Zachowanie teściowej było jak policzek. Poczułam się upokorzona
Relacje z rodzicami partnera zalicza się do najtrudniejszych i najbardziej wymagających w rodzinie. Pełne napięć często są zwłaszcza kontakty matki i synowej - dwóch kobiet, które podświadomie mogą zacząć rywalizację o ukochanego mężczyznę. Raniące słowa i bolesne doświadczenia stają się wtedy chlebem powszednim, o czym opowiadają bohaterki tekstu. O tym, jak radzić sobie z trudnymi relacjami z teściami mówi w rozmowie z Interią Marta Wróbel-Rakowska, psycholożka i psychoterapeutka z Centrum Terapii Dialog w Warszawie.

Spis treści:
- Dominika: "Czy jesteś z nim dla pieniędzy? Poczułam, jakby przyszła teściowa dała mi w twarz"
- Agnieszka: "Uczucia upokorzenia i bezsilności nie byłam się już w stanie pozbyć"
- Marcelina: "Przez wiele lat zastanawiałam się, dlaczego ta kobieta mnie aż tak nienawidzi"
- Sylwia: "Czuję się, jakbyśmy obie były z innej bajki"
- Anna: "Najbardziej zabolał mnie dzień ślubu. Lament był taki, jakby to był jego pogrzeb, a nie wesele"
- Jak naprawić relacje z teściami? Psycholog daje konkretne rady
Dominika: "Czy jesteś z nim dla pieniędzy? Poczułam, jakby przyszła teściowa dała mi w twarz"
- Przed ślubem wydawało mi się, że znam rodzinę męża na wylot, w końcu spotykaliśmy się z Markiem aż 10 lat. Jego matka wyglądała na wymarzoną teściową, przyjaciółkę od papierosa i popijania winka. Pierwsze czerwone flagi zaczęły się pojawiać po zaręczynach, do ślubu zostały 4 miesiące. W trakcie świątecznego spotkania pokłóciłam się z narzeczonym o jakąś błahostkę, w końcu wyszłam zdenerwowana z pokoju. Jego matka poszła za mną, żeby porozmawiać, a wymiana zdań zakończyła się jej pytaniem: "Czy jesteś z nim dla pieniędzy?" Poczułam się, jakby ktoś dał mi w twarz.
- Później wtrącała się w kwestie organizacji wesela i postanowiła wybrać meble do naszej sypialni. Po ślubie mieliśmy zamieszkać u nich w domu. Marek od dziecka miał wpojone, że spośród całego rodzeństwa to on ma zostać w domu rodzinnym, a ja miałam się dostosować. Zaczęły się naciski w różnych sprawach - żebym zmieniła pracę, żebyśmy w innym terminie pojechali w podróż poślubną. Decyzja, co zrobić z pieniędzmi z wesela zapadła za moimi plecami. Mąż nie widział w tym nic nadzwyczajnego, uważał, że jego matka chce dla nas dobrze. Coraz częściej kłóciliśmy się z jej powodu. Wkrótce cała rodzina męża zaczęła traktować mnie jak trędowatą, uważali, że chcę skłócić z nimi Marka. Kiedyś podsłuchałam rozmowę teściów, w której obrażali mnie, używając wulgaryzmów. Zapytałam, gdzie Marek, usłyszałam: "tam gdzie jego miejsce - przy innej". Tego samego dnia się spakowałam i wyprowadziłam, wróciłam do rodzinnego domu.
- Mąż nawet nie zadzwonił, nie zapytał, co się stało. Cała jego rodzina twierdziła, że to wszystko moja wina. Mimo to próbowaliśmy ratować to małżeństwo, moim warunkiem była jednak wyprowadzka do własnego mieszkania. W międzyczasie poszłam na terapię, dzięki której nabrałam pewności siebie i zaczęłam walczyć o swoje. Zaszłam w ciążę, więc zmieniły się moje priorytety. Niestety teściowie dalej traktowali mnie jak czarną owcę, a w rodzinie rozpowiadali, że jestem chora psychicznie. Marek po raz kolejny okazał brak lojalności. Obecnie jesteśmy w trakcie rozwodu. Wciąż otrzymuję wiadomości od męża i jego rodziny - wszyscy zgodnie twierdzą, że rozwód to moja wina, a teraz izoluję dziecko od ojca.
