Jak randkuje pokolenie Z? "Kiedyś brałam do siebie, jak ktoś przestawał odpisywać. Dziś już nie"
To nie jest opowieść o "zepsutej młodzieży", która "nie potrafi kochać", tylko o tym, jak romantyczne życie próbuje się dostosować do świata, w którym relacje mają interfejs, regulamin i wbudowaną opcję "wycisz powiadomienia". Pokolenie Z - w uproszczeniu: to osoby urodzone od 1997 roku wzwyż, według definicji Pew Research Center - wchodzi w dorosłość z miłością w kieszeni, a dokładniej: w smartfonie. Metafora, którą lubię tu podkradać, jest muzyczna: randkowanie stało się próbą grania na wielu instrumentach naraz - tylko że zamiast fortepianów mamy aplikacje, społecznościówki, znajomych znajomych i rozmowy, które zaczynają się od mema.

Spis treści:
- Aplikacje, DM-y na Instagramie i "poznaliśmy się normalnie"
- "Situationship" - związek w wersji beta
- Zmęczenie wyborem, czyli randkowy burnout
- Chcą głębi, boją się wstydu
- Era jasnych intencji
- Romantyzm z instrukcją obsługi
Aplikacje, DM-y na Instagramie i "poznaliśmy się normalnie"
Duża część pokolenia Z faktycznie poznaje ludzi przez internet - i to wcale nie jest margines. W USA około połowy osób poniżej 30. roku życia deklaruje, że kiedykolwiek korzystała z serwisu lub aplikacji randkowej.
W Wielkiej Brytanii regulator rynku mediów, Ofcom, podawał, że w maju 2024 r. z usług randkowych online korzystała 1 na 5 osób w wieku 18-24 lata (najwyższy wynik spośród grup wiekowych).
A w Polsce? Badanie CBOS o młodych notuje wprost: w pokoleniu Z większą rolę w poznawaniu partnerów odgrywają aplikacje randkowe i inne formy nawiązywania znajomości przez internet niż u starszych roczników.
Tyle że tu pojawia się ważny paradoks: aplikacje są masowo używane, ale coraz rzadziej są lubiane. Pokolenie Z traktuje je trochę jak komunikację miejską: narzekasz, ale jedziesz, bo nie masz wyjścia.
- Aplikacje randkowe miały być jak sklep: wchodzisz, wybierasz coś sensownego i wychodzisz zadowolona. A to bardziej jak galeria handlowa w sobotę przed świętami - niby wszystko jest, tylko po dwudziestu minutach chcesz usiąść na podłodze i patrzeć w ścianę - śmieje się Michalina, lubelska zetka urodzona w 2005 roku.
- Na początku byłam podekscytowana. Że mogę poznać ludzi spoza swojej bańki. Tylko potem się okazało, że to randkowanie polega na tym, że masz w kieszeni miniaturową rekrutację, a ty jesteś jednocześnie kandydatką, HR-ką i osobą od obsługi klienta - dodaje.
"Situationship" - związek w wersji beta
Jednym z najbardziej charakterystycznych wynalazków epoki zetek nie jest nowy typ uczucia, tylko nowy typ niedookreślenia.
"Situationship", czyli relacja romantyczna bez jasnej etykiety i bez klarownego poziomu zobowiązań doczekała się już naukowego opisu. W badaniu opublikowanym w "Sexuality & Culture" autorzy definiują ją jako relację bez klarowności i etykiety, za to z niskim poziomem zaangażowania, ale z zachowaniami typowymi dla par, takimi jak czułość i seks.
I to jest w jakimś sensie logiczne: jeśli całe środowisko randkowe jest płynne, szybkie i pełne alternatyw "na ekranie obok", to język też robi się płynny. Zamiast: "jesteśmy razem", dostajemy: "w sumie to… zobaczymy".
Zmęczenie wyborem, czyli randkowy burnout
Kolejna rzecz, którą pokolenie Z ma w (nomen omen) nadmiarze to przesyt. W badaniu opublikowanym na portalu Springer Nature o zmęczeniu randkowaniem w aplikacjach, autorzy dowodzą, że to nie tylko indywidualna "słabość", ale zjawisko społeczne: powtarzalność, mechanika oceniania i ciągłe "zarządzanie sobą" w cyfrowym środowisku wyczerpują użytkowników.
To zmęczenie ma swoje skutki uboczne: mniej cierpliwości, więcej urywanych kontaktów, szybciej rosnący cynizm. I w tym momencie człowiek zaczyna rozumieć, czemu "ghosting" bywa używany jak narzędzie higieny psychicznej - nawet jeśli jest moralnie wątpliwy. A często bywa.
