"Siedziałam przy stole i przełykałam łzy". To dzieje się w święta w wielu polskich domach
Święta to czas pełen radości, bliskości i miłości. Czy aby na pewno tak jest? W wielu domach z pewnością tak, ale należy też pamiętać o tym, że może to być czas trudnych rozmów z bliskimi i stawiania granic tym, których kochamy. Wiedzą o tym doskonale Malwina, Kaja, Sylwia i wiele innych kobiet, które tuż przed świętami zostały mamami i to, co usłyszały od rodziny przy wigilijnym stole odnośnie ich macierzyństwa, było trudne do zaakceptowania. Jak przetrwać święta jako młoda mama i jak postawić granice, gdy usłyszymy o jedną dobrą radę za dużo od kochającej cioci?

"Gdzie to dziecko ma skarpeteczki"? Czyli krytyka przy wigilijnym stole
Czas świąt to dla wielu osób czas radości. Gwar w domu, spotkanie z dawno niewidzianymi krewnymi. A gdy pojawia się w rodzinie dziecko? To dodatkowa radość i okazja do celebracji. Jednak dla wielu świeżo upieczonych mam to także spore wyzwanie. W społeczeństwie kobiety, które zostały matkami, mierzą się z wieloma wyzwaniami, w tym i z pouczaniem ich, jak mają zajmować się swoimi dziećmi. Dookoła roi się od doradców i krytyków, lecz o ile są to obcy ludzie łatwiej znieść ich słowa, niż w przypadku, gdy słyszymy je od bliskich nam osób.
- Wydaje się, że czas świąt, to taki idylliczny czas i tak też jest często przedstawiany przez media. Ale prawda jest taka, że dużo ludzi nie lubi świąt. To dla wielu osób spotkanie z różnymi ludźmi, z różnymi pokoleniami, a tym samym - z różnymi przekonaniami. Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy jest się młodą kobietą i w dodatku młodą mamą - mówi w rozmowie z Interią Katarzyna Gęstwicka, psychotraumatolożka, interwentka kryzysowa oraz konsultantka Telefonu Wsparcia w Fundacji Nagle Sami.
Boże Narodzenie to moment, w którym widujemy się z bliższymi i dalszymi członkami naszych rodzin, a nowy członek rodziny to doskonały temat przy wigilijnym stole. Niestety często niezbyt przyjemny dla samej zainteresowanej, czyli dla kobiety, która dopiero została mamą.
Mowa oczywiście o momentach, w których zamiast słów wsparcia i miłości matki słyszą przy świątecznym stole słowa krytyki, ironiczne komentarze, czy nieproszone rady, dawane wręcz na siłę.
- Mam 24 lata i to były moje pierwsze święta z dzieckiem. Syn miał zaledwie dwa miesiące, a ja byłam świeżo po etapie, w którym sprawdzałam sto razy dziennie, czy oddycha. Wchodziłam do rodzinnego domu z lekkim stresem, ale nie spodziewałam się, że pierwsze, co usłyszę, to nie 'jak się czujesz?', tylko: 'Dlaczego on nie ma skarpetek?' - mówi w rozmowie z Interią Malwina z Krakowa.
Kobieta, którą kosztowało wiele stresu początkowe macierzyństwo, przyznaje, że nie tego spodziewała się po swojej rodzinie, która skupiła całą swoją uwagę na tym, jak ubrała swoje maleństwo.
- I tak przez całe święta: Za cienko ubrany, za grubo ubrany, niemowlę zawsze marznie, jemu jest za gorąco, zobacz jaki czerwony. Co pięć minut ktoś poprawiał mu ubranko, zdejmował albo zakładał kocyk, a ja czułam się, jakbym nie zdała egzaminu z bycia matką. Najbardziej zabolało mnie, gdy usłyszałam od ciotki, która jest już po 60-tce: 'Jeszcze się dziecko nauczysz, może przy kolejnym już nabierzesz wprawy' - mówi Malwina.
W takich momentach kobiety często mogą poczuć się wykluczone, pominięte, a w końcu to one są matkami. Dodatkowo pojawia się zwątpienie, czy faktycznie dziecku nie dzieje się krzywda.
Nie potrafiłam im jednak nic odpowiedzieć, byłam zmęczona, sfrustrowana i siedziałam przez resztę świąt spięta z łzami w oczach.
Podobne komentarze padały w stronę Kai, która w pamiętne święta, tak jak Malwina, miała 24 lata. Komentarze bliskich nie dotyczyły bezpośrednio dziecka, lecz samej Kai, a dokładniej jej diety.