Brak lojalności małżeńskiej bardzo boli, prowadzi do frustracji, poczucia osamotnienia w relacji, wycofania emocjonalnego, a w końcu do osłabienia bądź zaniku więzi
Agnieszka: "Uczucia upokorzenia i bezsilności nie byłam się już w stanie pozbyć"
- Moje relacje z teściami od początku były trudne i pełne napięć, choć bardzo długo starałam się je usprawiedliwiać i ratować. Kiedy byłam w pierwszej ciąży, mieszkaliśmy w ich domu - oni wcześniej przenieśli się do mieszkania teścia. Praktycznie się nie widywaliśmy, dopiero przed porodem teściowa zaczęła nas częściej odwiedzać. Chciałam zrobić coś dobrego, pokazać zaangażowanie i wdzięczność, więc umyłam okna i powiesiłam nowe firanki w całym domu. Wydawało mi się, że to będzie miły gest, który zostanie dobrze odebrany. Zamiast tego teściowa na moich oczach zerwała wszystkie firanki i zaczęła krzyczeć, że w jej domu nikt nie będzie niczego zmieniał. To było dla mnie jak policzek. Tego uczucia upokorzenia i bezsilności nie potrafiłam się już pozbyć.
- Kilka miesięcy po porodzie wyprowadziliśmy się, bo nie byłam w stanie dalej tam funkcjonować. Przez pewien czas wydawało się, że relacje się poprawiły, nam urodziło się drugie dziecko. Problemy wróciły wraz z przejściem teściowej na emeryturę. Zaczęła nas unikać, zasłaniała się wymyślonymi chorobami i dolegliwościami. W małżeństwie się nam nie układało i w końcu podjęliśmy decyzję o rozwodzie.
- Mąż wrócił do domu swoich rodziców. Oboje chcieliśmy, żeby dzieci miały kontakt zarówno z nim, jak i jego rodzicami, ich dobro było dla nas najważniejsze. Niestety wtedy sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała. Teściowa uzyskała od internisty zaświadczenie, że nie może przebywać w hałasie. W praktyce oznaczało to zakaz przyjazdów dzieci do ojca. Obecnie były mąż zabiera dzieci, ale po kilku godzinach zawsze dochodzi do awantur z teściem, bo dzieci są głośno, a teściowa źle się czuje. W efekcie dzieci są odwożone z powrotem do mnie, a to bardzo odbija się na ich psychice, nie rozumieją, co się dzieje. Mój były mąż stał się nerwowy i rozdarty, nie potrafi postawić granicy swoim rodzicom i zawalczyć o realny kontakt z dziećmi.
Brak reakcji ze strony partnera na złe zachowania rodziców jest formą przyzwolenia na takie traktowanie. Nadzieja, że wszystko ułoży się po ślubie może być płonna

Marcelina: "Przez wiele lat zastanawiałam się, dlaczego ta kobieta mnie aż tak nienawidzi"
- Z narzeczonym byliśmy od 4 lat w związku, w końcu spontanicznie postanowiliśmy wziąć ślub. Pojechaliśmy do urzędu stanu cywilnego i "zaklepaliśmy" pierwszą najwcześniejszą datę. Szczęśliwi i zakochani wyruszyliśmy do moich rodziców. Tata aż podskoczył z radości, oboje z mamą nas uściskali, pogratulowali nam i pytali, jak mogą pomóc w organizacji wesela. Chcieliśmy skromną kameralną uroczystość, więc tak naprawdę nie było wiele do przygotowywania. Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy do mojej przyszłej teściowej.
- Usiedliśmy w salonie, Wojtek, uśmiechnięty od ucha do ucha, obwieścił mamie, że bierzemy ślub. Ta, zamyślona, wpatrywała się w okno. Cisza była tak głucha, że aż bolała. Wojtek powtórzył jeszcze raz, próbując przebić się przez ten mur obojętności, a jego matka, zachowywała się, jakby była w innymi świecie. Atmosfera była tak gęsta, że można by ją kroić nożem. W końcu matka mojego przyszłego męża zaczęła wzdychać i, patrząc tylko na mnie, wypuszczać z ust kolejne zatrute strzały: "po co wam to, nic nie macie, ani domu, ani rodziny, po co się tak spieszyć, ona jeszcze na studiach, kto wam kazał, kto za to zapłaci".
