Spis treści:
- "Dotknij trawy" - żart czy diagnoza?
- Problemy rosną, ilość dni poza domem maleje
- Pustki na placach zabaw?
- Patrzą pustym wzrokiem zamiast odpowiedzieć
- Online nie znaczy lepiej
"Dotknij trawy" - żart czy diagnoza?
Na Twitterze czy Reddicie potrafią rozwinąć się pełne emocji dyskusje. W komentarzach zaobserwować można wielowątkowe kłótnie, przepychanki słowne, w których uczestniczy po kilka/kilkanaście osób. Takie rozmowy w sekcji "Odpowiedz na komentarz" potrafią trwać naprawdę długo, bo nikt nie chce odpuścić, pójść na kompromis czy dać się przekonać do czyjejś racji. Od pewnego czasu wiele z tych dyskusji, zwłaszcza jeśli rozmówca to przedstawiciel Generacji Z (osoby urodzone między 1995 a 2012 rokiem), "gaszonych" jest frazą "Touch grass" ("Dotknij trawy"). O co chodzi? Otóż jest to internetowy żart skierowany właśnie do młodych dorosłych, którzy urodzeni w erze cyfrowej przestają mieć jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym, skupiając całe swoje życie wokół przestrzeni wirtualnej. Zwykle jako pierwsi odpowiadają na zaczepki, "pilnują" całymi dniami swojego wpisu, wręcz czekają na to, czy ktokolwiek im odpisze. Ich życie skupia się na byciu online. Odsyła się ich do natury, zaleca wyjście i "przewietrzenie się".
Od niedawna "Dotknij trawy" nabrało nieco bardziej niepokojącego sensu, w świetle wyników badań nad tym, ile rzeczywiście Zetki spędzają czasu w internecie, a ile poza domem. Powiedzieć, że wygląda to kiepsko, to jak nic nie powiedzieć.
Problemy rosną, ilość dni poza domem maleje

Niedawne badanie przeprowadzone przez Super Natural British Columbia wzbudziło szeroką dyskusję. Wynika z niego, że na 2000 dorosłych Brytyjczyków dwie trzecie przedstawicieli pokolenia Z stwierdziło, że nie wychodzi z domu przez wiele dni.
Ponad połowa milenialsów odpowiedziała podobnie. Tylko 25 proc. ankietowanych w każdym wieku przyznało, że świadomie stara się opuszczać dom przynajmniej raz dziennie.
Jak to możliwe przy tak ogromnej świadomości społecznej, nagłówkach niemal każdego dnia "krzyczących" do nasz, że ruch, świeże powietrze i światło słoneczne, a także kontakt z naturą to absolutnie niezbędne człowiekowi elementy koniecznie do zachowania zdrowia, dobrego samopoczucia, równowagi psychicznej i całego szeregu innych benefitów? Uzasadnienie wydaje się być tak proste jak bezlitosne. Z powodu wszystkich oferowanych online udogodnień, potrzeba opuszczania bezpiecznego gniazda niemal przestała istnieć. Od urzędowych spraw, przez robienie zakupów, zamawianie jedzenia, kontakty z bliskimi, aż po terapie - przez smartfona załatwimy już niemal wszystko. Powodów do wyjścia nie ma, ale problemy są i rosną wprost proporcjonalnie do tego, jak maleje natężenie przebywania w realnym świecie wśród ludzi.
Pustki na placach zabaw?

Odrealnienie i usadowienie się bardziej w świecie internetowym niż realnym dotyka kolejne pokolenia. Dzieciaki z generacji Alfa nie dość, że od wczesnego wieku przejawiają uzależnienie od ekranów, to tracą ekstremalnie dużo możliwości nabycia społecznych kompetencji. Dlaczego? Bo nie wychodzą na zewnątrz. Według jednego z badań, dzieci do ukończenia siódmego roku życia spędzają przed ekranami średnio 456 dni (ok. 4 godziny dziennie), a tylko 180 dni na świeżym powietrzu. Brytyjscy rodzice twierdzą, że ich dzieci urodzone po 2013 roku spędzają znacznie mniej czasu na świeżym powietrzu niż oni, gdy byli w ich wieku.
Patrzą pustym wzrokiem zamiast odpowiedzieć

Wracając do kompetencji społecznych. To jedna z bardziej widocznych konsekwencji unikania przebywania z ludźmi poza domem. Wśród Zetek obserwuje się coraz częściej objawy "zamrożenia", gdy ktoś obcy zadaje im pytanie lub próbuje rozpocząć rozmowę. Zamiast podjąć temat, coraz więcej młodych osób po prostu patrzy bezradnie na swojego rozmówcę. Brzmi jak dramatyzowanie? Na TikToku powstała nawet dedykowana temu zjawisko fraza "Gen Z stare" ("wgapianie się Gen Z"). Setki filmików ukazujących istotę bezmyślnego wpatrywania się w osobę, która próbuje zagadać Zetkę może bawić, ale daje też do myślenia. Pozbawieni częstego kontaktu z ludźmi na neutralnym gruncie przedstawiciele Generacji Zero po prostu nie wiedzą co, jak i kiedy powiedzieć. Ani jak odpowiedzieć. Gdyby ktoś jednak zaczepił ich na komunikatorze, z pewnością byliby w stanie wysłać "głosówkę" trwającą tyle, co dobry audiobook. Ich życie przeniosło się w internet i to tam dopracowali swoją komunikację. Zadzwonienie do kogoś, odebranie telefonu, gdy ktoś dzwoni niezapowiedzianie czy podtrzymanie small talku, ich już przerasta.
Online nie znaczy lepiej

Czy to mistrzowskie posługiwanie się smartfonem i załatwianie wszystkich niezbędnych rzeczy za pośrednictwem bezkontaktowych aplikacji daje Zetkom szczęście? Niestety nie. Badania wskazują, że młodzi dorośli czują się coraz bardziej samotni (sondaż Oxfam), coraz częściej zapadają na depresję i stany lękowe. Statystyki od kilku lat tylko szybują w górę.
Im mniej czasu poświęcimy na przebywanie poza domem, im mniej będziemy rozmawiać z ludźmi na żywo, im rzadziej będziemy dotykać trawy, tym będzie gorzej. Bo mimo, że internetowy świat wiele nam ułatwia, to za wygodę trzeba zapłacić. A cena jest wysoka.












