Ukrainka w Polsce: Nigdy nie dostałam złotówki pomocy od polskiego państwa
Przypadkiem natknęłam się na nią w mediach społecznościowych. Jej zaczepny komentarz o Polakach stał się punktem wyjścia do rozmowy, która przerodziła się w ten wywiad. Oksana od 10 lat mieszka w Polsce. Nie korzystała z pomocy państwa, pracuje, płaci podatki i dziś głośno odpowiada na hejt w internecie. O swoim życiu w Polsce opowiedziała mi w poniższej rozmowie.

Karolina Wachowicz, Interia: Skąd dokładnie pochodzisz?
Mam na imię Oksana. Jestem zwykłą kobietą z Ukrainy i od około 10 lat buduję swoje życie w Polsce. Od niedawna zaczęłam nagrywać rolki, w których z dystansem i ironią odpowiadam na hejt. A dziś udzielam wywiadu dla Interii!
Dlaczego wybrałaś Polskę, co cię tu przyciągnęło i jak się tu znalazłaś?
"Przyprowadziła" mnie tutaj miłość do pewnej osoby. Co prawda nie jesteśmy już razem, ale wtedy było bardzo intensywnie. Zakochaliśmy się w czasie, gdy czekałam na wizę imigracyjną do Stanów Zjednoczonych, co trwało ponad rok. Ostatecznie ja wyjechałam z Ukrainy do USA, a on do Polski. Rozum mówił mi, że powinnam zostać tam, jednak serce zwyciężyło - i tak znalazłam się w Polsce.
Spotykasz się z wieloma złośliwymi komentarzami w sieci? Wiem, że na Ukrainki jest czasem nagonka - jak sobie z tym radzisz?
Tak. Na początku było ciężko - przeszłam przez strach, depresję oraz chęć ucieczki, ale przepracowałam to i dziś zamieniam hejt w paliwo. Najważniejsze jest zrozumienie, kim jesteś, poznanie swojej wartości i codzienna praca nad sobą, aby budować poczucie własnej wartości. Chodzi o robienie rzeczy, które chcesz robić, ale których nie robisz, bo się boisz albo brak ci motywacji. Ważne jest, aby być silną i mieć w sobie twardy kręgosłup. Wtedy to, co mówią inni, przestaje mieć znaczenie.
Jak to jest z tymi świadczeniami socjalnymi dla Ukraińców w Polsce? Masz doświadczenia, co myślisz i czy ciągle musisz się z tego tłumaczyć?
Nigdy w życiu nie otrzymałam ani złotówki pomocy od polskiego państwa. W rodzinie widziałam, że jeśli chcesz coś mieć, musisz mieć łeb na karku i pracować, a nie stać z wyciągniętą ręką. Jedyny socjal, który znam, to 800+ na dzieci, ale dzieci nie mam, więc mi się nie należy. Pracuję, dostaję wynagrodzenie i tak to działa u mnie. A jedyny Polak, który "cierpi" finansowo przez mnie, to mój ukochany - ale wynagradzam mu to (śmiech).
W social mediach, w komentarzach, ludzie często piszą, że żyję z socjalu, za rachunek polskiego podatnika, ale ja się z tego nie tłumaczę. Mnie to po prostu śmieszy - czasem ich trochę podpuszczam i nagrywam ironiczne rolki.
Czy Polacy czepiają się w codziennym życiu, czy raczej jesteś mile traktowana?
Przez 10 lat mogę na palcach u jednej ręki policzyć nieprzyjemne sytuacje. Wokół siebie mam wspaniałych ludzi polskiej narodowości - są mili, pomocni, uprzejmi. Mam świetne relacje w pracy, zarówno z ekipą, jak i z szefostwem (jestem jedyną Ukrainką). Z ludźmi z poprzedniej pracy również utrzymuję kontakt do dziś. Rodzina mojego partnera także bardzo ciepło mnie traktuje.

