Tureckie słodycze odchodzą do lamusa
Co pewien czas sieć obiegają memy tak bardzo życiowe, a jednocześnie tak zaskakujące, że trudno je ominąć obojętnie. Zwłaszcza te, które pokazują sytuację dotąd raczej przemilczaną, bo - wydawać by się mogło - dotyczącą tylko niewielkiej grupy ludzi. Gdy jednak ich odsłony i udostępnienia zyskują na licznikach po kilka, kilkanaście a nawet kilkaset tysięcy, szybko orientujemy się, że w zasadzie większość osób myśli lub czuje podobnie. Tak było z zabawnymi filmikami i obrazkami dotyczącymi przywożonych nagminnie z wakacji w Turcji zestawów słodkości. Pięknie opakowane, z okienkami, by widać było przeróżne smaki, kształty i kolory galaretek w pudrze, cukrze i z przeróżnymi dodatkami zdają się być najlepszym i łatwo dostępnym spożywczym prezentem z dalekich wojaży, ale - jak wynika z komentarzy i wpisów wielu Polaków - są po prostu niesmaczne. Naturalnie nie każdy musi się z tym zgodzić, ale na potrzeby artykułu posłużmy się "statystyczną większością".
Tureckie wypieki i słodycze są kilkukrotnie słodsze niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Zwykłe ciasto typu babka piaskowa koniecznie musi być dodatkowo zalana słodkim, gęstym syropem, a wcześniej wspomniane galaretki i niewielkie ciastopodobne wyroby mają więcej "cukru w cukrze" niż jesteśmy w stanie przełknąć.

A jednak nadal Polacy decydują się na obdarowanie właśnie tymi prezentami swoich bliskich po powrocie z Turcji. Widziałam, jak zdezorientowani rodacy w sklepach spożywczych i bazarach zrezygnowani poszukiwaniami płacili przy kasie za kilka zestawów takich słodkich upominków. A przecież można bez trudu znaleźć naprawdę smaczne, lokalne i niedostępne w Polsce produkty spożywcze, które zachwycą, zainteresują i z pewnością będą smakowane z dużo większą przyjemnością. Przy okazji znacznie lepiej będą reprezentować smaki Turcji w polskiej kuchni niż pudrowe kostki. Oto co ja wybrałam dla siebie i bliskich w tureckich sklepach i bazarach.
Melasa, która wspiera zdrowie

Gdy dowiedziałam się, że Turcja to światowy lider w produkcji karobu, czyli chlebka świętojańskiego, wiedziałam, że warto postawić na melasę karobową (harnup pekmezi). Po pierwsze, na miejscu kosztuje jedynie ułamek polskiej ceny, bo nie jest tam towarem "luksusowym", a produktem codziennego użytku. Co ciekawe, w Turcji melasa jest produkowana według wielopokoleniowych, rzemieślniczych receptur. Strąki karobu są powoli gotowane bez dodatku cukru ani sztucznych zagęszczaczy. Cała słodycz i gęstość pochodzą wyłącznie z naturalnie odparowanego soku z owoców. Według lokalsów, to naturalny afrodyzjak i "podkręcacz libido", ale dla mnie ważniejsze były inne jej własciwości: doskonałe działanie na trawienie, metabolizm i jelita, duża zawartość żelaza i wapnia, regulacja "złego" cholesterolu, a także pomaga podczas przeziębień. Można śmiało zastąpić nim cukier czy miód, ma karmelowy, przyjemny smak.
Granatowa słodycz z odrobiną kwasowości

Oprócz karobu, Turcja jest jednym z największych na świecie producentów i eksporterów owoców granatu na świecie. Produktów z granatu można tam znaleźć mnóstwo, od kosmetyków po ciekawe propozycje spożywcze. Ja postawiłam na zachwalany przez wiele osób sos sałatkowy z granatu. Znalazłam go na tureckim bazarze - jest bardzo gęsty, nieco jaśniejszy od octu balsamicznego. W smaku mocno kwaśny, orzeźwiający ale też lekko słodki. Idealnie komponuje się ze świeżymi sałatkami, ale myślę, że można go śmiało używać także jako polewę do lodów. Jeśli chodzi o korzyści zdrowotne, granaty dzięki potężnej dawce polifenoli są świetnym antyoksydantem, a dodatkowo mają sporo witamin C, E, K i potasu.
Przyprawy, które smakują i pachną "bardziej"

Przyprawy tureckie to także świetna propozycja, charakteryzują się nieporównywalnie większą intensywnością aromatu i smaku niż te, do których dostęp mamy w kraju. Jednak warto wiedzieć, jak nie dać się oszukać i zakupić naprawdę dobrej jakości przyprawy. Po pierwsze lepiej unikać gotowych zestawów prezentowych, które można znaleźć w sklepikach i marketach nastawionych na turystów. W rozwijanych woreczkach jest odrobina różnych przypraw, czasem jako dodatek znajdziemy młynek. Te przyprawy nie będą najlepszej jakości, nie warto na nie tracić pieniędzy. Zdecydowanie lepiej wybrać się na lokalny bazar, ale i tam warto uważać. Choć rzeczywiście najlepiej byłoby kupić przyprawy na wagę, często nie mamy pewności, czy nie będą zwietrzałe i pełne kurzu po kilku godzinach w odsłoniętych misach czy beczkach. Ja zakupiłam paczkowane płatki chilli upewniając się, że zostały wyprodukowane lokalnie. Oprócz chilli, postaw na kumin, szafran, tymianek lub sumak.
Turecki czaj w polskiej kuchni

Herbaty to także wizytówka Turcji. Wiele osób kupuje klasyczny, znany wszystkim turecki czaj w żółtym opakowaniu, oczekując, że zaparzony w domu będzie smakował tak jak ten podawany w hotelach czy lokalnych kawiarniach, po czym nadchodzi rozczarowanie. A sekretem jest po prostu brak dwupoziomowego czajniczka. Jeśli sprezentujesz sobie lub komuś bliskiemu klasyczną turecką czarną herbatę razem z czajnikiem, możesz być pewny/a, że napar będzie smakował identycznie jak w Turcji. Na bazarach i stoiskach jest także ogromny wybór mieszanek ziołowo-herbacianych. Od herbat "miłosnych" po "odchudzające" - oczywiście można je kupić, jednak jedynie zapakowane. Miesiącami leżące odkryte nie będą miały smaku.

Ja kupiłam także kilka kulek tzw. "herbaty kwitnącej", która spektakularnie rozwija swoje liście, gdy zalejemy ją wrzątkiem, ale warto wiedzieć, że to nie jest lokalny turecki wyrób.
Jeśli planujesz wyjazd do Turcji, postaw na lokalne produkty - odkryjesz prawdziwe smaki tego kraju, a przy okazji o wiele bardziej ucieszysz najbliższych niecodziennymi syopami czy sosami niż "oklepanymi" słodyczami.
Podróż zaczyna się od pomysłu, a my mamy ich mnóstwo. Zobacz, jakie destynacje są teraz na topie i zainspiruj się do własnej przygody. Więcej na styl.interia.pl/podróże













