Spis treści:
- Łatwiej znaleźć, trudniej zostać. Tak dziś randkują Zetki
- Ghosting, situationships i wojna płci. Z czym mierzą się Zetki?
- Mniej ideałów, więcej szczerości. Czego chcą młodzi w miłości?
- Miłość bez presji. Dlaczego Zetki nie spieszą się do związków?
- Zamiast szukać na siłę, wybierają siebie
- Setki profili, kilka minut na randkę. Czy współczesne randkowanie działa?
- "Pokaż się". Czy Snapchat stał się nowym Tinderem?
- Nie każdy po drugiej stronie ekranu jest tym, za kogo się podaje
Łatwiej znaleźć, trudniej zostać. Tak dziś randkują Zetki
Na pierwszy rzut oka wszystko powinno być dziś banalnie proste. Potencjalnych partnerów mamy na wyciągnięcie ręki. Wystarczy przesunąć palcem, by aplikacja podsunęła kolejną osobę. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy chcemy zbudować coś poważnego.
Paweł zauważa, że sama procedura randkowania rzeczywiście stała się łatwiejsza. Nie trudno jest kogoś znaleźć, nawiązać kontakt i sprawdzić, czy między dwojgiem ludzi w ogóle pojawi się chemia. Równie łatwo jednak kontakt urwać. Czasem wystarczy przestać odpisywać i rozpłynąć się bez słowa, czyli zrobić to, co internet ochrzcił już dawno mianem ghostingu.
W świecie, w którym wybór wydaje się niemal nieograniczony, łatwiej też oceniać, porównywać, a w efekcie - odrzucać. Paradoksalnie więc im prostszy staje się początek znajomości, tym trudniej zbudować z niej coś trwałego.
Podobnie patrzy na to Martyna. Jej zdaniem samo randkowanie nie jest dziś szczególnie skomplikowane. Możliwości poznawania ludzi jest więcej niż kiedykolwiek. Do wyboru są aplikacje takie jak Tinder, Badoo, Bumble czy Boo. Potencjalnych znajomości można szukać również na Instagramie czy TikToku.
Dużo trudniej jest znaleźć osobę, która będzie chciała czegoś więcej i na dłużej.
Współczesne randkowanie przypomina przeglądanie katalogu. Zanim zdążymy dobrze poznać jedną osobę, za rogiem czeka już kolejna. Wiele osób spotyka się równocześnie z kilkoma partnerami, niekoniecznie szukając bliskości czy deklarując chęć stworzenia związku. Do tego dochodzi zmiana priorytetów. Dla części młodych ludzi ważniejsze od romantycznej stabilizacji są dziś rozwój osobisty, kariera i niezależność. Możliwości jest więc więcej, kontaktów również. Tylko z jakiegoś powodu znalezienie jednej osoby, z którą naprawdę chce się zostać, wcale nie stało się przez to prostsze.
Ghosting, situationships i wojna płci. Z czym mierzą się Zetki?
Lista problemów związanych ze współczesnym randkowaniem wydaje się równie długa jak lista dostępnych aplikacji. Szybkie znajomości, relacje bez zobowiązań, ghosting i "situationship".
Paweł zauważa, że internet pozwolił nam być w stałym kontakcie, ale jednocześnie sprawił, że relacje coraz częściej zaczynają się i kończą za ekranem telefonu. Do tego dochodzi przebodźcowanie i nieustanna potrzeba nowych wrażeń. Skoro za jednym przesunięciem palca czeka kolejna osoba, trudniej zatrzymać się przy jednej. Może następna i jeszcze następna będzie lepsza?
Nasze pokolenie, tak jak każde - pragnie głębokich relacji i bliskości. Jednak powszechny kryzys relacji jako takich, spowodowany rozwojem technologii i przemianami społecznymi sprawia, że tworzenie trwałych związków jest trudniejsze niż kiedyś.
Zuza zwraca uwagę na kulturę jednorazowych spotkań, problemy z otwieraniem się i komunikacją. Coraz częściej brakuje zwyczajnej rozmowy o tym, czego właściwie szukamy. A kiedy komunikacja zawodzi, łatwo o sytuacje, w których jedna osoba oczekuje czegoś więcej, podczas gdy druga od początku gra według zupełnie innych zasad.
