Jak świętowano Boże Narodzenie w PRL-u? Na wszystko trzeba było "polować"
Święta Bożego Narodzenia w PRL-u były bez wątpienia skromniejsze niż dziś, ale równie radosne, smaczne i podniosłe. Ubierano choinkę, a w niektórych domach dawano sobie prezenty. Hitem było jednak wigilijne menu!

Co na świątecznych talerzach?
Święta w PRL-u miały wyjątkowy smak, choć w wielu domach całkowicie inny od tego, który znamy dziś. Mięso, prawdziwa czekolada, słodycze i owoce pojawiały się rzadko, a świąteczne potrawy przygotowywane były z prostych i tanich składników. Mimo to, wigilia i świąteczny obiad bożonarodzeniowy były w oczach naszych rodziców i dziadków odświętne i bogate!
W święta Bożego Narodzenia jadano, podobnie zresztą jak dziś, barszcz czerwony (z uszkami lub fasolą), barszcz biały, zupę grzybową i zupę śledziową. Popularne były także dania z kapusty i grzybów: kapusta z grochem, kapusta z grzybami, pierogi z kapustą i grzybami, kulebiaki czy wszelkiego rodzaju paszteciki.
W PRL-u stawiano też na prostsze świąteczne potrawy jak dania z ziemniaków i kaszy, placki, kopytka, kluski z makiem, a w zamożnych domach - ryż. Popularna była także sałatka jarzynowa, śledzie w majonezie, sos tatarski i galarety.
Na stołach królowały pyszne desery: makowiec, sernik, keks z bakaliami oraz kompot z suszu.
Trudno w tym miejscu nie wspomnieć o rybach, które od zawsze stanowiły podstawę wigilijnej wieczerzy i świątecznych obiadów. Aleksandra Zaprutko - Janicka w swojej książce "Dwudziestolecie od kuchni" przypomina, że w okresie międzywojennym na świątecznym stole pojawiał się sandacz, szczupak, lin, śledzie, łososie, węgorze, sardynki i okonie. W PRL-u pojawił się jednak karp królewski, stosunkowo młoda odmiana, wyhodowana w XIX wieku, której Polacy wciąż pozostają wierni. Za jego popularyzacją stoi działacz PZPR i minister gospodarki Hilary Minc.
Objął stanowisko w latach 40., w okresie, gdy kraj był jeszcze w ruinie, a ludzie wciąż pamiętali biedę i okrucieństwo wojny. Minister rzucił hasło "karp na każdym wigilijnym polskim stole" i zainicjował tworzenie Państwowych Gospodarstw Rybackich. Karp wydawał się idealną propozycją bożonarodzeniowego dania - łatwy w hodowli, szybko rośnie i je wszystko, co znajdzie w mule, także odpadki. Tani i prosty w przygotowaniu, szybko stał się głównym punktem wigilijnej wieczerzy, ale choć jest nim po dzień dzisiejszy, to coraz częściej sięgamy też po inne rodzaje ryb.

