Przeglądając stronę, czytając komentarze pod facebookowym wpisem, a nawet zakładając "na chwilę" konto w jakiejś aplikacji - każdego dnia zostawiamy po sobie cyfrowe ślady, "tropy" składające się na obraz naszej obecności w wirtualnym świecie. Od momentu połączenia się z internetem trwa walka o uwagę, dopasowanie reklam pod nasz stan psychiczny, potrzeby, marzenia i sytuację życiową. Jesteśmy niezbędnym "produktem" dla social mediów, źródłem wiedzy dla AI i celem dla hakerów i oszustów. Jak się odnaleźć w przytłaczającym świecie mediów społecznościowych i jak korzystać z nich mądrze i bezpiecznie? Jak często należy "odgruzowywać" nasz wirtualny kąt?
Artur Roguski, psycholog o specjalizacji media i reklama, autor książki "Zrozumieć social media", dziennikarz i gospodarz podcastu "Zalogowani", proponuje zacząć od zdania sobie sprawy z tego, jak duże zagrożenia czyhają na nas w tej tylko z pozoru bezpiecznej przestrzeni. Bo to pierwszy krok do bycia świadomym i bezpiecznym użytkownikiem uwielbianych przez nas social-mediów.

Olga Klamecka, Interia: Technologia się rozwija, znaczenie social mediów rośnie, nie tylko dla tych, którzy na nich zarabiają. Czy dziś "nie ma życia" bez social mediów? Jak wiele omija tych, którzy ich nie używają?
Artur Roguski: Tu jest kilka aspektów, wiele rzeczy na to wpływa. Są ludzie, których zawody wręcz wymagają używania social mediów, np. różne biznesy, marketing. Poza tym pod social media podłączone są komunikatory, z których korzystamy chętniej. Wysyłanie linków, zdjęć, postów jest łatwiejsze z podpiętymi SM. Trudno jest również być "rodzynkiem" nie korzystającym z mediów społecznościowych. Jako psycholog mediów mogę dodać, że podczas pandemii media społecznościowe pomagały nam jako źródło informacji oraz dawały poczucie bezpieczeństwa, przynależności. Gdy jesteśmy od tego odcięci, mamy poczucie, że omija nas coś ważnego. Media społecznościowe działają jak miecz obosieczny: mogą dać wiele dobrego, ale też mogą wyrządzić wiele krzywdy.
Dawniej mieliśmy poranny przegląd prasy, lokalne wiadomości, telewizję, radio. To kształtowało nam ogląd na rzeczywistość. Dziś przeglądamy media społecznościowe, w których nie decydujemy samodzielnie, co tak naprawdę nas interesuje. Czy SM nie narzucają nam światopoglądu?
- Nie zgodzę się z tym. To właśnie dawniej mieliśmy bardziej narzucony sposób myślenia. Gate-keeperzy dyktowali nam to, co ma nas interesować w mediach, "przesiewali" to, co według nich było warte nagłośnienia. Dziś w internecie każdy ma głos, możemy dotrzeć do mało popularnych opinii, wyrobić sobie zdanie na podstawie wielu punktów widzenia. Oczywiście minusem tego demokratycznego podejścia jest to, że do stołu w podcastach i studiach siadają osoby, które mogą szkodzić poprzez swój kontrowersyjny sposób myślenia.
Zatem w całości na nas spada całe filtrowanie informacji i odpowiedzialność za to, co do nas trafia, a co należy omijać?
- Tak. Musimy wyrobić sobie krytyczne myślenie. Ostatnio trafiłem na badania, że dzieci, które nadużywają telefonu na początkowym etapie edukacji, mają potem znacznie gorsze wyniki w nauce. Budowanie świadomości tego, jak wpływają na nas SM i jakie konsekwencje mogą potem nas dotyczyć, również spada na nas. Uważam, że to dorośli najbardziej potrzebują edukacji w tej sprawie, nie tylko dzieci. Praca ciężka, wychowanie dziecka, remont, wakacje, opieka nad rodzicami - problem wyzwania funkcjonowania w internecie spada na dalsze miejsce. A to poważne wyzwanie.