Nasze społeczeństwo ma aktualnie problem z zobowiązaniami, woli tzw. „situationship” niż prawdziwą relację. Stąd też ostatnimi czasy słyszy się więcej o zdradach. Denerwują mnie też wiadomości nacechowane seksualnie od samego początku rozmowy. Nie znamy się i nie taki typ relacji mnie interesuje.
Martyna zwraca z kolei uwagę na brak gotowości do kompromisów. Relacja wymaga czasu, uwagi i pewnych poświęceń. Tematami sporów bywają rzeczy, które nie zawsze pasują do stylu życia nastawionego przede wszystkim na siebie i rozwój. Do tego dochodzi wszechobecna "wojna płci". Kobiety mają być fałszywe, mężczyźni - kłamliwi. Trudno jest szukać relacji, będąc przesiąkniętym stereotypami i seksizmem.
Do randkowego chaosu swoje trzy grosze dorzucają również media społecznościowe. W internecie związki rzadko wyglądają tak, jak w realnym życiu. Zamiast codzienności dostajemy "idealne momenty": romantyczne wyjazdy, piękne zdjęcia, kwiaty, kolacje i pary, które najwyraźniej nigdy nie mają gorszego dnia. Potem nazywane jest to "bare minimum" przez co oczekiwania randkowiczów rosną. Maciej wyjaśnia, że nic dziwnego, że nawet w stabilnym związku może pojawić się pytanie: "Czy u nas też powinno tak wyglądać?".
Ciągłe porównywanie własnej relacji z tym, co widzimy w sieci, może budować presję i niepokój, a w konsekwencji odbijać się na samym związku. To właśnie tutaj pojawia się tzw. "Larping", czyli kreowanie w mediach społecznościowych określonej wersji swojego życia i relacji, która niekoniecznie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Wyjaśnia, że kolejnym z problemów współczesnego randkowania są również oczekiwania wobec mężczyzn i presja wpisywania się w stereotyp "prawdziwego faceta". Zamiast przestrzeni na autentyczność pojawia się niepisany scenariusz: mężczyzna ma być silny, opanowany i zawsze trzymać emocje na wodzy. Taki obraz może utrudniać budowanie bliskości, bo trudno stworzyć szczerą relację, jeśli własne emocje traktuje się jak coś, co należy ukrywać.
Trudno pominąć zjawisko, które to potęguje. Ghosting, czyli nagłe zerwanie kontaktu bez żadnego wyjaśnienia, stał się niemal pełnoprawną strategią kończenia znajomości. Zamiast powiedzieć "to nie to", łatwiej przecież przestać odpisywać i liczyć, że druga osoba sama zrozumie aluzję. Zuza przyznaje, że sama raz dopuściła się ghostingu. Wyjaśnia, że jest to bardzo przykry zabieg, który jest popularny w naszych czasami i chciałaby żeby zniknął, a ludzie zaczęli ze sobą więcej rozmawiać i nauczyć się komunikować.
W świecie, w którym znajomość można rozpocząć jednym kliknięciem, równie łatwo jest ją urwać. Problem w tym, że po drugiej stronie ekranu wciąż znajduje się człowiek, a jego emocji nie da się tak po prostu przesunąć palcem w lewo.

Zobacz również: Quiet quitting wkroczył do związków. Tak wygląda emocjonalne wycofanie
Mniej ideałów, więcej szczerości. Czego chcą młodzi w miłości?
Oczekiwania wobec partnera wydają się dziś równie skomplikowane jak samo randkowanie. Tymczasem odpowiedzi młodych osób są zaskakująco proste. Zamiast perfekcyjnego profilu, odpowiedniej liczby obserwujących czy niekończącej się chemii - liczą się naturalność, dobre serce, szacunek i poczucie bezpieczeństwa.
Paweł przede wszystkim szuka autentyczności. Nie chodzi mu o relację, w której jedna osoba nieustannie zabiega o aprobatę drugiej, ale o wzajemne zainteresowanie i gotowość do poznania się naprawdę.
Zuza wyjaśnia, że dla niej ważne jest przede wszystkim to, żeby przy drugiej osobie czuć spokój i bezpieczeństwo. Partner powinien być jednocześnie kimś bliskim i przyjacielem. Osobą, na której można polegać, także wtedy, gdy między dwojgiem ludzi pojawia się konflikt.
