W skrócie
- Artykuł opisuje historię Moniki, która pochodzi z Chin, mieszka w Krakowie i płynnie posługuje się językiem polskim.
- Monika dzieli się swoimi doświadczeniami związanymi z nauką języka, integracją w Polsce oraz różnicami kulturowymi między Chinami a Polską.
- Poruszone są tematy pracy, życia codziennego, stereotypów oraz wskazania ciekawych miejsc i doświadczeń w Chinach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Karolina Wachowicz, Interia: Od ilu lat jesteś w Polsce i co sprawiło, że zdecydowałaś się tu przyjechać?
Xinyu (Monika) Zou: Przyjechałam do Polski we wrześniu 2024 roku. Otrzymałam stypendium chińskiego rządu dla studentów studiów magisterskich zajmujących się mniej popularnymi językami. Dzięki temu mogłam przyjechać do Polski na roczną wymianę.
Jak wyglądały twoje pierwsze miesiące w Polsce? Co było największym zaskoczeniem?
- Pierwszy miesiąc spędziłam głównie na zwiedzaniu krakowskich muzeów, m.in. Muzeum Czartoryskich, Muzeum Sukiennic i Muzeum Jana Matejki. Jednocześnie poświęcałam mnóstwo czasu na zrozumienie wykładów na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiowałam na kierunku Język Polski w Komunikacji Społecznej, a poza mną wszyscy pozostali studenci byli Polakami na studiach magisterskich.
Był to mój pierwszy pobyt w Polsce i pierwszy tak intensywny kontakt z językiem polskim. Ze smutkiem odkryłam, że język, którego przez pięć lat uczyłam się z podręczników w Chinach, różni się od tego, którym Polacy posługują się na co dzień. Po każdych zajęciach potrzebowałam nawet trzy razy więcej czasu, aby ponownie odsłuchać nagrania z wykładów i zrozumieć ich kontekst. To było dla mnie największym zaskoczeniem.
Jak dziś czujesz się w Polsce? Czy Kraków stał się już twoim drugim domem?
- Czuję się w Polsce bardzo dobrze. Nie tęsknię za domem rodzinnym. Uważam, że dom jest tam, gdzie świadomie zdecydowałam się żyć.
Odwiedziłam kilkanaście polskich miast, ale to z Krakowem czuję najsilniejszą więź. Jest tu wszystko, czego szukam - energia dużego miasta, a jednocześnie spokojna atmosfera i historia, którą czuć na każdym kroku.
Mówisz świetnie po polsku. A jak było z językiem - napotkałaś jakieś trudności podczas nauki?
- Polonistykę zaczęłam studiować w 2019 roku na Pekińskim Uniwersytecie Sportowym. Później dostałam się na studia magisterskie na Uniwersytecie Języków Obcych w Pekinie. Moją pracę magisterską poświęciłam porównaniu zjawisk nierówności płci w gramatyce i słownictwie języka polskiego oraz chińskiego.
Polska kultura od początku bardzo mnie fascynowała. Największym wyzwaniem okazała się jednak gramatyka. W języku chińskim nie ma ani fleksji, ani rodzaju gramatycznego, dlatego nauczenie się zupełnie innego sposobu myślenia o języku wcale nie było łatwe.

Pracujesz jako tłumaczka. Na czym dokładnie polega twoja praca i z jakimi wyzwaniami spotykasz się na co dzień?
- Ściśle mówiąc, tłumaczenie jest moją pracą na pół etatu. Obecnie pracuję na pełen etat w chińskiej firmie z branży magazynowania energii. Zajmuję stanowisko administracyjne i jednocześnie wspieram zespół sprzedaży. Praca biurowa nie jest tak ciekawa jak praca tłumaczki, ale daje mi stabilne wynagrodzenie. Mam piękne marzenia, jednak staram się patrzeć na życie realistycznie.
