Po przejściu przez próg od razu wskakujesz w dres? To coś więcej niż ci się wydaje
Zmieniasz ubrania od razu po powrocie do domu? To nie tylko kwestia higieny. Eksperci wskazują, że ten prosty nawyk może realnie wpływać na nasz komfort psychiczny, poziom stresu i sposób, w jaki "odcinamy się" od świata zewnętrznego.

Spis treści:
- Nie tylko ręce. Ubrania też przenoszą bakterie
- Dlaczego niektórzy przebierają się od razu po wejściu do domu?
- Psychological detachment - jak "odciąć się" od pracy
- Dres, koc i spokój. Skąd ta potrzeba komfortu?
Nie tylko ręce. Ubrania też przenoszą bakterie
O tym rodzaju ryzyka i świadomości dotyczącej potencjalnego zagrożenia społeczeństwo zdawało sobie sprawę najbardziej w okresie pandemii. Obowiązkowe zamknięcie w domu, zdalna praca i nauka, niebezpieczeństwo czyhające nawet podczas zwykłego spaceru czy robienia zakupów. A nie tylko w czasach mierzenia się z falą zakażeń nowego typu wirusa powinniśmy mieć się na baczności.
Choć mikrobiolodzy i lekarze zalecają w ramach ochrony i higieny przede wszystkim dokładne mycie rąk - po skorzystaniu z toalety, ale także zawsze po powrocie do domu - na tym nie kończy się zakres higieny, o którym lepiej pamiętać na co dzień. Bo wiele rodzajów grzybów, bakterii i wirusów przenosimy nie tylko na skórze, ale też na ubraniach. Niektóre z nich niemal "wsiąkają" w materiały niczym woda w gąbkę.
W badaniu opublikowanym w Multidisciplinary Digital Publishing Institute wykazano, że po jednym dniu nasze ubrania posiadają cały własny "mikrobiom", czyli zestaw bakterii i grzybów z ciała i środowiska. Zależnie od warunków potrafią "przetrwać" na materiałach od kilku minut aż po bardzo długi czas. Naturalnie, zdrowy rozsądek jest wskazany jak we wszystkich aspektach życia, ale korzystając na przykład z transportu publicznego czy po wizycie w placówkach typu szpital, apteka czy przychodnia, dokładne umycie rąk może nie wystarczyć, by zminimalizować ryzyko. Co zatem jeszcze robić po powrocie do domu? Najlepiej po prostu się przebrać.
Dlaczego niektórzy przebierają się od razu po wejściu do domu?

Część osób robi to, bo - jak to ujął w swoim viralowym filmiku biotechnolog Dawid Polak - "brzydzi" ich myśl, co na nich wnoszą do swojego domu. - Znam ludzi, którzy kładą się nawet do łóżka w ciuchach, w których siedzieli na brudnych siedzeniach w autobusie - mówił specjalista w viralowym filmiku.
Inni przebierają się instynktownie - zmianą stroju z formalnego na domowy wyznaczają czas na relaks, odprężenie i "wyluzowanie się". I to właśnie, poza aspektem higienicznym, jest najczęstszym powodem tego, że w domowych pieleszach wyglądamy często jak ktoś kompletnie różny od wersji "oficjalnej", zarezerwowanej na wyjścia na miasto, zakupy czy do pracy. Każdy z pewnością kojarzy sceny z filmów, a także prześmiewcze filmiki dotyczące tego, że tuż po przekroczeniu progu domu kobiety natychmiast z "księżniczki" przeobrażają się w "ogrzyce" - włosy upięte w niedbały kok, brak stanika ograniczającego swobodę, legginsy oraz o kilka rozmiarów za duży T-shirt.
Psychological detachment - jak "odciąć się" od pracy
- W domu mogę i chcę być "brzydka". Mam swoje zestawy domowe na chłodną i ciepłą pogodę, przebieram nóżkami w drodze do domu, kiedy wiem już, że tego dnia nigdzie nie będę wychodzić. Nie wyobrażam sobie siedzieć do końca dnia w eleganckiej koszuli i obcisłych jeansach, w których byłam w pracy. Pot, zarazki, alergeny - ja je na sobie "czuję", nie wiem, jak niektórzy w tych ubraniach na przykład zasypiają. Fuj. Luźne, ulubione ubrania sprawiają, że od razu ciało przestaje się spinać - mówi Anna.

Aspekt odcięcia się od strefy pracy, także w psychicznym znaczeniu, i skorelowanie luzu z wygodnym strojem to elementy zjawiska psychologicznego zwanego "psychological detachment from work". To, o czym mówi Anna, to właśnie elementy niezbędne, by wysłać sygnały do mózgu o tym, że jest już daleko od bodźców generujących stres. I przebranie się w dres, zmycie makijażu i narzucenie na siebie kocyka bardzo w tym pomagają. Mówi o tym nawet badanie z 2017 roku przeprowadzone przez Sonnentag i Fritz.
Panie najczęściej wybierają ubrania nieco za duże, bardzo luźne. Lubią także efekt "otulenia": popularne kocobluzy czy pluszowe kombinezony to absolutne hity każdej zimy u Edyty. - Mimo że mam w domu ciepło, to taki dodatkowy polarek czy plusz z kocobluzy daje mi to odczucie "cozy", zwłaszcza zimą. Jest mięciutko, cieplutko, skóra nie ociera się o żadne szorstkie metki czy materiały, guzik od spodni nie wbija się w brzuch. Ja wtedy czuję, że mogę swobodniej funkcjonować. Kocham szlafroczki i kocyki, latem mam zestaw cieńszych, bo nawet jak jest ciepło, nie rezygnuję z opatulania - mówi.

Dres, koc i spokój. Skąd ta potrzeba komfortu?

W psychologii konsumenckiej i sensorycznej miękkie, luźne ubrania, takie, w jakich lubuje się Edyta, bardzo skutecznie oddziałują na nasze receptory. Badania wykazują, że realnie wpływają na obniżenie napięcia fizjologicznego i zmniejszają "self-monitoring", czyli potrzebę ciągłego kontrolowania siebie. Zauważyliście, że mniej zaglądacie do lustra, gdy jesteście sami w domu w ulubionych ciuchach, niż gdy jesteście w formalnym stroju w pracy? To właśnie sygnały, które wysyła do naszego mózgu to, jak się ubieramy. W ciekawym badaniu z 2012 roku naukowcy Adam i Galinsky udowodnili, że ubrania naprawdę aktywują role psychiczne. Osoby, które ubrały na siebie fartuch lekarski, wykazywały się większym skupieniem i uważnością - ale tylko wtedy, gdy wierzyły, że mają na sobie fartuch lekarza, a nie na przykład malarza.
Przebieranie się po powrocie do domu ma więc znacznie szerszy wymiar niż tylko dbałość o higienę i zapewnienie czystości w swoich czterech kątach. Jeśli masz czasem jakiekolwiek wyrzuty sumienia, że w swoich czterech ścianach nie wyglądasz jak z żurnala, pamiętaj: robisz to dla swojego dobrostanu psychicznego.
Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.










