Agnieszka Bukowska: Wielu z nas ma w głowie hollywoodzką wersję sekt
- Kiedy myślimy o sektach, możemy mieć w głowie lidera, który kupuje ziemię pośrodku niczego, buduje ośrodek i tam przetrzymuje swoich wyznawców. Oczywiście to nie jest całkowicie niezgodne z prawdą, bo wiele znanych na świecie sekt właśnie tak funkcjonowało. Jednak w dzisiejszym świecie to już tylko jeden z modeli funkcjonowania takich grup; nie sądzę nawet, że najbardziej powszechny, bo liczba takich mieszkańców jest przecież ograniczona, a internet pozwala znacznie zwiększyć tę liczbę i umożliwia kontakt z własnego krzesła przy biurku - mówi Agnieszka Bukowska, z Uniwersytetu CIVITAS, dyrektor Centrum Badań nad Ryzykami Społecznymi, badająca sekty i metody manipulacji.

Katarzyna Pruszkowska: Przy okazji premiery serialu "Niebo" w mediach pojawiło się sporo artykułów o sektach, które działały w Polsce w latach 90. Czy współcześnie problem sekt nadal istnieje?
Agnieszka Bukowska: - Z punktu widzenia nauk społecznych warto zacząć od doprecyzowania pojęć. Termin "sekta" funkcjonuje przede wszystkim w języku potocznym i nie jest kategorią jednoznacznie zdefiniowaną. Nie oznacza to jednak, że nie istnieją grupy, które w debacie publicznej a czasem także w analizach eksperckich są w ten sposób określane. Istotniejsze od samej nazwy jest jednak to, jak takie środowiska działają. Niezależnie od etykiety, można wskazać aktualni działające grupy, które charakteryzują się silnym poziomem kontroli nad członkami, wyraźną strukturą hierarchiczną, podporządkowaniem wobec przywódcy oraz ograniczaniem indywidualnej autonomii.
Czy popularność wszelkiego rodzaju uzdrowicieli, którzy w tym samym czasie robili w Polsce furorę, również mogła ułatwić sektom pozyskiwanie nowych członków?
- Trudno jednoznacznie stwierdzić, że tak, ale nie można wykluczyć. Pod koniec lat 80. i na początku 90. ogromną sławą cieszył się w Polsce Anatolij Kaszpirowski, który prowadził seanse uzdrawiania w programie "Teleklinika doktora Kaszpirowskiego" emitowanym przez telewizję publiczną (w 1990 roku głosami telewidzów Kaszpirowski zdobył nawet Wiktora w kategorii "osobowość telewizyjna" - przyp. red.). Podczas emisji "Telekliniki" ulice Warszawy pustoszały, wielu ludzi oglądało wystąpienia Anatolija Kaszpirowskiego i wierzyło, że pomaga im zdrowieć. Gdy Telewizja Polska zdjęła program z anteny, do stacji zaczęły napływać listy z prośbą o jego powrót. Widzowie pisali, że od czasu zakończenia programu gorzej się czują, skarżą się na bóle czy problemy z ciśnieniem.
- Równie popularny były inne programy np. "Ręce, które leczą" (emitowano do 1997 roku, a w szczycie popularności oglądało go 6 mln widzów - przyp. red.). Prócz tych medialnych uzdrowicieli było oczywiście wielu innych - niektórzy przyjeżdżali ze Wschodu i podawali się za uczniów Kaszpirowskiego i mieli tylu chętnych na swoje "seanse", że wynajmowali całe sale kinowe. Ponieważ było to zjawisko stosunkowo nowe przynajmniej w takiej skali, państwowe regulacje i mechanizmy kontroli nie były jeszcze dobrze rozwinięte. Mówiąc prościej, panowała duża swoboda działania i brakowało jasnych zasad. Dziś sytuacja wygląda już zupełnie inaczej.

Porozmawiajmy więc o tych różnicach. Zacznijmy od tego, jak zmieniła się rola guru.
- W latach 90. liderzy tego typu grup częściej przybierali formę charyzmatycznych nauczycieli duchowych, niekiedy także wyróżniających się stylem życia lub wizerunkiem, choć nie była to reguła. Ich działalność miała zazwyczaj charakter ograniczony przestrzennie nawet w przypadku organizacji o szerszym zasięgu opierała się na strukturach pośrednich i delegowaniu zaufanych współpracowników. Relacje miały częściej charakter bezpośredni, a oddziaływanie opierało się na fizycznej obecności i wspólnym uczestnictwie w praktykach grupowych. Współcześnie kluczową zmianą jest rola technologii cyfrowych. Internet umożliwia bezpośredni kontakt lidera z odbiorcami niezależnie od ich lokalizacji, co sprzyja budowaniu trwałych relacji wpływu bez konieczności fizycznej obecności.
