Tak wyglądały święta w latach 90. "U mnie Wigilia przebijała nawet urodziny"
Wymarzona lalka Barbie, wielkie poszukiwania spalonej lampki na choince, wigilijny rytuał dziadka na bogactwo czy potajemnie znikające z wanny karpie. Czas na wspomnień czar, w ramach których wsiadamy w wehikuł czasu i lądujemy w latach 90. - Wigilia była moim ulubionym dniem w ciągu roku. Przebijała nawet urodziny! Wraz z kuzynami od wczesnego popołudnia wypatrywaliśmy pierwszej gwiazdki na niebie, żeby rozpocząć wspólną kolację - mówi Interii Karolina.

Spis treści:
- Wigilia i Boże Narodzenie w latach 90. "To musiało wisieć na choince"
- Czekając na pierwszą gwiazdkę
- Prezenty od Mikołaja i znikające karpie
- Prezenty lat 90., czyli co lądowało pod choinką
- Czasy się zmieniły. "Kiedyś było milej i bardziej rodzinnie"
- Jest taki dzień
"Kompozytor i ten drugi/Ułożyli nam ad hoc/Nową polską pastorałkę/Na dziewięćdziesiąty pierwszy rok" - śpiewali Alicja Majewska, Andrzej Zaucha i Halina Frąckowiak w Kolędzie na 90-ty rok. Chociaż czasy te były pełne zmian, Polacy w czasach transformacji ustrojowej, gospodarczej i społecznej do świąt mieli podejście raczej tradycyjne.
Wigilia i Boże Narodzenie w latach 90. "To musiało wisieć na choince"
- Zarówno moi rodzice, jak i dziadkowie zawsze dbali o zachowanie tradycji. Nie tylko tych dobrze znanych jak wkładanie sianka pod obrus czy pozostawianie dodatkowego pustego nakrycia przy stole, ale również takich, wyłącznie domowych. U nas zawsze na choince musiały być włosy anielskie i kilka papierowych, ręcznie zrobionych bombek - raz bardziej udanych a raz mniej. Każdy miał swoje popisowe danie. Babcia robiła mistrzowską kapustę z grzybami, mama odpowiadała za barszcz, a ciotka przychodziła z kupnymi pierogami - i to też było tradycją - opowiada Kinga, która wychowywała się w niewielkiej miejscowości niedaleko Tarnowa.
Wskazują na to badania CBOS z 1997 roku według których obchodzenie Wigilii w tradycyjny sposób było ważne dla większości ankietowanych Polaków.
"W wieczór ten niemal wszyscy gromadzimy się wokół rodzinnego stołu, przy rozświetlonej choince. Na znak łączących nas więzi dzielimy się z najbliższymi opłatkiem i składamy sobie życzenia" - czytamy w raporcie.
99 proc. osób dzieliło się opłatkiem, 92 proc. rodaków przygotowywało nakrycie dla niespodziewanego gościa, większość rodzin praktykowała wspólne śpiewanie kolęd i udział w pasterce. Zdecydowana większość Polaków decydowała się spędzać Wigilię w domu rodzinnym, a 8 proc. ankietowanych odwiedzało bliskich poza miejscem zamieszkania. Z kolei niemal w każdym domu punktem obowiązkowym była choinka.

