Spis treści:
- "Dobre" może znaczyć zaskakująco mało
- Od sprawowania do zachowania
- Czy wychowawca może znać każde dziecko?
- Rozwój czy dopasowanie?
- Osiem uwag i po czerwonym pasku
- "Jak mam ocenić, jakim jest człowiekiem?"
- Co właściwie mierzy jedna ocena?
"Dobre" może znaczyć zaskakująco mało
Ocena klasyfikacyjna z zachowania jest oceną stopnia respektowania przez ucznia zasad współżycia społecznego i norm etycznych oraz wywiązywania się z obowiązków określonych w przepisach i statucie szkoły. Od lat jest jednym z pierwszych elementów, na które patrzymy na świadectwie, otwierającym niejako resztę ocen i budującym wstępny obraz ucznia na podstawie najważniejszego dokumentu, który młody człowiek otrzymuje na zakończenie roku szkolnego. Ale to także istotny element, jeśli chodzi o promocję do następnej klasy czy otrzymanie świadectwa z wyróżnieniem. To w końcu również informacja o funkcjonowaniu ucznia w społeczności szkolnej, jego zaangażowaniu i ewentualnych trudnościach lub nadzwyczajnych osiągnięciach.
Bywa jednak, że ocena z zachowania staje się jedynie skalkulowaną na podstawie liczby wystawionych uwag negatywnych oraz nieusprawiedliwionych nieobecności opinią, która niemal wcale nie uwzględnia tego, jakim rzeczywiście uczniem jest dziecko.
Od sprawowania do zachowania
Już w XIX wieku na szkolnych świadectwach obok ocen przedmiotowych pojawiały się oceny pilności, obyczajów czy zachowania. Po II wojnie światowej nastąpiła instytucjonalizacja idei oceniania uczniów nie tylko za postępy w nauce, ale też za sprawowanie. Zarządzenie Ministra Oświaty z 3 grudnia 1958 r. wprowadziło szczegółowe zasady klasyfikowania i promowania. Ocena ze sprawowania została w nim wyraźnie wyodrębniona. Założono wówczas, że będzie oddziaływać na uczniów wychowawczo, mobilizacyjnie i skłaniać ich do samokrytycznego spojrzenia na własne zachowanie.
W latach 60. pojawiły się pierwsze poważniejsze wątpliwości i debaty o tym, czym właściwie jest, a czym powinna być ocena z zachowania. Reforma oświatowa w 1973 roku wprowadziła nową, zróżnicowaną ocenę zachowania. Rekomendowaną ideą było odejście od zero-jedynkowego podejścia i odpowiedzi na pytanie, czy uczeń jest "zdyscyplinowany", czy też nie, na rzecz szerszego spojrzenia. Zaczęto pytać m.in., czy uczeń wykazuje się kulturą osobistą, czy jest aktywny społecznie i jaki ma stosunek do obowiązków szkolnych.
Po 1989 roku zmienił się nie tylko ustrój, ale - znów - podejście do oceny z zachowania. Ustawa o systemie oświaty z 7 września 1991 r. stworzyła podstawę współczesnego systemu oceniania. Co do zasady, nie jest oceniany charakter ucznia, ale przede wszystkim stopień respektowania określonych zasad, norm i obowiązków. Szczegółowe zasady określa już każda szkoła, choć musi działać w ramach wyznaczonych przepisami, w tym rozporządzeniem z 2019 roku.
Obejmują one podstawowe obszary:
- wywiązywanie się z obowiązków ucznia,
- dobro społeczności szkolnej,
- honor i tradycje szkoły,
- piękno mowy ojczystej,
- bezpieczeństwo i zdrowie,
- godne i kulturalne zachowanie,
- szacunek wobec innych.
Czy wychowawca może znać każde dziecko?