Problem może pojawiać się, gdy w randkowanie wchodzi się z gotowym, wyidealizowanym obrazem przyszłego partnera. Rzeczywistość ma jednak własne plany i często skutecznie weryfikuje listę wymarzonych cech. Czasem okazuje się nawet, że "typ" istnieje głównie w naszej głowie. Dobrym przykładem jest sama Zuza, która przez lata była przekonana, że podobają jej się osoby o brązowych włosach i ciemnych oczach, podczas gdy jej historia randkowa zdecydowanie częściej prowadziła ją w stronę blondynów o jasnych oczach.
Martyna również nie tworzy szczególnie skomplikowanej listy wymagań. Na pierwszym miejscu stawia szacunek, wyrozumiałość i wsparcie. Chce być traktowana jak partnerka.
Zależy mi, aby partner nie robił mi wyrzutów sumienia, gdy powiem mu, że jakieś jego zachowanie mnie zabolało. Żeby był wsparciem w każdym momencie, nawet jak się pokłócimy i żeby po porostu był na dobre i na złe.
Maciej zwraca natomiast uwagę na zgodność charakterów i wartości. Jego zdaniem chemia, choć na początku potrafi zrobić swoje, z czasem przestaje wystarczać. Kiedy pierwsze emocje opadają, pojawiają się pytania o rzeczy znacznie bardziej przyziemne: podejście do dzieci, religii, polityki, stylu życia czy codzienności. Jeśli w fundamentalnych kwestiach nie ma porozumienia, nawet największe zauroczenie może mieć swój termin ważności.
Ostatecznie okazuje się więc, że oczekiwania wobec partnera wcale nie są tak skomplikowane, jak mogłoby się wydawać. Niezależnie od płci rozmówcy wracają te same słowa: szacunek, bezpieczeństwo, szczerość, wsparcie i możliwość bycia sobą. Być może w świecie, w którym wybór partnera nigdy nie był tak szeroki, młodzi ludzie coraz bardziej szukają po prostu kogoś, przy kim nie trzeba nieustannie za czymś gonić.
Zobacz również: Marzenie o domu z ogrodem to już przeszłość? Jak zmieniło się podejście do życia pokolenia Z
Miłość bez presji. Dlaczego Zetki nie spieszą się do związków?
Po wszystkich opowieściach o ghostingu, situationships i relacjach bez zobowiązań można by odnieść wrażenie, że pokolenie Z powoli wycofuje się z randkowania. Jednak młodzi ludzie niekoniecznie przestali wierzyć w miłość. Częściej podchodzą do niej ostrożniej i nie traktują związku jako obowiązkowego punktu dorosłego życia.
Paweł uważa, że potrzeba bliskości i budowania relacji jest czymś naturalnym, ale jednocześnie nie każdy musi być w związku. Status singla nie powinien być ani powodem do dumy, ani powodem do wstydu. Niechęć do relacji może wynikać również z wcześniejszych, trudnych doświadczeń, które sprawiają, że kolejna próba wejścia w związek niekoniecznie wydaje się kuszącą perspektywą.
Maciej patrzy na sprawę bardziej praktycznie. Możliwości poznania kogoś są niemal nieograniczone, ale nie oznacza to, że trzeba zamienić życie w nieustanne polowanie na potencjalnego partnera. Czasem wystarczy po prostu wyjść z domu i robić swoje - rozwijać hobby, poznawać ludzi, angażować się w rzeczy, które naprawdę sprawiają przyjemność. Miłość, jeśli ma się pojawić, niekoniecznie potrzebuje osobnego projektu i harmonogramu.
Zdecydowanie lepiej być samemu. Bycie w związku dla samego faktu bycia w związku jest jedną z najgorszych rzeczy jaką można sobie samemu zrobić.
Zamiast szukać na siłę, wybierają siebie
Dla części młodych osób bycie singlem nie jest więc poczekalnią przed właściwym związkiem, ale etapem pełnym nowych możliwości. Sylwia jeszcze do niedawna nie miała chłopaka. Randkowanie traktowała nie tylko jako sposób na znalezienie partnera, ale też okazję do poznawania nowych ludzi. Dawało jej to również poczucie bycia atrakcyjną i pozwalało lepiej dostrzec własną wartość. Po niektórych randkach wychodziła z przekonaniem, że nie powinna zadowalać się byle kim.
