu między pracą a życiem prywatnym oraz silną kulturą rywalizacji, ale podkreśla też poczucie bezpieczeństwa, dobrą edukację i wysoką jakość transportu publicznego.
- Wielokulturowość Singapuru przejawia się w obecności ekspatów i pracowników migracyjnych, a relacje między grupami opierają się na pragmatyzmie i statusie zawodowym przy braku odczuwalnej dyskryminacji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Karolina Wachowicz: Mieszkasz z rodziną w Singapurze, najbogatszym państwie Azji Południowo-Wschodniej. Jaka jest twoja historia i jak wygląda życie na miejscu?
Dominika Sadkowska: - W lipcu miną cztery lata, odkąd mieszkamy w Singapurze, choć początkowo planowaliśmy przyjechać tylko na dwa, jak wielu ekspatów. Życie jednak szybko zweryfikowało nasze plany. Ja i nasz syn jesteśmy tutaj na wizie DP, czyli Dependant's Pass. W praktyce oznacza to, że legalnie pracować w Singapurze może mój mąż, który ma Employment Pass. Ja nie mogę kupić na siebie nawet abonamentu telefonicznego.
- Dla mnie pierwsze lata po przeprowadzce były czasem pełnego skupienia na rodzinie: organizowaniu domu, szkoły, codzienności i, przede wszystkim, wspieraniu naszego syna, który jest w spektrum. Był moment, kiedy moje życie kręciło się głównie wokół logistyki. Zrobiłam nawet singapurskie prawo jazdy, żeby móc wozić syna do szkoły oddalonej o 50 km. Dziś ma 10 lat, jest dużo bardziej samodzielny i sam dojeżdża do szkoły metrem czy autobusem. A ja, po kilku latach bycia bardzo "dla innych", zaczynam coraz mocniej wracać też do siebie, swoich kompetencji i pomysłów.
- Na co dzień prowadzę na Instagramie dwa profile. Na @Orient_net pokazuję życie w Singapurze: codzienność w mieście lwa, azjatyckie podróże, jedzenie, kulturę i nasze rodzinne doświadczenia z życia na drugim końcu świata. Drugi profil (@AIdajeCzas) jest bliższy mojemu zawodowemu doświadczeniu i temu, co dziś naprawdę mnie napędza. Po 15 latach pracy w IT pokazuję, jak sztuczna inteligencja może pomagać odzyskiwać czas, spokój i sprawczość, szczególnie w edukacji i neuroróżnorodności.
- Tworzę to miejsce z myślą o nauczycielach, terapeutach i rodzicach, którzy chcą korzystać z nowych technologii praktycznie, mądrze i po ludzku. Bardzo wierzę, że AI nie musi być kolejnym straszakiem ani modnym hasłem. Może realnie wspierać polską edukację, pomagać dzieciom neuroatypowym i odciążać dorosłych, którzy na co dzień próbują ogarnąć za dużo naraz.
Czy po latach w Singapurze czujesz się bardziej związana z Azją czy nadal z Polską?
- Na pewno bardzo mocno kultywujemy nasz związek z ojczyzną. Codziennie robię z synkiem materiał z polskiej szkoły. Zależy nam na tym, by poznawał nasz język, gramatykę, ortografię, lektury, historię oraz polskie tradycje. Bardzo tęsknię też za polską rodziną i znajomymi, bo odwiedzamy się tylko raz w roku, a polskiego jedzenia, takiego jak dobry chleb czy serek wiejski, też mi brakuje. Singapur jest dla nas wspaniałą przygodą, może zostaniemy tu jeszcze rok czy dwa, ale na pewno nie na stałe. Docelowo chcemy wrócić do Polski albo jeszcze poeksplorować inne części Azji lub może Australię. Kto wie, co przyszłość przyniesie.
Jak wygląda codzienne życie w Singapurze, którego nie pokazują media i Instagram?
- Singapur to wspaniałe miejsce do życia. Jest bardzo wygodnie, bezpiecznie, jest super edukacja. Ale jest jedno spore "ale". To, czego nie widać na obrazkach, to brak work-life balance. Standardem jest, że mąż wychodzi o 8 rano z domu, a wraca między 20 a 21, czasem pracuje też w weekendy. Gdybyśmy oboje pracowali, to nasze dziecko w tygodniu żyłoby niemal wyłącznie z opiekunką. Zresztą tak funkcjonuje tu większość rodzin, które zatrudniają pomoce domowe z Filipin, Indonezji, Birmy - tak zwane helperki. Dodatkowym utrudnieniem w codzienności jest kultura kiasu, czyli lęk przed byciem w tyle i strach przed przegraną. Objawia się to ciągłą rywalizacją na każdym kroku: w metrze, w kolejce po zakupy czy podczas jazdy autem, gdzie nikt nie wpuści cię przed siebie, bo zawsze każdy musi być pierwszy.

Co najbardziej cię zaskoczyło po przeprowadzce, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie?