Zdawać by się mogło, że im szerzej patrzy się na ucznia, tym lepiej. Zamiast określać, czy dziecko jest grzeczne lub niegrzeczne, bierze się pod uwagę to, czy jest pomocne, czy współpracuje w grupie, czy angażuje się w życie szkoły, ma osiągnięcia, pasje, czy "rokuje". Ale kto właściwie ma posiąść tak obszerną wiedzę o każdym dziecku, gdy w klasie jest ich około 30?
Odpowiedź brzmi: wychowawca.
Aleksandra, nauczycielka z ponad 20-letnim stażem, znana w woj. lubuskim wielu uczniom, nie zgodziła się na podanie jej nazwiska.
- To, co uważam na ten temat, mogłoby wpłynąć na postrzeganie mnie i potencjalnie też na moją pracę. Ale zupełnie szczerze powiem, że jestem świadoma jak bardzo wiele dzieci jest skrzywdzonych oceną z zachowania. Jako nauczyciel - wychowawca nie mam pełnego obrazu każdego dziecka. Mogę ocenić, jak się zachowuje i jak jest postrzegane przez rówieśników tylko na podstawie kilku godzin w tygodniu. Nie wiem i nie dowiem się, jak się rozwija psychospołecznie. Nie wiem, jakim dzieckiem jest w domu. Wyrywkowo mogę stwierdzić, że jest lubiany lub nie, nieśmiały lub przebojowy, po liczbie uwag widzę, czy sprawia problemy na innych lekcjach. Dlatego ja i wielu innych wychowawców opieramy się najczęściej na twardych wyliczeniach: ile dziecko ma uwag w semestrze i ile ma nieusprawiedliwionych nieobecności lub spóźnień. Tak jest łatwiej. Ale nie jest sprawiedliwie - mówi.
Rozwój czy dopasowanie?

Psycholog Anna Frołowicz z zaciekawieniem obserwuje zmiany w systemie edukacji, także w temacie ocen zachowania.
- Gdyby ocena z zachowania miała pokazywać dziecku, jak radzi sobie we współpracy, czy potrafi respektować granice innych, brać odpowiedzialność i zauważać potrzeby drugiej osoby, to widzę w tym wartość. Ale też pod warunkiem, że byłaby w formie mądrej informacji zwrotnej, a nie stopnia. "Zauważyłam, że kiedy się złościsz, to naprawdę trudno ci wysłuchać kolegi" daje dziecku jakąś wiedzę o sobie. "Zachowanie poprawne" nie mówi mu właściwie nic - stwierdza.
I pyta: co tak naprawdę ocenia szkoła?
- Rozwój społeczny dziecka, czy jego zdolność do dopasowania się do szkolnych oczekiwań? Są dzieci empatyczne, lojalne wobec kolegów, które jednocześnie gadają na lekcji, zapominają książek i głośno mówią nauczycielowi co myślą. Są też takie, które na lekcjach są bardzo ciche i bezproblemowe, a wcale nie mają wysokich kompetencji społecznych - obserwuje.
Osiem uwag i po czerwonym pasku

- Uwagi o treści "Amelia pije wodę na lekcji" albo "Rysuje zamiast robić notatki" to jest norma. Coś, co mogłoby być ustnym zwróceniem uwagi zamienia się w notatkę służbową bezpośrednio wpływającą na to, jak będzie wyglądać świadectwo na koniec roku. Moja córka wygrywa konkursy międzyszkolne, angażuje się we wszelkie zbiórki szkolne, jest aktywna i ma wysoką średnią. A uwag zebrała osiem. Z "paska" nici - mówi Katarzyna, matka dziewczynki.
Media społecznościowe pełne są postów na grupach zaangażowanych rodziców, w których wymieniają się opiniami na temat zasadności wystawianych uwag oraz kryteriów ocen z zachowania. Coraz głośniej słychać głosy o przeterminowaniu zasad oceniania zachowania.
"Mamy XXI wiek. Naprawdę to jeszcze jest potrzebne? Szara myszka, zlęknione dziecko, które się nie odzywa to dziecko wzorowe bo "nie sprawia problemów", a dziecko, które chętnie dyskutuje i jest przebojowe otrzymuje ocenę "poprawną" lub "dopuszczającą", bo "odstaje" od reszty. To chore" - pisze anonimowa użytkowniczka w komentarzu pod facebookowym postem dotyczącym tego tematu.
Przykładów absurdalnych uwag przybywa, podobnie jak pytań o to, czy część nauczycieli nie wystawia ich świadomie, wpływając na końcową ocenę, która w określonych sytuacjach może mieć znaczenie dla promocji lub otrzymania świadectwa z wyróżnieniem.
"To przestało być zabawne. Nazywają nas roszczeniowymi rodzicami, gdy chcemy wyjaśniać żenujące uwagi, które naprawdę wystarczyłoby załatwić ustną reprymendą. To jak nazwać takich nauczycieli?" - pyta retorycznie inna użytkowniczka forum.
"Jak mam ocenić, jakim jest człowiekiem?"

