W 2026 roku do egzaminu maturalnego przystąpiło nieco ponad 321 tys. tegorocznych absolwentów szkół ponadpodstawowych - to o ponad 65 tys. więcej uczniów, niż rok wcześniej. Liczba ta związana jest z kumulacją roczników spowodowaną wcześniejszą likwidacją gimnazjów (przez to do szkół ponadpodstawowych w jednym roku trafiły dzieci z różnych roczników) i faktem, że w 2015 roku do klas pierwszych trafiły zarówno wszystkie sześciolatki urodzone w 2009 roku, jak i siedmiolatki urodzone w drugiej połowie 2008 roku. Ostatnim rokiem, w którym do egzaminu podeszło niemal tyle samo uczniów, był rok 2013 (w kolejnych lata liczba ta sukcesywnie spadała).
Zdane, niezdane, unieważnione
Z udostępnionych przez Centralną Komisję Egzaminacyjną danych wynika, że maturę zdało 81,1 proc. przystępujących (procenty rozkładały się inaczej między szkołami ogólnokształcącymi, a technikami, odpowiednio 85,9 proc. i 71,3 proc.). Egzaminu z jednego przedmiotu nie zdało ponad 12 proc. uczniów, ci jednak mają możliwość poprawienia wyniku w sierpniu. Osoby, które nie zdobyły minimalnej punktacji pozwalającej na zaliczenie matury z więcej niż jednego przedmiotu, stanowiły niespełna 7 proc. i ponownie będą mogły podejść do egzaminu dojrzałości dopiero wiosną 2027 roku.
Wysoka liczba wszystkich zdających nie była jedynym interesującym wskaźnikiem podczas tegorocznych matur - zanotowano także gwałtowny wzrost liczby egzaminów unieważnionych - aż 416 (więcej było tylko w 2014 roku, kiedy unieważniono 541 egzaminów), a rok wcześniej - 244. Komentatorzy wskazywali, że za wzrostem stoi nie tylko całkowita liczba uczniów zdających maturę, ale i wyciekaniem arkuszy maturalnych do sieci jeszcze w czasie trwania egzaminów (pierwsze unieważnienia miały miejsce już 5 maja - kilkanaście osób zostało ukaranych właśnie z związku z publikacją w sieci arkusza z egzaminu z języka polskiego).
Egzamin do poprawy. Nie przez ucznia
Po publikacji wyników matur niezadowoleni z rezultatów absolwenci mieli (i nadal mają) możliwość wglądu do swojej pracy i złożenia wniosku o ponowną analizę wskazanych zadań, jednak wyłącznie otwartych. Co prawda nie dysponujemy jeszcze konkretnymi liczbami wspomnianych wniosków za rok 2026 (CKE publikuje je zazwyczaj z opóźnieniem), jednak na podstawie lektury wpisów w mediach społecznościowych i na forach edukacyjnych można przypuszczać, że prasowe nagłówki mówiące o "fali odwołań" mogą być prawdziwe. Dane historyczne przedstawiają się następująco: w 2021 roku złożono 29 151 wniosków o wgląd, wystosowano 1 564 wniosków o ponowne przeliczenie punktacji, co poskutkowało 57 zmianami wyniku na korzyść ucznia; w 2023 roku złożono już 46 276 wniosków o wgląd i 1 748 wniosków o ponowne przeliczenie. Efekt? Podwyższenie punktacji w 48 przypadkach. Jak więc widać, nie zawsze całkowita liczba wniosków o wgląd przekłada się na liczbę rzeczywiście poprawionych świadectw maturalnych, na co wskazuje Robert Zakrzewski, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.
- W 2025 r. egzaminatorzy egzaminu maturalnego sprawdzili i ocenili ok. 1 350 tys. arkuszy egzaminacyjnych, a w wyniku weryfikacji sumy punktów wynik został zmieniony w przypadku 5 470 arkuszy, co stanowi ok, 0,4 proc. wszystkich sprawdzonych arkuszy - mówi Zakrzewski. - Zatem w odniesieniu do 99,6 proc. wynik pozostał taki, jaki został ustalony po sprawdzeniu pracy przez egzaminatora. Dla CKE to oczywiste, że należy dążyć do jak najdalej idącego zmniejszenia tego odsetka, jednak należy mieć również świadomość, że tam, gdzie pracę wykonują ludzie, będą pojawiały się błędy i usterki, a przewidziane w ustawie mechanizmy pozwalają te błędy korygować.

