Nostalgia na sznureczku. Najstarsze ozdoby zajmują szczególne miejsce w sercu i na choince
Wyglądają niepozornie. Nadgryzione zębem czasu niewielkie bombki w przedziwnych kształtach i kolorach. Lekkie, kruche i delikatne. Przetrwały przeprowadzki, zmiany pokoleniowe, nowoczesne designy. Dorastanie domowników. Jako jedyne z całych zestawów pozostały w jednym kawałku. Po brzegi wypełnione wspomnieniami, zapachami dawnych świąt i nostalgią. Oto kilka najstarszych ozdób choinkowych z polskich domów. Ich właściciele są młodsi od nich.

Spis treści:
- Rodzinne skarby pełne wspomnień
- Tomasz: "Mama wiesza te bombki z tyłu choinki"
- Monika: "Papuga ma więcej lat niż ja"
- Filip: "Co ma kostka wspólnego ze świętami? Kompletnie nic"
- ***
Rodzinne skarby pełne wspomnień
Mają po kilkadziesiąt lat, noszą na sobie odciski palców bliskich, których już dawno nie ma. Gdy co roku wyciągane są z pudełek, wywołują to specyficzne ukłucie w sercu, poruszają nostalgiczne struny. Roznoszą ciepło po ciele. W głowie odtwarza się wspomnienie jak film ze starej taśmy. Najstarsze ozdoby świąteczne są traktowane jak skarby. W rozmowie z Interią kilka osób z różnych części Polski postanowiło podzielić się swoimi wspomnieniami związanymi z nimi i powodami, przez które nigdy nawet przez myśl im nie przeszło, by się tych "staruszków" pozbyć.
Tomasz: "Mama wiesza te bombki z tyłu choinki"

Tomasz, 35-latek z Dolnego Śląska musiał zejść do piwnicy w rodzinnym domu, by sfotografować cenne bombki. Wyróżniają się na tle innych, "nowocześniejszych" ozdób, są jakby żywcem wyjęte z czasów PRL. Ostały się jako jedyne, bardziej "pamiątki" niż rzeczywista dekoracja choinki.
- Najstarsze bombki w naszym domu pamiętają jeszcze stan wojenny. Zostały kupione - jak to powiedziała moja mama - za czasów wielkiego kryzysu. Rzekomo dziadek stał za nimi w jakiejś bardzo długiej kolejce przed sklepem i dorwał jakieś trzy zestawy: jedne były gładkie, ale błyszczące, drugie miały zdobienia przypominające motyla na kolorowym tle (niebieskim, czerwonym, zielonym, różowym), a trzecie to były szklane szyszki. Za dziecka pamiętam, że były one obecne na choice w pokaźnej liczbie, ale z roku na rok były zastępowane przez inne. W latach 90. modne były błyszczące i matowe czerwone bombki, które dominują na choince co roku ubieranej przez mojego ojca, a on ma barokową fantazję - śmieje się.

Pomimo nostalgii i sentymentu, który wywołują, mama Tomasza wiesza te "antyki" z tyłu choinki. Woli nowsze, ładniejsze ozdoby. Ale też nie zamierza się ich pozbywać. Oprócz nieco wyblakłych "staruszków", Tomasz wspomina także bombkę - muchomora, która określana była mianem "najważniejszej ozdoby choinkowej". - Biłem się z braćmi za dzieciaka o to, kto muchomora zawiesi na honorowym miejscu. Niestety, w czasach gdy studiowałem, stłukł się. Szkoda - wzdycha.
Monika: "Papuga ma więcej lat niż ja"

Monika, 38-letnia mieszkanka Zielonej Góry najstarsze bombki zabrała ze sobą, gdy wyprowadzała się od rodziców na "swoje". Wytarte, podniszczone bombki od ukochanych dziadków z Siedliska zajmują co roku szczególne miejsce na jej choince, a na co dzień - w jej sercu. Papuga ma na pewno więcej lat niż sama Monika. Łypie wielkim okiem, dziób zdradza wiekowość. Oraz konik - trochę złoty, trochę brązowy - design również "przedpotopowy". Monika biorąc te dwa skarby w rękę od razu "odtwarza" w głowie święta, gdy była mała.

- Na Wigilię to ja czekałam cały rok. Srebrne łyżki wyciągane przez rodziców mojego taty, zapach barszczu. Potem kursowałam z rodzicami do drugich dziadków, od strony mamy. Tam jadłam najlepszy sos grzybowy gotowany na piecu kaflowym. Dobrze pamiętam, jak papuga i konik wisiały na choince. Lampki były na charakterystyczne klipsy. Rodzina była liczna, stoły zajmowały nawet dwa pokoje. Wtedy nie chodziło o prezenty. Tylko o to bycie razem - wspomina z nostalgią. Monika śmieje się, gdy przypomina sobie strach, który w jej mamie i cioci wzbudzali kolędnicy. - Zawsze śpiewali i robili przedstawienie na ganku. Ciotka uciekała wtedy jak najdalej - uśmiecha się.
Filip: "Co ma kostka wspólnego ze świętami? Kompletnie nic"

Filip, 36-letni nowosolanin, kojarzy święta z dzieciństwa przede wszystkim z Mikołajem, za którego przebierał się jego tata i z ozdobami choinkowymi, które były eklektyczną mieszaniną różnych epok: siermiężne akcesoria z PRL, papierowy łańcuch, a do tego błyszczące kapitalizmem bombki we wszystkich kształtach i kolorach.
- Niestety, większość szklanych bombek nie przetrwała próby czasu. Z tamtych lat zachowały się dwie: zielona kostka do gry i biało-czerwona mandolina. Co to miało wspólnego ze świętami? Kompletnie nic. Ale było kolorowe i w niespotykanych do tej pory kształtach, więc choinka wyglądała maksymalnie pstrokato - mówi.

Szczególnym sentymentem Filip darzy właśnie kostkę. - Jako fan wszelkich gier planszowych, często miałem przemożną chęć pokulać tę kostkę, ale nigdy się nie odważyłem, bo wiedziałem, jak jest krucha - wspomina. Oprócz zielonej sześciennej bombki Filip pamięta wyraźnie ulubione drewniane figurki, którymi chętnie się bawił. - Aniołki, żołnierzyki, jakiś konik. Było ich około dwudziestu. Wszystkie wielkości małego palca. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że gdzie je widziałem w piwnicy. Może jednak nie przepadły - ma nadzieję.
***
To tylko bombki, ozdoby. Kruche, wytarte kawałki szkiełka. A jednak co roku działają jak "odświeżacz wspomnień". Cały rok, szczelnie zawinięte w watę lub miękkie kawałki materiału, czekają na swoją chwilę. Zaklęte w nich zapachy, malowane nostalgią migawki sprzed lat z czasów, gdy wszystko wydawało się prostsze, przyjemniejsze. W tych niewielkich przedmiotach mieści się cała masa wspomnień. Przekazywane z pokolenia na pokolenie wraz z historiami prosto z serca tworzą kronikę świąteczną, rodzinną księgę wspomnień. Dodają magii.
A jakie ozdoby świąteczne są najbliższe waszemu sercu?









