Katarzyna Pruszkowska: Rozwój sztucznej inteligencji sprawił, że pojawiają się całkiem nowe zjawiska - nowe, choć od dawna obecne w mitach, religii i kulturze. Mam na myśli dążenie do nieśmiertelności, które, przy obecnym rozwoju technologii, przestaje być mrzonką. Rozmowę chciałabym więc zacząć od pytania: czym właściwie jest "cyfrowa nieśmiertelność"?
Ada Florentyna Pawlak: - Rzeczywiście, idea poszukiwania nieśmiertelności nie jest w naszej kulturze niczym nowym, jednak narzędzia cyfrowe, do których mamy dziś dostęp, oferują nam zupełnie inne metody jej osiągania. Nieśmiertelność nie pozostaje już w sferze religijnych opowieści lub historii rodzinnych, które z czasem bledną, bo ludzka pamięć jest zawodna; może za to stać się formą cyfrowej obecności, która ma realny wpływ na żyjących. Myśl, że biologiczna śmierć nie musi oznaczać całkowitego unicestwienia, szeroko propagował już Jeremy Bentham, angielski filozof i reformator, twórca koncepcji panoptykonu, czyli "więzienia idealnego". Na początku XIX wieku zauważył, że zmarli, nawet wiele lat po śmierci, mają zdolność oddziaływania na społeczeństwo - i w ten właśnie sposób zachowują "nieśmiertelność".
- Idea nieśmiertelności, określana współcześnie immortalizmem, jest istotna również dla zwolenników transhumanizmu, którzy postulują ciągłość osoby po biologicznej śmierci. Postczłowiek realizować ma się po prostu na innym niż ludzkie ciało substracie. Choć przez lata "wyekstrahowanie" tej warstwy było niemożliwe, rozwój cyfryzacji sprawił, że stało się to w pewnym sensie wykonalne, ponieważ każdego dnia pozostawiamy po sobie gęstą sieć śladów w postaci wiadomości, nagrań, zdjęć, historii wyszukiwania, odwiedzanych stron czy wyborów konsumenckich. Systemy platformowe, opierając się na tych śladach, tworzą wzorzec naszych zachowań - jakim językiem się posługujemy, co nas interesuje, co wybieramy, jak interpretujemy różne zjawiska. Następnie zebrane dane są analizowane, zapisywane i - co bardzo istotne - mogą być odtwarzane. W efekcie powstaje cyfrowy model, który generuje odpowiedzi bazując na historii i perspektywie osoby, której już fizycznie nie ma.
- Mówiąc więc o cyfrowej nieśmiertelności nie mamy na myśli przywracania życia biologicznego, ale możliwość kontynuacji obecności, a zatem - możliwości komunikacji i utrzymania relacji z symulacją kogoś, kto odszedł. Właśnie to uważam za najważniejszą konsekwencję powstania cyfrowego przemysłu pośmiertnego (Digital Afterlife Industry): śmierć przestaje być momentem zaniku relacji dla tych, którzy zostają i mają potrzebę kontaktu. Ona się zmienia, ale nie ustaje. Zaznaczmy, że cyfrowy model zmarłego nie jest tylko niezmienną reprezentacją przeszłości, bo ma możliwość zdobywania nowych informacji - zarówno z sieci, jak i od samego rozmówcy oraz ich przetwarzania, a więc może się dynamicznie zmieniać. Warto mieć świadomość, że procesy, o których mówię, stale się rozwijają - zaczynały się od tworzenia prostych reprezentacji zmarłych, ale z czasem mogą tworzyć bardzo rozwinięte modele poznawcze, z którymi można wchodzić w interakcje.

Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem - czyli wraz z rozwojem technologii mogłabym zadać agentowi, reprezentującemu mojego zmarłego dziadka, nie tylko pytania o przeszłość, ale i o zdanie na aktualne na temat tego, co dzieje się współcześnie?