Błąd, który daje nadzieję
Dyrektor Zakrzewski poruszył temat, o którym piszą również tegoroczni maturzyści. Wydaje się, że dla części z ich motywacją do złożenia wniosku o wgląd do pracy mogą być błędy z poprzednich lat, które skutkowały zmianami na świadectwie. To, że takie błędy rzeczywiście miały miejsce, potwierdza, opublikowany w 2025 roku, raport NIK "System sprawdzania i oceniania egzaminów maturalnych w latach 2021-2024". W zapisie konferencji prasowej napisano:
"W latach 2021-2024 system sprawdzania i oceny egzaminów maturalnych nie działał tak, jak powinien, przez co oceny z tych egzaminów nie zawsze były obiektywne i sprawiedliwe. Co piąty egzaminator Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej (OKE) w Poznaniu popełniał błędy merytoryczne w ocenie prac maturalnych, a od 10 proc. do 18 proc. egzaminujących popełniało błędy techniczne. W OKE w Poznaniu 40 proc. wniosków o weryfikację wyniku egzaminu maturalnego kończyło się jego podwyższeniem i koniecznością zmiany świadectwa dojrzałości".
Choć szczegółowe wyniki prac komisji odnoszą się tylko do Poznania, w raporcie można znaleźć zapis mówiący o tym, że "w całym kraju dotyczyło to 25 proc. takich przypadków (kończących się zmianami na świadectwie - przyp. red.). Dla wielu maturzystów zaniżenie oceny mogło oznaczać straconą szansę na studia". A że zdarzają się przypadki, w których o dostaniu się na studia decyduje 1 punkt, nic dziwnego, że wielu absolwentów może mieć nadzieję, że egzaminator pomylił się właśnie w ich przypadku.
Procedura jasna, terminy długie
Moi rozmówcy, tegoroczni maturzyści, przyznają, że procedura odwoławcza, stworzona przez CKE, jest dość czytelna. Obejmuje ona trzy etapy, z których każdy ma osobne, krótkie terminy: wglądu do pracy (wniosek do dyrektora konkretnej OKE składa zdający, ma na to sześć miesięcy od daty publikacji wyników), weryfikacji całkowitej liczby punktów (wniosek musi zostać złożony do dwóch dni roboczych od złożenia wniosku, OKE ma 14 dni na odpowiedź) i odwołania do Kolegium Arbitrażu Egzaminacyjnego (zdający ma na to siedem dni od otrzymania wyniku weryfikacji, a KAE 21 dni na odpowiedź, z możliwością wydłużenia o kolejne siedem). To właśnie opisane wyżej terminy są, w ocenie absolwentów, bardzo kłopotliwe. Wskazują, że oni sami mają niewiele czasu na przygotowanie odwołań, za to OKE i KAE - mają go nieproporcjonalnie dużo.
Antoni S. z Krakowa, który w tym roku poprawiał maturę, wiedział, że terminy mogą być bardzo odległe, więc wniosek o wgląd do pracy włożył już kilka minut po ogłoszeniu wyników.
- Wyniki matur ogłoszono o 8:25, a ja już o 8:30 złożyłem wniosek on-line o możliwość wglądu do mojej pracy. Już kolejnego dnia dostałem informację, że mogę się stawić 10.07 w Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej, żeby zobaczyć pracę. Na miejscu nie było kolejki, chociaż dużo osób przyszło wcześniej, tj. mieli na 10:30, a w kolejce do uzyskania stolika i numerku byli o 9:00. W sali było 40 stanowisk, a wokół nas chodzili pracownicy komisji - opowiada. - Za to mój kolega zgłosił chęć wglądu do pracy 8.07 koło godziny 12:00 i jego wniosek dopiero co został rozpatrzony, a termin wglądu ustalono na 22.07.
Historia Ani K., tegorocznej maturzystki, również pochodzącej z Krakowa, pokazuje, że wniosek o wgląd można było złożyć godzinę po publikacji wyników, a by termin znacząco się wydłużył.
- Wiem, że wyniki matur ogłoszono kilka minut wcześniej, ja sprawdziłam je ósmego lipca o 8:30. Wynik nie był taki, jakiego się spodziewałam, więc już godzinę później złożyłam wniosek o wgląd do pracy. Termin dostałam dopiero trzy dni robocze później, ustalono go na 17.07, czyli dwa tygodnie i dwa dni po otrzymaniu wyników matur. To bardzo długo, ale są maturzyści, którzy znaleźli się w jeszcze gorszej sytuacji - koleżanka z mojej szkoły złożyła podanie o wgląd 8.07 wieczorem i on do dziś nie został nawet rozpatrzony, nie mówiąc już o przyznaniu jej terminu wglądu - mówi Ania S., tegoroczna maturzystka z Krakowa.