- Miałam wtedy 24 lata, karmiłam piersią i do dziś pamiętam moją pierwszą wigilię po porodzie rok temu. Usiadłam do stołu z nadzieją, że choć przez chwilę zjem coś ciepłego. Skończyło się na tym, że niemal każdy mój ruch widelcem był komentowany. Barszcz? Lepiej nie, bo brzuch będzie bolał. Kapusta? Absolutnie nie. Pierogi? Tam są grzyby. W końcu zostałam z kawałkiem suchej ryby i ziemniakiem, a i tak ktoś powiedział, że ryba może uczulać. Nie miałam ochoty już jeść niczego, odszedł mi cały apetyt - wspomina Kaja i dodaje w rozmowie z Interią, że nie czuła w tych słowach żadnego wsparcia bliskich i troski o nią i dziecko.
Dieta matek karmiących piersią to częsty temat, zwłaszcza wśród starszych pokoleń, które niekiedy nie aktualizują swojej wiedzy na ten temat. Lata temu faktycznie funkcjonowała "dieta matek karmiących", która zawierała ogólne zalecenia dla kobiet po porodzie, co mają spożywać, by nie zaszkodzić tym dziecku.
Dieta matki karmiącej piersią obrosła wieloma mitami, które często nie mają potwierdzenia w badaniach naukowych. Dziś, dzięki nauce wiemy, że mitem jest konieczność stosowania restrykcyjnej diety i eliminowania wielu produktów, ponieważ w większości przypadków mleko matki pozostaje wartościowe niezależnie od drobnych różnic w jadłospisie. Nieprawdą jest również przekonanie, że określone potrawy, takie jak kapusta czy rośliny strączkowe, zawsze powodują kolki u niemowlęcia, gdyż reakcje dzieci są indywidualne. Prawdą natomiast jest to, że dieta karmiącej powinna być różnorodna i oparta na zasadach zdrowego żywienia, aby wspierać dobre samopoczucie matki i pokrywać jej zwiększone zapotrzebowanie na składniki odżywcze. Istotne jest także odpowiednie nawodnienie oraz wyeliminowanie alkoholu, który przenika do mleka i może mieć negatywny wpływ na dziecko.
- Czytałam najnowsze badania, konsultowałam się z położną i doradcą laktacyjnym. Wiedziałam, że nie muszę jeść jak na diecie eliminacyjnej, jeśli dziecku nic nie dolega, to jest jakaś przestarzała wiedza, mity, w które starsze pokolenie wciąż wierzy. Ale przy stole wigilijnym nikt nie chciał słuchać faktów. Próbowałam stawiać granice i tłumaczyć przez pierwsze godziny, ale teściowa podsumowywała każde moje zdanie przewróceniem oczami, czy prychnięciem. Do tego od ciotecznej babci mojego męża usłyszałam, że 'my młodzi to teraz wydziwiamy, a potem płaczemy, jak coś się dzieje dziecku i to z naszej winy'. Wtedy już mnie zatkało i szczerze? Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć - wspomina Kaja.
Podobne historie przeżywała Magda, która obecnie jest mamą już dwójki pociech.
- Jak zjadłam sałatkę, w której był zielony groszek, gdzie wzięłam sobie może dwie łyżki tej sałatki, a groszku w tym mogło być nie wiem, 8 sztuk? To trzy dni było mi to wypominane, bo akurat w tym samym dniu na wieczór malutki darł się wniebogłosy. Więc wina groszku - opowiada Magda.
Opowiada też, że już chyba przywykła do wysłuchiwania dobrych rad i komentarzy na temat jej macierzyństwa i to nie tylko w święta.
- Kojarzysz tego mema z Benem Affleckiem, który stoi zmęczony z jedną ręką w kieszeni, a w drugiej trzyma papierosa i wygląda na takiego już bez sił? To jestem ja, jak słyszę kolejne rady. Tylko bez papierosa. Ja już się nie wykłócam, tylko słucham i robię po swojemu - dodaje Magda.
Stawianie granic. Dlaczego to takie trudne?

Czytając te historie, nasuwa się pytanie o stawianie granic. Dlaczego te osoby nie sprzeciwiły się? Dlaczego nie wyraziły jasno swojego zdania? Jak twierdzi specjalistka, Katarzyna Gęstwicka, w takich sytuacjach to bardzo ważne, ale to idealny scenariusz.