- Zabiła w nas całą radość, nadzieję i wiarę w ludzi. Wojtek próbował ratować sytuację, podkreślał, że się kochamy i nic więcej nie jest nam potrzebne do szczęścia, ale nic to nie dało. Wyszłam, popłakałam się. Mojemu narzeczonemu też było ciężko i ogromnie przykro, tym bardziej, że dopiero co stracił ojca. Tymczasem jego matka, im bliżej było do ślubu, tym głośniej podkreślała, że nie zamierza na niego przychodzić. Ostatecznie przyszła, zapewne ze wstydu przed resztą rodziny. Dziś wiem, że nie chodziło o żadne kwiaty czy pieniądze na ślub. Zawsze chodziło o mnie.
- Ostatecznie musiałam z nią jakoś żyć przez wiele kolejnych lat, zastanawiając się, dlaczego mnie aż tak nienawidzi. Na szczęście udało mi się wszystko poukładać w głowie i uodpornić na jej zachowania. Postawiłam jej granice, w mało przyjemny sposób, co nie było dla mnie komfortowe, bo byłam wychowana tak, żeby szanować starszych. Teraz wiem, że gdybym tego nie zrobiła, ona wpędziłaby mnie w poważne zaburzenia. Z czasem nasze relacje stały się dość poprawne, bo zależało jej na kontakcie z wnuczką.
Nie warto szukać aprobaty tam, gdzie nie mamy szansy jej dostać. Trzeba jednak oczekiwać szacunku do siebie. Bardzo ważne, aby pamiętać, że niechęć okazywana przez rodziców partnera, nie mówi nic o mnie, o mojej wartości. Więcej mówi o nich – o ich lękach, oczekiwaniach
Sylwia: "Czuję się, jakbyśmy obie były z innej bajki"
- Moje relacje z teściową określiłabym jako poprawne. Delikatnie mówiąc, nie nadajemy na tych samych falach, ale ze względu na męża i dzieci obie staramy się unikać konfliktów. Nie widujemy się często, co ułatwia sprawę - jeden weekend w miesiącu da się z łatwością wytrzymać. To, co najbardziej mnie w niej denerwuje to zaściankowość i tendencja do krytykowania wszystkiego. Jej podejście do życia jest mocno ograniczone przez tradycję i religię, nie rozumie, że ktoś może chcieć żyć inaczej. Często wygłasza opinię, że kiedyś wszystko było lepsze - edukacja, lekarze, wychowanie dzieci. Poza tym ja jestem osobą konkretną, a moja teściowa to taka Ania z Zielonego Wzgórza. Czuję się, jakbyśmy były z innej bajki.
Anna: "Najbardziej zabolał mnie dzień ślubu. Lament był taki, jakby to był jego pogrzeb, a nie wesele"
- Mój mąż zawsze był oczkiem w głowie teściowej. Ukochany syn, największy pomocnik w domowych sprawach, bo teść ma dwie lewe ręce do wszelkich napraw i powiernik. Teściowie niby mnie lubili, ale nigdy nie było między nami szczerej serdeczności. Z Kamilem postanowiliśmy się pobrać tuż po studiach. Jego rodzice przyjęli to bez większej radości, raczej jako przykrą konsekwencję naszego kilkuletniego związku. Najbardziej zabolał mnie dzień ślubu. Lament w domu Kamila był taki, jakby to był jego pogrzeb, a nie ślub. Po narodzinach dziecka było tylko gorzej, teściowa wynajdowała 100 powodów, dla których mój mąż miał jechać do rodzinnego domu. Uważam, że to nie fair, bo właśnie wtedy to ja potrzebowałam najwięcej pomocy.
- W każde święta był problem, bo teściowa oczekiwała, że to u nich będziemy spędzać Wigilię i pierwszy dzień świąt, bo do moich rodziców mieliśmy znacznie dłuższą drogę. Udawała miłą, ale myślę, że świadomie wbijała mi "szpileczki" przy różnych okazjach. A to, że Kamil jest taki zmęczony (za każdym razem jak zajmował się dzieckiem, przecież po pracy powinien odpoczywać), a to że ona przy trójce dzieci miała zawsze porządek w domu (nie to co ja). W końcu postawiłam mężowi ultimatum - albo ograniczy kontakty z rodzicami i zwróci im uwagę, że źle mnie traktują, albo całkiem przestanę do nich jeździć. Łatwo nie było, na szczęście pomogła nam siostra męża, która stanęła po mojej stronie. Przyznała, że Kamil zachowuje się jak maminsynek i pora, żeby zaczął żyć życiem własnej rodziny. Od tego czasu jest nieco lepiej, wizyty u teściów są nieco oficjalne, ale przestali robić mi przytyki, więc jestem w stanie wytrzymać te rzadkie odwiedziny.