Należy dodać, że terminy wglądu różnią się w zależności od komisji. Np. na jednym z forów tegoroczna maturzystka napisała: "Złożyłam wniosek 9.07, dzień po ogłoszeniu wyników, o wgląd do matury z języka polskiego i rozszerzonego. Natomiast termin wyznaczono mi dopiero na 28.09 o godz. 9:00 - OKE POZNAŃ". W innym wpisie, dotyczącym wrocławskiego OKE maturzystka napisała: "złożone 12.07, termin na październik".

AAA pracę sprawdzę, odwołanie napiszę
Dwa dni na przygotowanie wniosku o ponowne przelicznie punktów, uzasadnionego merytorycznie, to - w ocenie moich rozmówców, za mało czasu. Niektórzy podczas sprawdzania, czy punktacja jest spójna z odpowiedziami, korzystali z pomocy sztucznej inteligencji, niektóry, tak jak Antkowi i Ania, pomagali pro bono ich nauczyciele. Jednak cała rzesza maturzystów musi korzystać z płatnej pomocy, której szuka na grupach tematycznych w social mediach. To niektóre tego typu wpisy:
"Dzień dobry, szukam nauczyciela polskiego, który mógłby mi sprawdzić pracę ze zdjęć po wglądzie. Wgląd mam na 2.08". Pierwszy komentarz pod postem: "Zapraszam na priv, oferuję atrakcyjną cenę".
"Szukam nauczyciela j. polskiego, który pomoże mi z napisaniem odwołania maturalnego z tegorocznej matury podstawowej. Najlepiej jak będzie to egzaminator". Pierwszy komentarz pod postem: "Zapraszamy, Egzaminator OKE. Opłata dopiero po weryfikacji czy i o ile punktów warto się odwołać". Kolejny komentarz: "Zapraszam 😊 (…) Dziś + 8 odzyskanych punktów. Analiza jest bezpłatna".
"Dzień dobry, brakuje mi jednego punktu z matematyki podstawowej. Jest zaświadczenie o dysleksji. Termin wglądu na czwartek 16.07 - OKE Łódź. Szukam kogoś, kto pomoże mi w zweryfikowaniu wyników". Pierwszy komentarz pod postem: "Jestem czynnym egzaminatorem OKE. W tym roku sprawdzałam matury, więc wiem jak przyznawane są punkty. Sprawdzenie pracy to 49 złotych".
Na tej samej grupie zgłaszają się także osoby, które oferują sprawdzenie prac:
"Odwołanie - angielski. Jestem egzaminatorem OKE i pomogę napisać odwołanie".
"Matura z języka polskiego i angielskiego: Poprawka, analiza i ODWOŁANIA (egzaminatorka OKE). Jako czynna egzaminatorka języka polskiego pomogę Ci skutecznie zawalczyć o lepszy rezultat - rzetelnie, szybko i zgodnie z procedurami OKE (…). Zyskujesz wiedzę z pierwszej ręki, pełną zgodność z procedurami komisji oraz ekspresowe tempo działania (czas na wglądy i odwołania szybko ucieka!").
Warto jednak dodać, że są i nauczyciele, którzy oferują pomoc za darmo. W swoich mediach społecznościowych Paweł Lęcki, znany aktywista, jeszcze ósmego lipca zamieścił wpis o treści: "- Dzień dobry, czy udziela Pan pomocy przy odwoływaniu się do wyniku matury z języka polskiego? - pisze do mnie ktoś z jakiegoś miasta w Polsce. - Tak. Proszę wysłać wyraźne zdjęcie po wglądzie - odpowiadam. - Super, ale ile to kosztuje? - Nic. - Jak to? - No tak po prostu. Rok temu pomagałem młodym w ten sam sposób (…). Dodam, że podobnie jak moim wspaniali koledzy poloniści i niezwykłe koleżanki polonistki, z różnych szkół w całej Polsce. Niestety nie damy rady pomóc wszystkim".
Odwołanie i co dalej?
Zarówno Antek, jak i Ania mówią, terminy mogą zaważyć na tym, czy dostaną się na wymarzone studia.
- Rekrutacje na studia są już w toku, trzeba wpisać aktualne wyniki matur. Słyszałam jednak, że jeśli ktoś się nie dostanie, a wynik matury zostanie poprawiony i okaże się, że nowa punktacja pozwoliłaby na dostanie się, uczelnia przyjmie taką osobę na studia. Nie wiem jednak, jak będzie to w praktyce wyglądać - czy uczelnie zwiększą limity miejsc czy jakoś inaczej to rozwiążą - mówi Ania, a Antek dodaje, że ma podobne informacje, ale "to i tak wszystko to jest dość niepewne".
