Spis treści:
- Szlak Orlich Gniazd (Jura Krakowsko-Częstochowska)
- Ojcowski Park Narodowy (Jura Krakowsko-Częstochowska)
- Dolina Będkowska (Jura Krakowsko-Częstochowska)
- Hala Rysianka (Beskid Żywiecki)
- Przełęcz nad Łapszanką (Spisz)
- Kolorowe Jeziorka i Wielka Kopa (Rudawy Janowickie)
Szlak Orlich Gniazd (Jura Krakowsko-Częstochowska)
Latem jest tu, krótko mówiąc, tłoczno. A jesienią? Zupełnie inna bajka. Tutejsze zamki i warownie, rozsiane pomiędzy Krakowem a Częstochową, właśnie o tej porze roku pokazują swoją bardziej tajemniczą stronę. I jeśli miałabym wybrać jeden moment na odkrywanie Jury, postawiłabym właśnie na wczesną jesień.
Na krótki wypad szczególnie polecam okolice Mirowa i Bobolic. Dwa zamki dzieli zaledwie około półtorakilometrowy odcinek szlaku prowadzący wśród charakterystycznych jurajskich ostańców. Można więc zostawić samochód i urządzić sobie krótki spacer między warowniami, zamiast ograniczać się do szybkiego zdjęcia pod zamkiem. Jeśli masz więcej czasu, dorzuć do planu ruiny zamku w Olsztynie koło Częstochowy. Rozległe wzgórze, wapienne skały i pozostałości średniowiecznych murów dają stąd naprawdę szerokie widoki na Jurę.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego te krajobrazy mogą wydawać się dziwnie znajome. Zamek Ogrodzieniec, jeden z najbardziej charakterystycznych punktów Szlaku Orlich Gniazd, pojawił się w pierwszym sezonie "Wiedźmina" Netflixa. To właśnie tutaj kręcono sceny związane z bitwą o Sodden. Jesienią, kiedy nad wapiennymi skałami pojawia się mgła, a otaczające ruiny lasy przybierają rdzawe i złote kolory, cała okolica wygląda jak gotowa scenografia do świata fantasy.

Ojcowski Park Narodowy (Jura Krakowsko-Częstochowska)
Jeśli jesień ma swój idealny krajobraz, Ojcowski Park Narodowy zdecydowanie jest jednym z moich faworytów. To najmniejszy park narodowy w Polsce, ale atrakcji ma zaskakująco dużo, a wiele z nich można spokojnie połączyć podczas jednego dnia. To jeden z tych kierunków, które poleciłabym zarówno na spontaniczną sobotnią wycieczkę, jak i cały jesienny weekend.
Na początek klasyka: Brama Krakowska, czyli potężne wapienne skały stojące po dwóch stronach dawnego szlaku handlowego prowadzącego do Krakowa. Niedaleko znajduje się Jaskinia Ciemna, a trochę dalej słynna Maczuga Herkulesa i stojący na skale zamek w Pieskowej Skale. W samym Ojcowie warto zobaczyć także ruiny zamku Kazimierza Wielkiego.
Jesienią nie warto jednak skupiać się wyłącznie na zaliczaniu kolejnych punktów z mapy. Zdecydowanie lepszy plan? Ruszyć pieszo Doliną Prądnika i dać sobie trochę czasu na spokojny spacer bez pośpiechu. Trasa prowadzi między wysokimi wapiennymi ścianami, lasem i potokiem, a kolorowe korony drzew niemal zamykają się nad drogą. Po kilku kilometrach takiego marszu kawa lub herbata pita prosto z termosu smakuje sto razy lepiej niż w kawiarni.

Dolina Będkowska (Jura Krakowsko-Częstochowska)
Jeżeli Ojców wydaje ci się zbyt oczywistym wyborem, mam alternatywę: Dolinę Będkowską. To jedna z najdłuższych dolin Jury Krakowsko-Częstochowskiej i świetna opcja na spokojny, kilkugodzinny spacer bez konieczności zdobywania szczytów. Warto wpisać ją na listę przede wszystkim wtedy, gdy celem jest odpoczynek, a nie bicie rekordów na szlaku.
Najbardziej charakterystycznym punktem jest Sokolica, ogromna wapienna ściana górująca nad doliną. To jedno z najbardziej znanych miejsc wspinaczkowych na Jurze, więc przy dobrej pogodzie można zobaczyć tutaj wspinaczy wysoko nad ziemią. Po drodze warto też wypatrywać wodospadu Szum na potoku Będkówka. Nie spodziewaj się polskiej Niagary, ale na tle jesiennego lasu ten niewielki wodospad ma sporo uroku.
Dla mnie największą zaletą Doliny Będkowskiej jest jednak sam spacer. Leśna droga, potok, wapienne skały i polany sprawiają, że co chwilę zmienia się tu krajobraz, a trasa ani przez moment się nie nudzi.