Pani Bożena była nauczycielką matematyki od 1981 roku. Wielokrotnie miała przyznane wychowawstwo. Jest już na emeryturze, ale śledzi wszelkie próby reform, "naprawy" systemu szkolnego, widzi też problem z tym, co i jak jest oceniane pod kątem zachowania uczniów.
- To było niezbędne, więc to robiliśmy. Gdy jeszcze była obowiązkowa samoocena uczniów, miało to jakieś ręce i nogi, można było uzyskać nieco więcej informacji o podopiecznym. Potem to dla mnie było już tylko i wyłącznie niesprawiedliwe. Jak ja mam ocenić zachowanie dziecka mając jedynie szczątkową wiedzę na temat tego, jakim jest człowiekiem? Oczywiście - tzw. "chuligani" to nie był problem, ale odcieni szarości wśród reszty dzieci było mnóstwo. Chciało się jakoś docenić mocno zaangażowane w różne akcje dzieci, chciało się, żeby ultrazdolni uczniowie czuli się wyróżnieni. Starałam się często "naciągać" te oceny z zachowania, bo ja wierzyłam w dzieciaki. Ale tę ocenę trzeba było skonsultować z resztą kadry przed wystawieniem. I tu pojawiały się problemy, bo nauczyciel od polskiego miał kompletnie inny obraz ucznia niż ten od plastyki - wspomina matematyczka.
"Zakrztusił się i pluł wodą po całej klasie. Gdy zwróciłam uwagę, zaczął ścierać ją rękawem". "Wyszedł z klasy bez pozwolenia". "Pisze po ręce zamiast przepisywać z tablicy". To tylko przykłady uwag, które realnie zaważyły na ocenie z zachowania na koniec roku.
Psycholog Anna Frołowicz zauważa, że takie sytuacje nie są rzadkie.
- Bardzo różne zachowania trafiają do jednego worka pod nazwą "uwagi". Czym innym jest krzywdzenie kolegi, czym innym przeszkadzanie na lekcji, a jeszcze czymś innym pisanie długopisem po własnej ręce. Tymczasem na koniec może zostać z tego jedna informacja: "dziecko ma dużo uwag". Tylko co właściwie ta liczba mówi nam o jego rozwoju społecznym? - pyta.
Specjalistka zwraca także uwagę na zmienność zachowania dziecka w zależności od otaczającego je środowiska, czy nauczyciela prowadzącego daną lekcję, a także podaje w wątpliwość zamykanie tak wielu obszarów funkcjonowania w jednym określeniu: "dobre", "poprawne", "wzorowe". - Nie jestem pewna, czy z takiej informacji dziecko może skorzystać - podsumowuje.
Co właściwie mierzy jedna ocena?

Systemowe rozwiązania często są o krok za rzeczywistością. O ile założenie obserwacji rozwoju psychospołecznego dziecka w różnych aspektach można uznać za przydatne, a być może nawet niezbędne, o tyle trudności w dokładnym przeprowadzeniu procesu pogłębionej i rzetelnej oceny wciąż kładą się cieniem na tej strefie.
Wiele czynników twardych: liczba nieusprawiedliwionych nieobecności, uwag negatywnych i pozytywnych; ale też miękkich: umiejętność współpracy, szacunek, nabywanie kolejnych wartości i niezaburzone relacje z nauczycielami i rówieśnikami - ich przeliczenie, przemyślenie, wzięcie pod uwagę wszelkich czynników dodatkowych, opinii innych - to wszystko spoczywa wciąż na barkach nauczycieli, którzy i bez tego muszą uporać się z lekcjami, sprawdzianami i całą masą dodatkowych obowiązków.
Trudno wymagać od nich jeszcze przekrojowego spojrzenia na "ludzką" stronę każdego ucznia. Ale niedostateczne pochylenie się nad tym może nieść potencjalnie krzywdzące skutki dla niesprawiedliwie ocenionego ucznia.
- Warto pamiętać, że dla dziecka granica między "moje zachowanie zostało ocenione jako niewłaściwe", a "to ja jestem niegrzeczny" nie zawsze jest tak oczywista, jak wydaje się dorosłym. A to może skutkować negatywnym postrzeganiem siebie i obniżeniem poczucia własnej wartości - zaznacza psycholożka.

Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia, otwiera się w nowym oknie to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.