- Przekaz może być skalowany, powielany i wzmacniany przez algorytmy mediów społecznościowych, co zwiększa jego zasięg i intensywność oddziaływania. Jednocześnie relacje te bywają bardziej rozproszone i mniej widoczne z zewnątrz. Zmianie uległa także dominująca tematyka, obok wątków duchowych istotną rolę odgrywają dziś narracje związane z rozwojem osobistym, zdrowiem czy stylem życia. Coraz częściej osoby pełniące funkcję liderów wywodzą się ze środowiska mediów społecznościowych i stopniowo budują wokół siebie społeczności odbiorców, które z czasem mogą przybierać bardziej zamknięty i hierarchiczny charakter. Sam rozwój osobisty czy troska o zdrowie nie stanowią problemu, jednak ryzyko pojawia się tam, gdzie przekaz opiera się na treściach sprzecznych z wiedzą naukową, w tym na teoriach spiskowych lub pseudonaukowych wyjaśnieniach różnych zjawisk.
Przyszło mi do głowy, że w pewien sposób "werbować" nowych wyznawców takich internetowych guru mogą algorytmy, które trzymają nas w bańce informacyjnej - jest szansa, że ktoś początkowo zainteresowany działaniem olejków eterycznych czy ziół w końcu trafi na konto kogoś, kto zniechęca do korzystania z pomocy lekarzy pracujących na rzecz "systemu".
- Może się tak zdarzyć. Tym bardziej, że dziś jesteśmy przyzwyczajeni do informacji, które można przeczytać w dwie minuty. A co można w ten sposób przekazać? Uproszczoną, szczątkową wręcz wiedzę, która pokazuje nam tylko jakiś wycinek rzeczywistości. To tym trudniejsze, że współczesna nauka rozwija się w bardzo szybkim tempie, a bez odpowiednich kompetencji i wiedzy specjalistycznej nie zawsze łatwo odróżnić rzetelną informację od dezinformacji. W takiej sytuacji można przypadkowo zetknąć się z treściami o charakterze pseudonaukowym, które stopniowo prowadzą do coraz głębszego zanurzenia w oderwanym od rzeczywistości systemie przekonań. W efekcie osoba wcześniej funkcjonująca w sposób racjonalny może zacząć akceptować skrajnie nieprawdopodobne wyjaśnienia rzeczywistości oraz postrzegać otoczenie w kategoriach zagrożenia.

- Mam świadomość, że dla wielu osób taki scenariusz może wydawać się mało prawdopodobny. Jednak w mojej pracy spotykam ludzi, którzy mówiąc o swoich bliskich często podkreślają: "to był racjonalny, oczytany człowiek, który wcześniej sam krytycznie odnosił się do podobnych idei, aż do momentu, gdy poznał kogoś, komu zaufał i stopniowo zaczął zrywać dotychczasowe relacje z najbliższymi". Co więcej, osoby, którym udało się wyjść z takich grup przyznają, że z perspektywy czasu trudno im zrozumieć własne wcześniejsze decyzje. Nierzadko mówią, że nawet po latach nie są w stanie w pełni pojąć, jak doszło do tej zmiany.

Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, ale przypuszczam, że może chodzić o metodę "gotowanej żaby". Czytałam kiedyś, że osobom zainteresowanym scjentologią nie opowiada się od razu całej mitologii o kosmicznym tyranie Xenu, thetanach i poprzednich wcieleniach - po to, żeby ich nie wystraszyć.
- Ależ naturalnie! Werbowanie nowych członków to skomplikowany i często trwający długo proces, oparty na dobrze znanych socjotechnikach. Trzeba dobrze wiedzieć, do jakich osób kieruje się przekaz, czego im brakuje, co im obiecać. Przede wszystkim te organizacje wykorzystują niezaspokojone potrzeby, a takie ma każdy z nas oraz okresy różnych kryzysów, które przecież także przytrafiają się wielu ludziom. Utrata pracy, choroba, śmierć bliskiej osoby, koniec ważnej relacji, problemy na studiach, kłótnie z rodzicami, kłopoty finansowe - osoby na rozmaitych życiowych zakrętach są bardziej podatne na manipulację; często dlatego, że bardzo potrzebują kogoś kto może im pomóc
- Od dawna zwraca się uwagę, że podatną grupą są nastolatkowie i młodzi dorośli ( ale nie tylko), którzy dopiero kształtują swoją tożsamość i szukają miejsca w świecie. Część z nich doświadcza trudności w relacjach rodzinnych, brakuje im poczucia akceptacji, uznania czy wsparcia, a zamiast tego spotykają się z krytyką. W takich warunkach przekaz, z którym mogą zetknąć się w tego typu środowiskach podkreślający ich wyjątkowość, wartość i potencjał bywa szczególnie silny. Mechanizm ten, określany niekiedy jako "bombardowanie miłością", może wydawać się z zewnątrz mało wiarygodny, jednak dla osób spragnionych akceptacji staje się przekonujący i emocjonalnie angażujący. Wśród osób podatnych na wpływ znajdują się również ci, którzy mierzą się z trudnościami psychicznymi.
