Spis treści:
- Idealne życie na pokaz
- Rysy na idealnym obrazku
- "Nie wiem, jak to się stało"
- Zależność, której nie widać
- Koniec internetowej idylli?
Idealne życie na pokaz
Od kilku lat absolutną furorę w sieci robiły influencerki podające się za "tradwife", czyli "tradycyjne żony". Świadomie odcinające się od feminizmu kobiety zawierzały wszelkie sprawy dotyczące utrzymania domu swoim mężom, rodzące po kilkoro dzieci, często rok po roku. Promowały powrót do klasycznego modelu rodziny, w którym kobieta zajmowała się domem i wychowaniem dzieci. Tradwife pokazując swoje codzienne życie w mediach społecznościowych, stały się fenomenem na globalną skalę, a gdy uzyskały szeroką publikę, zachęcały do podobnego stylu życia obserwujące ich kobiety.
Wymieniały zalety: więcej czasu dla dzieci, brak zmartwień związanych z finansami (wszystkie sprawy dotyczące tego obszaru przejęte były przez mężów), poczucie bezpieczeństwa i opieki mężczyzny, który był "głową rodziny". Wolność i pielęgnowanie tradycyjnych wartości, które wg nich porzuciły feministki. Influencerki takie jak Alena Kate Pettitt czy Hannah Neeleman, romantyzując proste życie stały się wzorem dla wielu (zwłaszcza młodych) kobiet, szukających swojej drogi i pomysłu na dorosłość. Jednak fasada tego budowanego latami wizerunku ostatnio zaczęła pękać.
Rysy na idealnym obrazku
Czołowe przedstawicielki ruchu tradwife odcinają się od tego stylu życia. Biorą rozwody, w nagrywanych przez siebie rolkach przepraszają za zachęcanie do brania z nich przykładu, mówiąc o tym, jak wiele straciły rezygnując z siebie.
Temat de-influencingu tradycyjnych żon poruszył niedawno prestiżowy magazyn New York Times. W trzyminutowym filmiku dziennikarka Amanda Hess opisała masowe odwracanie się kobiet od anty-feministycznego stylu życia. - Zauważyłam, że kobiety, które zdecydowały się na bycie tradycyjną żoną, były zwykle bardzo młode. Teraz po kilku, 5, 10 latach dorosły, mają kilkoro dzieci i zauważają, że zawierzenie zaufania, sprawczości i finansów mężczyźnie, który to wszystko wykorzystywał nie było dobre - mówi w reportażu. - Byłam 18-letnią trad-wife, urodziłam w tym wieku dziecko. Teraz ono ma 18 lat, a ja 36 i chcę powiedzieć wam: nie róbcie tego. To nie działa w 99 proc. przypadków. U ciebie też nie zadziała. Idź do pracy, idź na studia, zrób karierę. Weź tę radę od kogoś, kto wie, co mówi. Odnajdź siebie i bądź niezależna - mówi do kamery Sansa Snark. Podobnych nagrań przybywa.
"Nie wiem, jak to się stało"
Agnieszka żyła jak tradwife, choć zauważa to dopiero, gdy przestała nią być. - Nie wiem, jak to się stało. Zawsze byłam raczej niezależna, pyskata. Zakochałam się, wyszłam za mąż. Wspólny dom, dziecko - widzę to jak przez mgłę, nie umiem nawet wytłumaczyć jak to wszystko się wydarzyło. Ale pamiętam dobrze rozmowę, która potem była moją tarczą obronną: że ustaliliśmy wszystko z mężem wspólnie. Porzucona praca, wychowywanie dzieci, dom wysprzątany na błysk, codziennie domowy obiad. On zarabiał. A gdy koleżanki czasami pytały, czy nie chciałabym mieć własnych pieniędzy, zarabiać, robić czegoś dla siebie, zawsze mówiłam, że "wspólnie to ustaliliśmy". Trzymałam się tego zdania. Zasłaniałam się nim - mówi.