- Po paru miesiącach od wprowadzenia zakazu korzystania przez dzieci do 16 roku życia z mediów społecznościowych (wprowadzony w Australii w grudniu 2025 - przyp. red.), póki co pozytywnych rezultatów brak, pojawiają się doniesienia, że dzieciaki trafiają do dark-netu. Zobaczymy jak będzie dalej.

Digital decluttering, czyli czyszczenie swoich mediów społecznościowych z nieaktualnych i niezgodnych już z nami wpisów, zdjęć - czy warto to robić? Jak często?
- Declutter to nie tylko czyszczenie nieaktualnych rzeczy na profilach SM, to także porządek na dysku twardym czy w albumie zdjęć w telefonie. Dawniej nie zrobiło się kolejnego zdjęcia, póki nie wyczyściło się pamięci. Nie zainstalowało się nowej gry, póki nie odinstalowało się kilku innych rzeczy. Byliśmy w pewien sposób "przymuszani" do pilnowania tego porządku. Teraz Google oferuje prawie nieograniczone miejsce w chmurze, pamięć telefonów nowej generacji jest bardzo duża i nie musimy się martwić, że w którymś momencie jej zabraknie. To wszystko oduczyło nas declutteringu.
- Po co mamy to robić? Takie odgruzowywanie należy do zadań utrzymujących dopaminę na odpowiednim poziomie. Podobnie jak każde inne małe zadania, które wykonujemy jako codzienną rutynę. Zyskujemy też dzięki temu większe poczuci kontroli nad własnym życiem. To przypomina nam też, co robiliśmy, gdzie byliśmy. Budujemy w ten sposób świadomość tego, z czego korzystamy, po co, jak często. Róbmy to na bieżąco. Nie raz na miesiąc, na kwartał. Skorzystaliśmy z aplikacji tylko dla zniżki i wiemy, że już jej nie użyjemy? Odinstalujmy ją od razu. To jak z porządkiem w kuchni - od razu po posiłku.
Czym jest cyfrowy ślad? To nie tylko wpisy i zdjęcia, które sami opublikowaliśmy. Powinniśmy też uważać na na to, co "lubimy"?
- Ślad cyfrowy to absolutnie każda czynność, którą wykonujemy w internecie. To też nasza lokalizacja - systemy reklamowe Mety czy Google śledzą naszą lokalizację, tj. na jakich stronach jesteśmy, jak długo je przeglądamy, co czytamy. Nie musimy klikać w post, lubić go. Możemy nie wykonywać żadnej aktywności, a dla algorytmu samo to, że czytało się post przez minutę, oznacza, że to jest treść, która się podobała. Od momentu łączenia z internetem, wszystko, co robimy, zostawia nasz ślad cyfrowy. On nie znika ot tak.
- W świecie polityki archiwalne wpisy wyciągane są bardzo często, bo okazuje się, że w ciągu paru lat dany polityk zmienił całkowicie swoje poglądy. Podczas rozwodów, rozstań, partnerzy lubią wyciągać "dowody" z mediów społecznościowych. Zdjęcie z koleżanką opublikowane podczas trwania małżeństwa, fotka z baru jako dowód na alkoholizm, nawet polubienie zdjęcia aktorki filmów dla dorosłych - to wszystko może być użyte na sali sądowej jako dowody na zdradę.
Coraz częściej słyszy się o tym, że na pewnym etapie rekrutacji do nowej pracy, kandydaci są "prześwietlani" w wirtualnym świecie, badany jest ich cały cyfrowy ślad. Czy tak jest w Polsce?
