Najsłynniejszy wiejski szalet. Tak zdobyto ponad milion złotych na nową drogę
Na mapie Polski są miejsca, o których nikt by nie usłyszał, gdyby nie jedna decyzja. W Zakęciu wystarczył niewielki budynek przy drodze, by spokojna wieś trafiła na nagłówki w całym kraju i stała się punktem zapalnym dyskusji o tym, gdzie kończy się rozsądek, a zaczyna "gra" pod przepisy. - Gdybyśmy jeszcze raz mieli podjąć taką decyzję, postąpilibyśmy identycznie - pisze zastępca burmistrza gminy Otyń, Rafał Stasiński. Toaleta publiczna we wsi Zakęcie bierze udział w plebiscycie na najgorzej wydane pieniądze publiczne.

Spis treści:
- Publiczna toaleta na końcu wsi
- "Tam to tylko zające chodzą"
- Święty Mikołaj i przepisy unijne
- Nowoczesna toaleta opuści wieś?
- Toaleta potrzebna, ale czy akurat na wsi?
Publiczna toaleta na końcu wsi
Zakęcie, woj. lubuskie. Według dostępnych danych wieś liczy ok. 420 mieszkańców. Zabudowania wzdłuż biegnącej przez miejscowość drogi, sklepik, kilka przydrożnych kapliczek i przejazd kolejowy. Cisza, spokój. W zeszłym roku jednak na Zakęcie zwróciły się oczy całej Polski. Dziennikarze i ciekawscy przyjeżdżali zobaczyć coś, co jedni nazwali "farsą", inni "pomnikiem głupoty", a jeszcze inni - przyszłością polskich wsi. Tuż za ostatnimi domami stanął niewielkich rozmiarów murowany budynek. Przy polu, naprzeciwko pastwiska dla koni. Dalej droga prowadzi już do lasu. To nowoczesna, płatna toaleta publiczna.

Choć toaleta stoi w Zakęciu już od 2021 roku, możliwość skorzystania z niej pojawiła się dopiero w październiku 2025 roku. Zamkniętym na cztery spusty obiektem zainteresowali się lokalni dziennikarze. Michał Szczęch, dzięki reportażowi "Kibel jak kibel, czyli antrapa w polu" wyemitowanym w Radiu Zachód, przyczynił się do jego otwarcia po kilku latach. Zaraz po nim tematem zainteresowała się telewizja. Gdy toaleta stała się "sławna" także w przestrzeni internetowej, nie trzeba było długo czekać na uwzględnienie jej wśród nominowanych w plebiscycie "Czarna Księga wydatków publicznych" Warsaw Enterprise Institute. W tym roku konkuruje o mało zaszczytny tytuł najgorzej wydanych publicznych pieniędzy w Polsce m.in z "siłownią dla bobrów" czy kranikiem na wodę za 46 tys. zł.
"Tam to tylko zające chodzą"

- Ja tam nigdy nie byłam nawet. Nie widziałam jej. Mi sąsiedzi mówili, że płacić za to trzeba - mówi właścicielka oddalonego o jakieś 50 m od toalety, domu. Seniorka uważa, że w stronę toalety kierują się tylko ci mieszkańcy wsi, którzy idą jesienią do lasu. "Centrum" wsi jest po przeciwnej stronie. - Przecież jak ktoś idzie na spacer do lasu, to pieniędzy ze sobą specjalnie nie będzie brać - stwierdza i ucina rozmowę. Dwa domy dalej starszy mieszkaniec zdaje się mieć mieszane uczucia. Uśmiecha się pod nosem. - Ja tam nie wiem. To powinno być na środku wioski. A tam to tylko co? Zające chodzą - mówi. Do rozmowy dołącza syn mężczyzny. - Nasi to o tym mówią "pałac". Nikt z tego nie korzysta, bo każdy ma swój kibel w domu. Może grzybiarze, bo ten las za toaletą popularny jest - mówi. Panowie jednak doceniają remont drogi: latarnie, chodnik i gładka wstęga asfaltu. Bo remont drogi jest powiązany z budzącym wątpliwość obiektem i to bardziej, niż może się wydawać.
Święty Mikołaj i przepisy unijne

Zastępca burmistrza Otynia Rafał Stasiński, w korespondencji mailowej odniósł się do krytycznych ocen toalety w Zakęciu. - Powstanie toalety w Zakęciu jest wskazywane w mediach jako "absurdalne" czy "niedorzeczne" - pisze, porównując je do kosztownych wiaduktów - przejść dla dzikich zwierząt na odcinku drogi krajowej S3 między Niedoradzem a Zieloną Górą, z których, wg samorządowca, nie korzystają dziki ani sarny. - Naszym zadaniem jako włodarzy gminy jest przede wszystkim dbać o interes mieszkańców. Mieszkańcy Zakęcia od wielu lat marzyli o nowej drodze, nowych chodnikach i lampach. I to marzenie dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej zrealizowaliśmy - stwierdza. Ale żeby to dofinansowanie uzyskać, należało zdobyć jak najwięcej punktów w konkursie. Stąd pomysł na toaletę publiczną. Dzięki ulokowaniu przy drodze wskazywanej do remontu "obiektu użyteczności publicznej" wniosek uzyskał dodatkowe punkty, co z kolei przełożyło się na wysokie miejsce w rankingu i poskutkowało uzyskaniem 1,3 mln zł dofinansowania na drogę.
"Nie spojrzelibyśmy mieszkańcom Zakęcia w oczy, gdybyśmy przeszli obojętnie obok takiej kwoty. Powiem więcej, gdybyśmy jeszcze raz mieli podjąć taką decyzję, postąpilibyśmy identycznie. Gdyby Pani lub ktokolwiek inny, jakaś instytucja czy święty Mikołaj, obiecał nam przekazanie 1,3 mln dofinansowania na drogę, wzięlibyśmy takie dofinansowanie, nie na jedną, a na dziesięć dróg. I przy każdej postawili toaletę. Dlaczego? Bo pieniądze na drogi, czy to ze źródeł krajowych, czy unijnych, są bardzo ograniczone, a każde dofinansowanie na drogi to ważna inwestycja i zaspokojenie potrzeb mieszkańców" - przekazał Rafał Stasiński, zastępca burmistrza gminy Otyń.
Nowoczesna toaleta opuści wieś?