Co pod choinką?
W PRL-u sklepy świeciły pustkami, a na większość produktów, zarówno spożywczych, jak i tych, które miały wprowadzić do domu świąteczną atmosferę, trzeba było "polować". Gdy tylko w którymś ze sklepów "rzucono" coś atrakcyjnego lub nieosiągalnego na co dzień, Polacy zaczynali szturm, ustawiając się w długich kolejkach. W wielu domach istniał już również zwyczaj obdarowywania bliskich prezentami. Najczęściej otrzymywały je dzieci, które wyciągały spod choinki zabawki, dziecięce instrumenty, piłki, koniki na biegunach i misie. Najmłodsi mogli też liczyć na słodycze, szczególnie te mniej dostępne na co dzień - np. dobrą czekoladę czy chałwę.
- Najczęściej dostawało się te lepsze np. z Wawelu. Oczywiście, jak udało się je kupić. Jednym z prezentów mogły być pomarańcze - wspomina 73-letni dziś Ryszard i dodaje, że sam marzył o łyżwach. - To było pragnienie wielu dzieciaków. Chłopcy marzyli o panczenach, a dziewczyny o figurówkach. Niektórzy pod choinką znajdowali też sanki - mówi.
- Moje marzenia były bardzo przyziemne. Marzyłam np. o fajnych młodzieżowych strojach, ale w naszym domu nie było prezentów pod choinką. Wydaje mi się, że stały się popularne na przełomie lat 80. i 90., gdy sama miałam już dzieci - mówi Urszula.
Obok prezentów wymarzonych pojawiały się też te bardziej praktyczne, a nawet niezbędne. W PRL-u brakowało przecież dosłownie wszystkiego, więc nikt nie obrażał się, gdy znalazł pod choinką garnek, kapcie czy zestaw mydeł.
- Kawa, herbata, cytrusy, czekolada i słodycze. To najczęstsze, świąteczne prezenty, które pamiętam z lat 70. i 80. Trafiała się też bielizna, nie tak luksusowa jak dziś, ale bardzo praktyczna, a do tego rajstopy - nic mi więcej nie przychodzi do głowy. Prezenty pod choinką nie były wtedy tak oczywiste jak dziś. Wydaje mi się, że stały się popularne dopiero w latach 90. - wspomina Janina (75).
W PRL-u, podobnie jak i dziś, można było znaleźć pod choinką kosmetyki. Należały one wtedy do dóbr luksusowych, głównie dlatego, że ich wybór, poza ofertą Peweksów, był bardzo ograniczony. W latach 70. i 80. dominowały więc dwa najłatwiejsze do zdobycia zapachy - Pani Walewska dla pań i Brutal dla panów. Sporą popularnością cieszyły się też perfumy Być Może i męska Przemysławka. Mężczyźni mogli znaleźć pod choinką też inny flagowy produkt marki Pollena-Uroda, czyli krem do golenia WARS.
Na bardziej luksusowe produkty pozwolić mogli sobie nieliczni.
Wybór opakowań był również bardzo ograniczony, więc prezenty owijało się po prostu w papier, nierzadko szary. Taki podarunek zawijało się dodatkowo jedwabną wstążką lub sznurkiem.
- W PRL-u mieliśmy niewiele, każda "upolowana" rzecz cieszyła jak mało co, szczególnie w święta. Dom dekorowaliśmy tym, co było pod ręką, a nie było prawie nic. W centrum pokoju stała choinka, na stole odświętna zastawa, opłatek i pomarańcze z goździkami. Dziś mamy wszystko, ale mam wrażenie, że to nie cieszy już tak jak kiedyś - zauważa Urszula.

Co na choince i na bożonarodzeniowym stole?
W PRL-u ubierano już oczywiście choinki, ale nie były one tak "bogate" i kolorowe jak dziś. Brakowało szerokiego asortymentu zabawek i ozdób, więc poza kilkoma cennymi bombkami czy dekoracjami, resztę ozdób wykonywano własnoręcznie.
Na bożonarodzeniowym drzewku królowały więc zrobione przez dzieci papierowe łańcuchy i gwiazdki, ozdoby z masy solnej czy słomy, ale także orzechy i szyszki. Czasem na choince wieszano także przygotowane wcześniej pierniczki. Czubek drzewka wieńczył szklany szpic, nierzadko zastępowany gwiazdą z folii.
Na choince z PRL-u pojawiały się też już lampki, często świeczki na klipsach, a później pierwsze - elektryczne. Na koniec choinkę przyozdabiano srebrnymi nićmi, czyli popularnymi "anielskimi włosami".
Na wsiach w Małopolsce praktykowano również jeszcze stary, słowiański zwyczaj i, zamiast choinki, wieszano u sufitu podłaźniczkę - przybraną zieloną gałązkę drzewa iglastego.
Tradycyjną ozdobą świątecznego stołu był za to oczywiście opłatek, sianko i dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa.
Zobacz również: Ubrali choinkę po swojemu. Mama skomentowała jednym zdaniem
Podróż zaczyna się od pomysłu, a my mamy ich mnóstwo. Zobacz, jakie destynacje są teraz na topie i zainspiruj się do własnej przygody. Więcej na styl.interia.pl/podróże