- Rozumiem, że ciężko jest powiedzieć coś w takiej sytuacji jednocześnie stanowczo i uprzejmie, by nie rujnować całego świątecznego spotkania. Jednak gdy ktoś przekracza nasze granice, to nie możemy tego ignorować i musimy chronić samych siebie. Nasze zdrowie psychiczne jest ważniejsze od tego, czy kolacja wigilijna się uda, czy nie. Kochajmy siebie bardziej niż święta.
W arsenale pomocnych zwrotów, które mogą uciąć taką dyskusję znajdują się: nie chce o tym rozmawiać, dziękuję, nie pytałam o to, kiedy będę potrzebowała pomocy, to się po nią zgłoszę, nie mam zasobów, by o tym rozmawiać na ten moment.
Niekiedy jednak taka postawa wiele kosztuje młodą mamę, której hormony są jeszcze niestabilne i towarzyszy jej stres, zmęczenie i niewyspanie. Dlatego dobrze mieć u swojego boku kogoś, kto zatroszczy się o nasze granice i pomoże je ochronić. W takiej sytuacji znalazła się 26-letnia Sylwia, która mogła w trudnej chwili liczyć na męża.
Jej córka miała pół roku, gdy pojechała wraz z nią i mężem na święta do rodziny. Córeczka - Diana - była wrażliwym dzieckiem, potrzebowała bliskości, więc Sylwia często nosiła ją w tym okresie w chuście lub po prostu na rękach.
- Dla mnie to było naturalne - uspokajało ją i mnie. Dla reszty rodziny stało się tematem numer jeden. 'Nie noś jej tyle, bo się przyzwyczai', 'Odkładaj do łóżeczka, niech się wypłacze'. Słyszałam to przy kawie, przy obiedzie i przy kolacji. Najbardziej bolało mnie, gdy kuzynka rzuciła: 'Ty ją zepsujesz'. Psuje własne dziecko miłością? Naprawdę? - mówi w rozmowie z Interią Sylwia.
Kobieta podkreśla, że czuła, jakby musiała tłumaczyć się z każdej decyzji wychowawczej - nawet z tego, o której godzinie dziecko kładzie się spać i w jaki sposób jest to organizowane.

W takich momentach może towarzyszyć nawet uczucie wyobcowania, alienacji i to wśród najbliższych. Krytyka jaka spotyka młode mamy potrafi zaboleć, gdyż właśnie pochodzi od członków rodziny, a nie od obcych osób.
- W końcu to mój mąż już podniesionym głosem stanął w mojej obronie, co wywołało niemałe zdziwienie mojej rodziny. A ja powiedziałam tylko przy wszystkich 'dziękuję kochanie' już drżącym od nerwów głosem. Moja mama się obraziła, skończyło się płaczem w kuchni - dantejskie sceny. Wszystko dlatego, że z mężem postawiliśmy granice. Wyszliśmy z wigilii jako pierwsi - mówi Sylwia, która podkreśla, że do dziś jest za to wdzięczna mężowi.
Postawienie granicy, zwłaszcza bliskim może być prawdziwym wyzwaniem, zwłaszcza wtedy, gdy boimy się zepsuć świąteczną atmosferę i stać się osobą, która nie potrafi zrobić "dobrej miny do złej gry". Do tego dochodzi często poczucie winy, bo przecież wiele z tych rad dyktowane jest dobrymi intencjami, a osoba, która je otrzymuje wykazuje się brakiem wdzięczności.
- Bycie mamą to jest nowa sytuacja, stresująca dla chyba każdej kobiety, szczególnie kiedy chodzi o pierwsze dziecko, kiedy tak naprawdę kobieta wsłuchuje się w potrzeby swoje i dziecka i ta dwójka uczy się siebie nawzajem. Wyobrażam sobie, że nikt z nas nie chce być pouczany, bo nikt z nas nie lubi czuć się niepewnie - mówi psychotraumatolożka w rozmowie z Interią.
Rodząca się więź między dzieckiem i matką, rozwijający się instynkt macierzyński to nie magiczne zjawiska, które pojawiają się z dnia na dzień, a nierzadko wymagają tygodni lub miesięcy, by zaistnieć i się utrwalić. W tym procesie potrzeba wsparcia i zaufania jest większa, niż potrzeba otrzymywania rad.
"Jeżeli miałabym dać jakąś wskazówkę członkom rodziny, to byłoby to większe przekierowanie uwagi na samą kobietę. Ona stworzyła człowieka, za którego jest całą sobą odpowiedzialna i jej życie nigdy już nie będzie takie samo, jak przed ciążą. To jest ogromna zmiana i tu powinniśmy wykazać się empatią względem tej osoby" - mówi Katarzyna Gęstwicka.