Spryt samorządowców miał jednak swoją cenę. "Pałac" w Zakęciu kosztował gminę 165 882,78 zł, bo powstał z tzw. środków własnych. Czy był wart tej kwoty? Po wrzuceniu złotówki toaleta otwiera się, w środku jest oczywiście muszla klozetowa, rozkładany przewijak, lustro oraz "umywalka 4w1", z której leci woda, środek dezynfekujący, mydło oraz jest opcja suszenia rąk. Tylko pordzewiałe elementy na urządzeniu umywalkowym zdradzają, że toaleta kilka lat stała zamknięta i nieużywana. Budynek wyposażony jest w system alarmowy oraz wywietrzniki. Czy z toalety w ciągu pół roku, odkąd jest dostępna do użytku, gmina Otyń miała jakiekolwiek wpływy? Zastępca burmistrza w mailu odpowiedział, że nie ma na ten temat informacji. Prace porządkowe prowadzą pracownicy gospodarczy gminy, a środki czystości, jak papier toaletowy czy mydło, pochodzą z dostaw na rzecz urzędu, zatem trudno powiedzieć, ile dokładnie kosztuje gminę utrzymanie obiektu.

W rozmowach z mieszkańcami przewijał się temat rzekomego przeniesienia szaletu w inne miejsce. Zastępca burmistrza odniósł się do tej sprawy. Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku budynek rzeczywiście opuści Zakęcie. - Toaleta zgodnie z umową o dofinansowanie, którą podpisaliśmy, powinna stać do 2027 r. w bezpośrednim sąsiedztwie drogi. Jest to wymóg nazywany w unijnej nowomowie "okresem trwałości". Po upływie tego okresu zostanie przeniesiona w inne miejsce, rozważamy lokalizację przy cmentarzu gminnym w Otyniu lub w pobliżu ruin klasztoru w Otyniu - pisze w mailu Rafał Stasiński.

Póki co, nadal jednak budzi emocje, ale raczej wśród przyjezdnych. Niedawno nowosolski klub biegowy Wikon na swoim facebookowym profilu dodał filmik, na którym jego członkowie dokonują "testu" działania toalety na końcu wsi. Choć "shorts" miał charakter nieco prześmiewczy, stał się także dowodem na to, że obiekt faktycznie spełnia swoje zadanie.
Toaleta potrzebna, ale czy akurat na wsi?

Warto w tym miejscu wspomnieć o zjawisku tzw. "smyczy moczowej" i palącym problemie braku wystarczającej ilości toalet w przestrzeni publicznej. Aleksandra Suława w jednym z odcinków podcastu "Zamieszkanie" poruszyła ten temat z Moniką Pastuszko, autorką książki "Matka Polka sika w krzakach".
Zatem inwestycje w tego typu obiekty użyteczności publicznej mają sens, którego nie sposób zdeprecjonować. Jedynie myśl o ustawianiu ich na wsi budzi niepewność i szyderczy śmiech. Za przejazdem kolejowym, nieco dalej od toalety, starszy mężczyzna, mieszkaniec Zakęcia, zapytany o zasadność jej powstania akurat w tym miejscu, stwierdził krótko: - Tu jest dom przy domie i każdy swoją łazienkę ma. Nawet jak przypili, to się zdąży do domu, bo daleko nie ma. A na grzybach nikt nie będzie leciał do płatnego kibla, bo zrobi co ma zrobić w lesie - podsumował. Ale wśród krytycznych głosów pojawił się także ten jeden, w pełni pozytywny. Zakęcianka jest pełna podziwu dla tej inwestycji i natychmiast wskazała na potencjał turystyczny wsi. - Widzę, że coraz więcej tu rowerzystów, odkąd wyremontowali drogę. Taka toaleta na trasie to jest świetna rzecz. Nie trzeba tak tego krytykować - stwierdziła.

W opisie wspomnianego wcześniej plebiscytu WEI na najgorszą inwestycję za publiczne pieniądze, trudno jednak doszukać się pozytywów. Podobnie jak w pozostałych publikacjach na ten temat, w których słowa "farsa", "absurd", "żenada" ścieliły się gęsto, tak i tu nie pozostawiono na zakęckim szalecie suchej nitki. "Za te pieniądze można by wyremontować kilka wiejskich dróg czy postawić przydatne ławki, zamiast wychodka w szczerym polu. Klasyka: dobre intencje (remont drogi) toną w absurdzie przepisów i braku konsultacji z ludźmi. Idiotyczne przepisy i wymogi to jedno, wysoki koszt, absurdalna lokalizacja i kiepska dostępność wiejskiego kibla, to drugie."
Głosowanie w plebiscycie jeszcze trwa. W maju dowiemy się, czy toaleta w Zakęciu otrzyma "Słomianego Misia".
***
Moda, uroda i codzienne wybory mają wiele odcieni. Na Styl.interia czekają kolejne artykuły, które inspirują, tłumaczą i podpowiadają. Zajrzyj i odkryj więcej tematów, które mogą cię zainteresować.