Kluczowy jest sojusz małżonków/partnerów - wspólne stawianie granic, przeciwstawianie się złemu traktowaniu. Takie granice warto stawiać możliwie szybko, ale lepiej nie robić tego w silnych emocjach

Jak naprawić relacje z teściami? Psycholog daje konkretne rady
Magdalena Kowalska, Interia: Dlaczego matki mężczyzn często traktują synowe jak rywalki?
Marta Wróbel-Rakowska, psycholożka i psychoterapeutka, Centrum Terapii Dialog: - Nie wiem, czy to częsta sytuacja, niemniej, jeśli już się zdarza, to myślę, że istnieją przynajmniej dwie ważne przyczyny. Jedną z nich może być trudność w pożegnaniu się z rolą matki. W naszym społeczeństwie nadal (choć powoli się to zmienia) jedną z najważniejszych ról życiowych pełnionych przez kobiety jest właśnie rola matki. Przez jakąś część życia kobieta stawia macierzyństwo na pierwszym miejscu, często kosztem rozwoju zawodowego, osobistego, dbania o relacje przyjacielskie. Kiedy przychodzi etap, w którym dziecko dorasta, zakłada swoją rodzinę, trzeba w pewnym sensie pożegnać się z tą rolą. To może być trudne, jeśli inne sfery życia są zaniedbane. Jeśli nie uda się zaakceptować tej zmiany, zrobić miejsca na coś nowego, może pojawić się chęć trwania przy roli matki - najważniejszej osoby w życiu dziecka - i związana z tym rywalizacja.
- Drugą przyczyną mogą być indywidualne cechy osobowości. Każdy z nas jest inny. Wydaje się, że osoba z tendencjami do przeżywania zazdrości, kontrolowania, podporządkowywania sobie innych może rywalizować z synową.
Co robić, kiedy już na starcie widzimy, że rodzice partnera nas nie lubią?
- Nawiązywanie relacji z rodzicami partnera to z pewnością moment, w którym po obu stronach pojawia się dużo silnych emocji. Z jednej strony to nadzieja na coś dobrego, ale też lęk, obawa przed tym, kogo spotkam po drugiej stronie, jak zostanę odebrana. Takie silne emocje sprzyjają niewłaściwej interpretacji zachowań czy słów drugiej strony. Kiedy towarzyszy nam silny lęk, łatwo negatywnie zinterpretować czyjeś słowa lub gesty, np. jako skierowane przeciwko nam. Warto więc uważać na to, żeby niechcący nie paść ofiarą własnych obaw. To może zadziać się po obydwu stronach i utrudnić budowanie dobrej relacji.
- Oczywiście bywa i tak, że rodzice partnera rzeczywiście od początku znajomości okazują nam brak sympatii. Jest to na pewno przykre doświadczenie. Czasem w takiej sytuacji partnerka może starać się zdobyć sympatię rodziców nawet kosztem siebie - przymykając oko na złe traktowanie, na brak szacunku ze strony rodziców partnera. Każdy z nas pragnie przecież akceptacji, aprobaty, zwłaszcza od ważnych osób w naszym życiu. Próba zdobycia przychylności źle traktujących nas osób zwykle kończy się naszym cierpieniem. Nie warto szukać aprobaty tam, gdzie nie mamy szansy jej dostać. Natomiast na pewno warto oczekiwać szacunku do siebie. Bardzo ważne, by pamiętać o tym, że niechęć okazywana przez rodziców partnera, nie mówi nic o mnie, o mojej wartości. Takie zachowanie więcej mówi o nich - o ich lękach, oczekiwaniach.
- W takiej sytuacji warto szczerze porozmawiać - przede wszystkim z partnerem, a potem z jego rodzicami - przy wsparciu partnera. Lepiej nie zwlekać z taką rozmową w nadziei, że sytuacja sama się zmieni. To bywa trudne, ale ważne, aby powiedzieć parterowi o swoich uczuciach, o zachowaniach jego rodziców, które sprawiają przykrość i poprosić o wsparcie, reagowanie w takich sytuacjach.
