Jak ma się dziś stereotyp "leczenia" chandry zakupami? Kobiety mówią wprost
Czy zakupy naprawdę są dla kobiet sposobem na poprawę humoru? Popularny stereotyp mówi: zły dzień poprawi szybki wypad do galerii handlowej. Rozmowy z kobietami pokazują jednak coś zupełnie innego. Czas rozprawić się z tym mocno zakorzenionym mitem - raz na zawsze.

Zły humor? Zakupy pomogą. Czy na pewno?
Utarło się, zaschło, a potem zabetonowało się na stałe w umysłach większości. Choć kobiety uchodzą za skomplikowane, nieodgadnione i zmienne, w tym temacie są ponoć banalnie oczywiste. Co robi kobieta, gdy jest smutna, zirytowana, przebodźcowana, znudzona, zestresowana? Idzie na zakupy. Nieważne, czy chodzi o kosmetyki, ubrania, biżuterię czy akcesoria. Nieważne nawet, czy chodzi o wydawanie pieniędzy na siebie, bo taki sam rodzaj ulgi i poprawy humoru uzyskują ponoć kupując coś nowego dzieciom lub do ozdobienia domu.
Czy naprawdę to takie zero-jedynkowe? A może coś się zmieniło? A może odmienia się wraz z wiekiem? Postanowiłam zapytać o to kilka kobiet. W rozmowie z Interią opowiedziały, co przynosi im odciążenie, gdy zaczynają uginać się od nadmiaru problemów, obowiązków, spraw na głowie, barkach i ramionach. I czy kilka pełnych toreb po kilku godzinach wędrówek po sklepach w galerii rzeczywiście daje poziom ukojenia, który utrzymuje się do kolejnego "kryzysu". Okazuje się, że wcale nie.
Karolina: "Nie o kupowanie chodzi, a o samo wyjście z domu"

Karolina jest mamą, żoną i pracuje na pełen etat w jednej z poznańskich korporacji. Choć dobrze wie, co to mental load i aktywne poszukiwanie odciążenia, nie wskazuje "shoppingu" jako najskuteczniejszego remedium. Wystarczy po prostu zmienić otoczenie.
- Ale bzdura. Każdy, kto ma małe dziecko wie, że nigdy nie chodzi o same zakupy jako takie. Chodzi o wyjście z domu. Nie każdy chce i lubi spacerować po zmroku lub ma na to siłę po ciężkim dniu w pracy. Do sklepu zawsze można wyskoczyć, bo w zasadzie zawsze coś można dokupić nawet ze spożywki. Chodzi o sam fakt wyjścia z domu, pobycia samej. Droga w samochodzie z muzyką puszczoną na full. Ten chleb czy jajka chwycone w sklepie to dodatek, żeby nie robić pustych przebiegów. Przynajmniej u mnie tak to działa. Wyjść z chaosu. Wywietrzyć głowę. Zamiast planować kolację, szykować ciuchy na jutro, dopilnować rozwieszenia prania, czasem trzeba wyjść. Żeby nie oszaleć - mówi.
Małgorzata: "Ta narracja strasznie mnie drażni"

Małgorzata ulgę znajduje w sporcie. Choć gdy była młodsza nie ukrywa, że szła schematem kompulsywnego kupowania ubrań. Problem w tym, że to dawało radość tylko chwilowo.
- Najłatwiej pójść i wywalić kupę kasy na ciuchy. Robiłam tak, dopóki nie nauczyłam się, że to poprawia humor na chwilę. Później okazuje się, że nie ma dokąd tych ciuchów kupionych bez pomyślunku ubrać. I jest odsprzedawanie za mniej. Nie, ja się przerzuciłam na zakupy online i tylko wtedy gdy faktycznie czegoś mi potrzeba. Gdy mam nerwy w pracy lub pokłócę się z facetem, idę na siłownię. Mam taką otwartą do późna. Puszczam sobie wtedy audiobooka i ćwiczę. Wracam do domu całkiem inna, wyluzowana, zmęczona. To dużo układa w głowie, odparowuje mi czaszka. Ta narracja o bezsensownym wydawaniu kasy mnie drażni, można lepszy efekt uzyskać w inny sposób - mówi.
Monika: "Te bzdury dalej jeszcze są powtarzane?"

Monika pracuje w sektorze finansów publicznych. Codziennie mierzy się z szybkim tempem, stresem i często nadmiarem obowiązków i kontaktów z ludźmi. Wzburza się, gdy słyszy o stereotypowym podejściu do rozwiązywania kobiecych bolączek poprzez chodzenie po galeriach handlowych.
- Wydawało mi się, że wyszliśmy już z tych wszystkich stereotypów i głupich powtarzanych milion razy nudnych mitów. Jasne, my lubimy zakupy bardziej niż faceci, ale to żaden magiczny lek na chandrę. Zaskakuje mnie, że takie bzdury dalej funkcjonują. Kiedy ja jestem przeciążona życiem i mam wszystkiego, i wszystkich dość, jadę do rodziców na weekend. Albo sama się gdzieś wybieram. Jeśli fundusze mi pozwalają, wybieram sobie jakiś masaż, a jak z kasą krucho, umawiam się z przyjaciółką na posiadówę w domu. Wywalam z siebie wszystko, co mi leży na wątrobie. Żadne zakupy mi takiego resetu nie są w stanie zapewnić - twierdzi.
Przeterminowana łatka
Według oficjalnych statystyk, łatka przyczepiona do kobiet jako "tych, które wydają więcej i częściej" nie do końca jest prawdziwa. Owszem, kobiety częściej chodzą na zakupy, ale jednorazowo wydają mniej niż mężczyźni. Rocznie te kwoty różni ok. 2 tys. zł. Pamiętajmy też, że statycznie częściej panie robią zakupy uwzględniające potrzeby całego gospodarstwa domowego, zatem zakładka "na swoje przyjemności" również jest w kwocie niższej niż ta, którą wydają panowie. Ale nawet pomimo konkretnych danych, opinia "biegających po galeriach i wydających kasę na pierdoły" wciąż przyszyta jest do kobiet. Moje rozmówczynie nie wahały się ani chwili, gdy odpowiadały na pytanie, jak radzą sobie ze stresem. Żadna z nich nie musiała szukać "zastępstwa" za zakupy, bo to nie one są filarem wśród "poprawiaczy humoru". Może czas zerwać z łatką kobiet-zakupoholiczek?
Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.










