Reklama

Reklama

SHOW - magazyn o gwiazdach

Jestem taka piękna!

Nawet w nieidealnym ciele każdy z nas może czuć się atrakcyjny! Ale połowa Polaków chciałaby je poprawić. Czy dlatego, że już od dziecka są zawstydzani z powodu defektów urody?

Masz fałdki. Albo garbaty nos. Diastemę. Widoczne żylaki? Rozstępy? Rude włosy? Za dużo włosów tam, gdzie nie trzeba? Za mało włosów tam, gdzie trzeba? Nie masz pupy Chodakowskiej? Sześciopaku Lewandowskiej? Mięśni Pudziana? Wzrostu Gortata? Jesteś jabłkiem, nie klepsydrą? Czegokolwiek nie masz bądź masz, a ktoś ci powiedział, że coś jest z tobą nie tak, pamiętaj - to tylko słowa. A te, jak śpiewa w swojej piosence "Beautiful" Christina Aguilera, nie powinny cię dołować. 

Gwiazdy, które bez programów graficznych wcale nie mają idealnych ciał, coraz głośniej nawołują do tego, by akceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy: czyli niedoskonałymi. Różnymi. I przez to interesującymi. 

Reklama

Połowa chce zmian

Według badań zdecydowanej większości Polaków bardzo zależy na dobrym wyglądzie, a co piąty jest z niego niezadowolony. Jednak połowa z nas coś by w swoim ciele zmieniła. Co by się stało, gdyby nagle wszyscy byli idealnie szczupli, piękni, znakomicie ubrani i wprost od wizażysty? Czy naprawdę atak klonów byłby lepszy od różnorodności? 

Czegoś takiego doświadczyła podczas wyprawy do Korei Południowej nasza ekspertka, psycholog i psychoterapeutka Zuzanna Celmer. "Wyszłam na ulicę i zauważyłam, że wszystkie młode dziewczęta wyglądają jak z żurnala, identycznie ubrane i umalowane. To naprawdę było straszne. Gdy zobaczyłam jedną osobę, która od tego »ideału« odbiegała, naprawdę to była miła odmiana", opowiada nasza ekspertka. 

"Jeśli ktoś nie podpada pod przyjęty w naszych czasach kanon urody, bywa postrzegany w sposób nieżyczliwy, a nawet szydzący", dodaje Zuzanna Celmer, definiując prosto i przystępnie zjawisko body-shamingu, czyli zawstydzania innych z powodu defektów urody. 

Gwiazdy już od dawna starają się przekonać swoich fanów, że ślepe dążenie do "idealnego wyglądu" jest po prostu szkodliwe i głupie. Także dla zdrowia psychicznego. Kilka lat temu, kiedy na wybiegach było widać wyłącznie anorektyczne, ponure modelki, rozpoczęła karierę piosenkarka Adele. Dziewczyna z fenomenalnym głosem i wielkim talentem, ale też dość krągła jak na show-biznesowe wymagania. I co? Kochają ją fani - za jej twórczość i za to, że udało jej się zaistnieć mimo niemodelkowego rozmiaru sukienek. Dziś jest autorką wielkich przebojów, bardzo bogatą osobą, która... wciąż ma problemy z wahaniami wagi. 

"Ludzie często byli w szoku, że mogłam mieć rozmiar plus i odnieść sukces. Nie przejmuję się tym. Tworzę muzykę dla uszu, nie dla oczu" - wyjaśniała w wywiadach Adele. 

>>> Czytaj dalej na kolejnej stronie <<<

Polskie gwiazdy też coraz odważniej i głośniej mówią o tym, że akceptowanie swojego wyglądu, to klucz do spokoju ducha i szczęścia. Jak Joanna Liszowska (40), która odważnie pokazała swoje krągłe ciało w bikini na Instagramie. Ze stosownym podpisem: "nie musisz być doskonała, żeby być szczęśliwa", co wywołało falę entuzjazmu internautek i komplementów internautów. Choć też pojawiły się pytania, niby niewinne, sprzed ilu lat jest zdjęcie pokazane jako aktualne. 

Inna gwiazda, Elżbieta Romanowska (34) podkreśla, że już dawno wyzbyła się marzeń o rozmiarze S. Jest taka, jaka jest - kształtna i zadbana - i ludzie ją kochają. Aktorka nie cierpi ani na brak pracy, ani wielbicieli! Zapewnia, że dba o ruch, dietę i regularnie poddaje się badaniom. 

Ma rację! Cóż tego, że wyglądamy pięknie, skoro zdrowie pozostawia wiele do życzenia. Zwłaszcza psychiczne, bo osoby dążące do perfekcji często mają problem z samoakceptacją, wahaniami nastroju, bywa, że zmagają się z depresją. Nawet najmniejsze znamiona cellulitu mogą wywołać u nich atak paniki. Tymczasem drobne felery mamy wszyscy niezależnie od wieku i wagi. 

