Statystyki mówią jasno - średnio na jedno przyjęcie weselne wydajemy w Polsce około 48 tysięcy złotych. I choć przytłaczająca większość z nas, bo aż 80 do 90 procent par, wciąż decyduje się na tradycyjną zabawę do białego rana, to w weselnym scenariuszu zachodzą zmiany.
Owszem, jest ta niewielka grupa - od 10 do 20 procent nowożeńców - która po przysiędze zaprasza najbliższych co najwyżej na kameralny obiad.
Oczepinom mówimy "nie"
Ale zmiana zachodzi na dużych weselnych imprezach. Nikt co prawda nie prowadzi dokładnych statystyk, ale z rozmów z menedżerami sal i samymi nowożeńcami wyłania się trend: coraz więcej par mówi stanowcze "nie" jednemu z najważniejszych punktów nocy. Oczepinom.
- Zorganizowaliśmy klasyczne wesele, ale szczerze? Zrobiliśmy je dla rodziny, a nie dla siebie - przyznaje Tomek, który kilka lat temu stanął na ślubnym kobiercu z Baśką.

- A kiedy wybiła północ i zaczęły się te wszystkie żenujące zabawy, mieliśmy ochotę po prostu zapaść się pod ziemię. Dziś wiemy, że to był błąd. Na piątą rocznicę planujemy imprezę zresetować. Zrobimy "Wesele 2.0" - wyłącznie dla znajomych, bez tradycyjnych wymogów i bez ciotek kręcących nosem - mówi, a Basia w tle kiwa głową na znak pełnej zgody.
Dlaczego element, który przez dekady był gwoździem programu, dziś u wielu budzi głównie poczucie dyskomfortu? Czy rezygnacja z tradycji to początek lepszej kultury świętowania czy tylko innej?
Tradycja oczepin
Dzisiejsze zabawy z przekazywaniem welonu czy zbieraniem na wózek mają niewiele wspólnego ze swoim pierwowzorem. Skąd tak naprawdę wzięły się oczepiny?
Nazwa tego zwyczaju pochodzi od czepca - tradycyjnego nakrycia głowy, które nosiły mężatki. W dawnej Polsce, dokładnie o północy, panna młoda była odprowadzana przez kobiety do osobnej izby. Tam zdejmowano z jej głowy wianek - symbol panieństwa - ścinano lub zaplatano jej włosy, a na głowę nakładano właśnie czepiec. Był to niezwykle emocjonalny, a często nawet smutny moment, któremu towarzyszyły pieśni o pożegnaniu z rodzinnym domem i beztroską młodością.

Oczepiny były rytuałem przejścia. Oznaczały formalne i społeczne wkroczenie kobiety w świat dorosłych, zamężnych gospodyń. Z biegiem lat dawny, pełen powagi obrzęd zaczął jednak łagodnieć. Sztywny czepiec zastąpiono welonem, smutne pieśni ustały, a sam moment zyskał charakter rozrywkowy. Rzucanie welonem i krawatem stało się matrymonialną przepowiednią dla panien i kawalerów, a do programu weszły zręcznościowe gry.
Dziś po dawnym sensie nie ma już śladu. Dla współczesnych par tradycja ta straciła swoje pierwotne znaczenie, stając się po prostu cyklem zabaw, które nie zawsze wpisują się w estetykę nowoczesnego przyjęcia.
Z oczepinami czy bez? Odpowiedź nie zaskakuje
- Dzisiejsza branża ślubna daje ogromną wolność i naprawdę nie musimy powielać schematów tylko dlatego, że "tak wypada". Jeśli para czuje, że tradycyjne zabawy oczepinowe to nie ich bajka, po prostu z nich rezygnujemy albo zastępujemy je czymś nowoczesnym i lekkim, jak choćby rzut bukietem czy elegancki quiz wiedzy o nowożeńcach - mówi wedding plannerka z Warszawy Anastazja Bąk.
Spójrzmy jednak i na drugą stronę medalu. Wesele to rzadka okazja, kiedy w jednym miejscu spotykają się dwa zupełnie różne światy: młoda generacja ze swoimi znajomymi oraz starsze pokolenie - rodzice, otwiera się w nowym oknie, dziadkowie, wujkowie i wspomniane już ciotki.

- Zawsze zachęcam narzeczonych, żeby szukali złotego środka - tłumaczy Anastazja. - Ten dzień ma być przede wszystkim piękny i wyjątkowy dla pary młodej, bo to ich święto. Ale pamiętajmy, że zapraszamy bliskich, aby świętowali razem z nami. Sztuką jest zorganizować przyjęcie tak, by młodzi czuli się swobodnie i sobą, a starsi członkowie rodziny nie mieli poczucia, że zostali całkowicie pominięci czy wręcz wykluczeni z tradycji, którą znają. Dobry balans sprawia, że wszyscy schodzą z parkietu z uśmiechem - podsumowuje Bąk.
Polskie wesele przechodzi ewolucję, a nie rewolucję, która pali za sobą mosty. Rezygnacja z oczepin nie musi być aktem buntu przeciwko rodzinie, ale dojrzałym wyborem. Dla niektórych dobrym pomysłem nie będzie rezygnacja z zabaw, ale ewentualne ich "złagodzenie" albo uszycie ich na nowo. A może niektóre pary zdecydują się na oczepiny w formie, jaką miały one kilkaset lat temu?
Ostatecznie chodzi przecież o to, by o północy nikt nie musiał spuszczać wzroku z zażenowania. Czy wybierzemy tradycyjny rzut welonem, nowoczesny toast, czy po prostu dobrą muzykę bez zbędnych przerywników - najważniejsze, by ten wieczór zostawił po sobie dobre wspomnienia. Zarówno u młodych, jak i u przysłowiowych ciotek.










