Spis treści:
- Wakacyjne błędy kosztują więcej, niż się wydaje
- Taksówki wygodne, ale wyjątkowo drogie
- Kolorowe herbatki to jedna z największych pułapek bazarów
- Jeden brak w walizce słono mnie kosztował
- Nie wszystko, co polecają turystom, jest warte swojej ceny
Tekst jest częścią cyklu "Mały budżet-wielka podróż" - wakacyjnej akcji redakcji lifestyle Interii, w ramach której co tydzień radzimy jak zorganizować niedrogie wakacje w popularnych miejscach. Zabierzemy Was nad Bałtyk, w góry, do Chorwacji, Grecji, Turcji i w wiele innych miejsc. Zaproponujemy atrakcje dla aktywnych i dla tych, którzy lubią poleniuchować. A to wszystko, bez zaciskania pasa. Bądźcie z nami przez całe lato!
Wakacyjne błędy kosztują więcej, niż się wydaje
Niektórzy uważają, że pieniądze wydane podczas zagranicznych wakacji nigdy nie są wyrzucone w błoto. Jak można żałować wydatków, gdy jest się w cudownym otoczeniu, myśli nie zajmują obowiązki związane z domem i pracą, pogoda jest wspaniała, a nastrój beztroski? Cóż, czas często weryfikuje podjęte pod wpływem impulsu decyzje. Po powrocie z urlopu, który spędziłam w Turcji i ochłonięciu, muszę przyznać, że mogłam wrócić z pełniejszym portfelem, lub część pieniędzy wydać po prostu lepiej. Niech to będzie przestroga i dobra rada, jeśli wybieracie się do tego kraju.
Choć sam urlop zaliczam do bardzo udanych, bo Turcja, zachwyciła mnie nie tylko wysokimi standardami hotelowymi i restauracyjnymi, pogodą, cudownym ciepłym morzem, ale też bujną przyrodą, zadbanymi zabytkami, oraz życzliwością lokalsów, oto kilka wydatków, których niestety żałuję.
Taksówki wygodne, ale wyjątkowo drogie

Pierwszy wydatek, którego mogłam uniknąć, to zdecydowanie przejazdy taksówkami. Żółte, oznakowane pojazdy są niemal na każdym kroku - zawsze dostępne i "pod ręką". Jeśli nie widać zaparkowanych aut, na drzewach niemal na każdej ulicy bez problemu można znaleźć specjalne automaty z przyciskiem do wezwania taxi. Choć to wygodne, taksówkarze najczęściej są bardzo przyjaźni, chętni do rozmowy, lubią pochwalić się znajomością kilku/kilkunastu słów w języku polskim, to niestety - marża narzucana przez nich, nawet za krótki odcinek drogi do pokonania, jest potwornie wysoka. Gdybym przełamała się i korzystała z tamtejszych autobusów miejskich, moja kieszeń zdecydowanie by tak nie ucierpiała, bo bilet autobusowy to koszt ok. 50 TRY, czyli niecałe 4 zł, podczas gdy przejazd taksówką (pamiętajcie, by przypomnieć kierowcy, by włączył taksometr!) zaczyna się od 250 TRY czyli ok. 20 zł, a do tego trzeba doliczyć koszt podróży. Te 250 TRY to coś w rodzaju "opłaty za rozpoczęcie kursu", choć pracownik hotelu prześmiewczo nazwał to "opłatą powitalną dla turystów". Kursowałam taksówkami sporo przede wszystkim z powodu nieokreślonych i nieco bezpodstawnych obaw przed komunikacją miejską w obcym kraju. Pod koniec wczasów dowiedziałam się, że kierowcy autobusów w Turcji są bardzo dobrze przeszkoleni i wyczuleni na obecność turystów. Chętnie przypomną o tym, gdzie wysiąść, dbają także o ich bezpieczeństwo. Następnym razem z pewnością będę korzystała z tej opcji.
Kolorowe herbatki to jedna z największych pułapek bazarów

