Siedem książek, siedem zupełnie różnych sposobów patrzenia na to samo morze: od poniemieckich duchów, przez "ciotowski Dekameron", aż po prokuratorskie śledztwa w Sopocie. Bałtyk bywa surowy i kapryśny, ale jak widać, potrafi też być świetnym bohaterem literackim. Dobrej lektury - najlepiej z widokiem na fale.
Spis treści:
- Dziesięć krajów, jedno morze - Tor Eystein Øverås, "Bałtyk. Podróż literacka"
- Lato, które trwa cały rok - Jerzy Sosnowski, "Sen sów"
- Duchy, które nie chcą odejść - Paul Scraton, "Duchy Bałtyku"
- Podwójna dawka Witkowskiego - "Drwal" i "Lubiewo"
- Morze, które zbudowało pół Europy - Tomasz Maracewicz, "Bałtyk. Morze śródziemne północnej Europy"
- Trójmiasto jako miejsce zbrodni - Małgorzata Oliwia Sobczak, Kolory zła
Dziesięć krajów, jedno morze - Tor Eystein Øverås, "Bałtyk. Podróż literacka"
Jeśli Scraton patrzy na wąski wycinek wybrzeża, norweski pisarz i krytyk literacki Tor Eystein Øverås idzie w drugą stronę - ogarnia cały region. Samotnie pokonuje trasę z rodzimej Norwegii przez Danię, Szwecję, Finlandię, Estonię, Łotwę, Litwę, skrawek Rosji, Polskę i Niemcy, czyli w sumie dziesięć krajów opływających Bałtyk. To książka objętościowo pokaźna - ponad czterysta osiemdziesiąt stron w polskim wydaniu - i rzeczywiście wymagająca skupienia, ale nie dlatego, że jest nudna. Po prostu Øverås pakuje w nią naprawdę dużo: historię, literaturę, kino, politykę, a przede wszystkim refleksję nad tym, czym w ogóle są granice na tym morzu, które przez wieki zmieniało właścicieli szybciej, niż ktokolwiek zdążył się przyzwyczaić.
Autor porusza się tropem pisarzy i artystów związanych z odwiedzanymi miejscami, więc książka bywa nazywana literackim przewodnikiem po regionie - choć to określenie trochę zwodnicze, bo Øverås równie chętnie zbacza w stronę eseju czy prozy autobiograficznej. Kluczowa teza, którą powtarza na różne sposoby, jest taka, że kraje nadbałtyckie łączy coś więcej niż sąsiedztwo geograficzne - wspólny język kulturowy, który we współczesnej, zglobalizowanej Europie łatwo przeoczyć. Dla kogoś, kto planuje wakacyjną trasę przez kilka krajów bałtyckich naraz, to lektura, która nada tej podróży sens wykraczający poza kolejne zaliczane plaże.

Lato, które trwa cały rok - Jerzy Sosnowski, "Sen sów"
"Sen sów" Jerzego Sosnowskiego to powieść zupełnie innego kalibru emocjonalnego - nostalgiczna, ciepła, choć nie pozbawiona melancholii. Bohaterem jest Jarko Wolski, chłopiec, który w latach siedemdziesiątych co roku jeździ z rodzicami na wakacje do Kołobrzegu, do uzdrowiska, gdzie leczy astmę gimnastyką oddechową i kąpielami w basenie solankowym. Akcja rozciąga się na kilka kolejnych turnusów - Jarko dorasta na oczach czytelnika, od ośmiolatka do nastolatka - a całość jest wspomnieniem snutym przez dorosłego już Jarosława, który wraca pamięcią do tamtych wakacji.
Tytuł nie jest przypadkowy, to nawiązanie do rozmowy ojca z synem o tym, że sowy śpią (czyli też śnią) w dzień, co prowadzi małego bohatera do pytania, czy nasza jawa nie jest przypadkiem snem sów. Sosnowski, znany z gęstej, kontekstualnej prozy (to autor cenionego "Apokryfu Agłai"), w tej książce świadomie zwalnia i upraszcza formę, żeby oddać dziecięcą perspektywę, zapach morskiej bryzy, gwar plaży, drobne dramaty w rodzaju zgubionej maskotki czy chęci zaimponowania córce właścicielki kwatery. Efekt jest taki, że nawet czytelnicy, którzy nigdy nie byli na wczasach w PRL-owskim Kołobrzegu, poczują coś w rodzaju zapożyczonej nostalgii. To jedna z tych książek, które dobrze się czyta właśnie w wakacje, najlepiej nad morzem, tym samym, o którym opowiada.