Hala Rysianka (Beskid Żywiecki)
Kolejnym wartym uwagi miejscem jest Beskid Żywiecki, ponieważ region ten jesienią oferuje wyjątkowe walory krajobrazowe. Rysianka oferuje dogodne warunki dla miłośników turystyki pieszej: lasy w jesiennych kolorach, górskie polany, schronisko i widoki, dla których warto trochę się zmęczyć.
Jedną z popularnych opcji jest wejście z Żabnicy. Po drodze stopniowo zostawiasz zabudowania za sobą i wchodzisz coraz głębiej w beskidzki las, aż w końcu docierasz w okolice Hali Rysianki. I właśnie tutaj zaczyna się najlepsza część wycieczki. Przy dobrej widoczności panorama potrafi sięgać daleko poza najbliższe beskidzkie grzbiety, a jesienne lasy wyglądają z góry jak wielka mozaika żółci, pomarańczy, czerwieni i zieleni. Jeśli pogoda dopisze, warto zostać na hali trochę dłużej, zamiast od razu ruszać w drogę powrotną.
A po podejściu nic nie smakuje tak dobrze, jak ciepła zupa w klimatycznym schronisku PTTK. Trzeba tylko pamiętać, że jesień w górach rządzi się własnymi prawami. Nawet jeśli na dole jest kilkanaście stopni i słońce, wyżej może być zimno, mokro i wietrznie. Kurtka przeciwdeszczowa i coś cieplejszego w plecaku to konieczność!
Przełęcz nad Łapszanką (Spisz)
Łapszanka to malutka, cicha wieś na polskim Spiszu, tuż przy granicy ze Słowacją. Z pozoru zwykła wieś, ale kryje w sobie jeden z najbardziej spektakularnych widoków na Tatry w całym kraju. Miejscowość ta wyróżnia się specyficznym walorem: niepozorna na mapie, a na miejscu robi ogromne wrażenie.
Najbardziej znany widok rozciąga się z okolic Przełęczy nad Łapszanką. Na pierwszym planie są łagodne pola, łąki i niewielka kapliczka, a daleko za nimi wyrasta poszarpany mur Tatr. Jesienią dochodzą do tego złote trawy, kolorowe drzewa i często niezwykle przejrzyste powietrze. Przy odpowiednich warunkach góry wyglądają stąd tak blisko, jakby zaczynały się tuż za ostatnim polem.
Planując wizytę w tym miejscu, celowałabym we wczesny poranek albo godziny tuż przed zachodem słońca. Nie tylko ze względu na światło. Łapszanka stała się popularnym miejscem wśród fotografów i osób polujących na tatrzańskie panoramy, więc w pogodny weekend nie zawsze będzie tu zupełnie pusto. Jeśli jednak trafisz na chłodny, bezchmurny jesienny poranek, jest spora szansa, że długo nie będziesz chciał stąd odjeżdżać. To jeden z tych widoków, przy których warto zrezygnować z korzystania z telefonu. Bo są miejsca, których zdjęcie po prostu nie potrafi oddać.
Kolorowe Jeziorka i Wielka Kopa (Rudawy Janowickie)
Jeśli chcesz zobaczyć jesień w najbardziej niesamowitych barwach, warto odwiedzić Rudawy Janowickie. To pasmo górskie w Sudetach Zachodnich jesienią prezentuje się wręcz bajkowo, a jego absolutną wizytówką są słynne Kolorowe Jeziorka. Te malownicze zbiorniki wodne - żółte, purpurowe, błękitne i zielone - powstały w wyrobiskach dawnych niemieckich kopalni pirytu. Odtąd natura zrobiła swoje, a minerały sprawiły, że woda mieni się niezwykłymi kolorami. W połączeniu z rdzawymi i żółtymi liśćmi bukowych lasów wygląda to niezwykle atrakcyjnie.
Ale Kolorowe Jeziorka to dopiero rozgrzewka! Jeśli masz ochotę na dłuższą wędrówkę i odrobinę ruchu, idealnym pomysłem będzie wejście na Wielką Kopę - najwyższy szczyt wschodniej części Rudaw Janowickich. Trasa prowadzi przez ciche, urokliwe lasy, gdzie w październiku panuje niesamowity spokój, a pod nogami szeleszczą opadłe liście. Choć sama kopuła szczytowa jest zalesiona, po drodze trafisz na polany i punkty widokowe, z których roztacza się panorama na Karkonosze i Kotlinę Jeleniogórską skąpaną w jesiennych mgłach. Po takim marszu warto zapaść się w fotel w którymś z klimatycznych pensjonatów i z kubkiem gorącej herbaty wspominać widoki.

Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótka wycieczka może zmienić perspektywę i dodać energii. Sprawdź, które miejsca w tym sezonie warto odwiedzić na styl.interia.pl/podróże