- Dokładnie tak. Jedno z wielu badań, przeprowadzone na Uniwersytecie Stanforda, wykazało, że już w tej chwili możemy tworzyć cyfrowe profile osobowości, które zachowują się tak, jak ludzie będący ich "modelami". Badacze we współpracy z Google DeepMind, opracowali cyfrowe bliźniaki oparte na sztucznej inteligencji, zdolne do symulowania konkretnych osób z dokładnością sięgającą około 85 procent na podstawie dwugodzinnych wywiadów. Te wirtualne repliki, określane jako "cyfrowe sobowtóry", odtwarzają wzorce osobowości, moralności oraz podejmowania decyzji. Badacze najpierw przeprowadzili pogłębione wywiady psychologiczne z uczestnikami badania, spisali je i użyli do stworzenia cyfrowych agentów tych osób. Następnie stworzyli zestaw pytań o hipotetyczne sytuacje, które zadawali i uczestnikom, i ich cyfrowym reprezentacjom. Okazało, że odpowiedzi agentów były spójne z odpowiedziami żywych pierwowzorów. To pokazuje, że technologia, którą dysponujemy, już może tworzyć agentów, którzy posiadają pamięć biograficzną, narracyjną, są zdolni do refleksji, potrafią udzielać odpowiedzi spójnych z przeżyciami i doświadczeniami "modela". Niezbędny jest tylko materiał, z którego można korzystać przy rekonstruowaniu "cyfrowej obecności" zmarłego.
- Rynek usług określanych mianem cyfrowej nieśmiertelności nie tworzy jednak spójnego ekosystemu, lecz rozciąga się między trzema odmiennymi logikami: archiwizacją, w której pamięć zostaje utrwalona jako artefakt (jak w projekcie MemoirMaker.ai), symulacją, gdzie pamięć funkcjonuje jako proces konwersacyjny (analogicznie jak z towarzyszem AI takim jak np.Replika), oraz delegacją, w której tożsamość zostaje przekształcona w funkcję zdolną do działania po śmierci (najpełniej reprezentowaną przez Afterlife AI). Archiwizacja narracyjna polega na gromadzeniu wypowiedzi, wspomnień, nagrań, zapisów dokonanych przez konkretną osobę, a następnie tworzenie baz autobiograficznych, które umożliwią zachowanie dorobku zmarłego. Remediacja obrazu i ruchu oferuje "ożywianie" wspomnień, np. przez stworzenie ruchomego portretu na podstawie zdjęcia. W kontekście cyfrowej nieśmiertelności najbardziej interesujące wydają się jednak usługi bazujące na systemach nazywanych "deathbots", "ghostsbots" czy "digital afterlife", które umożliwiają stworzenie interaktywnego modelu, umożliwiającego rozmowę z reprezentacją nieżyjącej osoby.
- Takie systemy bazują na pozostawionych przez zmarłego danych, a także wykorzystują AI do odtwarzania jego wyglądu czy brzmienia głosu. Najprostsze oferują rozmowy w formie konwersacji z chatbotem czy postacią wygenerowaną na podstawie zdjęcia, jednak coraz prężniej rozwija się technologia imersji VR. Takie "interaktywne byty" wyglądają jak osoby zmarłe i dzięki zgromadzonym danym reagują jak one, mogą odwoływać się do wspomnień i przeżyć. A ponieważ wchodzą w interakcje z użytkownikiem, dowiadują się nowych rzeczy - takich, których ich "realne modele" nie wiedziały. Warto jednak pamiętać, bo wraz z rozwojem technologii awatary będą coraz doskonalsze, że one nie są rekonstrukcjami zmarłej osoby, ale jej śladów cyfrowych i wzorców dotyczących jej zachowania. To istotna różnica, bo z punktu widzenia psychologii emocji relacje nie zależą od tego, czy ktoś jest obok nas fizycznie, tylko od tego, jak wyglądają nasze interakcje. Jeśli "cyfrowa obecność" komunikuje się z nami tak, że nie zauważamy różnicy między nią, a zmarłym, nasz mózg będzie ją traktował po prostu jako "kontynuację" bliskiej osoby, a nie coś zupełnie odrębnego.