- Pozytywów jest sporo. Klimat i pogoda - jest ciągle ciepło, około 29 stopni, często świeci słońce. Fakt, że nie trzeba nakładać na siebie paru warstw ubrań, jest świetny, dzięki temu zdecydowanie mniej chorujemy. Bezpieczeństwo - Singapur to bardzo bezpieczne miejsce, nasz 10-latek spokojnie jeździ do szkoły i na zajęcia dodatkowe metrem czy autobusem, czasem sam zostaje w domu. Wspaniałe szkoły - międzynarodowe szkoły są bardzo jakościowe, szkoły inkluzywne oferują świetną edukację dla dzieci neuroatypowych, zarówno w kwestii akademickiej, socjologicznej i behawioralnej. Hub lotniczy - Singapur to świetny hub lotniczy, można kupić bardzo tanie bilety do pobliskich krajów, dzięki czemu zwiedziliśmy już sporo miejsc. Zieleń i natura - mimo że to miasto biurowców i apartamentowców, duża część kraju to tereny zielone, nawet około 40 procent. Czystość - Singapur jest bardzo czysty. Transport publiczny - jest szybki, tani i bardzo wygodny. Cyfryzacja - często wychodzę tylko z telefonem, mam w nim portfel, kartę do mieszkania i płatności za metro.
Negatywnie zaskoczył mnie potworny pęd do sukcesu, bardzo długie godziny pracy, kultura kiasu oraz wysokie koszty życia.
Singapur uchodzi za jedno z najlepszych miejsc do życia. Co Twoim zdaniem jest mocno przereklamowane?
- Posiadanie własnego samochodu. W Polsce to standard, a w Singapurze to ogromny luksus. Sama zgoda na posiadanie auta kosztuje około 100 tysięcy dolarów singapurskich, czyli około 300 tysięcy złotych. W praktyce samochód nie jest potrzebny, bo transport publiczny działa świetnie. Mieliśmy samochód przez rok i zrezygnowaliśmy z niego bez żalu.
Jakie są realne koszty życia w Singapurze? Na co wydaje się najwięcej pieniędzy?
- Singapur jest od trzech do pięciu razy droższy niż Polska i należy do najdroższych miast na świecie. Najwięcej pieniędzy wydaje się na mieszkanie. Wynajęcie 75-metrowego lokum kosztuje od 15 do 45 tysięcy złotych miesięcznie, a zakup mieszkania może sięgać kilku, a nawet kilkunastu milionów złotych. Kolejny duży koszt to samochód, gdzie samo pozwolenie to około 300 tysięcy złotych, a nowe auto około 500 tysięcy złotych. Edukacja syna w szkole międzynarodowej to od 90 do 150 tysięcy złotych rocznie plus dodatkowe zajęcia około 15 tysięcy. Żywność również jest droga, bo Singapur wszystko importuje - produkty są od dwóch do pięciu razy droższe niż w Polsce, a tańszą opcją są lokalne jadłodajnie (hawker).
Czy zwykła rodzina z klasy średniej może żyć tam komfortowo, czy Singapur jest już tylko dla bardzo dobrze zarabiających?
- Singapur jest wspaniałym, ale bardzo drogim miejscem do życia. Żeby funkcjonować tu na podobnym poziomie, jak rodzina z klasy średniej w Polsce, trzeba zarabiać wielokrotnie więcej - szczególnie, jeśli ma się dzieci i korzysta ze szkoły międzynarodowej. Największe koszty to mieszkanie, edukacja i opieka zdrowotna. Bez dobrego pakietu ekspackiego, ubezpieczenia albo bardzo wysokich zarobków, komfortowe życie tutaj może być trudne, choć jakość życia i bezpieczeństwo są bardzo wysokie.

Jak wygląda system edukacji i czym najbardziej różni się od polskiego?
- System edukacji w Singapurze różni się podejściem do technologii. Sztuczna inteligencja nie jest traktowana jako zagrożenie, tylko jako narzędzie wspierające naukę. Singapur rozwija państwową platformę edukacyjną SLS oraz własne modele AI, cyfrowe zasoby, osobiste urządzenia do nauki dla uczniów szkół średnich oraz narzędzia AI, które mają wspierać naukę, a nie zastępować samodzielne myślenie. Bardzo podoba mi się to podejście: najpierw bezpieczeństwo i sens pedagogiczny, a dopiero potem technologia. Ważne jest też to, że technologia nie jest tu wdrażana jednakowo dla wszystkich grup wiekowych.
- W młodszych klasach nacisk pozostaje na tradycyjną, praktyczną naukę i rozwój podstawowych umiejętności, a narzędzia AI pojawiają się stopniowo dopiero później, pod kontrolą nauczyciela. To pokazuje, że Singapur nie zachłystuje się technologią, tylko próbuje ją wprowadzać w sposób przemyślany.