Jeśli chodzi o tłumaczenia, co miesiąc realizuję jakieś zlecenie. Ostatnio, w czerwcu, towarzyszyłam delegacji Chińskiego Ludowego Teatru w Pekinie podczas wizyt w polskich teatrach, m.in. w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu, Teatrze Narodowym w Warszawie oraz Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Uwielbiam takie zlecenia, ponieważ za każdym razem mam kontakt z zupełnie nową dziedziną. Bardzo lubię obserwować ludzi i wiele się od nich uczę. Cieszę się, że dzięki pracy tłumaczki zdobywam i nadal będę zdobywać wiedzę, która może nie zawsze jest praktyczna, ale zawsze jest ciekawa.
Największym wyzwaniem dla tłumaczki jest wejście w nową dziedzinę. Moją największą zaletą jest znajomość dwóch języków, ale kiedy słyszę pytania o to, jak uruchomić mikrofalownik albo czym różni się prąd stały (DC) od przemiennego (AC), czuję się, jakbym słuchała czegoś z kosmosu. Tłumaczenie tak szczegółowych zagadnień technicznych jest dla mnie naprawdę skomplikowane.
Czy zdarza ci się pomagać w kontaktach między Polakami a Chińczykami? Jakie nieporozumienia kulturowe pojawiają się najczęściej?
- Tak. Nawet w mojej codziennej pracy pomagam w komunikacji między kolegami z centrali w Chinach a zespołem w polskim biurze. Rzeczywiście istnieją różnice w podejściu do pracy i do ludzi, ponieważ wychowanie oraz środowisko społeczne kształtują sposób myślenia każdego z nas.
Uważam na przykład, że Polacy, a szerzej także Europejczycy, żyją z mniejszym stresem. Zarabiają pieniądze i chętniej wydają je na bieżące potrzeby. Chińczycy natomiast częściej rezygnują z wielu rzeczy, aby oszczędzać i inwestować w przyszłość. Życie w Polsce sprawiło, że dziś bardziej skupiam się na swoim samopoczuciu i zainteresowaniach niż na odległej i niepewnej przyszłości.
Jakie są, twoim zdaniem, największe różnice między codziennym życiem w Chinach a w Polsce?
- Moim zdaniem życie w Polsce, a zwłaszcza w Krakowie, jest cichsze, spokojniejsze i mniej zabiegane. Polacy potrafią "marnować" czas w dobrym znaczeniu tego słowa. Wiosną i latem młodzi ludzie leżą na trawie obok Wawelu i czekają na zachód słońca. W Chinach taki widok zdarza się bardzo rzadko, a czasem wręcz nie istnieje.
Rynek pracy w Chinach jest bardzo konkurencyjny. Absolwenci studiów magisterskich często wykonują pracę, która kiedyś była przeznaczona dla osób po studiach licencjackich, a absolwentom studiów licencjackich coraz trudniej znaleźć zatrudnienie. To może brzmieć jak przesada, ale ogólna sytuacja wygląda właśnie w ten sposób.
Moja znajoma ukończyła tę samą uczelnię co ja, na kierunku język angielski. Od roku pracuje w Pekinie. Dla niej wyjście z pracy o czasie, czyli o godzinie 18.00, zdarza się bardzo rzadko, ponieważ większość pracowników zostaje w biurze nawet po 19.00. Kiedy chciała pojechać na ślub swojego wujka, musiała dokładnie wyjaśnić przełożonym, kim jest dla niej ta osoba, aby uzasadnić wzięcie dnia wolnego.
To wszystko jest dla mnie zbyt szalone i szokujące. Nie chcę rezygnować ze swojego prywatnego czasu ani z godności jako człowiek, dlatego zdecydowałam się pracować i żyć w Polsce.

Jaki mit o Chinach najczęściej słyszysz od Polaków i co chciałabyś wyjaśnić?
- Najczęściej słyszę, że Chińczycy jedzą mięso psów, a także bezsensowne określenia typu "chin-chan-chong". Nie będę bronić osób, które jedzą psy w Chinach. Tak, takie osoby istniały i nadal istnieją. Jednak w każdym kraju są mordercy i gwałciciele. Moim zdaniem bardzo głupie i aroganckie jest definiowanie całego narodu na podstawie zachowania pojedynczych osób.