"W większości z nich światła zabłysną jednak na sztucznym drzewku. Tradycyjną, prawdziwą choinkę będzie miała więcej niż jedna czwarta rodzin, jednak tylko nieliczni zdecydują się na żywe drzewko w doniczce" - czytamy w raporcie.
U mnie w mieszkaniu niewielka choinka zawsze stała na telewizorze. Dzisiaj trudno to sobie w ogóle wyobrazić, ale w małym mieszkanku było to idealne miejsce
- wspomina Sebastian.
Czekając na pierwszą gwiazdkę
Część osób wskazała, że jedną z ważnych tradycji jest również czekanie na pierwszą gwiazdkę, czyli sygnał do rozpoczęcia wieczerzy.
Wigilia była moim ulubionym dniem w ciągu roku. Przebijała nawet urodziny!
- Wraz z kuzynami od wczesnego popołudnia wypatrywaliśmy pierwszej gwiazdki na niebie, żeby rozpocząć wspólną kolację. Rodzina w komplecie, żywa choina pachnąca żywicą i kolędowanie. Pamiętam dobrze wigilię, kiedy pierwszy raz pod choinką znalazły się prezenty - we wcześniejsze lata Mikołaj przychodził tylko 6 grudnia. Tamtej wigilii miało być inaczej - wspomina Karolina.
- Doskonale pamiętam zapach pięknego, czerwonego papieru, w który zapakowane były prezenty i pierwszą własną lalkę Barbie. I to oryginalną. To było coś! Muszę też wspomnieć o świątecznych lampkach wyglądających jak świeczki. Dziadek nieraz poszukiwał tej jednej spalonej, przez którą reszta nie chciała świecić - śmieje się mieszkanka Krakowa.
- Ja pierwszej gwiazdki wypatrywałam akurat z dziadkiem. Bez niej nie można było usiąść przy stole - dodaje Kinga.
Prezenty od Mikołaja i znikające karpie
Marcie, która dzieciństwo spędziła w małej wiosce niedaleko Nowego Sącza, święta w latach 90-tych kojarzą się przede wszystkim z pływającymi w wannie karpiami. Przyznaje, że pojawiały się zawsze na kilka dni przed świętami.
- Bardzo mnie fascynowały, miałam wtedy kilka lat i klęczałam przy wannie godzinami, obserwując je. Potem znikały, zazwyczaj gdy nie było mnie w domu, ale nie pamiętam już, jak rodzice i dziadkowie tłumaczyli mi ich nieobecność. Zawsze po wigilii był u nas zwyczaj, że trzeba było przewietrzyć pokój. W tym czasie rodzice wyprowadzali nas, mnie i mojego brata, z salonu do naszego pokoju, żebyśmy się nie przeziębili, i jak wracaliśmy to babcia albo ktoś inny z dorosłych oznajmiał, że był u nas aniołek z prezentami i zaczynaliśmy oglądać paczki pod choinką - opowiada.
- Wcześniej, 6 grudnia prezenty przynosił Mikołaj. Gdy pojawił się u nas pierwszy raz, tak mnie wystraszył, że schowałam się pod łóżkiem i trzeba było przekupić mnie prezentami, żebym spod niego wyszła. W kolejnych latach tata lub babcia wchodzili do mieszkania mówiąc, że właśnie na schodach spotkali Mikołaja i przekazał dla nas prezenty. Szczerze mówiąc zawsze wolałam mikołajki, bo w moim domu to z tej okazji dostawało się znacznie więcej prezentów niż pod choinkę - śmieje się Marta.
Prezenty lat 90., czyli co lądowało pod choinką
Skoro już pojawił się wątek prezentów. W listach do świętego Mikołaja najczęściej padały prośby o klocki Lego (jednak ich cena zazwyczaj znacznie przekraczała świąteczny budżet), rower BMX, Barbie, konsolę Super Nintendo, gadżety elektroniczne takie jak Tamagotchi czy Game Boy. Zamiast nich dość często znajdowały tańsze zamienniki, np. konsola Tetris czy lalka Steffi Love. Dzieci pod choinkę dostawały również figurki Power Rangers czy jojo. Wśród młodzieży jednym z najbardziej pożądanych przedmiotów był walkman, dzięki któremu można było słuchać muzyki z kaset magnetofonowych wyłącznie przez słuchawki. Lata 90. to również moment zachłyśnięcia się zachodem. I tak dorośli w ramach prezentów fundowali sobie biżuterię, odzież czy perfumy.