A możesz przytoczyć jakieś negatywne sytuacje?
Pamiętam taką sytuację w kolejce do weterynarza. Wiem, że w miejscu, do którego chodzimy, nie ma zapisów - obowiązuje zwykła kolejka. Siedzieliśmy we trzy osoby ze swoimi pupilami, gdy przyszła pani z pieskiem. Na początku była miła, robiła nawet zdjęcia moim kotom i je komplementowała. Później jednak "odkleiło jej się", bo nie chciała czekać w kolejce i zaczęła twierdzić, że jest umówiona na konkretną godzinę. Osoby z kolejki (Polacy) nie komentowali sytuacji, ale ja cenię sprawiedliwość, więc powiedziałam, że nie, tutaj czegoś takiego nie ma. Zaczęłyśmy dyskutować, a kiedy zabrakło jej argumentów, rzuciła tekstem: "będzie pani u siebie w kraju rozkazywać". Dla mnie to była jak czerwona płachta na byka. Wtedy osoby z kolejki dołączyły do rozmowy, wyszła pani doktor i wszyscy stanęli po mojej stronie.
Druga sytuacja miała miejsce na gali MMA. Byłam tam z kolegą, który jest Ukraińcem, a jego przeciwnik był Polakiem. To była piękna walka, obaj zawodnicy pokazali klasę i dali z siebie wszystko. Wygrał nasz kolega Ukrainiec. Ekipa wspierająca polskiego zawodnika zaczęła zachowywać się nieadekwatnie. W momencie robienia wspólnego zdjęcia zaczęli krzyczeć ksenofobiczne hasła w stronę naszej mieszanej ekipy, w której byli zarówno Polacy, jak i Ukraińcy. Kobiety rzucały się na mężczyzn, panował prawdziwy cyrk. Na szczęście ochrona szybko ich wyprowadziła i na tym się skończyło.
Tak naprawdę takie nieadekwatne zachowania są szybko tłumione. Patologia jest wszędzie, ale wierzę, że normalnych ludzi jest więcej. Niestety w Internecie ludzie czują się bezkarni i anonimowi.
Ilu masz znajomych z Ukrainy w Polsce i jak często się spotykacie?
Szczerze mówiąc, jestem introwertykiem i raczej samotnikiem. Bardziej skupiam się na sobie, swoich sprawach i na swoim partnerze. Mam koleżankę w Niemczech, z którą widujemy się raz do roku, i koleżankę w Ukrainie, z którą w obecnej sytuacji widujemy się jeszcze rzadziej, ale utrzymujemy kontakt online.
Obok siebie mam bliskie koleżanki Polki i kiedy potrzebujemy wymienić się kobiecą energią, to się spotykamy.
Szczerze: ze strony Polaków doświadczyłaś więcej miłych rzeczy czy niemiłych?
Zdecydowanie miłych! Kocham swoje życie i jestem zadowolona z tego, co mam i co mnie otacza. Może też jestem taką osobą, która skupia się na pozytywnych rzeczach. Dopiero kiedy stałam się "popularna" w social mediach, poznałam tę ciemniejszą stronę. Zdaję sobie też sprawę, że połowa z tego to boty i trolle, a druga część to osoby, którymi łatwo manipulować. Wojna hybrydowa w Polsce trwa już od dawna niestety.
Jak poznałaś swojego męża?
Chciałabym powiedzieć, że w bibliotece, ale poznaliśmy się banalnie - na imprezie. Gadaliśmy do rana i okazało się, że mamy mnóstwo wspólnych tematów. I tak to się zaczęło: całe dnie na telefonie, spotkania na kawę. Na początku ustaliliśmy, że oboje jesteśmy świeżo po rozstaniu i nie chcemy wchodzić w związek, więc "tylko się przyjaźnimy". No ale wyszło, jak wyszło. Nigdy nie wiesz, gdzie, kiedy i jak spotkasz bratnią duszę.

Czy Polacy są podobni do Ukraińców?
Nie lubię oceniać ludzi ogółem. Wydaje mi się, że jesteśmy bardzo podobni. Tak samo kochamy i tak samo nienawidzimy. Tak samo ktoś zazdrości, tak samo zachowuje się, kiedy jest zawistny. Na końcu wszystko sprowadza się do tego, że charakter nie ma narodowości.
Gdzie się lepiej żyje? Czy jest coś, za czym tęsknisz z Ukrainy? Co w Polsce jest lepsze?
Większość świadomego życia mieszkam w Polsce, więc tutaj wszystko jest dla mnie bliskie i znajome. Kiedy jadę na Ukrainę, czuję się już trochę jak turystka. Jedzenie, za którym kiedyś tęskniłam z Ukrainy, dziś bez problemu można znaleźć w Polsce. Trochę tęsknię za Odessą - przed wojną latałam tam po kilka razy w sezonie. Bardzo chcę pokazać piękne miejsca, które kiedyś lubiłam, mojemu Polakowi.
No i przyznam się, trochę zazdroszczę cen w Ukrainie u dentysty i na zabiegi kosmetyczne. Ukraina jest naprawdę pięknym krajem do życia, jednak wojna wszystko zmienia. Bezpieczeństwo jest podstawową potrzebą każdego człowieka, a niestety dziś nie ma tam tej pewności.
Podsumowując, najlepiej żyje się tam, gdzie człowiek czuje wewnętrzną harmonię ze sobą. Tak też jest w moim przypadku.
Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótka wycieczka może zmienić perspektywę i dodać energii. Sprawdź, które miejsca w tym sezonie warto odwiedzić na styl.interia.pl/podróże