Wielu Europejczyków bez większej refleksji przyjmuje za fakt to, co przeczyta w mediach lub Internecie, na przykład że wszyscy Chińczycy jedzą psy albo że w całych Chinach funkcjonują obozy koncentracyjne. Taka postawa jest, moim zdaniem, absurdalna i pełna ignorancji. Wschód i Chiny nie istnieją w wyobrażeniach Zachodu w taki sposób, jak naprawdę wyglądają.
Jednocześnie nie uważam, że tłumaczenie czy przekonywanie drugiej osoby zawsze przynosi efekty. Ludzie, którzy mają silne uprzedzenia, przypominają mi żabę siedzącą w studni, ponieważ ich horyzont jest bardzo ograniczony. Szanuję każdą żabę i każdą studnię. Dopiero gdy ktoś robi mi coś przykrego 'prosto w twarz', przestaję się bronić i zaczynam odpowiadać.
A jaki mit o Polsce lub Polakach jest popularny w Chinach?
- Szczerze mówiąc, Chińczycy również żyją w swoich "studniach". Zanim przyjechałam do Polski, moi rodzice nawet nie wiedzieli, że istnieje taki kraj jak Polska, ponieważ w ich szkole ten temat w ogóle nie pojawił się na lekcjach geografii czy historii.
Chciałabym powiedzieć, że wyobrażenia o Polsce i Polakach w Chinach również często są nieaktualne. Większość ludzi kojarzy Polskę głównie z rozdziałem o II wojnie światowej w podręcznikach historii. Polska jest po prostu bardzo daleko, dlatego wielu osobom brakuje nawet podstawowej wiedzy, aby wyobrazić sobie, jak wygląda życie w tym kraju.
Co najbardziej cenisz w polskiej kulturze, a za czym z Chin tęsknisz najbardziej?
- Najbardziej cenię gościnność Polaków. Za każdym razem, gdy odwiedzam polskie domy, czuję się swobodnie, jak u siebie. Nieustannie spotykam sympatycznych ludzi, którzy są zaciekawieni tym, że mówię po polsku. Dzięki temu bardzo łatwo jest nam rozpocząć rozmowę. Czasami mam nawet wrażenie, że moja znajomość języka polskiego daje mi pewnego rodzaju przywilej. Bardzo cenię sobie kontakty z życzliwymi kolegami i znajomymi.
Najbardziej tęsknię jednak za chińskim jedzeniem. Teraz prawie codziennie sama gotuję i próbuję nowych chińskich potraw, żeby zaspokoić mój wiecznie głodny żołądek.
Jak wygląda życie Chińczyków mieszkających w Polsce? Czy jest tu duża społeczność i czy często się spotykacie?
- Niestety większość moich przyjaciół i przyjaciółek poznałam podczas studiów. Studiowali w Krakowie tylko przez rok lub dwa, a później wrócili do Chin na stałe. Budowałam z nimi relacje, a potem straciłam z nimi codzienny kontakt z powodu odległości. Mimo to bardzo cenię ten wspólnie spędzony czas i często za nim tęsknię.
Gdybyś miała zachęcić kogoś do odwiedzenia Chin, jakie trzy miejsca lub doświadczenia poleciłabyś najbardziej i dlaczego?
- Polecam Górę Tai (Taishan) wszystkim, którzy lubią górskie wędrówki. To jedna z najbardziej znanych gór w Chinach, podobnie jak Tatry w Polsce.
Polecam również Świątynię Lamy (Lama Temple) w Pekinie. Chociaż jestem ateistką, zawsze składam tam życzenie, kiedy w moim życiu dzieje się coś ważnego. To miejsce pozwala lepiej poznać kulturę buddyzmu w Chinach.
Na koniec polecam Changshę. Koniecznie trzeba spróbować tamtejszej bubble tea Chayanyuese - moim zdaniem to najsmaczniejszy napój tego typu w całych Chinach. Również lokalna kuchnia jest po prostu przepyszna.