Na bazarach tureckich absolutną furorę robią sproszkowane herbatki. Sprzedawcy nagabują, osaczają i zachęcają do spróbowania ich. Stoiska mienią się tęczowymi barwami: od żółtych przez czerwone, różowe a nawet zielone. Chwalą napoje za oryginalne smaki: granatu, eukaliptusa, jabłka, cytryny, ale także mieszanki różnego rodzaju. "Herbatki" kupuje się na wagę, sprzedawca wsypuje zwykle za dużo proszku, a gdy poprosi się o odjęcie nieco z wagi, specjalnie odsypuje dosłownie po kilka ziarenek lub nie odsypuje nic robiąc rzekomą "promocję" i twierdząc, że będzie stratny, ale sprzeda za cenę standardową więcej. Napoje te są słodkie, mają bardzo intensywny kolor i smak. Nagabywana i nie mogąc odejść od stoiska, bo pan wciąż rozrabiał i podstawiał kolejne kubeczki by skosztować kolejnych smaków, czułam się zobligowana, żeby cokolwiek kupić. Niestety, na tym polega całe "show". Kupiłam mieszankę do rozpuszczania w gorącej wodzie z eukaliptusem, imbirem i innymi wyciągami, myśląc, że może przyda mi się na sezon chorobowy jako wspomaganie leczenia kataru.
Po powrocie do domu, gdy przeczytałam w internecie, że kolorowe proszki pełne są konserwantów, sztucznych barwników i cukru pod każdą możliwą postacią, a do tego nie mając pewności jak długo "herbatka" stała w upale bez żadnego zabezpieczenia, odkryta na kurz i inne nieczystości, raczej nie zapowiada się, żebym się jej napiła ani podczas kataru, ani nigdy. Nie dajcie się naciągnąć.
Jeden brak w walizce słono mnie kosztował

Trzeci wydatek wyniknął z niewiedzy. Wykupując wycieczkę wyczytałam, że plaża przy moim hotelu będzie piaszczysta. W związku z tym stwierdziłam, że wystarczą mi klapki. Niestety - samo wejście do morza i jego dno okazało się żwirowo-kamieniste. Łatwo było o skaleczenie stopy, dlatego buty do wody okazały się niezbędne dla komfortu i bezpieczeństwa. Czas uciekał, więc poszłam poszukać ich jak najbliżej hotelu w pierwszym lepszym tekstylnym sklepie. I - oczywiście - słono przepłaciłam. Trzykrotność standardowej ceny, dokładniej ujmując. Niestety jeśli chcemy szybko, dobrze i tanio, musimy liczyć się z tym, że nigdy nie połączymy wszystkich trzech aspektów. A przynajmniej nie w Turcji, w szczycie sezonu i w dzielnicy turystycznej. Polecam zabrać ze sobą kupione w Polsce buty do wody nawet jeśli na zdjęciach i w opisie wycieczki będzie widniało zapewnienie o piasku na plaży. Ten piasek może się - tak jak w moim przypadku - kończyć tam, gdzie fale dotykają brzegu.

Nie wszystko, co polecają turystom, jest warte swojej ceny

Jeśli chodzi o pozostałe wydatki, polecam zapoznać się wcześniej z poleceniami ludzi, którzy już tam wcześniej byli, porozmawiać z przewodnikami które produkty warto kupić, a które omijać z daleka. Olejki do włosów i ciała - sztandarowy produkt z Turcji - najlepiej kupić w tureckich aptekach Eczane, sprawdzając wcześniej skład. Wiele z nich kosztuje, bagatela, nawet 15 Euro za butelkę, a wyciągu z szafranu czy granatu ma w sobie tyle, co kot napłakał. Płacimy więc za mieszankę tańszych olejów - "zapychaczy" i sztuczne aromaty.
Popularne w hotelach pakiety "tradycyjnego hamamu", czyli tureckich masaży i peelingów, niekoniecznie mogą być relaksującym doświadczeniem. Nastawieni na pospieszne wykonanie usługi pracownicy nie zapewnią komfortowych warunków, kosmetyki nie będą naturalne, ani najlepszej jakości. Po wejściu do marmurowej łaźni bądź pewny/a, że masażyści "odkryją", że masz napięte barki, łydki lub mięśnie przykręgosłupowe, albo kiepską cerę i będą namawiać cię na dodatkowo płatne oleje medyczne czy maseczki. Całość może wynieść cię od 50 do nawet 100 Euro. Jeśli zależy ci na prawdziwym, tradycyjnym doznaniu hamamu, wybierz się do obiektów historycznych lub niszowych, starych łaźni tureckich dla lokalnych mieszkańców. Uważaj tylko na warunki sanitarne.
Choć nie dałam się namówić na tradycyjne, tureckie, uwielbiane przez turystów show lodowe, czyli pokaz z przekładaniem gałek lodów na długim kijku, który wzbudza radość i salwy śmiechu, to przestrzegam przed cenami, które są wręcz kosmicznie wysokie. Jedna taka gałka lodów (które, umówmy się, nie są wyjątkowe w smaku) połączona z widowiskiem może kosztować ok. 50 zł.
Dodalibyście coś do listy nietrafionych wydatków w Turcji?
***
Podróż zaczyna się od pomysłu, a my mamy ich mnóstwo. Zobacz, jakie destynacje są teraz na topie i zainspiruj się do własnej przygody. Więcej na styl.interia.pl/podróże