Ada Florentyna Pawlak: Kontakty z AI mogą obniżać poczucie samotności
Kilka razy wspomniała pani o gromadzeniu danych, szukaniu naszych śladów cyfrowych. Zakładam, że wiele z nich pochodzi z mediów społecznościowych, np. Facebooka, Instargama, Tik-Tok etc.
- Rzeczywiście tak jest. Platformy cyfrowe są doskonałym źródłem danych, ponieważ gromadzą ślady rzeczywistej aktywności użytkowników, a więc nie opierają się na deklaracjach. A platformy te rejestrują dosłownie każdą naszą aktywność - wiedzą, co kliknęliśmy i jak szybko; co pominęliśmy; w jakich sprawach się odzywaliśmy, a w jakich milczeliśmy; jak kształtowały się nasze poglądy w czasie; jak zaczynały i jak kończyły się nasze relacje. Z tego powodu nie można ich traktować jako tradycyjnie rozumianych archiwów. To środowisko życia, w którym miliony ludzi zmienia swoje wartości, sympatie, przyzwyczajenia. Na platformach nic nie znika, dlatego są idealną bazą danych do tworzenia cyfrowych kontynuacji osób. Nawet, jeśli wydaje nam się, że profile w social mediach są tylko kreacją, to zachowania, które śledzą algorytmy, naprawdę są w stanie wyłonić z ogromu danych nasze prawdziwe "ja".
- Samo wyszukiwanie danych to jednak nie wszystko; liczy się jeszcze to, co z nimi zrobimy, jak i gdzie je utrwalimy. Jako gatunek najpierw polegaliśmy na pamięci biologicznej, czyli na zdolnościach naszego mózgu do zapamiętywania, później na piśmie, fotografiach i nagraniach, wreszcie pamięci cyfrowej w postaci archiwów danych. Ta ewolucja form pamięci sprawiła, że z czasem nasza zdolność zachowywania obecności zmarłych rosła - od ustnych opowieści, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, do zdjęć, nagrań, wpisów, zachowanych na komputerze. Awatary zmarłych korzystają z kolejnego etapu rozwoju pamięci - nie traktujemy jej już jak prostego zbiór danych, ale jako relację, a więc pamięć dialogiczną. To znaczy: z pamiętnikiem babci lub zdjęciem dziadka nie można było porozmawiać, ale z awatarem - już tak.
Domyślam się, że rozmawiamy o rozwiązaniach, które już zainteresowały rynek i firmy, które zorientowały się, że na "cyfrowym życiu po śmierci" można zarobić?
- Oczywiście, pierwszy był startup Eterni.me, obiecujący stworzenie cyfrowego awatara, który będzie "żył wiecznie". Choć projekt nigdy nie osiągnął etapu technologicznej dojrzałości, był ważny, bo jego twórcy jako pierwsi zaoferowali możliwość osiągnięcia "cyfrowej nieśmiertelności" w formie usługi. Nieco później amerykański programista Jason Rohrer stworzył komercyjny projekt "December". Użytkownicy mogli tworzyć chatboty na podstawie danych językowych bliskich osób, zarówno żywych, jak i zmarłych, a potem prowadzić z nimi rozmowy. Chatbot nie odtwarzał starych wypowiedzi, tylko generował nowe. Pierwsze recenzje były ambiwalentne - jedni mówili, że narzędzie pomogło im się pożegnać, inni - że czuli dawną bliskość; pojawiły się też informacje o uzależnieniach od interakcji z systemem.