- Kiedyś jak ktoś mi przestawał odpisywać, to brałam to do siebie. Potem doszłam do poziomu: "okej, standard". I to wcale nie jest fajne. Bo ja nie chcę mieć standardu w postaci braku szacunku. Nie chcę być kimś, kto zakłada, że ludzie znikają, więc sama też zaczyna znikać. A ja zaczęłam. To jest najgorsze: że nawet jak jesteś normalną, empatyczną osobą, to po jakimś czasie ta karuzela robi z ciebie kogoś, kto skraca rozmowy, tnie emocje, nie inwestuje, bo "szkoda" - mówi o tym aspekcie nasza rozmówczyni Michalina.

Chcą głębi, boją się wstydu
Najciekawsze w pokoleniu Z nie jest to, że "nie umie rozmawiać", tylko że ono wie, że rozmowa jest sednem i jednocześnie potyka się już na starcie.
Raport przygotowany dla aplikacji randkowej Hinge z listopada 2025 roku opisuje coś, co nazywa "Communication Gap": młodzi chcą emocjonalnej bliskości, ale są bardziej niż millenialsi niechętni, by zacząć poważną rozmowę na pierwszej randce.
Raport podaje m.in., że 84 proc. ankietowanych randkujących z Gen Z szuka nowych sposobów budowania emocjonalnej intymności, a jednocześnie jest o 36 proc. bardziej niechętne niż millenialsi do rozpoczęcia głębokiej rozmowy na pierwszej randce.
W tym samym materiale pojawia się też "vulnerability hangover", co możemy przetłumaczyć jako "kac po otwartości". 52 proc. badanych deklaruje wstyd po emocjonalnej szczerości, choć tylko 19 proc. mówi, że czuło dyskomfort, gdy szczerość okazywała druga osoba.
Czyli: "chcę prawdy", ale "niech ktoś inny zacznie".
Era jasnych intencji
Tu wchodzą raporty aplikacji, które - wiadomo - mają w prezentowanych wynikach własny interes, ale czasem trafiają w sedno.
Tinder w "Year in Swipe 2025" opowiada o trendzie na większą klarowność intencji i mniejszą tolerancję dla mieszanych sygnałów (zwany tutaj "clear-coding").
Inna apka, Bumble, w raporcie trendów na 2025 r. wskazuje m.in. rosnącą wartość emocjonalnej otwartości oraz "mikro-romans" (małe gesty zamiast fajerwerków) i to, że duża część badanych singli deklaruje nastawienie na długoterminowego partnera.
To się składa na obraz mniej filmowy, bardziej "kontraktowy": jasno, uczciwie, bez udawania. Romantyzm wraca, ale w wersji: "dbam o siebie, więc dbam o zasady".
Romantyzm z instrukcją obsługi
Na koniec coś, co zwykle jest zamiatane pod dywan w dyskusjach o randkach: ryzyko. Pew Research Center donosi, że istotna część użytkowników doświadcza niechcianych zachowań na platformach: w ich badaniu 48 proc. osób korzystających kiedykolwiek z aplikacji/serwisów randkowych deklaruje co najmniej jedno z niechcianych doświadczeń (np. nieproszone treści seksualne, uporczywy kontakt, wyzwiska, groźby). Wśród kobiet w grupie wiekowej poniżej 50 lat to 66 proc.
To tłumaczy, czemu pokolenie Z tak mocno stawia na granice, weryfikację i zwraca uwagę na czerwone flagi w zachowaniu innych. I czemu część młodych woli wracać do "poznaliśmy się przez znajomych": mniej efektowne, ale bezpieczniejsze.
Co z tego wynika (poza tym, że człowiek tęskni za listami miłosnymi)?
Pokolenie Z randkuje w świecie, który obiecuje nieskończony wybór, a dowozi skończoną energię psychiczną. Uczy się więc nowej sztuki: jak budować bliskość w środowisku, które premiuje szybkość, skrót i możliwość natychmiastowej ucieczki.
To nie cynizm. To adaptacja. Mniej patosu, więcej higieny emocjonalnej - i więcej odwagi, by powiedzieć wprost, czego się chce.
Moda, uroda i codzienne wybory mają wiele odcieni. Na Styl.interia czekają kolejne artykuły, które inspirują, tłumaczą i podpowiadają. Zajrzyj i odkryj więcej tematów, które mogą cię zainteresować.














