Kupili za grosze, zapłacili śmiechem. Najdziwniejsze przesyłki z Temu i AliExpress
Miało być jak z katalogu, a wyszło jak z mema. Zakupy na chińskich platformach kuszą niską ceną i pięknymi zdjęciami, ale rzeczywistość bywa… zaskakująca. Od sukienek, które raczej nie były szyte dla człowieka, przez luksusowe "MoiMoi", aż po meble okazujące się nadrukiem na dywanie - oto historie, które bawią, ale też dają do myślenia.

Spis treści:
- Miliardy fanów chińskich platform sprzedażowych
- Rozmiar rozmiarowi nierówny
- Licencja na podróbki
- 2D zamiast 3D
Miliardy fanów chińskich platform sprzedażowych
Od kilku lat internauci zachwycają się chińskimi platformami sprzedażowymi. Szeroki wybór produktów: od mody, przez elektronikę, wyposażenie domu, sprzęty kuchenne, kosmetyki aż po meble przyciąga miliony, a nawet miliardy osób na całym świecie. Darmowa wysyłka (przeważnie) i bardzo niskie ceny przyciągają żądnych okazji użytkowników.
Dane wskazują, że w 2025 roku Temu notowała niemal 1,5 miliarda odwiedzin miesięcznie na całym świecie. Tylko w Polsce wg danych z AIM Group Temu wyprzedziło nawet Allegro, notując niemal 20 mln realnych użytkowników we wrześniu i stając się w naszym kraju najpopularniejszą platformą sprzedażową. Choć w przeważającej większości klienci są zadowoleni z produktów, które zamówili i nie przeszkadza im dłuższy czas oczekiwania na paczki, zdarzają się także wpadki, które rozczarowują, ale są też powodem do nieopanowanych salw śmiechu. Oto kilka z nich.
Rozmiar rozmiarowi nierówny
W kategorii rozmiaru innego niż oczekiwany oczywiście rekordy biją ubrania. Mimo zastrzeżeń co do ich składu, zawartości groźnych dla nas elementów i braku podstawowych certyfikatów jakości i bezpieczeństwa, internauci chętnie zamawiają niemal wszystkie elementy garderoby, o jakich możemy pomyśleć. Wyjątkowo często zdarza się zatem, pomimo podanych w ofercie wymiarów, że zakupiona sukienka, strój kąpielowy czy spodnie nie leżą odpowiednio, albo inaczej - nie leżą wcale.

Małgorzata wspomina swoją największą wpadkę, którą traktuje jako nauczkę. - Przejrzałam wszystkie sieciówki w poszukiwaniu sukienki na wesele przyjaciółki i nic. Zajrzałam na Temu i była cudowna, lejąca zielona sukienka, wyglądająca jak z jedwabiu, choć oczywiście wiedziałam, że obok jedwabiu to nigdy nie leżało. Krój prosty, powinien wyglądać dobrze na każdym. Czasu mało, ale na szczęście zdążyła przyjść dwa dni przed weselem. Przymierzyłam i wiedziałam, że będzie katastrofa. Miałam wrażenie, że ktoś to szył w opasce na oczy. Krzywe ściegi, wystające nitki, najgorszej jakości zamek, który się fałdował. Zamiast lejącego materiału śmierdzący jak foliówka plastik. Wyglądałam w tym jak owinięty w folię spożywczą kawałek mięsa. Dramat. Ostatecznie pobiegłam do galerii i kupiłam pierwszą lepszą sukienkę, która na mnie pasowała. Od tego czasu nie kupuję żadnych ubrań na Temu - puentuje gorzko.
Filmików, na których słychać salwy śmiechu gdy kobiety i mężczyźni przymierzają ciuchy z Temu czy Aliexpress wyświetlając przy tym, jak miały wyglądać w ofercie, jest mnóstwo. Przedziwnie wystające kawałki materiału w mało chlubnych miejscach, krzywo naszyte falbany, przyciasne w newralgicznych sferach bluzki czy nadruki, które układają się w komiczne sekwencje obrazów to tylko przykłady.
Licencja na podróbki

