Spis treści:
- "AAA Parter/ka na wesele poszukiwany/a"
- Moderatorka i towarzyszka
- "Ustaliliśmy wcześniej, co powiemy rodzinie"
- Weselna znajomość Patryka i Agnieszki miała trwać dłużej
- "Czułem niedosyt, chciałem kogoś poznać"
- Zakamuflowane anonse matrymonialne?
"AAA Parter/ka na wesele poszukiwany/a"
"Szukam partnera w przedziale wiekowym 30-40 lat na wesele. Jeśli umiesz dobrze tańczyć, nie palisz, znasz umiar w piciu i masz min 175 wzrostu (chciałabym założyć szpilki) zapraszam. Nocleg i dobra zabawa gwarantowana. Jesli chodzi o mnie: blondynka 28 lat, 155 cm z poczuciem humoru"
"Jestem pełny nadziei, że w audytorium grupy zasiada niewiasta, która uratuje mnie od spokojnego, bezproblemowego spędzania wesela mojego serdecznego kumpla. Której nie będzie obojętny los uciemiężonego singla w świecie wyidealizowanych instagramowych związków. Która nie pozwoli na wytykanie mnie palcem przez współbiesiadników"
Reklamują się, zachęcają. Mają swoje wymagania - te większe i te mniej problematyczne. Wstawiają zdjęcia: uśmiech, selfie, czasem auto lub motocykl obok. Obowiązkowo podają wzrost, lokalizację, zależy im na kulturze osobistej i umiejętności tańca. 30-letni single z całej Polski dołączają do grup, na których publikują ogłoszenia - anonse. Zaproszeni na wesela, chrzciny, zabawy sylwestrowe poszukują osób towarzyszących. Liczby robią wrażenie: "Spotted: Partner/Partnerka na wesele" na facebooku obserwuje już ponad 100 tysięcy osób. Część z nich wprost w ogłoszeniu przyznaje, że nie chce kolejny raz tłumaczyć się z tego, że "znowu przyszli sami", odpowiadać na niewygodne pytania. Siedzieć przy stoliku i obserwować tańce innych par. Niektórzy w ten sposób "uciszają" ciekawskie ciotki dopytujące o narzeczoną i termin ich ślubu. Ale wielu z nich liczy, że po zapoznawczej kawie pojawi się iskra. Że to będzie początek wymarzonego związku. Czy facebookowe grupy pełne hashtagów z województwem, miejscowością i terminem wesela to zakamuflowane Tindery bez ryzyka zghostowania lub sprowadzenia spotkania tylko do seksu?
Zobacz również:
Moderatorka i towarzyszka
Agata obserwuje stronę "Spotted: Partner/Partnerka na wesele" od dłuższego czasu. Gdy 2 lata temu przeczytała przepraszający post i informację o tym, że administratorzy nie dają rady z ilością ogłoszeń i zapowiadają opóźnienia w publikacji, postanowiła zgłosić się do pomocy. - Jest nas 7 osób, kobiet i mężczyzn. Zadanie nie jest trudne: weryfikujemy, czy posty wysłane przez osoby zainteresowane wstawieniem ogłoszenia są zgodne z regulaminem. Prosimy o wysłanie zdjęć zaproszeń na ślub od nowych użytkowników. Gdy dostajemy prośbę o dodanie postu z fotografią, sprawdzamy, czy to na pewno ta sama osoba, która pisze do nas post - wyjaśnia. Regulamin jest konkretny i surowy. Przypięty u góry strony, by nikt go nie przeoczył. Ma zapobiegać chaosowi, pojawianiu się ogłoszeń z dwuznacznymi propozycjami. Chętni muszą napisać do moderatorów wiadomość prywatną, która jest weryfikowana i publikowana anonimowo. Pozostawienie "serduszka" lub komentarza pod postem równoznaczne jest z otwarciem na kontakt i dalsze zapoznanie.
- Zdarzają się osoby, głównie panowie, którzy traktują nasz portal jak Tinder i chcą wstawiać posty matrymonialne, co jest oczywiście niezgodne z regulaminem. Również w komentarzach pod postami pań składają niedwuznaczne propozycje. Po zgłoszeniach takie konta są blokowane - mówi moderatorka.
"Ustaliliśmy wcześniej, co powiemy rodzinie"

Ale oprócz czuwania nad grupą, Agata także była towarzyszką weselną. - Byłam na trzech weselach. Przed dwoma z nich odbyłam spotkanie z chłopakami zainteresowanymi moim towarzystwem. Ustaliliśmy wtedy, co mamy mówić, kiedy ktoś zapytał, skąd się znamy. Jeden poprosił, żeby mówić, że znamy się przez wspólnych znajomych, drugi nie miał problemu z tym, że poznaliśmy się na stronie i nie muszę nikomu "kręcić" - opisuje. Wspomina też sytuację, gdy goście weselni dopytywali, jak długo ćwiczyła układ taneczny z partnerem, mimo, że widzieli się trzy razy w życiu. Wszystkie trzy imprezy wspomina dobrze. O "dalszym ciągu" znajomości nie mówi.
Podzieliła się także historią, która dowodzi, jak ważną rolę pełni na grupie administrator. - Napisał do nas chłopak z prośbą o wstawienie postu. Wysłał zdjęcie zaproszenia do weryfikacji. Wesele odbywało się w Warszawie, więc zgłosiłam w komentarzu chęć do towarzyszenia. Chłopak napisał do mnie wiadomość prywatną, wymieniliśmy się zdjęciami. Był naprawdę przystojny i fajnie nam się rozmawiało - mówi. Czar prysł, gdy zdjęcia przystojniaka pokazała swoim koleżankom. Okazało się, że to popularny w USA fit-influencer. - Wysłałam mu screeny potwierdzające, że kłamie i podszywa sie pod innego człowieka. Nie odpisał już nic. Nie wiedział, że jestem moderatorem strony. Wszystkie dziewczyny, które skomentowały i zlajkowały jego post, zostały poinformowane o oszuście, jego ogłoszenie zostało usunięte, a on sam zablokowany - kończy Agata.
Weselna znajomość Patryka i Agnieszki miała trwać dłużej

