Cukier i mleko - to wiadomo. Może jeszcze: cynamon, kardamon, czekolada, śmietanka, syrop smakowy - dla łasuchów; albo: masło bądź olej kokosowy - dla aktywnych. Lista dodatków do kawy jest długa. A gdyby tak dopisać do niej… węgiel? Taki kulinarny eksperyment przeprowadzili Tomasz Gągorowski i Jakub Preś, właściciele bytomskiej kawiarni Czarno to widzę.
- Przy opracowywaniu nowych pozycji do menu wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić coś związanego z miastem. Propozycja węgla jako dodatku pojawiła się szybko i spontanicznie, bo w końcu jaki inny produkt mógłby silniej kojarzyć się z Bytomiem? - tłumaczy Tomasz i dodaje, że choć połączenie wydaje się nieoczywiste, o tym, że "coś z tego będzie", wiedzieli od początku. - W internecie można znaleźć trochę przepisów na kawę z węglem aktywnym. Zainspirowaliśmy się nimi, ale nad naszą finalną recepturą pracowaliśmy tydzień - testowaliśmy różne proporcje i różnych producentów, tak żeby uzyskać idealny, głęboko czarny kolor napoju.
Kawa ze słodkim sercem
Efekt? Wizualnie ciekawy: na szczycie filiżanki, jak to zwykle w latte, widnieje narysowane z mlecznej pianki serduszko. Nie jest jednak biało-brązowe, a biało-czarne, w końcu to kawa z dodatkiem węgla.

Smakowe wrażenia również są pozytywne: kiedy wypija się pierwszy łyk, na języku można wyczuć drobinki węgla. Smak jest - oczywiście - mleczno-kawowy, ale również sporo w nim słodyczy. Taka kawa właściwie mogłaby posłużyć za deser.
- To dlatego, że w napoju znajduje się też dodatek wanilii - zdradza Tomasz. - Chcieliśmy w ten sposób przemycić komunikat, że Bytom zwykle jest postrzegany jako ponure, industrialne miasto, ale gdy zagłębimy się w jego historię, przejdziemy się jego ulicami, okazuje się wart odwiedzenia. Z naszą kawą jest podobnie: wizualnie czarna, ciężka, ale gdy jej spróbujemy, okazuje się słodka i delikatna.
Pierwsze testy wykonano na znajomych - wypadły pozytywnie. Potem przyszedł czas na prezentację napoju w social mediach - tutaj również reakcje były obiecujące. Wreszcie - na degustację przez klientów.

- Najpierw zwykle jest zdziwienie. Pytanie: "czym jest bytomskie latte", a w reakcji na odpowiedź "kawą z dodatkiem węgla aktywnego" - zaskoczenie. Znaleźli się jednak śmiałkowie, którzy spróbowali, napój zyskał popularność w mediach społecznościowych i teraz jest najchętniej zamawianą pozycją w menu - mówi Tomasz. - Zdarza się, że ludzie przychodzą specjalnie po to, by spróbować bytomskiego latte.
W dni powszednie w lokalu przy ulicy Piekarskiej wypija się dziennie 20 filiżanek kawy z węglem, w weekendy nawet 60. Pojawiły się też pomysły, żeby kawę dopełnić jakimś dodatkiem - na przykład ciastem "węgielkiem" - i w ten sposób stworzyć słodki, bytomski zestaw.
Bytom z wyboru
Bytomskie latte serwuje się w niewielkich, jasnych filiżankach. Latte standardowe podawane jest jednak w kubkach (o kształcie kultowych, społemowskich naczyń bez uszka) z napisem "Bytom". W lokalu (na dole m.in. odnowione "liski" i fotele Chierowskiego, na górze antresola z piękną, kutą balustradą) jest też plakat z nazwą miasta, są książki dotyczące Śląska.

