Spis treści:
- Dlaczego wciąż omijamy ten klejnot południa?
- Dla tych miejsc stracisz głowę!
- Prawdziwe La Dolce Vita na polską kieszeń
- Kiedy pakować walizki i jak dotrzeć bez stresu?
- Cztery kółka to wolność, czyli dlaczego musisz wynająć auto
Dlaczego wciąż omijamy ten klejnot południa?
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego Kalabria tak rzadko ląduje na okładkach mainstreamowych katalogów biur podróży? Zawsze powtarzam, że to wina krzywdzących stereotypów i braku naoliwionej machiny marketingowej, którą może pochwalić się północ kraju. Przez lata Kalabria uchodziła za biedną krewną z południa, o której krążyły mroczne legendy. Infrastruktura bywa tu czasem kapryśna, a tempo życia leniwe. Jednak to, co dla wielkich korporacji turystycznych jest wadą, dla poszukiwaczy autentyczności powinno być największym luksusem. Kalabria jest surowa, dzika i pełna niespodzianek. Pachnie cytrusami, słonym morzem i pikantną papryczką peperoncino. Dosłownie Włochy w wersji sauté!

Dla tych miejsc stracisz głowę!
Jeśli myślicie, że na głębokim południu wieje nudą, to grubo się mylicie. Zawsze, gdy wysyłam tam znajomych, polecam im zacząć od Tropei. To miasto zawieszone na potężnym, piaszczystym klifie po prostu urywa głowę. Widok na wyrastające z morza sanktuarium Santa Maria dell'Isola to jeden z tych kadrów, które zostają w głowie na zawsze. Ale Kalabria to o wiele więcej. Musicie zajrzeć do Scilli, a konkretnie do jej rybackiej dzielnicy Chianalea, gdzie domy wyrastają niemal prosto z wody, a fale rozbijają się tuż pod oknami. Wąskie uliczki pachną świeżymi rybami i solą, a życie toczy się niespiesznie, jakby czas zatrzymał się tu kilkadziesiąt lat temu.
Jeśli lubicie obłędne widoki, skierujcie się na Capo Vaticano - z tamtejszych punktów widokowych w pogodne dni doskonale widać dymiący stożek wulkanu Stromboli. Z kolei dla łasuchów absolutnym obowiązkiem jest miasteczko Pizzo. To tam wymyślono słynne lody Tartufo - mocno czekoladową bombę z płynnym, truflowym środkiem. Pamiętam, jak zjadłam swoją pierwszą porcję na małym ryneczku; od tamtej pory żadne inne lody nie smakują mi tak samo.

Prawdziwe La Dolce Vita na polską kieszeń
Porozmawiajmy o pieniądzach, bo przecież nikt nie lubi przepłacać. Jako samozwańcza naczelna fanka Włoch zjeździłam ten kraj od Alp aż po samą Sycylię. Byłam w Mediolanie, piłam poranne cappuccino w Wenecji i doskonale wiem, że ceny w tych najbardziej obleganych miastach potrafią przyprawić o stan przedzawałowy. Kiedy więc ląduję w Kalabrii, mój portfel za każdym razem oddycha z niewyobrażalną ulgą. To bezdyskusyjnie najtańszy region we Włoszech. Porządny obiad w małej, ukrytej w bocznej uliczce trattorii - taki, na który składa się góra domowego makaronu z topiącą się, piekielnie ostrą kiełbasą 'nduja, karafka lokalnego wina i obowiązkowe espresso na trawienie - rzadko kiedy przekracza 15-20 euro za osobę. Noclegi w prowadzonych przez wielopokoleniowe rodziny pensjonatach (tzw. agriturismo), często z tarasami zawieszonymi wprost nad błękitem Morza Tyrreńskiego czy Jońskiego, kosztują ułamek tego, co trzeba by było zapłacić za podobne widoki w Toskanii.
Kiedy pakować walizki i jak dotrzeć bez stresu?
Z praktycznego punktu widzenia, Kalabria jest dziś na wyciągnięcie ręki. Tanie linie lotnicze oferują bezpośrednie loty z polskich miast na lotnisko w Lamezia Terme. Wystarczy nieco ponad dwie godziny, by zamienić polską szarugę na śródziemnomorski klimat. Jednak uwaga - jako wasz osobisty doradca mam dla was bardzo konkretną radę: omijajcie sierpień szerokim łukiem! To miesiąc, kiedy Włosi mają swoje "ferragosto" i tłumnie ruszają na południe. Temperatury potrafią być mordercze, tłumy męczące, a ceny skaczą w górę. Kiedy więc lecieć? Mój absolutnie ulubiony czas to wrzesień i październik. Morze jest wtedy nagrzane po lecie jak woda w wannie, słońce wciąż cudownie grzeje, ale nie parzy, a plaże znowu stają się puste. Równie fantastycznym wyborem jest maj oraz początek czerwca, kiedy cała południowa przyroda budzi się do życia, kwitnie, a powietrze pachnie jaśminem i pomarańczami.

Cztery kółka to wolność, czyli dlaczego musisz wynająć auto
I na koniec najważniejsza wskazówka, bez której wasz wyjazd może okazać się po prostu niepełny. Czy da się zwiedzać Kalabrię transportem publicznym? Owszem, wzdłuż zachodniego wybrzeża kursują pociągi, którymi bez problemu przemieścicie się z Lamezii do Tropei czy Scilli. Jeśli jednak chcecie naprawdę poczuć magię tego regionu, po prostu wynajmijcie samochód. Własne cztery kółka to w Kalabrii absolutna podstawa i synonim podróżniczej wolności. Tylko z autem dotrzecie do maleńkich, zagubionych w górach wiosek (jak choćby zjawiskowa Civita), do opuszczonych miasteczek widm, takich jak Pentedattilo, czy na dzikie, ukryte w zatoczkach plaże, o których wiedzą tylko lokalsi.
Nie bójcie się legendarnego południowego stylu jazdy! Owszem, Kalabryjczycy trąbią, parkują gdzie popadnie i traktują przepisy drogowe bardziej jak luźne sugestie niż twarde prawo, ale w tym szaleństwie jest metoda - jeżdżą intuicyjnie i uważają na innych. Wystarczy wrzucić na luz, wyłączyć nerwy i popłynąć z tym nurtem. Zjechanie z wydeptanego szlaku i odkrycie własnej, prywatnej zatoki - to jest właśnie to kalabryjskie doświadczenie, dla którego, gwarantuję wam, będziecie tu wracać latami.
Odkryj ukryte zakątki, które zachwycą każdego podróżnika. Z dala od tłumów i utartych szlaków czekają miejsca pełne magii i lokalnego kolorytu. Przekonaj się, gdzie warto pojechać jeszcze w tym roku. Więcej w kategorii PODRÓŻE