Problem terminów został także poruszony we wspomnianym już raporcie NIK. W omówieniu konferencji można przeczytać, że "zorganizowany w OKE w Poznaniu tryb wglądu do prac poprzez wyznaczanie odległych terminów mógł zakłócać maturzystom udział w procesie rekrutacyjnym (na 6 933 wniosków złożonych w 2024 roku w pierwszym tygodniu po ogłoszeniu wyników egzaminów, w 43 proc. przypadków wyznaczono termin wglądu na sierpień). Mógł powodować, że zdający, których prace zostały błędnie ocenione i konieczne było przeprowadzenie procedury weryfikacji i ewentualnie odwołanie od jej wyniku, uzyskiwali poprawione świadectwa dojrzałości we wrześniu czy październiku, czyli już po zakończeniu rekrutacji na studia w terminie podstawowym, a niekiedy nawet po rozpoczęciu roku akademickiego".
Ktoś popełnił błąd, ktoś inny ucierpi
Mimo że pomyłki podczas oceniania egzaminów w zasadzie nie są nowym zjawiskiem, uczelnie wyższe nadal nie dysponują jednolitą procedurą dotyczącą rekrutacji dodatkowej, spowodowanej błędami w ocenie wyników matur. Wiele uniwersytetów, m.in. Jagielloński w Krakowie, Warszawski, Wrocławski, Gdański czy w Białymstoku przygotowało specjalną ścieżkę dla kandydatów, którzy znaleźli się w tak niefortunnej sytuacji, co potwierdza Robert Zakrzewski, tłumacząc jednocześnie kwestię przyjętych przez CKE terminów.
- CKE nie ma uprawnień do zmieniania terminów określonych w ustawie, a zrównanie z terminarzem rekrutacji nie jest możliwe ze względu na bardzo krótki czas pomiędzy wydaniem świadectw dojrzałości a zamknięciem rekrutacji przez szkoły wyższe - mówi. - Jedyną możliwością zmiany tej sytuacji byłoby przesunięcie rekrutacji do szkół wyższych np. na wrzesień, jednak taka decyzja nie należy do CKE. Należy mieć również świadomość, że przepisy dotyczące egzaminu maturalnego nie były ustalone w oderwaniu od przepisów dotyczących rekrutacji. W art. 70 ust. 2 ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. z 2024 r. poz. 1571, z późn. zm.) uczelnia uwzględnia możliwość przeprowadzania rekrutacji uzupełniającej dla osób, które ubiegały się o przyjęcie na studia na rok akademicki, których wynik egzaminu maturalnego z danego przedmiotu lub przedmiotów został podwyższony w wyniku weryfikacji sumy punktów lub odwołania, o których mowa w art. 44zzz ustawy o systemie oświaty. Zatem każda uczelnia jest zobowiązana uwzględnić ten przepis w swoich uchwałach rekrutacyjnych.
Praktyka pokazuje jednak, że kandydaci, którzy dysponują poprawionymi wynikami matur, czasem znajdują się jednak w trudnej sytuacji, a raport NIK wskazuje podaje przykłady uczelni, na których system nie działa na ich korzyść: "Na przykład rekrutacja uzupełniająca organizowana była pod warunkiem, że w rekrutacji podstawowej limit miejsc na danym kierunku nie został wypełniony. W innej uczelni w przypadku zakończenia rekrutacji z powodu wyczerpania limitu miejsc przed dniem złożenia wniosku, kandydat nie mógł zostać zakwalifikowany, nawet jeśli po podwyższeniu jego punktacja znalazłaby się nad progiem. Zdarzało się również, że kandydat mógł wnioskować o uwzględnienie podwyższonych wyników egzaminów w trybie odwołania do rektora uczelni, a termin na złożenie odwołania wynosił 14 dni od otrzymania decyzji o odmowie przyjęcia na studia albo że udział w rekrutacji uzupełniającej mogły wziąć wyłącznie osoby, które zarejestrowały się i brały udział w rekrutacji podstawowej".
Wglądy do prac, a co za tym idzie, składanie wniosków o ponowne przeliczenie punktów, w zasadzie dopiero się zaczynają - wiec dopiero jesienią poznamy całkowite liczby i złożonych odwołań, i uznanych przez OKE błędów. Wtedy przyjdzie moment na porównania z ubiegłymi latami, i -miejmy nadzieje - wyciąganie wniosków.