- Mniej więcej w tym samym czasie na rynku pojawiły się systemy skoncentrowane na archiwizacji narracyjnej, jak np. system HereAfterAI, który umożliwia nagranie opowieści o swoim życiu na podstawie wcześniej przygotowanych pytań - m.in. o dzieciństwo, związki, lęki, rozmaite życiowe decyzje, a następnie jej zarchiwizowanie. Celem jest to, by bliscy mogli potem zadać różne pytania, a system odtworzy im odpowiednie fragmenty nagrań. Jeszcze inny rodzaj usług oferuje MyHeritage, który pozwala na "ożywienie" obrazów, na przykład zdjęć, zachowując adekwatny wyraz twarzy, mikroruchy, gesty postaci. Taka fotografia przestaje być statycznym zapisem jakiegoś momentu z przeszłości, ale zaczyna przypominać fragment filmu. Wielu użytkowników opisuje moment pierwszego kontaktu z animowanym wizerunkiem przodka jako doświadczenie poruszające i niepokojące zarazem.
- W tej chwili najbardziej zaawansowaną oferowaną usługą są interaktywne awatary zdolne do prowadzenia dialogu w czasie rzeczywistym, opartego na wcześniej zdobytych danych. Takie awatary nie są tylko archiwami, lecz stają się coraz lepszymi symulatorami tożsamości. O tym, że rynek takich usług będzie się rozwijał, świadczy to, że jeszcze w 2020 roku Microsoft uzyskał patent "Creating a conversational chat bot of a specific person" - to pokazuje, że najwięksi technologiczni gracze już od dłuższego czasu dostrzegają potencjał w tworzeniu awatarów. Meta Platforms od końca 2025 roku posiada patenty obejmujące systemy modelowania osobowości na podstawie śladów cyfrowych, takich jak posty, reakcje, rytm języka, preferencje semantyczne. Te patenty można więc potraktować "deklarację trajektorii możliwego świata".
Czyli firm, które będą oferować podobne usługi będzie przybywać. A czy w takim razie dysponujemy już badaniami, które pokazują, jak kontakt z cyfrowymi reprezentacjami zmarłych wpływa na żywych?
- Tak, i generalnie pokazują, że użytkownicy najczęściej postrzegają taką "cyfrową obecność" jako kontynuację tożsamości zmarłego; nawet jeśli rozumieją jej sztuczny charakter. To pokazuje ważną w kontekście naszej rozmowy właściwość ludzkiego umysłu: fizyczna obecność nie jest konieczna aby kontynuować relację. Najważniejsze jest bowiem nie ciało, ale ciągłość wzorów psychologicznych, czyli to, czy "obecność" reaguje w dobrze nam znany, przewidywalny sposób, charakterystyczny dla bliskiej osoby. Jeśli tak, nasz układ nerwowy będzie się zachowywał dokładnie tak samo, jak podczas kontaktu z żywą osobą. Zresztą już samo korzystanie z technologii Deep Nostalgia, oferowanej przez MyHeritage, wywołuje podobne emocje, choć nie jest interaktywna językowo. Jednak badania neuronaukowe pokazują, że nawet najdrobniejsze mikroruchy mogą być przez nasz mózg interpretowane jako intencjonalne i wywoływać przywiązanie.

Przychodzi mi na myśl, że interakcje z awatarami w rodzaju deathbots mogą wpłynąć na przeżywanie żałoby. Pytanie tylko - jak?
- Rzeczywiście, w tej chwili jest to ważny temat. Z jednej strony awatary umożliwiają nam kontynuowanie relacji z obecnością zmarłego, ale z drugiej - mogą sprawić, że będziemy unikać tego, by żałobę w ogóle przeżyć lub też uzależnimy się od kontaktów z awatarem. Dawniej pożegnanie ze zmarłym miało charakter definitywny, a dziś, dzięki technologii, może być odraczane w nieskończoność. Można się domyślać, że dla części osób takie kontakty będą służyły stabilizowaniu krajobrazu psychologicznego i z czasem będą zmieniać swój charakter, a u innych osób dojdzie do zatarcia się granicy między pamięcią o zmarłym, a interakcją z awatarem. Wśród specjalistów mówi się o trzech możliwych scenariuszach kontaktów z awatarami w czasie trwania żałoby.
