Spis treści:
- Kapusta
- Państwa-miasta na podwórku
- Gra w nóż
- Murzyn
- Podchody
- Każde podwórko miało swoje zabawy
Współczesna młodzież z książek do historii często wynosi obraz szarego, smutnego PRL-u, dlatego kontakt z pamiątkami z tamtego okresu potrafi ich zaskoczyć barwnością zabawek i kreatywnością gier wymyślanych przez ich dziadków na podwórkach. W co bawiły się dzieci w PRL-u? Oto pięć zapomnianych gier.
Kapusta
Gra, która wymaga jedynie kilku położonych w stosunkowo niedużej odległości drzew. Musi być ich o jedno mniej niż graczy. Dzieci wybierają swój pień, a jedno pozostaje na środku (wybierane oczywiście w drodze losowania lub wyliczanki typu: "ene due rabe", czy "wpadła bomba do piwnicy").
Gracz stojący na środku wykrzykuje słowo "kapusta", wówczas wszyscy stojący przy drzewach muszą zmienić miejsce. Gracz ze środka pędzi w stronę najbliższego pnia. Gdy wszystkie drzewa są zajęte, a na środku pozostaje największy maruder, gra rozpoczyna się od nowa.

Państwa-miasta na podwórku
Patykiem na ziemi lub kredą przed blokiem dzieci rysowały duży okrąg, który dzieliły na równe części w zależności od liczby graczy. Każde dziecko wybierało nazwę państwa. Następnie w drodze losowania lub wyliczanki wybierano pierwszego gracza, który dostawał do ręki piłkę. Stojąc na środku koła, podrzucał piłkę w górę i wykrzykiwał nazwę państwa.
Osoba, która wybrała wywołany kraj, musiała złapać piłkę, nim ta dotknęła ziemi, a pozostali gracze uciekali od niej jak najdalej. W chwili schwytania piłki gracz wykrzykiwał: "stop" i wszyscy musieli zatrzymać się w miejscu. Następnie gracz z piłką wybierał osobę, której terytorium chciał najechać (najczęściej będącą najbliżej niego), taka osoba musiała stanąć w rozkroku, a gracz z piłką trafić między jej nogi. Jeśli mu się to udało, wracali do koła, gracz z piłką brał patyk (kredę), stawał na granicy swojego terytorium w kole, pochylał się i kreślił linie na terenie najechanego państwa, od tej pory były to jego ziemie zdobyczne.
Według zasad podczas rysowania nie można było zginać kolan. Jeśli nie udało się trafić piłką między nogi, najazd się nie powiódł. Gra w państwa-miasta (choć miast tutaj nie było) to bardziej zaawansowana wersja gry, którą wielu znało jako "hali hali" lub "beczka".

Gra w nóż
Zabawa, w którą bawili się nastolatkowie, a która współczesnym rodzicom nie mieści się w głowie (a na pewno nie mieściła się mojej mamie, choć sama w swoim dzieciństwie była jej mistrzynią). Gra polegała na wyrzucaniu noża z różnych części ciała w taki sposób, aby podczas upadku wbił się w ziemię. Zaczynano od rąk, kolejne były łokcie, ramiona a na końcu głowa. Gracz mógł tak długo kontynuować wyrzuty, jak długo nóż wbijał się ostrzem w ziemię. Jeśli upadł w inny sposób następowała "skucha" (zwana też "skuciem się") i kolejka przechodziła na następną osobę.
Murzyn
Opis tej gry może wzbudzić wiele kontrowersji i to nie ze względu na niepoprawną politycznie nazwę, ale ze względu na zasady, bo w różnych częściach kraju pod tą nazwą kryły się zupełnie inne gry. Dziś ograniczę się do tej, którą poznałam z opowieści moich rodziców. Dzieci kładły się w okręgu z nogami zwróconymi do środka. W okręgu stawał "murzyn", który rzucał piłką w leżących graczy, a ich zadaniem było dobić piłkę nogami. Jeśli balon trafił ich w miejsce inne niż stopy, zastępowali gracza na środku.

Podchody
W zasadzie podchody nie powinny się znaleźć na "liście zapomnianych gier z PRL-u", bo bawiły się w nią całe pokolenia już po upadku komunizmu, a ostatnio idąc przez krakowskie osiedle, odkryłam znaki na chodniku wskazujące, że gra po dziś dzień ma swoich zwolenników. Umieszczam ją jednak w tym zestawieniu, bo co do jej ogólnopolskiego zasięgu nie ma najmniejszych wątpliwości. Zwłaszcza, że grę popularyzowało harcerstwo. Zabawa była tak popularna, że urządzano nawet międzyszkolne zawody w podchodach.
W grze brały udział dwie drużyny. Jedna miała za zadanie znaleźć kryjówkę i pozostawić wskazówki do niej prowadzące. Druga drużyna miała odnaleźć mniej lub bardziej ukryte wskazówki i po śladach dotrzeć do ukrywających się.

Każde podwórko miało swoje zabawy
Wymienione tutaj gry to tylko kilka spośród wielu. W poszczególnych rejonach Polski mogły nosić różne nazwy, w innych nie występowały w ogóle, bo - jak zauważają historycy zajmując się tematem - zabawy często był produktem dziecięcej wyobraźni, a ich zasięg terytorialny ograniczał się do jednego podwórka. To, w co grano na jednym osiedlu czy w jednej wsi, mogło nie istnieć w żadnym innym miejscu na świecie, albo funkcjonowało na nieco innych zasadach. A wy, w co bawiliście się w dzieciństwie?
Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.