- Tak. Szukałem pracy przez ostatnie miesiące, byłem prześwietlany na prawo i lewo. Niektóre zlecenia mogłem nawet utracić przez jakieś moje wpisy. Czasami warto "ugryźć się w Enter". Często publikujemy coś z intencją, żeby dostać atencję, dużo lajków. A to przykrywa nam ewentualne późniejsze konsekwencje.
Wielu millenialsów stosuje metodę bardziej statycznego korzystania z mediów społecznościowych: mają konta, często prywatne, ale nie publikują nic, nie komentują, nie "lubią", za to obserwują, czytają. Czy to dobra metoda?
- To, że siedzimy "cicho" nie znaczy, że nie zostawiamy śladu, tak jak powiedziałem wcześniej. Znalezienie złotego środka zależeć będzie od wielu czynników. Są osoby, które publikują o wiele za dużo, na przykład niektórzy polscy politycy, ale są też osoby wartościowe, które publikują wręcz za mało, bo nie dzielą się cennymi przemyśleniami.
- Warto postawić na krytyczne myślenie - to, w jakiej sytuacji życiowej się znajdujemy, czego oczekujemy, jakie mamy cele - gdy to ustalimy, łatwo będzie ustalić drogę, która będzie dla nas najlepsza w korzystaniu z mediów społecznościowych. Czy to będzie niska, czy wysoka aktywność.

Coraz więcej problematycznych zjawisk psychologicznych skorelowanych jest z używaniem mediów społecznościowych: FOMO, szum informacyjny, przeciążenie informacyjne. O ile skupiamy się na problemie uzależniania od SM, te problemy nie dostają dostatecznej uwagi, a algorytmy szybko i bardzo żywo reagują na nasz stan psychiczny, często pogłębiając kiepskie samopoczucie. Jak sobie z tym radzić?
- Samokrytyką, odsunięciem się i wygaszeniem emocji. SM żywią się naszymi emocjami. Pod ich wpływem jesteśmy w stanie zrobić wiele głupich rzeczy, np. zostawić bardzo znaczące ślady cyfrowe, mogące mocno wpłynąć na nasze życie. Meta i inni odeszli już dawno od "pomocy ludziom", oni chcą nam dawać jak najlepiej dopasowane reklamy i tylko na tym im zależy.
- Świadomość mimo wszystko rośnie. Papierosy, alkohol - dawniej były przecież reklamowane jako nieszkodliwe, modne. Odchodzimy od tego, bo wiemy, z jakimi konsekwencjami wiąże się ich używanie. Musimy dotrzeć do tego wniosku także w świadomości działania internetu. On drenuje nasz czas, zasoby, wiedzę. Prawdopodobnie duża część z nas niebawem będzie się buntować przeciwko temu, tak jak przeciwko papierosom czy piciu alkoholu.
- Nasze mózgi nie są przyzwyczajone do takiej ilości osób, obrazków, informacji. One też będą się bronić przed tym, co wywołuje w nas stres i negatywne emocje. Przeładowanie informacjami spowoduje "ucieczkę". Nic nie wygra ze starym systemem, który mamy wgrany od tysięcy lat, czyli z naszym DNA.
- Od jakichś dwóch lat Instagram i Facebook mają już spory problem, bo użytkownicy mniej chętnie publikują treści. Wyleczyliśmy się z tego "american dream", że zostaniemy influencerami, będziemy sławni. To bardzo pozytywne sygnały. Wiele uzależnień traci na popularności, gdy społeczeństwo zaczyna sobie zdawać sprawę z ich negatywnego wpływu - myślę, że podobnie będzie z uzależnieniem od SM.
Uciekamy od publikacji na Instagramie czy Facebooku, ale w tym samym czasie coraz bliżej nam do AI - ludzie biorą z nimi śluby, romansują, traktują jak terapeutę.