Co, jeśli rozmowa z partnerem nie przynosi efektów? Czy warto dalej angażować się w taki związek i planować ślub?
- To bardzo ważny sprawdzian dla związku, który pokazuje, czy partner jest wrażliwy na nasze uczucia, potrzeby. Czy słucha i stara się rozumieć. Nawet jeśli reakcja, czyli stawanie po stronie swojej partnerki, nie przychodzi mu łatwo, jeśli dopiero się tego uczy, warto to docenić. Jeśli jednak partner bagatelizuje nasze uczucia i destrukcyjne zachowania swoich rodziców ("mama już taka jest", "nie przesadzaj"), to jest to bardzo niepokojący sygnał. Brak reakcji ze strony partnera na złe zachowania rodziców jest formą przyzwolenia na takie traktowanie. Nadzieja, że wszystko ułoży się po ślubie może być płonna. Warto zwracać uwagę na zachowania i próby zmiany tu i teraz.

Czy da się zapobiec toksycznym zachowaniom teściów?
- Czy da się im zapobiec, nie wiem, ale można i warto reagować na trudne zachowania teściów takie jak, ocenianie, krytykowanie czy ingerowanie w sprawy pary małżeńskiej. Kluczowy będzie tu sojusz małżonków/partnerów - wspólne stawianie granic, przeciwstawianie się złemu traktowaniu. Takie granice warto stawiać możliwie szybko, ale lepiej nie robić tego w silnych emocjach, które mogą popsuć sprawę. Lepiej zaplanować wspólnie z partnerem, co i w jaki sposób powiedzieć teściom albo jak będziemy reagować tak, żeby zwiększyć szanse na porozumienie, a nie na konflikt. Mogą to być proste, ale wyznaczające jasne granice zdania np. "takie uwagi mnie ranią i nie zgadzam się na nie" lub "kiedy przychodzisz do nas mamo, nie zaglądaj do naszej sypialni, to nasza prywatna przestrzeń". Czasem taki asertywny komunikat może sprawić, że teściowie poczują się urażeni, ale jeśli mają dobre intencje, zrozumieją jego wartość i będą potrafili uszanować postawione granice.
Czy jeśli partner jest pod wpływem rodziców, a teściowie negatywnie ingerują w związek, to czy takie małżeństwo da się naprawić?
- Ważne, żeby partnerzy wspólnie dbali o to, co razem tworzą, uznali rodzinę, którą budują za najważniejszą, ważniejszą niż rodzina pochodzenia. Nie znaczy to braku kontaktów czy troski o rodziców. Kluczowa jest jednak gotowość partnera, by dbać o potrzeby swojej "drugiej połówki". W praktyce oznaczać to będzie, że potrafi powiedzieć rodzicom: "stop", choćby nieidealnie, postawić związek ponad komfort rodziców. Czasem, pomimo prób, partnerowi trudno uwolnić się spod destrukcyjnego wpływu rodziców. Wtedy warto skorzystać z psychoterapii - małżeńskiej lub indywidualnej.
Jak żyć w związku, w którym teściowie się wtrącają, a współmałżonek nie reaguje?
- Budujmy od początku związek, w którym tak się nie dzieje. Żeby to się udało, musimy przede wszystkim rozmawiać: wyrażać swoje uczucia i potrzeby, nazywać to, co nas boli, prosić o pomoc. Ważne jest wspólne zadbanie o granice, omówienie z partnerem tego, jak według nas powinny wyglądać relacje z teściami czy rodzeństwem.
- Brak lojalności małżeńskiej bardzo boli, prowadzi do frustracji, poczucia osamotnienia w relacji, wycofania emocjonalnego, a w końcu często do osłabienia bądź zaniku więzi. Czasami w takiej sytuacji decydujemy się na rozstanie. Zdarza się, że z różnych powodów wybieramy jednak pozostanie w związku. Oba rozwiązania są trudne. Myślę, że w tej drugiej sytuacji trzeba zadbać o siebie np. poprzez ograniczenie kontaktów z teściami, postępowanie według własnych zasad i stawianie granic, nawet jeśli współmałżonek tego nie robi.
Chcesz lepiej zrozumieć siebie i innych? Poznaj sprawdzone porady dotyczące inteligencji emocjonalnej, typów osobowości i relacji międzyludzkich. Zajrzyj na kobieta.interia.pl/psychologia