Komentarze nawet podczas składania życzeń. To już nie jest życzliwość

Dobre rady to jedna strona medalu macierzyństwa, a co z kąśliwymi komentarzami, które możemy usłyszeć pół żartem pół serio? Z relacji młodych mam dotyczą one zachowania dziecka, ale też chociażby wyglądu samej mamy.
Koniec ciąży, poród, który często nie jest łatwym i przyjemnym wydarzeniem w życiu kobiety, a też połóg, który stanowi wyzwanie, są momentami, gdzie radość z posiadania dziecka przeplata się ze zmęczeniem, huśtawką hormonów, często też z pojawieniem się depresji poporodowej. Prócz łez radości pojawiają się też łzy bezsilności, strachu, czy stresu. To intymny czas, w którym kobieta ma prawdo zadbać o siebie w takim wymiarze, w jakim naprawdę tego potrzebuje, bez presji społeczeństwa. Niestety, w przestrzeni medialnej, a także wśród znajomych, czy właśnie bliskich osób, młode mamy zderzają się z oczekiwaniami względem ich i ich wyglądu.
Doskonale pokazuje to historia Barbary, dziś 32-letniej.
- Mam 30 lat i urodziłam kilka miesięcy przed świętami. Byłam zmęczona, niewyspana, wciąż dochodziłam do siebie fizycznie i emocjonalnie. Bardzo długo czekałam na tę ciążę, ale chyba z racji wieku nie była ona dla mnie najłatwiejsza i czas połogu też dał mi nieźle w kość. Potrzebowałam wsparcia, ogromu miłości, a mimo to już przy składaniu życzeń usłyszałam od wujka słowa: 'życzę ci, żebyś znalazła czas dla siebie i trochę schudła, bo ciąża swoje zrobiła'. Uśmiech powoli schodził mi z twarzy i naprawdę nie potrafiłam tego opanować. W środku samej siebie miałam ochotę wstać i wyjść - mówi Basia w rozmowie z Interią.
Kobieta relacjonuje, że wujek ani razu podczas tego świątecznego wieczoru nie zapytał, jak Basia czuje się po porodzie, czy było ciężko. Barbara postawiła w trakcie składania życzeń granicę wujowi i powiedziała, że to dla niej trudny temat i nie chce słyszeć takich komentarzy.
"Moja mama i teściowa stanęły wtedy na wysokości zadania. Jestem im wdzięczna do dziś. Kiedy mama usłyszała, życzenia wujka i moją odpowiedź trzęsącym się głosem, szybko interweniowała, "wpychając się" w kolejkę życzeń i zrobiła to tak, żeby jednak nie wszczynać awantury podczas świąt i w sumie trochę to rozumiałam. Do wujka nie odezwałam się ani słowem, a nie chciałam wychodzić, bo reszta rodziny nie była niczemu winna" - kończy swoją opowieść Barbara.
Słowa dotyczące wyglądu tylko pozornie mogą wyrażać troskę. Często osoba, której wygląd jest komentowany zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda i może niekoniecznie czuć się z tym dobrze. Jednak w takim okresie, jak wczesne macierzyństwo, kobieta może nie mieć czasu, chęci lub potrzeby, by podążać za standardami wyglądu.
Presja dotycząca szybkiego powrotu do formy sprzed ciąży jest dziś spora, a kobiety w trakcie połogu mierzą się z częstymi komentarzami dotyczącymi ich nieumytych włosów, braku makijażu, czy właśnie figury.
Takie komentarze, pytania, rady mogą sprawić, że młoda mama zacznie mieć poczucie, że jest niewystarczająca, że wszystko robi źle, nie spełnia wymagań i oczekiwań i nie realizuje się dobrze w roli mamy.
Święta nie muszą być idealne, by były wystarczająco dobre. Dla młodych mam to często czas próby, w którym zamiast wsparcia pojawiają się oceny, rady i komentarze, zostawiające ślad na długo po zgaszeniu choinkowych światełek. Warto pamiętać, że macierzyństwo nie potrzebuje audytu ani aprobaty otoczenia - potrzebuje zaufania, empatii i uważności. A jeśli jedynym prezentem, jaki młoda mama da sobie na święta, będzie postawienie granicy i ochrona siebie oraz swojego dziecka, to być może będzie to najważniejszy i najbardziej potrzebny prezent.