Aktorka Aleksandra Domańska (30) jest szczupłą osobą, ale nie wstydzi się przyznać do tego, że czasem miewa fałdki oraz "pomarańczową skórkę". Przyznała się do niego nawet Anna Lewandowska (30), której trudno zarzucić brak dbałości o ciało (ostatnio np. samobiczowała się za zjedzenie kawałka pizzy z glutenem na wakacjach we Włoszech). Dlatego powodzeniem cieszy się akcja zainicjowana przez Domańską na Instagramie "#ciałoboginizanicsięniewini". Ma ona zachęcać dziewczyny do tego, żeby kochały się i akceptowały. 

"Żeby po prostu cieszyły się życiem, a nie martwiły się tym, że jeżeli usiądą tak, to coś im będzie wystawać. Szkoda życia. Jest tak krótkie. Trzeba się nim cieszyć - tłumaczyła w "Dzień Dobry TVN" aktorka. 

"I nie nawołuję do niedbania o siebie, ale są pewne rzeczy, których nie przeskoczę. Podejmijcie to wyzwanie razem ze mną. Czujmy się swobodnie w naszych świątyniach", apeluje gwiazda.  

>>> Czytaj dalej na kolejnej stronie <<<

Nie każdy chce być modelką

No właśnie. Osoby z defektami, ze szczególnym uwzględnieniem nadwagi oraz otyłości są oskarżane o to, że pokazując się publicznie i opowiadając, że czują się w porządku ze swoim ciałem, promują niezdrowy wzorzec! Kilka lat temu "furorę" w sieci zrobił fake news o tym, że na jedną z polskich plaż grubasy i starsi ludzie mają wstęp wzbroniony. 

"Są osoby, które o siebie dbają, ale po prostu urodziły się z jakimś »defektem«. Na przykład muszą nosić okulary. Albo są otyli, co nie zawsze jest spowodowane objadaniem się, a np. wahaniami hormonów. Ktoś może mieć krzywe nogi albo krzywy zgryz. Rude włosy lub piegi. Nazywamy to niedoskonałościami, ale to niedoskonałości według naszego wzorca, bo dla kogoś innego to mogą być atuty. To kwestia kultury zachowań i wrażliwości, która powinna być wpajana w domu. Bo ludzie mają prawo być różni. A jeśli odbiegają od ogólnego kanonu, nie powinni być za to potępiani czy szkalowani. Nie każdy może i nie każdy chce wyglądać jak modelka", podkreśla Zuzanna Celmer. 

Tak naprawdę, jak wyjaśnia nasz ekspert, body-shaming zaczyna się już w szkole. Niestety, nauczyciele nie zwracają uwagi na szkalujące się nawzajem dzieci. W domu też nie bywa lepiej. Uwagi dotyczące wyglądu, usłyszane od rodziców czy krewnych, bolą już siedmiolatki, a dla nastolatków mogą mieć katastrofalne następstwa w przyszłości. 

"Poczucie wartości takiego poniżanego i wyśmiewanego dziecka w zasadzie spada do zera, jeśli nie ma ono wsparcia u rodziców i nauczycieli. Świadczy o tym niestety zarówno liczba samobójstw, jak i okaleczeń dzieci i młodzieży", podkreśla Zuzanna Celmer. 

To niestety prawda: według statystyk policji w 2018 roku samobójstwo próbowało popełnić 746 nastolatków w wieku 13-18 lat (w 2017 roku - 702 osoby). A to tylko zarejestrowane przypadki, i tylko wśród najmłodszych dzieci!  

Jak wyjść z zaklętego kręgu body-shamingu? Może lekarstwem byłyby nie tylko małe akcje celebrytów, ale ogólnopolska kampania oraz współdziałanie szkoły i rodziców. 

"Przecież każdy ma w sobie coś istotnego, dobrego i pięknego. Ludzie jednak nie są uczeni, by nie oceniać, tylko - by wciąż »wyrażać własne zdanie«, bez względu na to, czy ono rani innych czy nie", mówi nasz ekspert dodając, że osoby, które najczęściej szkalują innych za wygląd są niezadowolonymi z własnego życia, z siebie i relacji z ludźmi frustratami. Mają kompleksy i mnóstwo pretensji do wszystkich wokół, tylko nie do siebie. 

"Tak łatwo jest im znaleźć sobie kogoś, kto jest gorszy. To niestety jest, bardzo zresztą żałosny i prymitywny, pomysł na podniesienie własnej samooceny", podkreśla psychoterapeutka. 

Jak ją skutecznie podnosić? Od najmłodszych lat zapewniać dziecko: jesteś mądre, dobre, piękne. Zawsze wspierać! Nie dać wmawiać urojonych wad! Gdy problem jest natury medycznej - na przykład uniemożliwia normalne funkcjonowanie - pomóc, wyleczyć albo skorygować! Zapewnić opiekę specjalisty. Inaczej, z ogromnym bagażem kompleksów dotyczących ciała, prędzej czy później jako nieszczęśliwy dorosły takie dziecko trafi na kozetkę psychoterapeuty. 

SHOW
Katarzyna Jaraczewska


Zobacz także:

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje