Dzisiejsza wieś
Od czasu mojej wyprowadzki wieś mego dzieciństwa zmieniła się nie do poznania. Ogrody wypełnione sprzętem rolniczym zastąpiły równo przystrzyżone kosiarkami trawniki. Ustające jedynie w niedzielę i święta kościelne trajkotanie "papajów" i "trzydziestek", wyparł majestatyczny ryk potężnych ciągników Lamborgini. Wszystko to związane jest ze zmianą formy gospodarowania. Kiedyś każdy mieszkaniec wsi uprawiał pole, dziś robią to jedynie zawodowi, wielkoobszarowi rolnicy, którzy tak jak w każdej innej branży wciąż muszą się doszkalać, by nie wypaść z rynku. Wieczorne powietrze na wsi spowija zapach dymu z grilla, a nie wyrzucanego przy oporządzaniu krów i koni obornika. Choć nadal czasem do nozdrzy wlatują lotne związki z kiszonki.
Na palcach jednej ręki da się już policzyć ludzi, którzy potrafią godać. Lokalna gwara zaniknęła już dawno, ale nadal pozostały w codziennej mowie słowa jak: "krzypopa", "jupka", "kufajka", których każde kolejne pokolenia zna coraz mniej.
Tak według mnie wygląda polska wieś, ale jakoś nie mogę jej znaleźć w internecie. W wirtualnej przestrzeni widuję tylko dwie opcje: upragnionego domku na wsi, by uciec z miasta i wsi zacofanej, gdzie pola nadal orają konne pługi. Tymczasem sierp i koń w polu to pieśń odległej przeszłości.
Wieś przed mechanizacją
Tę pieśń przeszłości nadal wielu pamięta (sama w dzieciństwie jeździłam w pole koniem z rodzicami). Życie na wsi przez całe stulecia toczyło się podobnym rytmem, co zmieniło się dopiero za sprawą mechanizacji rolnictwa. Maszyny znacznie ułatwiły i przyśpieszyły prace w polu, do których od tej pory potrzeba było mniej ludzi. Urodzona w 1923 roku Janina Tabisz wspomina, że największa zmiana przyszła w latach 60., najpierw pojawiły się konne kosiarki, potem ciągniki, bizony i wszystko ruszyło. Janina Tabisz w rozmowie z Interią wspomina czasy sprzed mechanizacji:
"Najpierw chłopy chodzili kosami kosić, szli do dnia skoro świt. Jak się rozwidniło, oni już byli w polu. Potem rozbijało się pokosy grabiami, a potem się ruszało i suszyło. Jak był dyszcz, to nawet parę razy trza było ruszać. A jak podeschło, to się stawiało kopki. Potem jak była pogoda, to się te kopki rozrzucało, suszyło i kładło się na fury".
A potem przyszedł 1973 rok
Andrzej (73 lata) doskonale pamięta pojawienie się we wsi pierwszych ciągników i kombajnów w połowie lat 60. To było wielkie wydarzenie, możliwe dzięki istnieniu na wsi kółek rolniczych. Mój rozmówca stawia tezę, że mechanizacja rolnictwa na dużą skalę była możliwa dzięki powołaniu do życia Spółdzielni Kółek Rolniczych w 1973 roku. Sprawiły one, że nawet mali rolnicy mogli korzystać w uprawie pól z nowoczesnych maszyn, na których zakup nie byłoby ich stać. SKR-y prowadziły też szkolenia i kursy, umożliwiając, często niewykształconym kierunkowo rolnikom, dostęp do wiedzy i nowinek dotyczących gospodarowania.
Nie taka wieś sielska
Życie na wsi wiązało się od zawsze z ciężką pracą od rana od świtu niezależnie od pory roku (nie, rolnicy w zimie nie odpoczywają, bo żywy inwentarz tak samo latem, jak i zimą musi jeść i wymaga opieki. Zima to jedyny czas na konserwację maszyn i szereg innych prac przygotowawczych do okresu wegetacyjnego). Skąd się zatem wzięło przekonanie o łatwym, spokojnym i przyjemnym życiu na wsi? Winnego możemy chyba szukać jeszcze w XVI wieku:
"Wsi spokojna, wsi wesoła!
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
Może wspomnieć zaraz wszytki?"
pisał Jan Kochanowski w "Pieśni o sobótce", wychwalając życie na wsi. Byłemu sekretarzowi królewskiemu wiejska codzienność jawiła się sielankową z dala od dworskich intryg, gdzie "śmierć bliżej niż na piędzi". Jednak Jan z Czarnolasu jako szlachcic nigdy nie chodził za pługiem, nie żął zboża sierpem i nie cierpiał głodu na przednówku. W wierszu Kochanowskiego widzimy dostatnią wieś pełną bogatych gospodarzy, którzy ledwie ruszą palcem, a już mają stół suto nakryty:
"Jemu sady obradzają
Jemu pszczoły miód dawają,
Nań przychodzi z owiec wełna
I zagroda jagniąt pełna"
Kto wychował się na wsi, ten wie, że za obrazami, które malował słowem Kochanowski, stoi ciężka, żmudna praca, od której nie ma urlopu.
Oświadczenie, że wiesz, jak wygląda życie na wsi
Nie wiedzą o tym jednak najwyraźniej mieszkańcy miast marzący o domu na wsi wyjętej z wiersza Kochanowskiego, skoro Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi pracuje nad projektem ustawy o ochronie rolniczych funkcji produkcyjnych wsi. Jednym z jej punktów jest konieczność podpisania oświadczenia o akceptacji uciążliwości zapachowych, hałasu, pracy maszyn rolniczych czy innych "efektów" uprawy roli. W której grupie jesteś Ty? Doskonale wiesz, z czym wiąże się życie na wsi, uważasz ją za siedlisko zacofania, a może masz idylliczną wizję niczym z wiersza Kochanowskiego?
Każdy gatunek ma swoją opowieść. Od najmniejszych owadów po zwierzęta, które potrafią przebyć tysiące kilometrów, by wrócić do domu. Poznaj historie, które pokazują potęgę natury. Więcej na styl.interia.pl