W 1997 roku, według badań CBOS, polska rodzina na gwiazdkowe prezenty była gotowa przeznaczyć średnio 173 zł. Nieco więcej na zaopatrzenie świątecznego stołu, bo 290 zł. Średnia suma planowanych wówczas wydatków w przeliczeniu na jedną osobę w rodzinie wynosiła 58 zł na prezenty i 90 zł na organizację świąt.
Czasy się zmieniły. "Kiedyś było milej i bardziej rodzinnie"
Jedna pani powiedziała mi ostatnio, że już się tyle w życiu do świąt naszykowała, że teraz chce mieć święty spokój.
- Święta w latach 90. na pewno były spokojniejsze niż teraz. Bardziej rodzinne i nastrojowe - mówi mieszkająca na Śląsku pani Małgorzata. - Teraz ludzie wolą wyjechać do spa, uzdrowiska czy na urlop. "Bo to bez roboty" - jak ostatnio słyszę wśród młodszego i starszego pokolenia. Dawniej nie było tyle w sklepach i tyle możliwości wyjazdów co współcześnie, ale co by tu dużo mówić: moim zdaniem było milej.
Mieszkanka Śląska zaznacza, że obecnie brakuje jej tej bardziej duchowej otoczki związanej ze świętami.
Każdy tylko patrzy, żeby mieć więcej gadżetów, światełek, iluminacji wokół domu. Dla wierzących kiedyś ważniejsze jednak było to, że rodzi się Jezusek. Ramka nie ważna, jeśli w niej brak najważniejszego obrazka
- porównuje pani Małgorzata.
- U nas tradycyjnie na stole wigilijnym królowała sienieniotka, moczka, makówki, śledzie w śmietanie, kartofle w łupince, kapusta z grzybami, karp. Czasami była to kutia i pieczone pierniki. Ciastka służyły też jako ozdoby na choinkę. Drzewko przystrajaliśmy też cukierkami, jabłkami - opowiada.

Jest taki dzień
- Dziadek bardzo na poważnie podchodził do tradycji, przesądu związanego z noszeniem łuski karpia w portfelu. Zawsze jakaś musiała zostać po przygotowaniu wieczerzy wigilijnej i dziadkowie nosili je na szczęście, żeby nie brakowało pieniędzy - opowiada Marta.
Anna przyznaje, że jej najpiękniejszym świątecznym wspomnieniem jest czas, gdy przy wigilijnym stole spotykały się trzy pokolenia: jej rodzice i dziadkowie.
- Tradycją było wspólne oglądanie koncertu kolęd, w późniejszych latach obowiązkowo Golec uOrkiestra. Po wigilii przychodził moment rozdania prezentów, a później rozpoczynała się druga część kolacji, ta mniej oficjalna, gdzie było dużo śmiechu, żartów opowiadanych co rok, które zawsze bawią tak samo - wspomina.

- Na liście wigilijnych zwyczajów było nasłuchiwanie, czy zwierzęta mówią ludzkim głosem. Słuchaliśmy też, z której strony dobiegnie szczekanie psa. Miało to wróżyć, z której strony przyjdzie kawaler lub panna. Przy stole śmialiśmy się też z takiego jednego przesądu. Jeśli dziewczyna była ciekawa, za ile lat weźmie ślub, musiała objąć rękami płot ze sztachet. Ile udało się jej objąć, tyle musiała czekać na wybranka. Mój dziadek też jest bohaterem licznych opowieści. Jedna z nich? Przed wigilią brał pieniądze do rąk i obmywał twarz, by zapewnić sobie bogactwo na przyszły rok - śmieje się Anna.
Po chwili jednak zamyśla się i podsumowuje:
- Teraz po latach, kiedy już nie ma wielu osób z rodziny, chciałoby się wrócić do tych samych żartów i tamtej atmosfery. Niestety nie jest to już możliwe.
To, co miały nasze babcie, dziś znów zachwyca. Kredens, porcelana, koronkowe obrusy - rzeczy, które jeszcze niedawno wydawały się staroświeckie, wracają do łask. Niektóre - zwłaszcza te z PRL są poszukiwane przez kolekcjonerów. Zobacz na styl.interia.pl, jak wnieść do swojego domu odrobinę dawnych czasów w nowoczesnym wydaniu.
***
Źródło:
- Interia
- CBOS, Polska wigilia, A.D. 1997( www.cbos.pl/SPISKOM.POL/1997/K_166_97.PDF)