Bycie singielką miało dla niej również bardzo konkretne zalety. Więcej czasu dla znajomych, podróży, nowych zainteresowań i przede wszystkim dla siebie. Bez dopasowywania się do czyjegoś grafiku i humorów, przejmowania się kłótniami czy pozwalania na przekraczanie własnych granic. Po trudnym związku szczególnie doceniała spokój i stabilność, które daje życie na własnych zasadach. Życie w pojedynkę ma jednak także minusy. Zwłaszcza wtedy, gdy większość znajomych jest już w związkach, a rodzina zaczyna subtelnie przypominać, że "można by już sobie kogoś znaleźć". Mimo tego bycie singlem może oznaczać większą otwartość na świat i ludzi.
Setki profili, kilka minut na randkę. Czy współczesne randkowanie działa?
Speed dating miał być odpowiedzią na współczesny brak czasu. Kilka minut rozmowy, szybka decyzja i przejście do kolejnej osoby. W teorii brzmi jak randkowanie w wersji ekspresowej. W praktyce nie zawsze wszyscy startują z tej samej pozycji. Maciej zwraca uwagę na problem dysproporcji między kobietami a mężczyznami podczas wydarzeń tego typu. Jego zdaniem przewaga jednej grupy może sprawiać, że część mężczyzn ma niewielkie szanse na nawiązanie kontaktu, co może dodatkowo odbijać się na ich pewności siebie. Wspomina również o pojawiających się opiniach, że organizatorzy niektórych wydarzeń mają dodatkowo opłacać kobiety za sam udział, aby zachować bardziej wyrównane proporcje uczestników.

Maciej dodaje, że haczyk pojawia się także w aplikacjach typu Tinder. Jego zdaniem współczesne narzędzia do randkowania nie zawsze działają w interesie użytkowników. Aplikacje są projektowane tak, by zatrzymać ich na platformie jak najdłużej, bo to właśnie zaangażowanie użytkowników przekłada się na zysk.
Podobne wrażenia ma Paweł, który sam korzysta z aplikacji randkowych. Docenia różnorodność dostępnych możliwości, ale jednocześnie zauważa ich mocne nastawienie na biznes.
Zuza zwraca uwagę na jeszcze jeden problem - nadmiar wyboru. Setki profili, zdjęcia, krótkie opisy i niekończące się swipe'owanie mogą po pewnym czasie bardziej męczyć niż ekscytować. Pierwsze wrażenie powstaje przecież na podstawie kilku fotografii i paru zdań, trudno więc mówić o szczególnie głębokim poznawaniu drugiej osoby. Do tego dochodzi popularność hookupów, czyli spotkań nastawionych przede wszystkim na krótką, niezobowiązującą relację. Dla osób szukających związku może to oznaczać konieczność przekopywania się przez sporą liczbę propozycji, które od początku nie odpowiadają ich oczekiwaniom.
A jednak aplikacje nie dla każdego kończą się rozczarowaniem. Sylwia sama poznała w ten sposób osobę, z którą stworzyła stały związek. Jej zdaniem poprzez aplikacje naprawdę można trafić na wartościowych ludzi, choć wymaga to cierpliwości i odrobiny szczęścia. W jej otoczeniu wiele par poznało się właśnie w ten sposób, a aplikacje są dziś czymś zupełnie naturalnym dla osób szukających partnera.
"Pokaż się". Czy Snapchat stał się nowym Tinderem?
Snapchat już dawno przestał być tylko aplikacją do wysyłania znikających zdjęć znajomym. Dla części osób stał się też miejscem do poznawania nowych ludzi. Z czasem wręcz polowania na potencjalną randkę. Wystarczy ustawić zdjęcie profilowe i nagle telefon potrafi zacząć żyć własnym życiem. Jedno, dwa zaproszenia? To jeszcze nic. Czasem w ciągu dnia może ich wpaść nawet 50. Tyle że trudno nazwać to klasycznym randkowaniem.
Na Snapie nikt specjalnie nie bawi się w długie wstępy. Zamiast "jak minął ci dzień?" szybciej można dostać wiadomość typu: "pokaż się" albo "wyślij zdjęcie". Pytania o nudesy dla części użytkowników stały się wręcz czymś oczywistym, a nagie zdjęcia potrafią pojawić się szybciej niż informacja o tym, czym ktoś zajmuje się na co dzień. I nie są to anonimowe konta bez twarzy. Wiele osób nie ma problemu, żeby pokazać wszystko, łącznie z imieniem, własną twarzą, czy przyrodzeniem.
