Spis treści:
- Ile naprawdę kosztuje pierwsza randka?
- Randkowanie coraz mocniej uderza po kieszeni
- "Wolę skłamać, że mam nadgodziny". Młodzi o randkowaniu
- Lęk przed etykietą "sknery"
- Czy finansowy kryzys może paradoksalnie uzdrowić randki?
Ile naprawdę kosztuje pierwsza randka?
Klasyczny scenariusz pierwszej randki w dużym mieście potrafi zrujnować studencki lub juniorski budżet w zaledwie kilka godzin. Dwa rzemieślnicze koktajle w centrum to wydatek rzędu 70-90 złotych, a jeśli dojdzie do tego wspólna kolacja, rachunek bez problemu przekracza 150-200 złotych. Nawet pozornie niezobowiązujące wyjście "na kawę i ciastko" w modnej kawiarni rzadko zamyka się dziś w kwocie mniejszej niż 50 złotych.
Do tego dochodzi cała niewidoczna infrastruktura: koszty dojazdu taksówką po zmroku, przygotowanie się do wyjścia czy wreszcie płatne subskrypcje aplikacji randkowych, które kuszą funkcjami premium za kilkadziesiąt, a czasem ponad sto złotych miesięcznie. Jeśli pomnożymy to przez trzy lub cztery pierwsze randki w miesiącu - z których większość kończy się brakiem kontaktu - poszukiwanie miłości zaczyna generować koszty porównywalne z ratą kredytu lub opłatami za media.
Randkowanie coraz mocniej uderza po kieszeni
Zjawisko to nie jest jedynie subiektywnym odczuciem, ale globalnym trendem socjologicznym, który badacze określają już mianem infla-datingu. Z raportu "Economics of Dating" przygotowanego przez platformę płatniczą Zelle (na reprezentatywnej próbie 1800 randkujących przedstawicieli generacji Z i millenialsów) wynika, że aż 84 procent młodych osób odczuwa bezpośredni wpływ rosnących kosztów życia na swoje życie randkowe. Prawie co trzeci ankietowany (32 proc.) z tego powodu ograniczył liczbę spotkań, a co dziesiąty (11 proc.) całkowicie zrezygnował z randkowania, przyznając wprost, że go na to nie stać.
Jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że poszukiwanie miłości zaczyna generować realne długi. Z badania amerykańskiej firmy finansowej LendingTree (obejmującego ponad 1500 konsumentów) wynika, że co piąty młody dorosły - 22 procent millenialsów i 19 procent przedstawicieli pokolenia Z - zadłużył się na karcie kredytowej, by utrzymać odpowiedni standard na randkach i wywrzeć dobre wrażenie. Randkowanie z beztroskiego poznawania ludzi przekształciło się w kalkulację zysków i strat, w której każde nieudane spotkanie oznacza dla młodego człowieka dotkliwą stratę finansową.
"Wolę skłamać, że mam nadgodziny". Młodzi o randkowaniu
Zapytani przeze mnie anonimowo młodzi ludzie bez ogródek opowiadają o tym, jak stan konta paraliżuje ich życie towarzyskie. Ich wypowiedzi pokazują ogromne poczucie wstydu i presję, z którą mierzą się na co dzień.
"Pracuję na juniorskim stanowisku w korporacji i wynajmuję pokój. Po opłaceniu rachunków zostaje mi wyliczona kwota na przeżycie. Kiedy facet proponuje modną restaurację, wpadam w panikę, bo wiem, że rachunek podzielimy po połowie, a ja wydam równowartość moich zakupów spożywczych na cztery dni. Czasem wolę skłamać, że mam dużo pracy albo źle się czuję, niż przyznać, że do wypłaty zostało mi sto złotych i po prostu nie stać mnie na drinka" - wyznaje 24-letnia Magda.
Z kolei 26-letni Tomasz zwraca uwagę na oczekiwania kulturowe, które wciąż ciążą na mężczyznach:
"Nadal panuje ciche przekonanie, że facet powinien zapłacić na pierwszej randce, a przynajmniej zaproponować pokrycie rachunku. Jeśli w danym miesiącu pójdę na trzy różne spotkania i za każdym razem zapłacę za dwie osoby, znika jedna trzecia moich wolnych oszczędności. Zauważyłem, że zacząłem przeprowadzać w aplikacjach niemal policyjne przesłuchania, żeby upewnić się, czy dziewczyna naprawdę mi się podoba, zanim w ogóle zaproszę ją na kawę. Nie mogę sobie pozwolić na ryzykowanie stówki na kogoś, z kim rozmowa klei się tak sobie".
Z wypowiedzi wyłania się też lęk przed byciem uznanym za osobę skąpą. 23-letni Kuba, student łączący naukę z pracą dorywczą, przyznaje:
"Zaproponowałem kiedyś dziewczynie spacer po parku i herbatę w termosie, bo akurat byłem przed wypłatą. Zgodziła się, ale przez całe spotkanie czułem jej dystans, a potem kontakt się urwał. Znajoma powiedziała mi później, że dla wielu dziewcząt spacer to tzw. 'low effort' - sygnał, że ci nie zależy i żałujesz kasy. Od tamtej pory po prostu nie randkuję, dopóki nie odłożę jakiejś bezpiecznej poduszki finansowej".

Lęk przed etykietą "sknery"
Presja tworzona przez media społecznościowe sprawia, że randka musi być estetyczna, fotogeniczna i osadzona w atrakcyjnym lokalu. Propozycja darmowego spotkania - spaceru po bulwarach, wyjścia do miejskiej galerii sztuki w dzień bezpłatnego wstępu czy domowego pikniku - przez wielu randkowiczów bywa podświadomie odbierana jako brak zaangażowania.
Tworzy się z tego absurdalne błędne koło. Większość młodych ludzi ledwo wiąże koniec z końcem, ale nikt nie chce wyjść na osobę, której na coś nie stać. Wybieramy więc grę pozorów: sączymy drogie koktajle, z niepokojem wyczekując momentu, w którym druga strona zaproponuje następną kolejkę. Temat finansów staje się wstydliwą tajemnicą, która zamiast ułatwiać życie, wywołuje potężne napięcie.
Czy finansowy kryzys może paradoksalnie uzdrowić randki?
Choć sytuacja wydaje się przytłaczająca, wymuszone oszczędzanie zaczyna powoli redefiniować pojęcie romantyzmu. Zmęczeni konsumpcyjnym stylem randkowania młodzi ludzie zaczynają doceniać kreatywność i szczerość.
Finansowa kompatybilność i dojrzałość stają się nową, niezwykle pożądaną cechą. Coraz częściej otwarta rozmowa o budżecie już na starcie znajomości nie jest traktowana jako nietakt, ale jako zielona flaga - dowód na to, że druga strona stoi twardo na ziemi i nie zamierza nikogo udawać. Zamiast licytacji na drogie lokale, rośnie wartość spotkań opartych na prostocie: wspólnym gotowaniu taniego makaronu w domu, planszówkach czy eksplorowaniu nieznanych zakątków miasta.
Szukanie miłości nigdy nie powinno być przywilejem dostępnym wyłącznie dla zamożnych. Być może najwyższy czas zdjąć z randek komercyjny gorset i przypomnieć sobie, że najtrwalsze więzi buduje się dzięki uwadze, obecności i wzajemnemu zrozumieniu - a te, w przeciwieństwie do kolacji w modnym lokalu, wciąż pozostają całkowicie bezpłatne.