Duchy, które nie chcą odejść - Paul Scraton, "Duchy Bałtyku"
Paul Scraton to Brytyjczyk, który od lat mieszka w Berlinie, i to właśnie stamtąd wyrusza w wędrówkę opisaną w "Duchach Bałtyku". Trasa wiedzie wzdłuż dawnego wybrzeża NRD - od granicy z RFN aż po polską granicę, przez Lubekę, Rostok, Stralsund, Rugię i Uznam. To nie jest przewodnik ani lekka relacja z urlopu. Scraton zaczyna swoją podróż od obrazów Caspara Davida Friedricha w berlińskim muzeum i już od pierwszych stron jasno daje do zrozumienia, że Bałtyk, który go interesuje, to nie pocztówkowa idylla, tylko morze naznaczone wojną, podziałem Niemiec i historią, która wciąż domaga się rozliczenia.
Najciekawsze w tej książce jest to, jak autor łączy osobiste wątki (jego żona spędziła dzieciństwo na tym wybrzeżu) z opowieściami o miejscach, które wolałyby zostać zapomniane. Jednym z bardziej poruszających przystanków jest Prora, ogromny kompleks wypoczynkowy zbudowany z rozkazu Hitlera, dziś sprzedawany jako modny adres z widokiem na morze, jakby ta historia nigdy się nie wydarzyła. Scraton nie moralizuje i nie epatuje grozą. On obserwuje, cytuje literaturę (sporo miejsca poświęca braciom Mann), rozmawia z ludźmi i pozwala czytelnikowi samemu dojść do wniosków. To książka dla tych, którzy planując wakacje w Niemczech nad Bałtykiem, chcą wiedzieć więcej niż tylko to, gdzie zjeść najlepszą rybę.

Podwójna dawka Witkowskiego - "Drwal" i "Lubiewo"
Michał Witkowski to pisarz, który swoje najgłośniejsze książki osadził właśnie nad polskim Bałtykiem, choć w zupełnie różnych rejestrach.
"Lubiewo" z 2005 roku to jego najbardziej rozpoznawalna powieść, "ciotowski Dekameron", jak sam ją nazywał, złożony z dwóch części. W pierwszej dwaj podstarzali bohaterowie, Patrycja i Lukrecja, snują w mieszkaniu opowieści o swoim życiu sięgające zamierzchłych czasów. W drugiej akcja przenosi się na plażę w Lubiewie koło Międzyzdrojów, czyli do gejowskiego miejsca spotkań, które dla bohaterów książki jest czymś więcej niż kawałkiem piasku: jest całym znikającym światem. Witkowski pisze o nim bez zbędnego sentymentalizmu, za to z ogromną swadą językową, humorem i sporą dawką wulgarności, która wielu czytelnikom na początku burzy spokój, ale ostatecznie służy autentyczności. Książka była nominowana do Nagrody Nike, zdobyła Nagrodę Literacką Gdynia i doczekała się przekładów na kilkanaście języków. Jeśli jakimś cudem do tej pory jej nie czytaliście, nalegam.
"Drwal" z 2011 roku to zupełnie inna bajka, pierwszy kryminał w dorobku autora, chociaż sam w tej powieści gra konwencją równie ochoczo, co gatunkiem. 36-letni literat Michał (tak, znów bohater nosi imię autora) wyjeżdża późną jesienią do opustoszałych po sezonie Międzyzdrojów, żeby w spokoju popracować nad książką. Zamieszkuje w leśniczówce należącej do tajemniczego Roberta, zwanego Drwalem, i szybko zaczyna węszyć wokół jego przeszłości - wpada na trop zaginięcia sprzed lat, sięgającego czasów PRL-owskiego ośrodka wczasowego dla elit. Krytycy chwalili "Drwala" za autoironię, gęstą atmosferę i literacką erudycję, choć niektórzy zwracali uwagę, że jako czysty kryminał bywa nierówny. To jednak zaleta, nie wada, Witkowski bawi się schematem, zamiast się na nim opierać, a bałtycki krajobraz poza sezonem, mokry, ciemny i trochę niesamowity, jest tu pełnoprawnym bohaterem.