Im dłużej Agnieszka nie pracowała, tym trudniej było zmierzyć się z myślą o powrocie do kariery. - Luka w CV, wstyd. Brak własnych pieniędzy. Nie kupowałam sobie nic nie dlatego, że mąż mi nie pozwalał. Po prostu czułam, że to nie ja zarobiłam pieniądze, więc powinny być one wydane na dom, dziecko, jedzenie. To było jak pokuta, choć nie wiem nawet za co - wspomina. Żyła tak 8 lat, zanim zrozumiała, że to nie to. - Nie wiem czy ja nazwałabym siebie tradwife bo nie jestem katoliczką, a feminizm zawsze był mi bliski, ale patrząc na tę izolację, nierobienie absolutnie niczego z myślą o sobie, a zawsze dla dziecka, męża, domu, rodziny, to tak. W zasadzie byłam tradycyjną żoną. I to był absolutny koszmar, choć gdy w nim tkwisz, nie postrzegasz go tak. Intencje i "wyższy cel" przysłaniają rzeczywistość - mówi. Dziś pracuje, podróżuje, jest po rozwodzie. - Nigdy więcej. Bycie zależnym od kogokolwiek to nigdy nie jest dobry pomysł. Nie wiesz, co czeka na ciebie za rogiem. Trzeba mieć w garści życie i własne pieniądze. Moja mama zawsze mi to mówiła, ale ja nie słuchałam - kończy 44-latka.
Zależność, której nie widać
Byłe tradwifes mówią nie tylko o wyzwoleniu, ale też o ekstremach, w które wcześniej wierzyły: sztywny podział ról, posłuszeństwo żony, bycie "własnością" męża. Wszystko to opakowane w błyszczące, katolickie i konserwatywne wartości, a wręcz "ratunek przez upadkiem".
Bernadine Barber w filmiku mówi o usprawiedliwianiu przesadnej kontroli nad jej życiem, gdy była tradycyjną żoną. - To, co uznałam za "powrót do silnych, rodzinnych wartości" okazało się kontrolą, fantazją i wyidealizowanym światem online, który nie dawał rady w prawdziwym życiu (...) Wtedy naprawdę wierzyłam, że to "naprawa", której poszukiwałam, która miała wynieść prawa boskie na piedestał, scalić rodziny, tak naprawdę okazała się być źródłem krzywdy - przyznaje kobieta, która sama siebie określa jako "survivor", czyli "ocalałą".
Koniec internetowej idylli?

De-influencing ruchu tradwife pośrednio łączy się z rozwojem manosfery, "red-pillowców" i całej ekstremalnej, zyskującej na popularności filozofii toksycznej męskości. Przedstawiciele tego ruchu mówią wprost o podległości kobiet, łatwości w ich manipulowaniu. Kobiety wg nich potrzebują kontroli, męskiego przewodnictwa i opieki jako "podgatunek", który gdy ma za dużo wolności i niezależności, zalicza upadek moralny. Ekstremiści łączą spadek demograficzny właśnie z wartościami feministycznymi i "wodą sodową" za dużej swobody młodych kobiet, które stawiają na siebie zamiast na rodzinę. Niebezpieczne punkty styku tradwife i manosfery także przyczyniły się do masowego porzucania ekstremalnie konserwatywnego stylu życia na modłę lat 50.
Jak przekonuje Amanda Hess, która śledzi ruch tradwife od kilku lat, pomimo tak wielu rys na wizerunku "idealnego życia", ruch tradycyjnych żon z pewnością nie zniknie całkowicie. Polityczne zmiany, duże poparcie partii konserwatywnych promujących tradycyjne wartości z pewnością mają wpływ na wybór ścieżki dorosłości przez młodych ludzi. Jednak trad-wife jako trend internetowy, przekracza już swoją datę ważności.