Patryk zetknął się z grupą przypadkiem. - Jak "rozpoznałem teren", napisałem post. Zaznaczyłem, że zależy mi, aby partnerka była towarzyska, rozmowna, z poczuciem humoru. Dodałem nawet swoje zdjęcia na zachętę. Jedną z kobiet, które się odezwały, była Agnieszka. Mieszkała niedaleko, umówiliśmy się na kawę przed weselem. Byliśmy w restauracji, zbliżyliśmy się do siebie. Ostatecznie zabrałem ją na dwa wesela: przyjaciół z pracy i rodzinne. Bawiliśmy się świetnie - wspomina. Rodzina i przyjaciele Patryka wiedzieli o anonsie, wykazali się wsparciem i zrozumieniem. Nie trzeba było udawać, "spinać" się na niewygodne pytania. Mężczyzna nie ukrywa, że zaangażował się w tę relację. Był gotowy na coś więcej, jednak przeszkodą była dla Agnieszki różnica wieku. Pozostali przyjaciółmi. Niedawno Patryk opublikował kolejne ogłoszenie. Poszukuje partnerki na chrzciny. Ciągle ma otwarte serce. - Teraz ciężko poznać kogoś "na ulicy". To, co się dzieje na aplikacjach randkowych to też dramat. Na grupach ogłoszeniowych jest szansa poznać naprawdę wartościowe dziewczyny. Dla mnie to potencjalnie zawsze może być coś więcej niż tylko wspólne wyjście na zabawę. Jeśli oczywiście coś "zaskoczy" - mówi.
"Czułem niedosyt, chciałem kogoś poznać"

Dariusz Gajewski na co dzień mieszka i żyje w Oslo. Grupę polecił mu kolega, który z niej korzystał. - 2 tygodnie przed weselem, na które byłem zaproszony, rozstałem się z dziewczyną. Było to kilka lat temu - wspomina. Zamieścił ogłoszenie. Czasu było niewiele, odległość także nie ułatwiała sprawy. Wybrał dziewczynę bez wcześniejszego zapoznania. Potańczyli, spędzili razem czas. - Czułem niedosyt, chciałem kogoś poznać, a mieszkając na co dzień w Norwegii nie było to łatwe. Postanowiłem więc sprawdzić jak to będzie "z drugiej strony", zacząłem odpowiadać na ogłoszenia dziewczyn - mówi. Dariusz jako osoba towarzysząca bawił się na trzech weselach. Dwa z nich spędził z tą samą dziewczyną. - Spotkaliśmy się na kawę, po której ustaliliśmy szczegóły. Wśród jej rodziny były osoby z Oslo, więc to był taki dodatkowy plusik. Świetnie się bawiliśmy, mieliśmy doskonały kontakt, dogadywaliśmy się. Niestety kwestia dużej odległości pokonała tę znajomość - wspomina. Dariusz obecnie szykuje się do kolejnego wesela. Ma już kandydatkę, którą wybrał spośród wielu chętnych towarzyszyć mu w imprezie. Znów jest nadzieja i potencjał na coś więcej. Z aplikacji randkowych już nie chce korzystać. Uważa je za stratę czasu.
Zakamuflowane anonse matrymonialne?

Skojarzenie ogłoszeń dotyczących poszukiwania parterów na wesela z anonsami z gazet nasuwa się nieprzypadkowo. Opis wyglądu, hobby, informacja o wieku, wykształceniu i zajmowanym stanowisku. A potem preferencje dotyczące poszukiwanej osoby towarzyszącej. Choć w zamierzeniu chodzi jedynie o tańce i zabawę, furtka na miłość pozostaje uchylona. Podczas wesela można sprawdzić, czy potencjalna wybranka jest kulturalna i ma poczucie humoru, czy potencjalny wybranek zna umiar podczas spożywania alkoholu. Czy nie trzeba się będzie wstydzić za tę osobę. Sprawdzić, jak zareaguje rodzina, znajomi. Czy w tańcu jest równo, miło. "Testowanie się" w sukienkach i garniturach, na oczach innych ludzi. Materiał na związek lub kompletna pomyłka.
W zasadzie nie ma wad w "ślubnym randkowaniu". Koszty noclegu i dojazdu pokrywa osoba zapraszająca, w ogłoszeniach jako gwarant jest muzyka, smaczne jedzenie i miła atmosfera. Na zapoznawczej kawie można szybko wybadać, kto ma jakie intencje. Zdarzają się, oczywiście, zaskoczenia. Niektóre panie oczekują zapłaty za swoje towarzystwo, ktoś napisze uszczypliwy komentarz o dodanym do ogłoszenia zdjęciu. Raczej jednak osoby zrzeszone na grupach wiedzą, czego i kogo tam szukają.
Partnerzy na "wynajem krótkoterminowy" z możliwością przedłużenia kontraktu mogą wkrótce stać się w naszym kraju najpewniejszym i najbezpieczniejszym patentem na miłość: "ochrona" moderatorów czujnie badających komentarze i wstawiane posty, pilnowanie etapów zapoznawania się, swoboda w wyborze, możliwość ustawienia poprzeczki oczekiwań na dowolnym poziomie. Czy to facebookowe remedium na epidemię samotności?
Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.












