Narodził się w czasie covidowych lockdownów. Zamknięte salony fryzjerskie zmusiły wiele kobiet do zaprzestania koloryzacji. Wiele z nich, widząc swoje naturalne włosy po miesiącach odrostów, odkryło, że podoba im się ten wygląd i postanowiło nie wracać do farbowania. Szybko też powstały tysiące grup i profili na Instagramie i TikToku (często z hashtagami typu #silversisters, #greyhairmovement, #goinggrey), gdzie wspólnymi siłami wykuto nową definicję atrakcyjności, w której srebrne, białe czy szare włosy są postrzegane jako stylowe, eleganckie i świadczące o pewności siebie.
Coś więcej niż moda
Dziennikarze zajmujący się tym tematem często podkreślają, że ruch ten to coś więcej niż moda. To forma emancypacji od sztywnych kanonów piękna. Ten sprzeciw wobec kultu wiecznej młodości wsparły też znane osoby, takie jak aktorki Andie MacDowell, Jane Fonda, Sarah Jessica Parker.
Dla wielu osób przejście na naturalny kolor jest aktem wyzwolenia z "dyktatu farbowania". Zdejmuje z nich obowiązek regularnych wizyt u fryzjera, oszczędza czas i pieniądze oraz eliminuje konieczność ciągłego poprawiania swojego wyglądu i dopasowywania się do oczekiwań społeczeństwa.
Po siwej stronie mocy
Co ciekawe, do ruchu GHM dołączają kobiety, które nie mogą się jeszcze pochwalić własną, naturalną siwizną. Dominika, 44-latka z Warszawy, która prowadzi własny biznes, na "przejście na siwą stronę mocy" zdecydowała się, gdy tylko zobaczyła pierwszy siwy włos.

- A po co z tym czekać? Żeby za jakiś czas miesiącami schodzić z koloru? - mówi nam.
- Wiem, że ideą "silver sisters" jest zaprzestanie farbowania włosów, ale ja poszłam pod prąd trochę i w pewnym momencie zaczęłam się "robić" na siwo. A w międzyczasie, pod farbą, siwieję sobie we własnym tempie - uśmiecha się.
- W końcu najważniejsze jest, by nosić swoją siwiznę dumnie. Gdy pierwszy raz zrobiłam sobie pełną siwiznę, wielu moich znajomych było bardzo zaskoczonych. Co ciekawe - moi kumple, mąż, współpracownicy okazali się bardzo wspierający i bardzo chwalili ten wybór. Koleżanki i kuzynki - tu gorzej.
- Bardzo dużo mówi się o presji patriarchatu, ale może powinnyśmy się zastanowić, jak my kobiety potrafimy czasem tę presję wspierać i powielać. Oceniające spojrzenia, krzywe uśmieszki i plotkowanie za plecami - z tym spotkałam się wyłącznie ze strony kobiet. Szczęśliwie nie wszystkich, bardzo dużo wsparcia dało mi oglądanie rolek na TikToku, gdzie dziewczyny proponowały pozytywny, terapeutyczny przekaz na temat decyzji o kolorowaniu włosów na siwo - mówi.
Nigdy więcej brązu
Proces "przejścia" w siwiznę, o którym wspomniała na początku Dominika, bywa wyzwaniem - wymaga cierpliwości podczas zapuszczania naturalnego koloru, bo w jego trakcie zawsze pojawia się moment, w którym włosy są dwukolorowe. Uczestniczki ruchu GHM podkreślają jednak, że po zakończeniu tego procesu czują się znacznie bardziej komfortowo ze swoim naturalnym, siwym kolorem. Bardziej sobą.

- Wiesz, jak to jest w naszym wieku, człowiek już nic nie musi, a wszystko może. Dlatego pewnego popołudnia zadecydowałyśmy z dziewczynami: żadnego więcej "czekoladowego brązu" czy "naturalnego blondu", co to z naturą wspólnego miał tyle, co ja z lotami w kosmos. Umawiamy się - wszystkie przechodzimy na siwiznę! - opowiada nam roześmiana pani Lucyna.
- Ale wiesz, jak to jest... życie weryfikuje wszystko. Najpierw odpadła Jadzia. Najszybciej. Nie wytrzymała ciśnienia, jak ją wnuki zapytały, czy jest chora, bo taka poszarzała. Poleciała do salonu, wróciła do rudego i teraz udaje, że nigdy żadnej umowy nie było. Potem wykruszyła się Hania. Ona miała najgorzej, bo to jej siwienie przebiegało tak falami - tu trochę białego, tam jeszcze czarny, no, wyglądała, jakby jej ktoś szczotkę do farby upuścił na głowę - śmieje się Lucyna.
- Na placu boju zostałyśmy trzy: ja, Marysia i Krysia. Powiem ci, że łatwo nie było. Ludzie w autobusie patrzyli na nas, jakbyśmy albo wracały z jakiejś awangardowej imprezy, albo właśnie przechodziły kryzys wieku średniego w wieku emerytalnym.
- Ale warto było! Teraz mamy takie piękne, równe, srebrzyste czupryny. Wyglądamy jak prawdziwe królowe śniegu, tylko w wersji bardziej rozgadanej. Nigdy w życiu nie czułam się tak lekko. Zero odrostów, zero stresu, czy mi już siwe wychodzi, czy nie - po prostu siwe mam i jestem z tego dumna jak paw! Albo raczej jak łabędź! - kończy nasza bohaterka.
Choć decyzja o odstawieniu farby zapada w naszej głowie, to jej realizacja często zależy od tego, kogo mamy wokół siebie. Ruch na rzecz siwych włosów to nie tylko moda, ale przede wszystkim dowód na to, jak wielkie znaczenie ma wsparcie innych kobiet. Okazuje się, że naturalność to nie tylko brak farby, to przede wszystkim wolność, którą najłatwiej odkrywa się w dobrym towarzystwie.