Przyszło mi jeszcze do głowy, że wprowadził taką zmianę: sekta nie musi już izolować człowieka wyłącznie w kategoriach geograficznych; teraz można do niej należeć mieszkając z bliskimi w tym samym domu.
- Dokładnie. Myślę, że wielu z nas ma w głowie taką hollywoodzką wersję sekt - kiedy lider kupuje ziemię pośrodku niczego, buduje ośrodek i tam przetrzymuje swoich wyznawców. Oczywiście to nie jest całkowicie niezgodne z prawdą, bo wiele znanych na świecie sekt właśnie tak funkcjonowało. Jednak w dzisiejszym świecie to już tylko jeden z modeli funkcjonowania takich grup; nie sądzę nawet, że najbardziej powszechny, bo liczba takich mieszkańców jest przecież ograniczona, a internet pozwala znacznie zwiększyć tę liczbę i umożliwia kontakt z własnego krzesła przy biurku.
Gdzie się dziś odbywa i jak przebiega taki aktywny werbunek do sekt?
- Rekrutacja nowych członków może dziś odbywać się praktycznie wszędzie tam, gdzie są ludzie co oznacza, że możliwości oddziaływania są znacznie większe niż w latach 90. Wciąż wykorzystywane są tradycyjne przestrzenie spotkań, takie jak festiwale muzyczne, koncerty, pola namiotowe czy nawet pielgrzymki. Te ostatnie mogą być szczególnie sprzyjającym środowiskiem, kilkudniowy wspólny czas, rozmowy i otwartość uczestników ułatwiają nawiązywanie relacji i rozpoznawanie osób bardziej podatnych na wpływ. Kontakt często zaczyna się od ogólnych rozmów o wierze, a następnie płynnie przechodzi w prezentację "wspólnoty", która deklaratywnie odwołuje się do znanych tradycji religijnych, lecz przedstawia je w uproszczonej i atrakcyjnej formie. Na tym etapie kluczowe jest zainteresowanie rozmówcy bez wzbudzania podejrzeń, dlatego dominują ogólne hasła i emocjonalny przekaz, a nie pogłębiona refleksja teologiczna.
- W przeszłości zdarzało się również, że przedstawiciele takich środowisk docierali do młodzieży poprzez instytucje edukacyjne, oferując np. zajęcia profilaktyczne czy językowe. Choć niektóre z tych przypadków zostały nagłośnione i zakończyły się konsekwencjami prawnymi, skala zjawiska mogła być szersza, niż wynika to z oficjalnych doniesień. Obecnie jednak zasadniczą przestrzenią rekrutacji stał się internet. Media społecznościowe, fora i grupy tematyczne pozwalają na łatwe docieranie do osób zainteresowanych określoną tematyką: religią, rozwojem osobistym czy stylem życia. Proces budowania relacji przebiega stopniowo: od aktywności w charakterze "zwykłego uczestnika", przez zdobywanie zaufania i autorytetu, aż po inicjowanie spotkań czy wydarzeń. Oznacza to istotną zmianę bo pierwszy kontakt coraz częściej nawiązywany jest w prywatnej przestrzeni, bez wiedzy i kontroli otoczenia.
- Kolejnym etapem bywa zapraszanie na różnego rodzaju warsztaty, kursy czy spotkania, których tematyka nie budzi niepokoju , dotyczą one np. zdrowia, nawyków czy relacji. Służą przede wszystkim integracji i budowaniu więzi w grupie, zanim pojawi się bardziej bezpośredni przekaz ideologiczny.
Czyli można iść na jakieś interesujące spotkanie, choćby koncert gongów czy wieczór z medytacją transcendentalną, a wylądować na pierwszym spotkaniu potencjalnych członków sekty.
