W skrócie
- W artykule opisano codzienne doświadczenia Polki mieszkającej w Stambule, która podkreśla, że Turcja to kraj zróżnicowany i trudny do jednoznacznego scharakteryzowania.
- Autorka opowiada o różnicach kulturowych, wyzwaniach życia w dużym mieście, sytuacji materialnej mieszkańców oraz ciekawostkach związanych z turecką mentalnością.
- Poruszono również temat stereotypów dotyczących Turcji, ze szczególnym uwzględnieniem bogactwa kuchni tureckiej i obaleniu mitu o Turcji jako kraju arabskim.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Karolina Wachowicz: Jak trafiłaś do Turcji i kiedy zrozumiałaś, że to coś więcej niż zwykła fascynacja wakacyjnym kierunkiem?
Natalia Czarnota: - Turcją zainteresowałam się już w 2015 roku, gdy jeszcze byłam uczennicą liceum. W polskiej telewizji leciał wtedy serial "Sezon na miłość" (Kiraz Mevsimi) i po usłyszeniu wyrazu teşekkürler (dziękuję) zainteresowałam się językiem. Od tego momentu obejrzałam dziesiątki seriali, pojechałam na wakacje do Turcji dwukrotnie, ale prawdziwym marzeniem był Stambuł. Chciałam w Turcji zaznać normalnego życia, poczuć lokalny klimat. Wiedziałam, że wakacje all inclusive nigdy tego nie dadzą. W 2021 roku wyjechałam na moją pierwszą wymianę z programu Erasmus z mojej uczelni, później na kolejną. Poznałam mojego obecnego partnera i tak zostałam w Stambule. Aktualnie działam w turystyce i pokazuję rodakom piękno Stambułu.
Studiowałaś zarówno w Polsce, jak i w Stambule. Co najbardziej zaskoczyło cię na tureckim uniwersytecie?
- Na studia wyjechałam niestety w okresie pandemii, co oznaczało dużo bardziej okrojone doświadczenia uczelniane. Studiowałam zatem online, będąc w Stambule. Nie przypominam sobie żadnej sytuacji, która mnie zaskoczyła. Pamiętam jedynie, że wszyscy byli bardzo uczynni i pomocni wobec mnie jako zagranicznej studentki.
W Polsce o Turcji wciąż mówi się głównie przez pryzmat wakacji all inclusive. Jak wygląda codzienne życie w Stambule od środka?
- Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to: barwnie i różnorodnie. Stambuł jest tak ogromną metropolią, na którą składa się cały wachlarz egzystencji. Dosłownie brzydota miesza się z pięknem, a dostatek i nadmiar z ubóstwem. Stambuł jednego dnia kocha się całym sercem, a drugiego można marzyć o wyjeździe z tego chaosu. Bardzo szybko można doznać przebodźcowania, ale mogę także obiecać, że równie szybko można się zachwycić widokiem, smakiem czy dźwiękiem. Każda ulica przepełniona jest historią, magią… To miasto trzeba zobaczyć choćby raz w życiu.
Prawda jest jednak taka, że to bardzo trudne miasto do życia: bardzo drogie, eksploatujące i tłoczne. Standard mieszkań wcale nie idzie w parze z ceną, wiele usług ma zawyżone ceny. Transport jest fenomenalny, jednak jeśli pracuje się w konkretnej dzielnicy, lepiej szukać lokum w okolicy, gdyż przez rozmiar miasta trasa może trwać godziny. Z pewnością nie jest to miasto kompaktowe, więc każde wyjście jest pewnego rodzaju eskapadą. Jeśli mam kilka zadań w ciągu dnia, muszę strategicznie zaplanować trasę. Z pewnością nie polecam go rodzinom z dziećmi, chociażby ze względu na jakość chodników w niektórych dzielnicach czy bezpieczeństwo w ruchu drogowym (a raczej jego brak). Jednak czego nie robi się dla Bosforu?

Czy przed wyjazdem miałaś jakieś stereotypy dotyczące Turków, które szybko okazały się nieprawdziwe?
- Starałam się ich wyzbyć i podejść do kraju oraz ludzi z jak najbardziej otwartą głową. Obawiałam się patriarchalnego podejścia, może trochę też tureckich podrywaczy. Jednak wiadomo, w każdym kraju spotkamy dobrych i złych ludzi. Z perspektywy czasu zaznałam wiele dobroci w tym kraju, najczęściej od kompletnie obcych mi ludzi.
Turcja bywa przedstawiana jako kraj konserwatywny. Na ile rzeczywistość różni się od tego obrazu?
- Turcy z pewnością są bardziej konserwatywni niż Polacy czy generalnie Europejczycy. Choć to bardzo zależy od regionu Turcji, od rodziny, w jakiej byli wychowani, i być może od sytuacji politycznej. Nawet w samym Stambule jest kilka dzielnic, gdzie po przejściu kilku uliczek czuć zmianę "klimatu". Osobiście wybieram się tam, jednak nie są to moje ulubione miejsca. Staram się otaczać ludźmi, którzy są bliscy moim poglądom, są bardziej liberalni i otwarci. Choć nawet oni często widzą jakieś rzeczy czy zachowania jako ayıp - po turecku oznacza to coś wstydliwego, niestosownego, sprzecznego z zasadami dobrego wychowania - a są to stosunkowo młodzi ludzie. Gdybym wybierała inne towarzystwo, żyłoby mi się w tym kraju zdecydowanie trudniej.
Jak Turcy reagują, gdy słyszą, że jesteś Polką? Czy Polska budzi tam jakieś konkretne skojarzenia?
- Z reguły bardzo sympatycznie. Z męskich ust najczęściej usłyszę: "Ooo, Lewandowski?". Kiwam wtedy głową, myśląc sobie: ten naród kocha piłkę nożną, a pan Robert wymiata, więc cóż dodać?
Poza tym młode pokolenie Turków ma coraz więcej możliwości. Chociażby studiując, także mogą wyjechać na wymianę, więc czasem zdarza się, że byli w Polsce - wymieniamy wtedy opinie. Zdecydowanie wiedzą, gdzie leży Kraków, co to pierogi, a także znają nasze zamiłowanie do trunków. Oczywiście podkreślają także piękno polskich kobiet - bez tego ani rusz.
Czy jako Europejka spotkałaś się w Turcji z uprzedzeniami albo przeciwnie -- z wyjątkowym traktowaniem?
- Myślę, że na każdej emigracji można doświadczyć przykrych i miłych zdarzeń. Jednak ja staram się skupiać na tych pozytywnych doświadczeniach, które najczęściej dotyczą języka. Turcy są zakochani w sobie, we własnym kraju, kuchni i kulturze. Gdy tylko usłyszą, że yabancı (obcokrajowiec) mówi cokolwiek w ich języku, od razu uśmiechają się od ucha do ucha. Zdarzyło się kilka razy, że stałam się workiem treningowym losowych osób na ulicy, które sądziły, że nie rozumiem, co mówią, jednak nie myślę o tym zbyt dużo. Bardzo często, gdy wraz z partnerem pojawiam się w hotelach czy restauracjach, proszą, abym polecała je dalej zagranicznym znajomym, jednak zawsze jest to ze smakiem. Nie ma mowy o nachalności.

