Spis treści:
- Praca? Już nie za wszelką cenę
- Sukces bez wyścigu po szczeblach
- Zdrowie psychiczne przestało być tematem tabu
- Rodzina nie zawsze musi być na pierwszym miejscu
- Rodzicielstwo nie jest już oczywistością
- Własny sposób na życie
Praca? Już nie za wszelką cenę
Opowieści o tym, że młodzi tylko grymaszą i przebierają w ofertach, coraz częściej rozmijają się z rzeczywistością. Jeszcze niedawno mówiło się o rynku pracownika, dziś absolwenci z dyplomami, po stażach i z pierwszym doświadczeniem wysyłają dziesiątki CV i często zderzają się z głuchą ciszą.
Inna sprawa, że do samej pracy podchodzą inaczej niż ich rodzice. Nie chcą siedzieć po godzinach tylko dlatego, że tak wypada, ani latami czekać na mglistą obietnicę awansu. Jeśli pracodawca wymaga pełnej dyspozycyjności za pensję, która ledwo pokrywa koszty życia, szybko pojawia się pytanie: po co?
Oczywiście rachunki same się nie zapłacą i nie każdy może rzucić pracę z dnia na dzień. Młodzi przestali jednak udawać, że kiepskie warunki są czymś normalnym, co trzeba z pokorą znosić w imię budowania charakteru.
Sukces bez wyścigu po szczeblach
Dla pokolenia ich rodziców awans był naturalnym celem: większa pensja, lepsze stanowisko, więcej odpowiedzialności. Dzisiaj nie każdy młody pracownik marzy o tym, żeby jak najszybciej zostać kierownikiem.
Jeśli wyższe stanowisko oznacza niewielką podwyżkę, ale w pakiecie z odbieraniem maili w niedzielę wieczorem, chronicznym stresem i odpowiedzialnością za cały zespół, rachunek zysków i strat przestaje się zgadzać. Zamiast piąć się po drabinie korporacyjnej, część młodych woli rozwijać się jako specjaliści, zrobić swoje, zamknąć laptopa i mieć czas na życie poza pracą.
Czy to brak ambicji? Niekoniecznie. To po prostu inna definicja sukcesu. Coraz częściej zamiast kultu harówki młodzi wybierają styl życia skupiony na jakości codzienności. Chcą mieć czas na pasje, długi obiad, spotkania z przyjaciółmi czy kawę wypitą bez nerwowego zerkania na służbowy telefon. Dobra praca nadal jest ważna, ale nie musi być całym życiem.

Zdrowie psychiczne przestało być tematem tabu
"Kiedyś to depresji nie było", "młodym się w głowach poprzewracało", "teraz każdy biega do psychologa". Takie komentarze nadal można usłyszeć przy niejednym rodzinnym stole. Tyle że kiedy ciotka Basia przez pół życia nie wychodziła ze swojego pokoju, wujek radził sobie ze stresem alkoholem, a dziadek przez czterdzieści lat nie mówił o swoich emocjach, nikt nie nazywał tego problemem. Po prostu taki już był.
Młodzi nie chcą zamiatać emocji pod dywan. Otwarcie mówią o terapii, lękach, wypaleniu i przeciążeniu. Zaburzenia psychiczne odpowiadają też za znaczną liczbę dni absencji chorobowej w Polsce. Pójście do psychologa czy na terapię coraz rzadziej jest traktowane jako powód do wstydu. Podobnie młodzi patrzą na środowisko pracy: jeśli od miesięcy nie śpią, a przed każdym poniedziałkiem czują ścisk w żołądku, coraz rzadziej uznają, że trzeba po prostu zacisnąć zęby.
Rodzina nie zawsze musi być na pierwszym miejscu
Przez pokolenia obowiązywała zasada, że rodzina jest święta, a brudy pierze się we własnym domu. Nieważne, co się działo, należało wybaczać, zaciskać zęby i trzymać fason. Z rodzicami się nie dyskutowało, starszym należało ustąpić, a na rodzinnym obiedzie z uśmiechem znosić nawet wścibskie czy raniące pytania.
Młodzi coraz częściej mówią temu dość. Pojęcia takie jak stawianie granic, asertywność czy nawet całkowite zerwanie relacji na dobre weszły do ich słownika. Z czasem dochodzą do wniosku, że więzy krwi nie dają nikomu prawa do manipulowania, poniżania czy ciągłego ranienia. Rodzina może być źródłem wsparcia i bezpieczeństwa, ale sam fakt pokrewieństwa nie oznacza, że każdą relację trzeba utrzymywać za wszelką cenę.
Rodzicielstwo nie jest już oczywistością
Zmieniło się też podejście do rodzicielstwa. Kiedyś częściej pytano nie o to, czy ktoś chce mieć dzieci, ale kiedy zamierza je mieć. Bezdzietność traktowano nieraz jak życiową porażkę lub nieszczęście, szczególnie w przypadku kobiet, które przez lata słyszały, że jeszcze zmienią zdanie.
Dziś Polska ma jeden z najniższych wskaźników dzietności w Europie. Młodzi odkładają decyzję o dzieciach albo całkowicie rezygnują z rodzicielstwa. Powodów jest wiele: niepewność ekonomiczna, problemy mieszkaniowe, obawy o przyszłość, ale też zwyczajnie inna wizja życia. Do tego dochodzi zmiana mentalna: rodzicielstwo coraz częściej jest traktowane jako świadomy wybór, a nie obowiązkowy etap dorosłości. Młodzi częściej zastanawiają się, czy naprawdę chcą zostać rodzicami. Jeśli odpowiedź brzmi nie, coraz rzadziej uważają, że powinni decydować się na dziecko tylko dlatego, że oczekuje tego rodzina lub społeczeństwo.

Własny sposób na życie
To, co starsze pokolenia chętnie nazywają lenistwem, brakiem ambicji czy niedojrzałością, można też odczytać jako nowy pragmatyzm. Młodzi dorośli przyglądają się doświadczeniom swoich rodziców: przepracowaniu, odkładaniu własnych potrzeb na później, związkom trwającym ze względu na dzieci czy życiu według cudzych oczekiwań. I coraz częściej dochodzą do wniosku, że nie chcą powtarzać tego samego scenariusza.
Świat nie wygląda tak samo jak trzydzieści lat temu, więc trudno oczekiwać, że młodzi będą żyć według dokładnie tych samych zasad. Nie odrzucają dorosłości. Po prostu coraz częściej mają inne priorytety.
Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia, otwiera się w nowym oknie to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.