- Nie możemy całkowicie tego wykluczyć. Większe organizacje, które dysponują ogromnymi budżetami, często zakładają tzw. instytucje kamuflażowe. Ich nazwa, statut czy misja pozornie nie mają nic wspólnego z organizacją-matką, która powołuje je do życia i finansuje. Mogą się np. nazywać Akademią zdrowego rozwoju czy Instytutem badań nad rodziną. Oczywiście niewiele osób, które są zainteresowane taką tematyką, dogłębnie prześwietla każdą organizację, która zaprasza na swoje spotkania. Dopiero na dalszym etapie można dostrzec, że obok neutralnych treści dotyczących zdrowia czy stylu życia zaczynają pojawiać się elementy o charakterze pseudonaukowym, w tym np. uproszczone lub zniekształcone koncepcje psychologiczne, pozbawione oparcia w rzetelnej wiedzy naukowej.
Wspomniała pani wcześniej, że szczególnie podatną grupą są nastolatkowie i młodzi dorośli. Jak zatem wygląda to zjawisko w szerszej perspektywie, kto jeszcze może być narażony na tego typu wpływy?
- Funkcjonuje dość rozpowszechnione przekonanie, że na wpływ tego typu środowisk narażona jest młodzież, a przecież problem dotyczy również ludzi w średnim wieku czy osób starszych. Wynika to m.in. z procesów społecznych związanych z osłabieniem sieci relacji, doświadczeniem samotności czy poczuciem marginalizacji. Zmiany w strukturze życia rodzinnego, utrata bliskich, a także pogarszający się stan zdrowia mogą sprzyjać poszukiwaniu wsparcia, sensu i przynależności. W takich okolicznościach szczególnie atrakcyjne stają się relacje, które łączą element opieki, zainteresowania i obietnicy poprawy sytuacji życiowej czy to w wymiarze zdrowotnym, czy duchowym. Niekiedy przybierają one formę kontaktu z osobami oferującymi alternatywne metody leczenia lub wsparcie o charakterze quasi-religijnym. Mechanizm ten może prowadzić do stopniowego budowania zależności i tworzenia zamkniętych środowisk skupionych wokół charyzmatycznej jednostki.

- Nie bez znaczenia pozostaje również rola religii w życiu wielu osób starszych. Zdarza się, że niektóre wspólnoty, początkowo funkcjonujące w ramach uznanych struktur religijnych, z czasem się od nich oddalają, zachowując jednak język i symbolikę, które budują poczucie ciągłości i wiarygodności. Dla części uczestników zwłaszcza tych silnie związanych emocjonalnie z liderem, ewentualne sygnały ostrzegawcze mogą być trudne do rozpoznania lub interpretowane jako przejaw niesprawiedliwego traktowania wspólnoty. Z tego względu istotna jest rola najbliższego otoczenia. Utrzymywanie regularnego kontaktu, zainteresowanie codziennym funkcjonowaniem i relacjami osób starszych oraz uważność na pojawiające się zmiany mogą pełnić funkcję ochronną. Założenie, że życie w późniejszym wieku jest statyczne i pozbawione istotnych zwrotów, może okazać się mylące a w sytuacji zaawansowanej manipulacji interwencja bywa znacznie utrudniona.
Jak patrzy pani na przyszłość sekt? Żyjemy w niepewnym świecie; może wydawać się, że kryzys goni kryzys i wszystkich nas ogarnia chaos. To, zdaje się, idealne warunki do tego, by pojawiali się kolejni znachorzy czy guru.
- Obecnie z dużą uwagą przyglądam się narastającemu poczuciu niepewności jutra. Z jednej strony mamy do czynienia z bezprecedensowym rozwojem technologicznym i cywilizacyjnym, z drugiej coraz więcej osób doświadcza braku stabilności, zarówno ekonomicznej, jak i społecznej. Pojawia się trudność w planowaniu przyszłości, poczucie kruchości dotychczasowych struktur oraz przekonanie, że rzeczywistość może zmienić się nagle i w sposób trudny do przewidzenia. W takich warunkach rośnie zapotrzebowanie na proste odpowiedzi, jasne narracje i obietnice odzyskania kontroli nad własnym życiem. Niepewność staje się więc nie tylko doświadczeniem jednostkowym, ale także zasobem, który może być wykorzystywany przez różnego rodzaju "aktorów" oferujących pozorną stabilność, sens czy bezpieczeństwo.
- Trudno dziś jednoznacznie przewidzieć, w jakim kierunku te procesy będą się rozwijać, jednak wydaje się, że przekonanie o pełnej przewidywalności i racjonalności świata coraz mniej przystaje do rzeczywistości. Można powiedzieć metaforycznie, że w czasach niepewności szczególnie łatwo pojawiają się "sprzedawcy pewności" dlatego zachowanie krytycznego myślenia i czujności pozostaje kluczowe.