- Najciekawsze jest dla mnie to, że AI ma pomagać zarówno uczniom, jak i nauczycielom. Uczeń może dostać szybszą informację zwrotną, lepiej zrozumieć swoje błędy i pracować w tempie bardziej dopasowanym do swoich potrzeb. Nauczyciel z kolei zyskuje narzędzia do planowania lekcji, analizowania pracy klasy, wychwytywania typowych trudności i szybszego zauważania, kto potrzebuje dodatkowego wsparcia. Właśnie ta personalizacja edukacji jest dla mnie kluczowa. AI może pomóc odejść od myślenia, że wszyscy uczniowie mają uczyć się dokładnie tak samo, w tym samym tempie i według jednego schematu. Dla dzieci neuroatypowych, ale też po prostu dla dzieci o różnych stylach uczenia się, to może być ogromna zmiana.
- Jako mama dziecka neuroatypowego i osoba z 15-letnim doświadczeniem w IT, patrzę na to z dużym zainteresowaniem. Widzę, że technologia może realnie odciążać dorosłych i wspierać dzieci. Pod warunkiem, że jest używana mądrze, inkluzywnie i z człowiekiem w centrum. I właśnie o tym mówię na moim Instagramie. Pokazuję nauczycielom, terapeutom i rodzicom, jak korzystać z AI praktycznie: do lekcji, kart pracy, komunikacji, indywidualizacji zadań, automatyzacji powtarzalnych czynności i wspierania dzieci neuroatypowych.
Bo wierzę, że polska edukacja też może dzięki AI zyskać więcej spokoju, czasu i zrozumienia dla różnych potrzeb dzieci.
Jak oceniasz wychowywanie dzieci w Singapurze - co jest lepsze, a co gorsze niż w Polsce?
- Staram się nie oceniać, bo różnice kulturowe w podejściu do wychowania dzieci są tutaj bardzo widoczne. Pamiętam rozmowę z taksówkarzem, kiedy mój syn podniósł na mnie głos, a ja spokojnie próbowałam mu coś wytłumaczyć. Taksówkarz był zdziwiony i powiedział, że u nich dziecko nigdy by się tak do matki nie odezwało, ale też dodał: Nie wiadomo, które podejście jest lepsze - u was działa jedno, u nas drugie. I chyba to dobrze podsumowuje różnice. W Singapurze mocniej czuć dyscyplinę i szacunek do zasad, a ja bardziej stawiam na rozmowę, regulację emocji i zrozumienie. Nie oceniam, bo w Polsce też jeszcze nie tak dawno temu metody wychowawcze w domach i szkołach bywały bardzo różne. Ja po prostu wybieram spokojniejszą drogę, nawet, jeśli nie zawsze jest łatwiejsza.
Czy dzieci odczuwają dużą presję na wyniki w szkole i sukces zawodowy?
- Tę presję czuć w Singapurze bardzo mocno - w pracy, w szkole i w codziennym życiu. Dużo wynika z kultury "kiasu", czyli lęku, żeby nie zostać w tyle i ciągłego dążenia do tego, by być najlepszym, szybszym, bardziej przygotowanym. Z jednej strony to napędza rozwój, ambicję i ogromną skuteczność tego miejsca. Z drugiej, tworzy klimat nieustannej gonitwy. Kariera, wyniki, edukacja dzieci, dodatkowe zajęcia, status - wszystko wydaje się tu bardzo ważne i często bardzo intensywne. Myślę, że właśnie dlatego Singapur jest tak imponujący, ale też momentami bardzo wymagający psychicznie.

Czy spotkałaś się z rasizmem lub gorszym traktowaniem ze względu na pochodzenie? Jak wygląda to w praktyce wobec obcokrajowców?
- Nie, w moim przypadku absolutnie się z tym nie spotkałam. Mam wręcz poczucie, że bycie obcokrajowcem, szczególnie Europejczykiem, często stawia nas tutaj w pewnej uprzywilejowanej pozycji. Oczywiście każdy może mieć inne doświadczenia, ale ja nie czułam się w Singapurze gorzej traktowana ze względu na pochodzenie. Bardziej odczuwam ciekawość, dystans kulturowy albo różnice w sposobie komunikacji niż realną dyskryminację.
Jakie są relacje między różnymi grupami etnicznymi i narodowościami w Singapurze - czy wielokulturowość naprawdę działa?
- Singapur jest bardzo multikulturowy, ale też niezwykle pragmatyczny. Obcokrajowcy są tu ważną częścią gospodarki - ekspaci często pracują w finansach i IT, a pracownicy migracyjni wykonują ogromną część ciężkiej, codziennej pracy, m.in. na budowach, w usługach czy w domach. Nie mam poczucia wrogości wobec migrantów, raczej świadomość, że są potrzebni. Jednocześnie przy rosnących kosztach życia i niepewności ekonomicznej widać czasem napięcia - lokalsi boją się konkurencji na rynku pracy i tego, że życie w ich własnym kraju staje się coraz droższe.
Singapur jest otwarty i multikulturowy, ale bardzo mocno oparty na statusie zawodowym, zasadach i ekonomicznej przydatności.