- Pierwszy, czyli "integracja" zakłada, że osoba po stracie traktuje system jako narzędzie narracyjne, pomocne w uporządkowaniu wspomnień, i z czasem będzie z niego korzystać coraz mniej. Drugi, czyli "przedłużona zależność", polega na tym, że między awatarem a użytkownikiem pojawia się substytut relacji, co utrudnia przeżycie i domknięcie żałoby, m.in. poprzez utrzymywanie "relacji" w takim półotwartym stanie. Poza tym technologie mogą uznać samą żałobę i towarzyszące jej emocje za "problem techniczny", który AI musi "rozwiązać" i tak kierować rozmową, że działanie naszych naturalnych mechanizmów psychologicznych i społecznych służących do przeżycia żałoby zostanie zaburzone. Warto pamiętać, że choć awatary są oparte na danych, to w kontaktach z nimi istnieje pewien element nieprzewidywalności. Czyli - mogą pojawić się słowa, których zmarły nigdy by nie powiedział, a to z kolei sprawi, że iluzja ciągłości kontaktu może pęknąć. Uświadamiamy sobie, że ta "relacja" była tylko naszą projekcją, a nie rzeczywistą kontynuacją. Jednak to może mieć różne skutki - dla jednych ta świadomość może mieć charakter terapeutyczny, a w innych - wywołać traumę. Trzecim scenariuszem jest "reakcja obronna", która sprawia, że całkowicie odrzucamy korzystanie z awatarów.
- Technologie oferują nam nowe formy pocieszenia, jednak niosą ze sobą również i ryzyko - np. przedłużanie się żałoby, rozpad starych rytuałów związanych ze śmiercią i żałobą, manipulowanie pamięcią. Mogą także doprowadzić do pojawienia się "żałoby niesamowitości".
To brzmi dość tajemniczo.
- Jednak samo zjawisko jest dość logiczne, bo polega na powstawaniu napięcia między poziomem poznawczym, który informuje nas, że mamy do czynienia z awatarem, a emocjonalnym - na którym naprawdę czujemy, że "to jednak ona/on". Słyszymy głos tej osoby, widzimy jej mimikę, wiemy, że wspomnienia, do których się odwołuje, są prawdziwe. Jednak nasza "racjonalna" część podpowiada nam, że to tylko ciąg cyfr. Właśnie ta rozbieżność prowadzi do uruchomienia się mechanizmu "niesamowitości" - mamy do czynienia z czymś, co jest do nas wystarczająco podobne, żeby wejść z tym w relację, ale jednocześnie tak odmienne, że może wywoływać w nas niepokój. Niektóre osoby mogą w związku z tym doświadczać ulgi, związanej z kontynuacją więzi, a u innych pojawi się poczucie nieadekwatności tego, co się przeżywają czy nawet dezorientacja - bo nie wiadomo, na jakimś właściwie etapie jest nasza żałoba i czy w ogóle zaczęliśmy ją przeżywać.
- Myślę również, że awatary będą wpływały nie tylko na sposób, w jaki przeżywamy żałobę, ale także i na wszelkie rytuały związane z odchodzeniem. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że zamiast nagrobków i mszy będą organizowane spotkania a'la wystawy dorobku życia, na których pojawiać się będą awatary zmarłych. Albo cykliczne spotkania mające na celu upamiętnienie zmarłego, na których będzie można porozmawiać z awatarem o tym, co aktualnie przeżywamy. Co ważne, takie nowe rytuały będą musiały uwzględniać integralność emocjonalną uczestników - bo klasyczne rytuały okołopogrzebowe służyły pożegnaniom i to był ich ważny cel. Nowe mogą przedłużać wrażenie obecności, blokując proces akceptacji utraty. Dlatego sądzę, że najwyższa pora, żebyśmy zajęli się wprowadzaniem regulacji, które wprowadzą zasady bezpiecznego i etycznego korzystania z AI. Nie mówię, że to najlepszy czas, bo mam wrażenie, że już i tak go przespaliśmy, podobnie, jak było z uregulowaniem korzystania z social mediów.

Jakie widzi pani zagrożenia, jeśli takie regulacje nie powstaną?