Choć to bardzo kontrowersyjne, szczelnie zasłonięte kotarą wstydu, a do tego prawnie karalne, wciąż niesłabnącą popularnością cieszą się podróbki najznamienitszych marek. Torebki, okulary przeciwsłoneczne, buty, nawet markowe koszulki czy czapki z daszkiem.
Choć chińskie platformy dwoją się i troją z próbami obejścia restrykcji związanych z oryginalnym zastrzeżonym logo, użytkownicy doskonale zdają się wiedzieć, o jaką markę i model chodzi. Często towar przychodzi z pełnym logo Chanel czy Gucci, choć na zdjęciach widniały zmienione nazwy. Na podróbę okularów przeciwsłonecznych jednej z luksusowych marek skusiła się Monika. - Wszystko wszystkim, ale na okulary nie wydam 1400 zł. Poszperałam po Aliexpress, jestem też na grupach, które pokazują tak zwane "ukryte aukcje", na których można zdobyć dobrze zrobione podróby za ułamek ceny. Zamówiłam, czekałam, przyszły. Jakość - tragedia. Najgorszej jakości kruchy plastik, zawiasy sztywne, źle się rozkładały. A do tego napis z jedną literką przekręconą. Zamiast MiuMiu było MoiMoi i to już mnie kompletnie rozwaliło. Mam nauczkę, że jak mnie nie stać na oryginał, to nie powinnam go mieć - mówi ze śmiechem.
Abibos, Nuke, Changel to już klasyka, ale zmiany imion postaci z Disneya na skarpetkach stało się absolutnym hitem internetowym. Na filmiku opublikowanym na platformie TikTok młody Amerykanin pokazał zestaw skarpetek z wyhaftowanymi bohaterami kultowych bajek i o ile nadruki były w porządku, imiona już nie. I tak zamiast Myszki Mickey był Miikie, zamiast Kaczora Donalda widniał Tonaid, a zamiast Myszki Minnie widniał napis Manni.
2D zamiast 3D

Szerokim echem odbijają się przezabawne filmiki, które aż trącą groteską, bowiem fizyczne zamówienie zamiast być figurką, meblem lub zestawem, jest nadrukiem na ręczniku czy dywanie. Na jednym z nagrań roześmiana kobieta pokazuje na ekranie telefonu stylowy stoliczek ustawiony w przedpokoju. Ma szufladkę, ozdobne nóżki, stoi na nim wazonik. Podpis oferty brzmi: "Stylowy stolik, urządzanie wnętrz, ozdoba, mebel, użytkowe". Kobieta następnie kieruje obiektyw aparatu na coś pomiędzy długim dywanem a bieżnikiem. Stoliczek, który chciała zamówić, okazał się nadrukiem na materiale.
Podobnych historii przybywa. Także w temacie ozdób świątecznych i samochodowych. Natalia doświadczyła tego typu rozczarowania. - Uwielbiam buldogi, więc gdy zobaczyłam cudną wiszącą figurkę buldożka siedzącego na motocyklu do zawieszenia na lusterku wstecznym, wiedziałam, że muszę ją mieć. Kosztowała zawrotne 7 zł, więc szybko zamówiłam. Zamiast rzeczywistej figurki 3D, jak wskazywało zdjęcie, otrzymałam płaski brelok z czymś w rodzaju naklejki z tym buldogiem z oferty. Podobnie było z bombką. Zamiast figurki na sznureczku, był płaski wydruk i to jednostronny. Wyglądało to okropnie. Najlepsze jest to, że w opisie aukcji nie było nigdzie podane, że tak to będzie wyglądało. Ale o te kilka złotych nie będę przecież się kłócić, choć niesmak jest - mówi.
Niezdatnych do użytkowania gadżetów kuchennych, które miały tworzyć fantazyjne kręcone frytki, podświetlanych obrazków, które przestawały świecić już po jednym dniu, reprodukcji obrazów z widocznymi pikselami nie sposób zliczyć. Niestety nie każda superokazja cenowa będzie satysfakcjonująca, ale zawsze może stać się ciekawą anegdotą opowiadaną znajomym czy rodzinie. A czy wam zdarzyło się otrzymać z chińskich platform sprzedażowych niedokładnie to, czego oczekiwaliście?
Moda, uroda i codzienne wybory mają wiele odcieni. Na Styl.interia czekają kolejne artykuły, które inspirują, tłumaczą i podpowiadają. Zajrzyj i odkryj więcej tematów, które mogą cię zainteresować.










