Spis treści:
- Stabilizacja? Tak, ale bez presji kredytowej
- Przeżywać, zamiast posiadać
- Praca to dodatek do życia, a nie jego sens
- Życie w cieniu permanentnego kryzysu
- Wybór czy przemyślana racjonalizacja?
- Nowa definicja sukcesu
Stabilizacja? Tak, ale bez presji kredytowej
Każdy, kto obserwuje dzisiejszy rynek mieszkaniowy, widzi, jak bardzo zmieniły się realia. Dla wielu młodych osób kupno własnego mieszkania przed trzydziestką nie jest już oczywistym etapem dorosłości, ale czymś coraz trudniejszym do osiągnięcia. Według danych Eurostatu ponad 50 proc. Polaków w wieku 25-34 lat nadal mieszka z rodzicami. W socjologii mają już nawet swoją nazwę - to tzw. gniazdownicy. I choć wiele z tych osób pracuje, często ich zarobki nie wystarczają, by spokojnie udźwignąć wysokie ceny najmu czy wymagania stawiane przez banki przy kredycie.
Nie znaczy to jednak, że pokolenie Z nie potrzebuje stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Po prostu coraz częściej nie chce płacić za nie własnym zdrowiem psychicznym, życiem od wypłaty do wypłaty czy kredytem na kilkadziesiąt lat. Zamiast ślepo realizować tradycyjny scenariusz dorosłości - studia, praca, mieszkanie, kredyt - młodzi szukają własnego sposobu na stabilne życie. Stawiają na większą elastyczność finansową, budowanie poduszki bezpieczeństwa i pracę, która pozwala normalnie żyć, a nie prowadzi prosto do wypalenia.
Przeżywać, zamiast posiadać
Zmiana podejścia do nieruchomości to dopiero wierzchołek góry lodowej. Pokolenie Z dorastało w świecie tzw. Access Economy (ekonomii dostępu) oraz modelu subskrypcyjnego. Po co kupować samochód i martwić się o ubezpieczenie, spadek jego wartości czy naprawy, skoro można skorzystać z carsharingu? Po co gromadzić fizyczne nośniki z muzyką i filmami, skoro cały dorobek kultury jest dostępny w chmurze za kilkadziesiąt złotych miesięcznie?
Dla pokolenia Z dobra materialne przestają być głównym wyznacznikiem statusu społecznego. Coraz większe znaczenie mają za to mobilność i możliwość decydowania o własnym czasie. Dom z ogrodem przestaje być priorytetem, jeśli w zamian można zyskać swobodę zmiany miejsca zamieszkania, wyjazdu na kilkumiesięczny workation czy po prostu brak zobowiązań, które przywiązują do jednego adresu na resztę życia.

Praca to dodatek do życia, a nie jego sens
Podczas gdy Milenialsi dorastali w przekonaniu, że ciężka praca może doprowadzić ich "od pucybuta do milionera", Pokolenie Z coraz częściej mówi: "pas". Młodzi obserwują wypalonych rodziców i starszych znajomych, którzy przez lata żyli w ciągłym stresie, i nie chcą powtarzać tego scenariusza. Praca i stanowisko w korporacji nie są już dla nich najważniejszym wyznacznikiem sukcesu.
Potwierdzają to cykliczne badania Deloitte (Gen Z and Millennial Survey). Dla blisko 90 proc. przedstawicieli pokolenia Z ważne jest zachowanie równowagi między życiem prywatnym a pracą oraz poczucie sensu w tym, co robią zawodowo. Dlatego stawianie granic, odmawianie darmowych nadgodzin czy quiet quitting (wykonywanie dokładnie tych obowiązków, które wynikają z umowy) nie musi oznaczać braku ambicji. Dla wielu młodych to po prostu sposób na to, żeby praca nie przejęła kontroli nad całym ich życiem.
Życie w cieniu permanentnego kryzysu
Nie sposób zrozumieć postawy najmłodszego pokolenia bez spojrzenia na świat, w którym dorastało i wchodziło w dorosłość. Pandemia, wojna za wschodnią granicą, galopująca inflacja, kryzys mieszkaniowy i widmo katastrofy klimatycznej - trudno się dziwić, że młodzi mają dziś inne podejście do planowania przyszłości.
Jak planować życie na 30 lat do przodu, skoro świat potrafi wywrócić się do góry nogami w ciągu zaledwie kilku lat? Skupienie się na "tu i teraz" nie musi wynikać z nieodpowiedzialności. To raczej sposób na poradzenie sobie z rzeczywistością, w której trudno cokolwiek przewidzieć. Skoro przyszłość jest tak niepewna, zamrażanie całego swojego kapitału z myślą o odległym jutrze może wydawać się zbyt dużym ryzykiem.
To właśnie te czynniki sprawiają, że młodzi coraz częściej odkładają tradycyjne decyzje o założeniu rodziny czy kupnie nieruchomości. Zamiast tego wybierają większą elastyczność i częściej decydują się na model DINK (Double Income, No Kids - podwójny dochód, bez dzieci).
Wybór czy przemyślana racjonalizacja?
Warto jednak zadać trudne pytanie: czy odrzucenie tradycyjnego modelu dorosłości to wyłącznie świadomy wybór światopoglądowy, czy również mechanizm obronny?
W socjologii znany jest efekt "kwaśnych winogron" - gdy dany cel staje się nieosiągalny, ludzka psychika dąży do obniżenia jego wartości. Kiedy ceny m² mieszkań w dużych miastach rosną kilkukrotnie szybciej niż pensje wstępne na rynku pracy, wizja własnego domu przestaje być celem, a staje się źródłem ciągłego braku poczucia sprawczości. Być może więc Pokolenie Z nie tyle całkowicie odrzuciło marzenie o stabilizacji w starym stylu, ile zostało zmuszone do stworzenia jej nowej definicji - po to, by nie żyć w poczuciu wiecznej porażki.
Nowa definicja sukcesu
Pokolenie Z nie niszczy tradycyjnych wartości - po prostu zaczyna je na nowo oceniać i zastanawiać się, czy nadal pasują do dzisiejszej rzeczywistości.
Odrzucając sztywne schematy, młodzi zmuszają resztę społeczeństwa do zadania sobie ważnego pytania: czy dawny scenariusz - 30-letni kredyt, praca ponad siły i ciągłe odkładanie życia "na później" - rzeczywiście dawał ludziom szczęście, czy tylko poczucie bezpieczeństwa? Dom z ogrodem dla wielu nadal będzie atrakcyjnym celem. Pytanie tylko, czy w XXI wieku wciąż warto traktować go jako jedną i najważniejszą miarę udanego życia.
Moda, uroda i codzienne wybory mają wiele odcieni. Na Styl.interia czekają kolejne artykuły, które inspirują, tłumaczą i podpowiadają. Zajrzyj i odkryj więcej tematów, które mogą cię zainteresować.