Morze, które zbudowało pół Europy - Tomasz Maracewicz, "Bałtyk. Morze śródziemne północnej Europy"
Ta książka pozwala przypomnieć sobie, że Bałtyk to nie wyłącznie "polskie" morze. Dzielimy go ze sporą grupą państw.
Dla tych, którzy wolą wiedzę zamiast fabuły, jest jeszcze jedna propozycja i to zdecydowanie najbardziej merytoryczna z całego zestawu. Tomasz Maracewicz, żeglarz i pasjonat morskiej historii, napisał obszerną, bogato ilustrowaną monografię, w której dowodzi, że Bałtyk zasłużył sobie na miano "Morza Śródziemnego północnej Europy". Teza brzmi śmiało, ale autor konsekwentnie ją broni: pokazuje, jak niewielki, właściwie zamknięty akwen stał się przez wieki areną, na której rozgrywały się losy całego regionu.
Książka prowadzi czytelnika od ekspansji wikingów, przez złotą erę Hanzy, kiedy Bałtyk był dosłownie autostradą handlową dla tysięcy statków rocznie, aż po wojny o dominację między dynastiami szwedzkimi i burzliwy wiek dziewiętnasty i dwudziesty. Maracewicz nie ogranicza się do historii politycznej, sporo miejsca poświęca też technice: budowie statków, rozwojowi żeglugi, a nawet biologii i geologii samego morza. To lektura dla czytelników, którzy chcą zrozumieć mechanizmy, a nie tylko poznać ciekawostki, choć tych też tu nie brakuje. Do tego dochodzi strona wizualna - recenzenci podkreślają staranną edycję i bogaty materiał ilustracyjny, więc to także książka, którą po prostu miło się przegląda.
Trójmiasto jako miejsce zbrodni - Małgorzata Oliwia Sobczak, Kolory zła
Na koniec coś dla miłośników mocniejszych emocji. Małgorzata Oliwia Sobczak, pisarka i dziennikarka z Trójmiasta, stworzyła cykl kryminałów "Kolory zła", w którym Sopot, Gdynia i Gdańsk nie są tylko tłem, tylko pełnoprawnym elementem intrygi - plaże, porty i stoczniowe zaułki wpływają na decyzje bohaterów niemal tak samo jak ich własna przeszłość. Serię spaja postać prokuratora Leopolda Bilskiego, a każdy tom ("Czerwień", "Czerń", "Biel", "Żółć", "Błękit", "Zieleń" i "Fiolet") to osobne śledztwo.
Punktem wyjścia dla całego cyklu jest "Czerwień" z 2019 roku: w połowie lat dziewięćdziesiątych w Sopocie dochodzi do brutalnego morderstwa młodej kobiety, a osiemnaście lat później Trójmiastem wstrząsa niemal identyczna zbrodnia. Bilski musi ustalić, czy to powrót tego samego sprawcy, czy może naśladowca. Sobczak, z wykształcenia kulturoznawczyni, słynie z solidnego researchu, szczegółowo opisuje procedury śledcze i dba o psychologiczną wiarygodność zarówno śledczych, jak i sprawców, więc to coś więcej niż prosty kryminał z trupem na plaży.
Pierwszy tom doczekał się zresztą ekranizacji na Netfliksie z Mają Ostaszewską i Jakubem Gierszałem w rolach głównych, co dodatkowo podbiło zainteresowanie serią. Jeśli szukacie kryminału, który czyta się jednym tchem, a przy okazji świetnie rozpoznaje się w nim realia Trójmiasta, to seria idealna do wakacyjnej walizki - najlepiej zaczynając od "Czerwieni".