- Obawiam się, że czeka nas wtedy "toksyczna nieśmiertelność", a więc sytuacja, w której obietnica wiecznej obecności stanie się mechanizmem samoudręczenia. Przez tysiące lat żałoba wiązała się z ciszą, której zadaniem było zrobienie miejsca do tego, byśmy uświadomili sobie stratę i ją przeżyli. A obecnie technologia oferuje nam coś, czego nie było w planach ewolucji - relację, która nigdy się nie kończy. Już nie jest tak, że ktoś albo jest, albo go nie ma - nagle może "być i nie być" jednocześnie. Nasze ciała, emocje, różne neuroprzekaźniki reagują tak, jakby ta relacja nadal trwała, co może prowadzić do wielu negatywnych skutków - o niektórych już wspomniałam.
- Z drugiej strony pojawia się pytanie: kto ma decydować o tym, czy po śmierci stanę się awatarem i jak będę wykorzystywana? Takich wątpliwości rodzi się wiele, dlatego coraz częściej mówi się o tzw. "testamencie cyfrowym", który miałby określać to, czy ma powstać nasz awatar, a w oparciu o jakie dane i ślady cyfrowe, i jak ma być później wykorzystywany. Jestem zdania, że tworzenie cyfrowych "obecności" powinno być możliwe wyłącznie wtedy, kiedy ktoś zgodził się na to przed śmiercią. Nie na podstawie domniemań, nie dlatego, że tak chcą bliscy. Uważam nawet, że taki testament i możliwość niewyrażenia zgody na korzystanie ze śladów cyfrowych jest koniecznym rozszerzeniem praw człowieka.
- Z badań, które prowadzi się nad cyfrową nieśmiertelnością wynika, że mamy trzy konkurujące ze sobą formy "suwerenności", kluczowe w kontekście takiego testamentu. Suwerenność osobistą, opartą na autonomii jednostki, relacyjną, opartą na więziach rodzinnych i infrastrukturalną, opartą na kontroli technologicznej. Teoretycznie kierując się każdą można rościć sobie prawo do decydowania o losie "cyfrowej osoby". Szczególne zagrożenie widzę w działalności firm technologicznych, które często są właścicielami naszych danych i mogą z nimi robić to, co tylko im się podoba. Uważam, że powinno się uregulować te kwestie i wprowadzić raczej termin "powierników" danych, co w pewien sposób może zabezpieczyć nas i nasze rodziny. Warto o nich pamiętać, bo przecież nasze awatary będą miały wpływ na naszych bliskich, a więc są oni "interesariuszami egzystencjalnymi". Podobnych etyczno-prawnych wątpliwości jest wiele, dlatego powstają już pewne rozwiązania technologiczne. Na przykład system "Beyond Life", który umożliwia stworzenie cyfrowego testamentu. Projekt ten reprezentuje nową kategorię technologii: technologie suwerenności pośmiertnej.
Czy tworzenie awatarów osób zmarłych jest w ogóle legalne i podlega jakimś regulacjom?
- 2 sierpnia b.r. w całej Unii Europejskiej zacznie obowiązywać wymóg oznaczania odpowiedniego oznaczania wszystkich treści generowanych przez AI, w tym awatarów osób zmarłych - bo nie istnieje w Europie prawo, które zakazywałoby ich tworzenia.

Wyobrażam sobie, że reguły tworzenia awatarów staną się szczególnie istotne dla osób publicznych, bo ich cyfrowe wersje mogłyby zostać użyte np. do reklamy, "wystąpić" w filmie, "zaśpiewać" na nowej płycie. A ktoś na tej ich działalności - zarobić. I zakładam, wcale nie musieliby to być ich spadkobiercy.