Oczywiście działa to w obie strony. Użytkownicy Snapchata zwracają uwagę, że kobiety również potrafią grać według tych samych zasad. Seksowne zdjęcia, pikantne wiadomości, a czasem nawet prośby o BLIKA w zamian za bardziej "odważny" content również mają tu swoje miejsce. Dla części Zetek (i oczywiście nie tylko) Snapchat stał się więc kolejnym sposobem na samotność, nudę czy zwyczajną potrzebę czyjejś uwagi. Wiele osób od razu jasno komunikuje, że nie szuka związku i nie zamierza udawać, że jest inaczej. Bo może właśnie na tym polega jeden z paradoksów współczesnego randkowania. Łatwiej wysłać komuś nagie zdjęcie niż powiedzieć mu, czego tak naprawdę się boimy i czego potrzebujemy. Łatwiej odsłonić ciało niż siebie.

Nie każdy po drugiej stronie ekranu jest tym, za kogo się podaje
Wraz z liczbą możliwości poznawania ludzi w internecie rośnie też liczba zagrożeń. Fałszywe konta, podszywanie się pod innych, kradzione zdjęcia czy materiały stworzone przy pomocy sztucznej inteligencji nie są już czymś szczególnie niespotykanym. Wystarczy zebrać kilka informacji, dobrać odpowiednie zdjęcia i stworzyć historię, która na pierwszy rzut oka może wydawać się całkiem wiarygodna.
Sama natrafiłam na takie profile, szczególnie na TikToku. Często schemat wygląda podobnie. Atrakcyjne zdjęcia i wiadomość od osoby, która chce się "poznać". Z czasem rozmowa zaczyna jednak zmierzać w konkretnym kierunku. Najczęściej chodzi o wyłudzenie nudesów, a cały flirt okazuje się wcześniej przygotowanym scenariuszem. Jednym z takich kont był "Natan Bolucci", przedstawiający się jako fizjoterapeuta warszawskiego klubu piłkarskiego. Profil wykorzystywał filmy pochodzące z konta @_ohwoah. W ciągu jednego dnia konto zniknęło. Można przypuszczać, że zostało zgłoszone. Po pewnym czasie wróciło pod nazwą Adriana Lewandowskiego, które obecnie również świeci pustkami.

Kolejne konto, na które trafiłam, to @arek.moves00. Dziś jest prywatne, ale kiedy prowadziłam z nim krótką rozmowę, jego właściciel przedstawiał się jako osoba z Krakowa i deklarował chęć poznania kogoś. Wystarczyło jednak około dziesięciu minut, żeby rozmowa zeszła na - jak sam to określił - "pikantne zdjęcia". Znajomość zakończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Jakiś czas później na TikToku trafiłam na profil dziewczyny (@arielkaa24), która również miała kontakt z tym samym kontem. W jej historii mężczyzna przedstawiał się już jako osoba z Lublina. Co ciekawe, dzięki algorytmowi TikToka udało jej się później trafić na prawdziwe konto użytkownika - @finn.wiesehoff.
Takie historie pokazują, że współczesne randkowanie daje młodym ludziom ogrom możliwości, ale razem z nimi przynosi też nowe zagrożenia. Internet pozwala szybciej poznawać ludzi i łatwiej ich weryfikować, ale jednocześnie daje oszustom narzędzia, których wcześniej po prostu nie było.
Nie oznacza to oczywiście, że każda internetowa znajomość powinna kończyć się podejrzliwym sprawdzaniem dowodu osobistego. Warto jednak zachować podstawową ostrożność - zweryfikować, czy osoba rzeczywiście jest tym, za kogo się podaje, nie wysyłać pochopnie prywatnych zdjęć, a pierwsze spotkanie umawiać w miejscu publicznym. Fałszywe profile to nadal pojedyncze przypadki, ale wystarczające, żeby przypomnieć o jednej zasadzie: zanim zaufamy zdjęciu i kilku wiadomościom, dobrze upewnić się, kto naprawdę siedzi po drugiej stronie ekranu.

Zobacz również: Samotność mimo setek kontaktów. Badanie ukazało smutny obraz przyjaźni