Stambuł to miasto liczące kilkanaście milionów mieszkańców. Co najbardziej zachwyca, a co najbardziej męczy w tak ogromnej metropolii?
- Męczy z pewnością ilość ludzi. Pracując z turystami, praktycznie non stop mam styczność z najbardziej odwiedzanymi miejscami w mieście, co może przytłoczyć. Jednak wystarczy spokojny wieczór nad Bosforem z çay (herbatą turecką) i baterie są naładowane od nowa.
Zachwycić może wiele rzeczy w Stambule. Tutaj nie da się nudzić. Miasto praktycznie nie śpi: wystawy, muzea, kawiarnie, koncerty, restauracje… a tuż obok proste pikniki w parkach nad Bosforem, mięsne kotleciki w chlebie sprzedawane przy drodze czy lokalny bazar. Mogłoby zabraknąć życia, gdyby chciało się poznać każdą ulicę tego miasta.
W mediach często słyszymy o kryzysie gospodarczym i wysokiej inflacji w Turcji. Jak mieszkańcy odczuwają to na co dzień?
- Odczuwają ją w każdym aspekcie życia. Zwłaszcza w tak ogromnych miastach, gdzie zarobki mogą być znacznie wyższe, ale podobnie wygląda koszt codzienności. Część społeczeństwa żyje na skraju ubóstwa i nie zanosi się na to, żeby zmiany nadeszły szybko. Przykre jest to, że duża część losowych rozmów na ulicy, między znajomymi czy w rodzinach krąży wokół pieniędzy. Wiadomo, w Turcji istnieją elity, jednak dużo większy odsetek społeczeństwa nie żyje na wysokim poziomie.

Czy jest coś w tureckiej mentalności, czego Polacy mogliby się nauczyć?
- Uważam, że Turcy są porządni i bardzo uprzejmi. Poprawni, dyplomatyczni i pełni szacunku. Choć może po prostu otaczam się takimi ludźmi. Ostatnio, będąc na wakacjach, uświadomiłam sobie, że wchodząc do morza na plaży, nie spoglądam co kilka sekund, czy moja torba leży w tym samym miejscu na brzegu, bo w hotelu byli sami Turcy, a oni po prostu nie kradną. Zawsze gościnni, oddaliby ostatni kawałek chleba. Bardzo uczynni i ciepli.
Jakie miejsce w Turcji pokazujesz znajomym jako pierwsze, bo wciąż pozostaje niedoceniane przez turystów?
- W Stambule będzie to na pewno kilka miejsc. Na pierwszy ogień - doceniany już przez część turystów - kompleks meczetu Sulejmana. Taras jest imponujący, a widok pokazuje jak na dłoni najpiękniejsze części miasta.
Drugim miejscem jest Büyük Valide Han - historyczny pasaż, a w nim eklektyczna kawiarnia ukryta w kamiennych murach.
Meczet Rustema Paszy, ukryty w okolicy Egipskiego Bazaru, oraz Kościół św. Marii Mongolskiej - jedyny kościół z czasów bizantyjskich, który nadal działa jako świątynia chrześcijańska od XII wieku.
Gdybyś miała obalić tylko jeden mit o Turcji, który powtarza się najczęściej w Polsce, jaki by to był?
- Przychodzą mi do głowy dwa. Po pierwsze, że Turcja to kraj arabski, co jest kompletnie błędne. Drugi to przekonanie, że Turcja to tylko kebab.
Kuchnia turecka jest szalenie bogata. Opcje mięsne, takie jak lahmacun, köfte, pide, güveç, kuzu pirzola, karnıyarık czy mantı. Bardziej wegetariańskie - kumpir, çiğ köfte (bezmięsne), sarma, dolma, mercimek çorbası, yayla çorbası.
No i rzecz jasna desery - od baklavy z lodami, przez irmik helvası, künefe, sütlaç i lokum. Przystawki w towarzystwie owoców morza i rakı, a najważniejsze… tureckie śniadanie.