- Tak, to zupełnie realne scenariusze, sama mam szereg objaw związanych z deformacją tożsamości zmarłego przez awatary. Dlatego uważam, że ograniczenia ich autonomii po to, by zapobiec generowaniu treści mogących godzić w dobre imię zmarłego, są absolutnie konieczne. W przypadku tzw. ekonomii nieśmiertelności mamy do czynienia z interakcją między technologią a prawami rynku; jeśli awatary staną się produktami, to my - żywe osoby, a później nasze dane i ślady cyfrowe, staną się po prostu surowcami, które trzeba pozyskać, żeby zarobić. Pani wymieniła tylko kilka sposobów, które mogą służyć Digital Afterlife Industry do zarabiania pieniędzy, ale możliwości jest dużo więcej. Nie ma się co oszukiwać, że wszystkie będą etyczne i z poszanowaniem godności zmarłego. Dlatego dobrym rozwiązaniem wydaje się oddzielenie systemów, które służą zachowaniu pamięci, od tych, które mogą być wykorzystywane komercyjnie. Porównałabym to do zakazu komercjalizacji narządów, których nie można kupować, a jedynie pozyskiwać w ramach dobrowolnej donacji.
- Zdaję sobie sprawę, że część rzeczy, o których rozmawiamy, może kojarzyć się z opowieściami typu science fiction, ale to rzeczywistość, która już jest i której skutki mogą dotknąć każdego z nas. Na przykład użycie deepfake'ów w reklamach z udziałem osób zmarłych można uznać za formę manipulacji, ponieważ może ono zwiększać percepcyjną wiarygodność przekazu poprzez znane mechanizmy poznawcze, takie jak efekt autorytetu, łatwość przetwarzania oraz heurystyki oparte na rozpoznawalności. Mechanizm ten wpisuje się w szerszą zasadę ekonomizacji poznania, zgodnie z którą umysł dąży do minimalizowania wysiłku przetwarzania informacji, chętniej opierając się na szybkich, intuicyjnych skrótach niż na pogłębionej analizie. W rezultacie odbiorcy mogą być mniej skłonni do krytycznej analizy treści i bardziej podatni na przypisywanie prezentowanych wypowiedzi rzeczywistym poglądom danej osoby, mimo braku możliwości ich weryfikacji.
- Czyli postać coś powie, a my nie dość, że nie wiemy, czy rzeczywiście za życia mała takie poglądy, to jeszcze, z powodu uśpionej czujności, możemy po prostu uznać, że skoro "postać" tak mówi, to tak było. Jednym ze sposobów, jak można zapobiegać takim sytuacjom, jest pełna transparentność, czyli informowanie, że jakiś produkt czy usługa zostały stworzone z wykorzystaniem systemów sztucznej inteligencji. To ułatwi widzom czy użytkownikom odróżnienie tego, co rzeczywiste, od symulacji. Oczywiście samo to nie zapobiegnie wszystkim nadużyciom, bo wielu ludzi potrafi rozpoznać treści stworzone przez AI, np. na Facebook-u, ale i tak angażuje się w ich komentowanie czy udostępnianie. Jednak od czegoś trzeba zacząć, żeby pewnego dnia nie musieć przyznać, że czas na wprowadzanie regulacji minął i rynku nie da się już sensownie uporządkować.
dr Ada Florentyna Pawlak - antropolożka technologii, prawniczka i historyczka sztuki. Specjalizuje się w obszarze społecznych implikacji sztucznej inteligencji. Wykładowczyni akademicka (Psychologia i Informatyka, Uniwersytet SWPS; Trendwatching&Future Studies AGH; Współpraca człowieka z maszyną, Business Process Automation WZ UŁ; Business AI w Akademii im. Leona Koźmińskiego w Warszawie). Prowadzi autorskie zajęcia dotyczące sztucznej empatii i emocjonalnych relacji z AI ("Miłość i przyjaźń w czasach AI" USWPS). Kierowniczka merytoryczna studiów podyplomowych "Sztuczna inteligencja w biznesie" Collegium Da Vinci. Badaczka w Centrum Badań nad Sztuczną Inteligencją i Cyberkomunikacją UŁ. Członkini założycielka Polskiego Stowarzyszenia Transhumanistycznego. Publikowała w Springer, Routledge, Tekstach Drugich.










