Spis treści:
- Kopiec z jedzenia i marnowanie na potęgę
- Serwetkowy smuggling, czyli zapasy na "za chwilę"
- Maraton z darmowym drinkiem od samego rana
- Wynoszenie hotelowego wyposażenia, czyli "pamiątki" z pokoju
- Mówienie po polsku, ale dwa razy głośniej
- Postawa "ja płacę, ja wymagam" i traktowanie obsługi z góry
- Skąd to się w nas bierze?
Kopiec z jedzenia i marnowanie na potęgę
Stając przed szwedzkim stołem, łatwo dać się ponieść widokowi pełnych półmisków i ogromnego wyboru potraw. U niektórych pojawia się wtedy myśl "spróbuję wszystkiego, przecież za to zapłaciłem". Na talerz trafiają więc kolejne porcje, często większe, niż jesteśmy w stanie zjeść. Frytki mieszają się z owocami, obok mięsa lądują desery, a miejsca na talerzu zaczyna brakować na kolejne smakołyki.
Problem w tym, że oczy często chcą więcej niż żołądek jest w stanie pomieścić. Z tak przygotowanych porcji znika czasem tylko kilka kęsów, a reszta jedzenia trafia do kosza. Przy hotelowym bufecie łatwo zapomnieć o umiarze, ale zasada jest prosta - lepiej nałożyć mniej i wrócić po dokładkę, niż marnować jedzenie.
Serwetkowy smuggling, czyli zapasy na "za chwilę"
Samo najedzenie się przy restauracyjnym stole to dla niektórych wciąż za mało. Pojawia się obawa, że między obiadem a kolacją można przecież zgłodnieć. Rozpoczyna się więc dyskretne pakowanie przekąsek. Drożdżówki lądują w papierowych serwetkach, owoce w torbach plażowych, a bułki trafiają do plecaków. Gdy kelner zwraca uwagę, że z restauracji nie wynosimy jedzenia, często pojawiają się tłumaczenia w stylu: "to tylko jedna bułeczka dla dziecka".
Maraton z darmowym drinkiem od samego rana
Nielimitowany alkohol dla części urlopowiczów staje się jedną z głównych atrakcji all inclusive. Już od rana przy hotelowym barze ustawiają się kolejki po piwo, whisky z colą czy kolorowe drinki, choć słońce dopiero zdążyło na dobre wzejść. Problem zaczyna się kilka godzin później, gdy procenty dają o sobie znać. Głośne śpiewy, zaczepianie innych gości, wulgarne komentarze czy brawurowe skoki do basenu mimo wyraźnych zakazów skutecznie psują wypoczynek wszystkim dookoła. Wakacyjny luz nie powinien oznaczać braku umiaru, zwłaszcza gdy jego konsekwencje odczuwają także inni.
Wynoszenie hotelowego wyposażenia, czyli "pamiątki" z pokoju
Hasło "wszystko w cenie" u części turystów przyjmuje dość dziwne formy. Przekonanie, że za wszystko zostało zapłacone, rozciąga się również na rzeczy z pokoju. Prawdziwym klasykiem jest zabieranie grubych, białych ręczników łazienkowych prosto na plażę, skąd często już nie wracają. Do tego dochodzi masowe pakowanie do walizek minikosmetyków (często zabieranych codziennie, by obsługa dołożyła nowe), a w skrajnych przypadkach - ubywające z pokoju szlafroki czy nawet baterie z pilota.

Mówienie po polsku, ale dwa razy głośniej
Bariera językowa potrafi stwarzać problemy, ale niektórzy znaleźli na nią swój własny sposób. Zamiast użyć prostego angielskiego słowa, pokazać coś w telefonie czy po prostu wskazać palcem, turyści próbują dogadać się z obsługą w ojczystym języku. A gdy barman patrzy na nich z dezorientacją, schemat jest zawsze ten sam: powtarzają to samo zdanie, tylko dwa razy głośniej i bardzo wolno. Krzyk raczej nie sprawi, że Egipcjanin czy Grek nagle zrozumie polski bądź inny język, ale z boku wygląda to po prostu komicznie.
Postawa "ja płacę, ja wymagam" i traktowanie obsługi z góry
To chyba najbardziej przykre zachowanie na tej liście. Niektórzy wychodzą z założenia, że skoro zapłacili za wakacje kilka tysięcy złotych, mogą traktować pracowników hotelu jak osobistą służbę. Pstrykanie na kelnera, opryskliwe wydawanie poleceń czy brak zwykłego "dzień dobry" i "dziękuję" to przejaw zwykłego braku kultury. Do tego dochodzi nieustanne narzekanie, że piasek jest za gorący, basen za chłodny, a woda w morzu zbyt słona.
Skąd to się w nas bierze?
Większość tych zachowań nie wynika ze złej woli, lecz z poczucia, że na urlopie "wszystko wolno" i trzeba wykorzystać ofertę all inclusive do maksimum. Na szczęście z roku na rok jako turyści wypadamy coraz lepiej. Podróżujemy więcej, znamy języki i coraz częściej pamiętamy, że dobre maniery nie kończą się na lotnisku. Bo choć wakacje są od odpoczynku, kultura osobista urlopu nigdy nie bierze.