- Tak ja, jak i Kuba jesteśmy Bytomianami z wyboru - mówi Tomasz. - Urodziliśmy się i wychowaliśmy w innych miastach, ale to Bytom wybraliśmy na miejsce dorosłego życia. Szybko zaczęliśmy interesować się tym miastem, plakat, który widnieje na naszej ścianie, został zaprojektowany właśnie przez Kubę. Kiedy więc pojawiła się okazja na otwarcie lokalu, naszą ambicją stało się stworzenie miejsca nawiązującego do lokalności, takiego, które może zachęcić do odkrywania miasta. Chcieliśmy też walczyć ze stereotypem, jakoby w Bytomiu nic nie mogło przetrwać. Jesteśmy żywym dowodem na to, że owszem, może. Samo miasto zaś ma w sobie duży potencjał i naprawdę dobrą przyszłość przed sobą.
Zobacz również:
Neony, willa i sklep mięsny - co warto zobaczyć w Bytomiu?
Kiedy na dnie filiżanki zostanie już tylko węglowy osad, można wstać i ruszyć w drogę powrotną do domu. Można też jednak ruszyć w miasto. Pytam Tomasza o miejsca, które poleciłby odwiedzić tym, którzy dopiero zaczynają odkrywać Bytom.
- Niedaleko nas jest park Kachla, piękne, spokojne miejsce. Można pospacerować, można też coś zjeść - w dawnej zagrodzie, w której w latach 60. mieszkały niedźwiedzie brunatne, działa dziś pizzeria Widzimisię. W weekendy tuż za naszymi oknami przejeżdża tramwaj numer 38, obsługiwany przez zabytkowy tabor. Niedługo na fasadzie kamienicy widocznej z naszych okien pojawi się neon w kształcie jego obrysu. Projektem kieruje - i tu kolejna rekomendacja - Dominik Tokarski, pasjonat kolekcjonujący stare neony i ratujący dziedzictwo świetlne regionu. Warto odwiedzić jego pracownię Silesia Neon - otwieraną w formie pop-up, co kilka miesięcy. Obok wielu innych obiektów znajdziemy tam napis "Bytom", który kiedyś witał podróżnych na miejskim dworcu - wylicza Tomasz. - Można też zerknąć na rewitalizowaną właśnie Elektrociepłownię Szombierki i szyb Krystyna, który, choć dopiero czeka na renowację, zachwyca swoją spektakularną bryłą. W Bytomiu można też przejechać się wąskotorówką i to nie byle jaką, a najstarszą nieprzerwanie czynną koleją wąskotorową świata.

Do tej i tak długiej już listy ja dorzucam jeszcze kilka miejsc. Przede wszystkim Kleinfeld - ta potoczna i nieoficjalna nazwa odnosi się do rejonu w okolicach ulic Didura, Wallisa, Olejniczaka i Pułaskiego, którego charakterystycznym elementem jest elegancka, willowa zabudowa z przedwojennego okresu. W odległości niedługiego spaceru znajduje się też gmach Muzeum Górnośląskiego - to budynek imponujący, choć utrzymany już w zupełnie innym, bo funkcjonalistycznym stylu. Z tej samej estetycznej rodziny pochodzi też kryta pływalnia przy ul. Parkowej czy siedziba I Liceum Ogólnokształcącego.

Typowo śląski klimat, towarzyszący osiedlom familoków, można natomiast poczuć, odwiedzając Kolonię Zgorzelec - zabytkowy zespół, który kilka lat temu przeszedł proces rewitalizacji. Jeśli zaś ktoś lubi oglądać budynki nie tylko z zewnątrz, ale i od środka, w dzień powszedni może zajrzeć do… sklepu mięsnego przy ul. Mickiewicza 12, gdzie zachowały się oryginalne ceramiczne dekoracje sprzed 100 lat. Ówczesny mistrz rzeźnicki - Ferdinand Dombek - zamówił je specjalnie do swojego zakładu, a obecnie sklep uchodzi za "najpiękniejszy mięsny w Polsce". Zresztą były czasy, gdy Bytom słynął z ceramicznych dekoracji. Wiele z nich, zdobiących m.in. bramy i hole kamienic, przetrwało do dziś, zachwycając swoimi kolorami i formami. W albumie-przewodniku "Bytom ceramiczny" zebrała je niedawno Teresa M. Ebis.
Ciekawe? To jeszcze łyk kawy i ruszajcie na spacer po Bytomiu.
Odkryj ukryte zakątki, które zachwycą każdego podróżnika. Z dala od tłumów i utartych szlaków czekają miejsca pełne magii i lokalnego kolorytu. Przekonaj się, gdzie warto pojechać jeszcze w tym roku. Więcej w kategorii PODRÓŻE












