Historia jak z filmu komediowego, choć jej bohaterom z pewnością nie jest do śmiechu. Pewne małżeństwo z województwa zachodniopomorskiego, po wyrzuceniu komody na śmietnik, zorientowało się, że w meblu pozostały pieniądze, otwiera się w nowym oknie, których wcale nie planowało się pozbywać. I to spore - prawie 50 tys. euro i kilka tysięcy w złotówkach. Nie będąc w stanie samodzielnie odnaleźć gotówki (komoda szybko znalazła nowego właściciela, o którym za chwilę), zdarzenie zgłosiło na policję.
Ta zaś, na podstawie monitoringu i rozmów ze świadkami, ustaliła, że mebel ma już nową właścicielkę. - Początkowo nie była świadoma, że w komodzie są pieniądze, ale gdy je znalazła, postanowiła je przywłaszczyć. To było łącznie ponad 50 tysięcy euro i kilkanaście tysięcy w złotówkach - wyjaśniła prokuratorka Julia Szozda, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Szczecinie, cytowana przez serwis gazeta.pl.
Jak się okazuje, w tym przypadku zwrot pieniędzy nie zamyka sprawy. Wspomniana kobieta ma status podejrzanej i usłyszała zarzut przywłaszczenia rzeczy znalezionej. Sprawa jest poważna, bo za złamanie 284. artykułu Kodeksu karnego kobiecie grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub roku pozbawienia wolności.
"Znalezione niekradzione"? Prawo mówi co innego
Słuchając tej historii, można zadać sobie pytanie: to gdzie właściwie kończy się "znalezione", a zaczyna "przywłaszczone"? Czy w rzeczywiście można swobodnie zabierać przedmioty ze śmietnikowych wystawek? Czy meble postawione na chodniku w oczekiwaniu na śmieciarkę naprawdę są niczyje? Oto kilka prostych, regulowanych prawem zasad.

Najpierw - znalezisko. W przypadku przedmiotów pozostawionych przez właściciela w wyniku roztargnienia czy niedbałości (np. portfel zostawiony na ladzie sklepowej, telefon na kawiarnianym stoliku, pierścionek w salonie manicure), zgodnie z ustawą o rzeczach znalezionych mamy obowiązek zwrócić je właścicielowi (jeśli go znamy) lub (jeśli go nie znamy) zawiadomić "starostę właściwego ze względu na miejsce zamieszkania znalazcy lub miejsce znalezienia rzeczy".
Teraz przypadek drugi, czyli rzecz porzucona. Tutaj, zgodnie z zapisami Kodeksu Cywilnego, kluczowy jest świadomy zamiar właściciela, by pozbyć się danego przedmiotu. Jeśli więc ktoś wynosi mebel do altany śmietnikowej, czy pozostawia go na chodniku w dniu odbioru śmieci wielkogabarytowych, a dodatkowo opatruje sprzęt karteczką z napisem typu "do zabrania", możemy założyć, że kieruje nim taka właśnie intencja.
Co jednak w przypadku, gdy w rzeczy porzuconej znajduje się coś, czego właściciel nie miał zamiaru się pozbywać? Tak jak wspomniane pieniądze w komodzie? W takiej sytuacji mamy do czynienia z - nazwijmy to - przedmiotem znalezionym w przedmiocie porzuconym. W historii z zachodniopomorskiego świadczy o tym choćby fakt, że właściciele nie porzucili celowo gotówki, może świadczyć chociażby fakt, że zgłosili sprawę na policję. Chcieli pozbyć się komody, ale banknotów już nie.
Znalazłam pieniądze w starym meblu. Co robić?

Co więc zrobić w przypadku, gdy przeszukując mebel czy walizkę zabrane z "wystawki", trafimy na nietypowe znalezisko? Najlepiej, tak jak wspomniano, oddać je właścicielowi, a jeśli go nie znamy - właściwego starostę. Dotyczy to nie tylko pieniędzy, ale też papierów wartościowych, kosztowności oraz rzeczy mogących mieć wartość naukową, historyczną lub artystyczną. W razie wątpliwości można też poprosić o radę policję.
Za uczciwość i postępowanie zgodnie z literą prawa należy się nagroda - znaleźne w wysokości 10 proc. wartości znalezionej rzeczy.
I na koniec ciekawostka - istnieje kwota zwolniona z opisanych wyżej obowiązków. Sum nie przekraczających 240,30 zł (czyli stanowiących 5 proc. minimalnego wynagrodzenia) nie musimy oddawać staroście.