- Sztuczna inteligencja już od dekady decyduje, co widzimy w SM. Ze strony big-techów jesteśmy sterowani przez sztuczną inteligencję od bardzo dawna. Pierwszy hitowy serial Netflixa "House of Cards" został wymyślony na podstawie analizy tego, co ludzie wcześniej oglądali na platformie - analizy przeprowadzonej przez AI.
- Te nowe możliwości sztucznej inteligencji, jak zawsze w przypadku nowej technologii, są najpierw czarujące - zachwycamy się nimi, bo to nowość, które daje nowe możliwości. Z czasem, kiedy skończymy się nimi "bawić", korzystamy z nich bardziej użytkowo. Tak było z pierwszymi samochodami, komputerami i telefonami. Przy AI też tak było - najpierw generowaliśmy obrazy na potęgę. To już minęło. Teraz AI z nami "rozmawia", ale to jedna z najniebezpieczniejszych technologii wymyślonych przez człowieka. W świecie, w którym jesteśmy przebodźcowani, boimy się odrzucenia, konkurencji o pozycję, zarobki, bycie najpiękniejszym - AI może być uzależniającą ucieczką.
- Nie wykluczam sytuacji, że za jakiś czas AI będzie na tyle empatyczne i mądre, by prowadzić skuteczne terapie, ale póki co na pewno nie jest.

Jak bardzo niebezpieczne jest powierzanie czatowi tak intymnych wątków z naszego życia?
- Rząd Stanów Zjednoczonych może zażądać dostępu do rozmów z Chatem GPT i robi to, kiedy ma taką potrzebę. Dobrą strategią jest przyjęcie zasady, że pisanie z GPT jest dokładnie tym samym, co pisanie ze znajomym na jakimkolwiek komunikatorze - te dane są przechowywane, wykorzystywane. Z tych danych AI się uczy.
- W samej Polsce policja czy inne służby wystosowują kilkadziesiąt tysięcy próśb rocznie do Mety o lokalizację i dostęp do wiadomości. Pamiętajmy, że w Internecie bardzo trudno jest mieć prywatność. Warto też mieć świadomość, że istnieją aplikacje, które mogą zostać nam wgrane bez naszej wiedzy i "sczytywać" wszystkie informacje z naszego ekranu.
Gdybyś mógł stworzyć listę rzeczy, które składają się na bezpieczne i mądre korzystanie z social mediów - co by zawierała?
- Przede wszystkim warto zapoznać się z tym, jak korzystanie z SM wpływa na poziom dopaminy. Potem: wyrobić w sobie pewne nawyki i podjąć próby ograniczenia korzystania z mediów społecznościowych. Zacznijmy od tego, żeby przed snem i podczas jedzenia nie korzystać ze smartfona. Kolejną kwestią jest uzależnienie od SM, które może wpływać negatywnie na relacje międzyludzkie czy zmniejszać produktywność w pracy.
- Poza tym klasyka: korzystamy z bezpiecznego połączenia internetowego. Nie łączmy się z Wi-Fi w kawiarni czy w pociągu. Ktoś może siedzieć w przedziale dalej, podłączy się poprzez te niezabezpieczoną sieć i dostanie się do wszystkich danych w telefonach do niej podłączonych.
- Pamiętajmy, że hasła są jak majtki: często zmieniamy i nie pokazujemy innym. No i uwierzytelnianie dwuskładnikowe, to absolutny must-have. Logujmy się do jak najmniejszej liczby miejsc, usuwajmy te konta od razu po skorzystaniu. Pamiętajmy, ze usuwanie aplikacji nie zawsze oznacza usunięcie konta, więc najpierw usuwajmy konto, potem aplikację - zwłaszcza gdy mamy tam podpiętą kartę kredytową.
***
Moda, uroda i codzienne wybory mają wiele odcieni. Na Styl.interia czekają kolejne artykuły, które inspirują, tłumaczą i podpowiadają. Zajrzyj i odkryj więcej tematów, które mogą cię zainteresować.












